Historia pewnej uchwały…
Nowy Rok to czas podsumowań i snucia planów na przyszłość. Całkiem przypadkiem robiąc noworoczny remanent natknąłem się na pewne oświadczenie. W nie tak zamierzchłej przeszłości 24 lutego 2007 roku na swej VIII zbiórce rozwiązał się Ruch Całym Życiem. Ruch, który dla mnie jako młodego stażem instruktora, przez 9 lat dawał nadzieję na zmiany w organizacji. Pozwalał spotkać instruktorów z całej Polski myślących podobnie i chcących pozostawić „świat odrobinę lepszym niż go zastali”. Oho zapachniało patosem? Rok 2010 to czas obchodów 100-lecia powołanie pierwszych drużyn skautowych. Obserwując to co dzieje z harcerstwem, zastanawiam się czy ów „testament RCŻ” nie jest nadal aktualny. Ile Ruchu jest obecnie w ZHP, a ile biurokracji? Oceńcie sami…
Oświadczenie Ogólnopolskiej Zbiórki Ruchu Całym Życiem z dnia 24 lutego 2007 roku
Druhny i Druhowie,
Instruktorzy Związku, członkowie władz ZHP!
To już dziewiąty rok od powstania Ruchu Całym Życiem. Zarówno wówczas jak i przez te wszystkie lata wierzyliśmy, że Związek Harcerstwa Polskiego chce być organizacją wychowawczą w prawdziwym sensie tego słowa, że chce być zarówno do wewnątrz jak i na zewnątrz wyrazisty ideowo, że kurs ma wytyczony, tylko wiele wiatrów bocznych, poczynając od zwykłej ludzkiej niemocy, poprzez borykanie się z bagażem PRL-u, a kończąc na politycznej poprawności – spycha go na mielizny.
Na naszej wierze zbudowaliśmy Ruch, który przez niemal 9 lat swego istnienia skupił w swoich szeregach ponad 100 instruktorów. Ruch działał tak, aby zachęcać instruktorów do kreowania rzeczywistości, wspierać w odkrywaniu harcerstwa na nowo, w końcu pomagać sternikom trzymać się właściwego kursu, obranego przecież w 1990 roku, wspieranego autorytetem dha Stefana Mirowskiego. Ruch Całym Życiem osobistym zaangażowaniem i przykładem swoich członków i sympatyków pokazywał, przede wszystkim innym instruktorom – bo to na nich budujemy tożsamość ZHP, że można na serio, całym życiem, profesjonalnie i dojrzale traktować harcerstwo. Czy mieliśmy patent na dobrą jakość? A może patent na prawdę? A może jedyną właściwą odpowiedź na pytanie: jaki ZHP?
Nie i nigdy tak nie twierdziliśmy. Zawsze cieszyliśmy się z każdego, nawet zupełnie z nami nie związanego, dobrego działania na rzecz Związku. Z każdego prawego i prawdziwego instruktora, choćby był naszym krytykiem. Z każdej poważnej rozmowy i konfrontacji, bo to w końcu w ogniu dyskusji wykuwają się najcenniejsze kształty.
Jest rzeczą oczywistą, że najbardziej motywowała nas do pracy działalność tych wszystkich harcerskich drużyn i środowisk, które po prostu, mówiąc kolokwialnie – robiły dobrą, harcerską robotę. W wielu z nich działo się tak, dzisiaj nie boimy się zasugerować takiej tezy, bo otaczały się one szczelnym kokonem i nie chciały zbyt wiele wiedzieć o tym, co się w ich macierzystym Związku dzieje.
Ale tych wartościowych działań, ludzi, środowisk nie przybywa w ZHP. Od lat tendencja jest raczej odwrotna. Nie przybywa nam przyjaciół poza Związkiem.
Nie przybywa znaczenia naszemu Związkowi w kraju, w większości miast i miejscowości. Nie przybywa pozytywnych publikacji prasowych. Nasz wizerunek jest coraz bardziej nijaki, rozmyty. Nasze działania coraz słabsze i mniej widoczne. Nasza rola wychowawcza jako organizacji jest coraz mniejsza
Nie widzimy, aby kolejne zjazdy ZHP były milowymi krokami do przodu, w naszej ocenie od kilku lat, Związek Harcerstwa Polskiego ideowo, organizacyjnie i merytorycznie nie rozwija się zgodnie z naszymi oczekiwaniami.
Co to wszystko ma wspólnego z Ruchem Całym Życiem? 100 instruktorów to dużo, zwłaszcza jeśli większość z nich to harcmistrzowie. Był to z pewnością słyszalny głos środowiska, jest to znaczący merytoryczny wkład w dokumenty obowiązujące obecnie w Związku między innymi: System Metodyczny ZHP, System Stopni Instruktorskich, Program Ekonomiczny ZHP czy Strategię Rozwoju ZHP. Były to, na przestrzeni kilku lat, dobre konferencje, których wnioski zawsze były w Związku szeroko komentowane i które niemal w całości wprowadzane były do związkowych dokumentów, kursy szkolące instruktorów w całej Polsce, w tym jedyne w ZHP kształcenie harcmistrzów, pierwsze dyskusje o kierunku rozwoju ZHP przygotowujące już do Zjazdu w 2001r, ? Gra w ruchu” oraz wiele innych, często lokalnych działań. Rozpropagowaliśmy w Związku zwyczaj szerokich, instruktorskich konsultacji. Organizowane przez nas imprezy, otrzymując wysokie oceny uczestników, podnosiły standardy organizacyjne. Rozniecaliśmy w instruktorach (również w sobie) poczucie odpowiedzialności za Związek.
Zawsze reagowaliśmy na to, co się w ZHP działo, braliśmy czynny udział w życiu organizacji, czuliśmy się i chcieliśmy być za nią odpowiedzialni. Ale jak się okazało, to za mało, żeby praktycznie zmienić oblicze tak wielkiej organizacji. Nie chcemy budować mitu współczesnego Syzyfa.
Nie widzimy rzeczywistych zmian w Związku. Nie widzimy powiększania się potencjału jakości i ideowości w ZHP. Nie widzimy szans na realizację Strategii ZHP przyjętej przez ostatni Zjazd, Programu Ekonomicznego i wielu innych dobrych dla Związku dokumentów, które miały dać podłoże do dynamicznych zmian w naszej organizacji. Widzimy za to ciągły proces degradacji idei, który po równi pochyłej niezmiennie i po kawałku spycha ZHP w dół. Dlatego nie widzimy sensu i celu dalszego istnienia Ruchu Całym Życiem, który jak pokazała historia nie był wystarczająco skutecznym sposobem zmieniania ZHP.
Dziś przyszło nam zapytać, czy przypadkiem część środowisk podejmując w 1990 roku decyzję o utworzeniu alternatywnych organizacji – nie miała racji. Może po prostu Związku Harcerstwa Polskiego uzdrowić się nie da, choć nie zmienia to faktu, iż część z nas zostaje w ZHP dokończyć swoją misję i wypełnić obowiązek wychowania następców do funkcji, które na różnych szczeblach organizacyjnych wciąż pełnią.
Dziękujemy wszystkim, których spotykaliśmy na harcerskich drogach, z którymi się zgadzaliśmy lub spieraliśmy, ale którzy tak czy inaczej byli wiarygodnymi instruktorami i działali dla dobra Związku Harcerstwa Polskiego.
Czuwaj!
Instruktorki i Instruktorzy Ruchu Całym Życiem
Historia podobno kołem się toczy…Podobno…

Jedynym dobrych ruchem Ruchu Całym Życiem było samorozwiązanie :)
@Misiek –
Nie wiem czy to był żart, ale kiepski;) RCŻ powstał właśnie po to, żeby się rozwiązać (kto przez 9 lat był członkiem RCŻ to wie o co chodzi;))
Dziś niestety nie ma (mam nadzieję, że na razie) Takiej grupy instruktorów, chcących zmian. Ostatni Zjazd pokazał, że owa grupa jest rozbita…Ot taka luźna dygresja;) A ta uchwała to tylko przypomnienie…Tylko:) Pozdrawiam
Adam, nie mogę się zgodzić, że nie ma takiej grupy. Taka grupa jest, a jest nią KPW. Jako JEDYNA grupa, poza oficjalnymi czynnikami (RN i GK) wystawiła swój własny projekt statutu, idący najdalej ze zmianami. Dostali 3 głosy, w tym 2 swoje własne… Życie…
Ale oprócz statutu, z tego co wiem, to są tam również prace nad systemem stopni i sprawności, nad metodykami.
A KPW chciałam skromnie przypomnieć powstało w lipcu 2007, czyli 2,5 roku temu.
Zgodzę się z Tobą, że wielu osób chcących zmian, a z drugiej strony mających siłę przebicia, póki co nie ma, ale podejrzewam, że w ciągu 2 lat to się zmieni.
@AgnieszkaF Agnieszko, moim zdaniem porażka statutu KPW wynikała m.in. z kompletnie nieprzejrzystego zaprezentowania tego projektu na Zjeździe. Prezentacja w Wordzie i kilkanaście stron drobnego tekstu – to się nie mogło udać i kazdy, kto zna się na prezentowaniu czegokolwiek ludziom Ci to powie. Oczywiście nie mówię, że to jedyna przyczyna – ten Zjazd w ogóle był bardzo zachowawczy. Ale mówić o tym, że KPW wystąpiło z rewalacyjnym pomysłem, który został rewelacyjnie sprzedany, a nikt go nie chciał, to spore nadużycie. Ja się z poglądami i stylem wielu osób związanych z KPW nie zgadzam, ale ten RP-M jako całość uważam za wartość Związku. Piszecie, dyskutujecie, prezentujecie poglądy – to już coś. Chciałbym sobie tak podyskutować albo poczytać gdzieś poglądy „korpusu”…
Kuba, ależ ja się z Tobą zgadzam, że Czesław nie był najlepszym pomysłem na prelegenta i prezentera. Niestety, nie miałam na to żadnego wpływu (bo niby jak?), o wiele lepszym byłby np Grzegorz.
Co nie zmienia faktu, że sam projekt do najgorszych chyba mimo wszystko nie należał – więc nie próbuj mi wmówić, że „KPW wystąpiło z rewalacyjnym pomysłem, który został rewelacyjnie sprzedany”, bo nic takiego nie powiedziałam :)
I btw: tez bym chciała znaleźć gdzieś poglądy „korpusu”….
Ów „korpusowy” pogląd jest chyba oczywistą – oczywistością – PRZETRWAĆ na etacie do emerytury:)i nie dać się pacyfikować GK ZHP;)
Zobaczymy, że jeszcze powróci jak bumerang sprawa zniesienia wymogu kadencyjności…idę o zakład:)
Co do KPW to przy całej sympatii jaki darzę jego założycieli, to na Zjeździe niestety trochę się „spalił” a szkoda…
Co do sił przebicia KPW i obecnej sytuacji porównałbym ją historycznego rozbicia dzielnicowego…Każdy władca rządzi odrębnym państwem, a władza centralna tkwi w kleszczach. Zaś rycerze i lud…mówią „nic się nie zmieniło po Zjeździe, a szkoda”
Brakuje nam takiego Łokietka, bo o Kazimierzu Wielkim już nie wspomnę;)
To boli, ale to, że nie ma zmian w Związku, że wiele drużyn radzi sobie dobrze dlatego, że ignoruje „górę” to niestety prawda. To, że nie działa zasada pomocniczości (GK wspiera chorągwie, te wspierają hufce, a te pomagają szczepom i drużynom) to wyraźny objaw agonii naszej organizacji.
To boli, ale jesteśmy ginącym gatunkiem. A to dlatego, że nie umieliśmy się przystosować do nowej rzeczywistości – do ostatnich 20 lat zmian w tym dziwnym kraju.
ZHP jak żadna inna organizacja pokazuje, co się dzieje, kiedy „doły” organizacji ewoluują by przetrwać na wolnym rynku organizacji młodzieżowych, a „góra” wciąż wieży w monopartyjną gospodarkę sterowaną centralnie.
I choć chciałbym się mylić, to uważam, że 100-lecie będzie naszą ostatnią dużą rocznicą.