Ostatnie kuszenie
Wróciłem właśnie ze spaceru z psem. Jak na koniec grudnia jest całkiem ciepło, śniegu ani śladu. Co chwilę dmucha lekki wiaterek ze strony Alp, ale już po chwili znowu robi się ciepło. Z jednym takim podmuchem, nie wiadomo skąd, doszedł do mnie zapach dymu z ogniska. Nie wiem skąd, nie wiem jak, wiem natomiast, że wystarczy jeden delikatny zapach dymu, aby zaczęło we mnie kipieć od wspomnień. Jeden lekki zapach i w ciągu ułamków sekund chciałbym pojechać w góry, na harcerski rajd, na imprezę, zagrać coś na gitarze, cokolwiek. Chwila – ulotna, za moment przemija. Pozostaje uśmiech.
Kilka lat temu, Warszawa. Śpieszę się na pętlę autobusową, samochód niedomógł. Zza bloku wysuwa się znajoma sylwetka. Nieco zgarbiona, nieco zniszczona życiem. Kolega z zastępu – Hubert. Jemu jak wielu innym z naszej okolicy harcerstwo nie pomogło. Nie przebiło się przez traumę spowodowaną patologiczną rodziną i naciskiem lokalnej “kultury”. Zniszczony alkoholem i narkotykami, uśmiecha się do mnie. Po krótkim “co słychać” rozlegnie się to co zawsze, gdy go spotykam. “Górek, ja tak sobie myślę, a jakbyśmy tak jeszcze raz zebrali chłopaków i pojechali na obóz? No weź. Wiem że ty tam w harcerstwie daleko zaszedłeś, byłbyś w stanie to zrobić. Jeszcze raz, tylko raz. Jak wtedy, co staliśmy po raz pierwszy na nocnej warcie, pamiętasz?”. Pamiętam. Dobrze pamiętam, choć to już 20 (!) lat. Widzę na jego twarzy uśmiech, prawdziwy uśmiech. Wiem, że każda myśl o tej naszej pierwszej warcie, kiedy trzęśliśmy się jak trusie sprawia mu olbrzymią przyjemność. Mnie też sprawia. Ogromną.
I ja też czasami chciałbym na taki obóz pojechać. Jeszcze raz, po prostu poczuć ten dym, poczuć się młody i wesoły.
Zaraz, przecież ja jestem młody. 32 lata to jeszcze nie emerytura. A przecież w środku ciągle czuję się na 18. Więc może to ma sens? Może udałoby mi się wrócić choćby czasami, pomiędzy pracą i żoną do tych czasów? Może zdobyłbym jeszcze jakąś sprawność, może coś bym nadrobił. Jaką ja bym bramę dziś postawił! Hoho!
Nie. Nie zrobię tego. Nie będę się mamił. Nie będę próbował uciekać od rzeczywistości w świat wyimaginowanych gier i zabaw przeznaczonych dla ludzi którzy mogliby w sumie być moimi dziećmi. Skauting od zawsze był organizacją DLA DZIECI I MŁODZIEŻY! Prowadzoną przez dorosłych, wspomaganą przez dorosłych, jednak działającą zupełnie nie dla nich. To takie proste, wystarczy spojrzeć na pierwsze dokonania BP, na obóz na wyspie Brownsea. Skauting miał przygotowywać do startu w dorosłość, najpierw ucząc młodych chłopców rzeczy potrzebnych w życiu, później (Wędrówka ku szczęściu) pomagając rozwiązywać problemy wieku dojrzewania. Ale kiedyś ten start w dorosłe życie musi nastąpić!
Wtedy nie potrzebuję już sprawności, nie potrzebuję stopni. Wszak ostatni zdobyty przeze mnie stopień – H.R. składał się już zupełnie z rzeczy przeze mnie wymyślonych. Do następnych wyzwań nie potrzebuję już symboli, tak jak dziecko nie potrzebuje kółek po bokach roweru. Może jechać samo.
Przecież nadal zdobywam stopnie i sprawności – rozwijam się w pracy, biorę ślub, właśnie zdobyłem sprawności “syn” i “dom”. Czy potrzebuję do tego symbolu na rękawie? Czy potrzebuję wręczenia na apelu? Raczej nie.
Nie mogę ciągle siedzieć w szkole, choć mam 30 lat. Nie mogę wbijać się na licealne imprezy. Nie mogę kupować ulgowych biletów do kina, nie mogę korzystać ze zniżki w PKP. Nie mogę być zwykłym harcerzem i korzystać z narzędzi dla niego przeznaczonych. I wcale się tym nie martwię – awansowałem do kolejnego etapu w moim życiu. I nie chcę się oszukiwać.
Mogę ulec kuszeniu zapachu dymu z harcerskiego ogniska. Na dwa sposoby. Mogę nadal być instruktorem harcerskim. Jeśli tylko będę młody duchem i będę potrafił dawać wykazywać się młodym, to będe mógł robić to do końca życia. Zupełnie jak BP. Czemu nie? Jednak ja będę jedynie animatorem, moderatorem, inicjatorem. Nie będę dyktatorem, czy osobą realizującą tu swoje niezrealizowane życiowe marzenia.
Mogę też spotykać się z moimi dawnymi harcerskimi znajomymi, wyjeżdżać w góry, grać na gitarze, czy oglądać stare zdjęcia. Do woli. (Oczywiście nie zaniedbując rodziny). Ale nie będę nazywał tego harcerstwem. Wyglądałbym jak “skaut piwny” Janusz Rewiński, jak dorosły przebrany za dziecko w krótkich spodenkach, jak parodia samego siebie. Mogę po prostu zostać członkiem wspomagającym harcerstwo. W takiej, czy innej formie (choć form tych obecnie u nas brakuje). Ale nie będę się wtedy zbytnio w harcerskie sprawy wtrącał.
Nie rozumiem ludzi optujących za trzecią drogą. Chcących wykrzywić w chorej parodii ideę BP, pragnących uczynić harcerstwo ruchem dla dorosłych. Nie spełnionych w życiu, potrzebujących kolorowych znaczków, gwiazdek i belek. Zdziecinniałych i niedojrzałych osób nie mogących odnaleźć się w normalnym świecie. Osób potrzebujących aktywizacji, osiadłych i zrezygnowanych. Może i potrzebujących wsparcia, ale czy u nas?
Ok, rozumiem że takie osoby istnieją. I nie zawsze jest to ich wina. Takie osoby potrzebują pomocy.
Ale dlaczego to my mamy skostnieć i stać się organizacją dla nieradzących sobie w życiu dorosłych? Dlaczego nie zajmiemy się produkcją silników do traktorów, albo sortowaniem paszy zwierzęcej? Bo to nie jest nasza misja. Bo to nie jest skauting. Bo nie tym się mamy zajmować. Chyba że jako drużyna harcerska będziemy takim osobom pomagać. To zupełnie inna postać rzeczy! Drużyna harcerska może, a nawet powinna pomagać osobom które tego potrzebują. W ramach swojego programu. Wychowawczego rzecz jasna.
Więc jeśli kusi cię zapach dymu z ogniska, realizuj się jako instruktor. Ale zapomnij o “starych dobrych czasach” i otwórz oczy na to co dzieje się dzisiaj. A jeśli kusi cię ten zapach i mimo to wolisz żyć tymi starymi czasami – załóż ze znajomymi Koło Przyjaciół Harcerstwa. Rób biwaki choćby co drugi dzień. A jeśli nie potrafisz się odnaleźć w życiu i potrzebujesz pomocy w aktywizacji – zgłoś się do organizacji która się tym zajmuje. Pewnie trochę ich jest.
Hough.
Podobne artykuły
Harcmistrz. Pełnił między innymi funkcje drużynowego, komisarza zagranicznego ZHP, instruktora Wydziału Wędrowniczego GK. Były szef zespołu mundurowego ZHP - pomysłodawca i współrealizator reformy mundurowej. Organizator obozów górskich i żeglarskich. Niepoprawny optymista. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Żonaty :) Ostatnio przedsięwziął zamiar spisania swoich harcerskich dziejów pod adresem http://skaut.glogg.pl
Dziękuję :)
Nareszcie ktoś ujął w słowa to, czego ja ująć literacko jakoś nie umiałam. Jestem starsza od autora, ale moi rówieśnicy wciąż w harcerstwie są i różne rzeczy robią. Ja, pomimo ogromnego sentymentu do dymu z ogniska, pozostaję sympatykiem. Pomagam czasem, gdy ktoś potrzebuje, ale realizuję się gdzie indziej. I nie oburzam się, że komendant Hufca, w którym działałam ma dwadzieścia parę lat i co on niby wie o życiu, bo sama miałam 21 jak weszłam do komendy hufca. O życiu wiedziałam mniej niż dzisiaj – o dzieciakach, dla których jest harcerstwo o niebo więcej.
Zostawmy harcerstwo ludziom dla których jest – młodym.
Pozdrawiam :)
Amen!
g00rek, jak nie dajesz się ponieść emocjom polemisty, to tworzysz prawdziwe perły. Nic dodać, nic ująć. :)
Brawo! Świetny tekst trafiający w sedno!
Do pilnego wykorzystania na wszelkich kształceniach !
Pozytywny wpływ alpejskiego powietrza :D
Że się tak wyrażę: Łeb jak sklep. :)
g00rek dobrze prawi… sam teraz szykuję się do zdobywania sprawności “dom” a sprawność “syn” lub “córka” już w planach… a brak zniżki na pkp to też nie lekki temat ;)