Przez PRYZMAT raz jeszcze
Akcję szkoleniową PRYZMAT promowaliśmy na naszym blogu. Czas więc na refleksje po jej zakończeniu – również na blogu. Nie wszystko da się opisać, ale spojrzenie “przez pryzmat” pomaga. W tym wypadku proponuję spojrzenie przez pryzmat potrzeb, ludzi, kształcenia, organizacji i działań.
Przez pryzmat potrzeb?
Jestem fanką realizacji celów wynikających z potrzeb. Niby to oczywiste, a jednak nie tak znów często spotykane. PRYZMAT wyrósł z potrzeb naszych środowisk oraz z potrzeb Harcerskiej Szkoły Ratownictwa. W HSR od dawna rozmawiamy o tym, że rozwój instruktorów HSR nie musi zamykać się tylko w HSR, że Ci pełni entuzjazmu młodzi ludzie mogą zaangażować się i często to robią nie tylko w rozwój specjalności. W każdym z naszych hufców, co jakiś czas borykamy się z problemem braku nowych pomysłów, nowych bodźców do rozwoju, a czasem brakuje też motywacji do wychodzenia na zewnątrz. Ale od początku nie ukrywaliśmy, że akcja ta realizuje też nasze osobiste potrzeby. Chcieliśmy się zaangażować w ZHP w coś fajnego. Coś, co pozwoli nasze umiejętności, wiedzę i doświadczenia wykorzystać w pożyteczny sposób. Coś, co będzie dla każdego z nas wyzwaniem. Rafał Klepacz kiedyś powiedział, że zawsze jak w ZHP chciał się zaangażować w coś fajnego, to musiał sobie to sam zorganizować. (tak powstały HSR oraz wydział badań i analiz GK). My też chcieliśmy – nie wykluczając Rafała. I tak w celu realizowania potrzeb powstała akcja szkoleniowa PRYZMAT.
Przez pryzmat ludzi?
Pryzmatowe kursy ściągnęły ludzi z różnych środowisk. Wyłączę spośród nich kurs instruktorski HSR, bo spodziewam się, a właściwie wiem, że uczestnicy tego kursu nie przyjechali tam z powodu PRYZMATU, a z powodu HSR. Poza kursem HSR uczestniczyło w PRYZMACIE 25 osób. Reprezentowali oni:
- 15 hufców (Lublin, Legionowo, Radom-miasto, Szczekociny, Ursus, Kraków Śródmieście ,Żory, Krotoszyn, Warszawa Centrum, Kielce Południe, Zielonka, Grójec, Łódź, Goleniów, Poznań Siódemka),
- 9 chorągwi (mazowiecka, stołeczna, zachodniopomorska, lubelska, Ziemi Lubuskiej, wielkopolska, kielecka, łódzka, krakowska).
Najmłodszy uczestnik miał 18 lat, najstarszy 60.
Wśród uczestników mieliśmy tegoroczną maturzystkę, emerytowanego nauczyciela fizyki i informatyki, psychologa, nauczycielkę, studentów: filologii klasycznej, historii, pedagogiki, andragogiki, dziennikarstwa, medycyny, psychologii.
Przez pryzmat kształcenia?
Nie sposób przecenić faktu, że doświadczenia z różnych części Polski, to nie doświadczenia jednej chorągwi. Zupełnie różne rozwiązania, inne warunki, często te same problemy widziane z różnych stron. Ciekawe pomysły, wychodzenie z szablonowego działania, które jest charakterystyczne dla zamkniętych środowisk. Przeróżne dobre praktyki, niedoceniane podczas spotkań w naszym środowisku. Wyjazd na kurs poza własne środowisko, to jak wyjście w świat. Otwarcie na innych. To czas konfrontacji naszych pomysłów, czas, w którym ścierają się poglądy, czas rewizji stanowisk na różne tematy. Czas rewizji naszych postaw i ról, które pełnimy w swoich środowiskach. Szkolenia oparte na kadrze z kilku środowisk, są ciekawsze, kadra jest bardziej doświadczona, większa jest szansa na zebranie ciekawych ludzi, większa szansa na różnorodność. Widoczną zaletą szkoleń międzyśrodowiskowych jest też rzecz tak banalna, jak zebranie wystarczającej liczby uczestników. Ile razy zdarzyło się nam, że szkolenie nie odbyło się, bo liczba uczestników była zbyt mała.
Mimo niezaprzeczalnych zalet takich form szkoleniowych system obowiązujący dziś w ZHP nie ułatwia organizacji takiego szkolenia. Problemy pojawiają się na etapie zatwierdzania. Szkolenie może mieć zasięg ogólnopolski ale musi być osadzone w którejś z chorągwi (w przypadku kursu kadry kształcącej). I nie pomaga tu fakt posiadania złotych odznak kadry kształcącej przez sporą część kadry.
Przez pryzmat organizacji?
Budowanie systemu kształcenia w naszej organizacji zakłada regionalność kształcenia – moim zdaniem słusznie. Wsparcie lokalne to podstawa kształcenia w organizacji – uczestnicy wracający do środowisk, gdzie dzieje się “jak dawniej” i występuje zamknięcie na wszelkie zmiany, tracą energię na zmiany, które nie zachodzą. Czy jest więc sens kształcić ich w oderwaniu od środowiska? Czy bez znajomości sytuacji konkretnych środowisk, można realnie odpowiadać na potrzeby uczestników szkoleń? Jak badać potrzeby tych środowisk i uczestników z nich pochodzących? Dzisiejszy system kształcenia opiera się również na przypisaniu konkretnych kompetencji konkretnemu szczeblowi organizacji. Chorągiew nie organizuje kursów drużynowych, a CSI nie jest organizatorem kursów kadry kształcącej. Kilka lat trwało wypracowanie takiego modelu, a wciąż trwa dostosowanie się do niego w większej części ZHP. Model w swej istocie słuszny, dziś nie jest więc realizowany.
Z drugiej jednak strony, pytanie brzmi: czy regionalny charakter kształcenia ma sens w chwili, gdy organizacja nam się zmniejsza, a większość hufców i chorągwi ma problemy z kształceniem (i nie tylko)? Może jest potrzebne kolejne rozwiązanie przejściowe? A może tylko proteza, która pozwoli na organizację szkoleń międzyśrodowiskowych bez fikcji przyklejania ich do którejś z chorągwi.
No i nie zapominajmy o zaletach szkoleń międzyśrodowiskowych.
Przez PRYZMAT działań?
Dylemat, co jest lepsze, albo jak pogodzić zalety każdego z rozwiązań to pewnie temat na długie dyskusje. Próba ich pogodzenia zresztą już występuje. A my póki co, pozostaniemy przy organizacji kursów dla naszych środowisk, w końcu to ich potrzeby znamy najlepiej, nie zamykamy się jednak na uczestników z innych stron Polski.
Podobne artykuły
harcmistrzyni, instruktorka hufca Radom miasto, członkini zespołu kadry kształcącej; była drużynową, komendantką związku drużyn, szefem Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, instruktorką Wydziału programowego GK ZHP, przewodniczącą komisji ds. programu i pracy z kadrą Rady Naczelnej ZHP; redaktor merytoryczny, trenerka umiejętności psychospołecznych, wiceprezes zarządu Pracowni Wspierania Organizacji Pozarządowych.