O harcerstwie inaczej odc. 5 – „Hufiec”
- No a jak tam studia? Wiesz już, o czym chciałabyś pisać pracę? - spytał Piotr.
- Pracę?! Przecież mam na to jeszcze prawie dwa lata! - odparła ze śmiechem Monika.
- Jeszcze, jeszcze.. Jasne, nawet nie zauważysz jak ci ten czas minie.
- Na ile cię znam to z raczej mi na to nie pozwolisz.. ale już poważnie mówiąc, to chcę się za nią zabrać wiosną. Potrzebuję jeszcze kilku miesięcy, żeby zastanowić się nad tematem.
- Może powinnaś napisać coś o swoim hufcu. Założę się, że gdybyś zaczęła dzisiaj, skończyłabyś w ciągu dwóch tygodni.
- Nie, na to się chyba nie zdecyduję. Nie chcę pisać pracy o harcerstwie. Wystarczy, że zajmuje mi ono większość wolnego czasu. Chciałabym się nauczyć czegoś nowego. Myślałam na przykład o aktywizowaniu społeczności lokalnych.
- No cóż. To też jest ciekawe zagadnienie. Może nie tak jak harcerstwo - Piotr uśmiechnął się szeroko - ale ważne, że cię interesuje. Najgorsze to pisać o czymś, co jest ci obojętne.
Rozmawiając szli ulicą Kościuszki w stronę centrum. Późna jesień, a do tego pochmurny dzień powodowały, że wokół szybko zapadał zmrok. Co jakiś czas mijali podążających w różnych kierunkach przechodniów. Niektórzy rozpoznając Monikę, pozdrawiali ich. Parę osób zatrzymało ich nawet na chwilę, żeby zamienić kilka słów.
Gdy mijali ratusz Monika zrobiła tajemniczą minę i powiedziała – no, już prawie jesteśmy. Ciekawa jestem jak Ci się spodoba nasza nowa wystawa?
- Wyst..
W tym momencie skręcili w ulicę Poznańską.
Zaskoczony Piotr aż przystanął, gdy zobaczył ciąg rozświetlonych witryn zlokalizowanych na parterze starej kamienicy. Nie sposób z resztą było ich nie zauważyć. Jaśniały dużo bardziej niż okoliczne latarnie, a do tego mieniły się żywymi, przyciągającymi wzrok kolorami. W momencie, gdy się pojawili, przed witrynami stało kilkunastu przypadkowych przechodniów – przede wszystkim rodzice z dziećmi oraz młodzież w różnym wieku.
Zaintrygowany niecodziennym widowiskiem Piotr dopiero po chwili odzyskał mowę – ..to wasze? - spytał z niedowierzaniem.
Monika uśmiechnęła się z satysfakcją. Nie często udawało się jej widzieć komendanta chorągwi tak zaskoczonego. Skinęła głową.
- Chodźmy bliżej. Z bliska będzie lepiej widać.
Gdy podeszli do pierwszego z okien, Piotr tylko pokręcił głową z niedowierzaniem. Za szybą na rozświetlonej słońcem łące bawiły się roześmiane zuchy. Biegały, skakały, rzucały piłkami i układały na trawie różne wzory z dużych kolorowych chust. W drugiej witrynie przez sosnowo-świerkowy, pogrążony w delikatnym półmroku, las wędrowali harcerze. Pojedyncze promienie słońca delikatnie oświetlały ich twarze. Szli w kierunku polany, na której inna grupa młodych ludzi rozstawiała namioty i budowała urządzenia obozowe. Przy namiotach umieszczono totemy i proporce. Pośrodku polany płonęło ognisko. W czwartym oknie kilku starszych harcerzy pokonywało kajakami górski strumień. Z wprawą przemykali się pomiędzy głazami i zwalonymi pniami drzew. Za szybą ostatniej witryny trójka ubranych w czerwone polary, kaski i uprzęże wędrowników wspinała się po linach na wysokie urwisko. Za nimi, w oddali płynęła rzeka.
- Fantastyczne. Jak to zrobiliście? - wyksztusił w końcu z siebie Piotr.
- Pomysł pojawił się już dwa lata temu przy okazji tworzenia strategii rozwoju hufca. Scenariusz wystawy powstał wiosną. Zdjęcia i filmy zrobiliśmy w trakcie akcji letniej. Z początkiem września rozpoczęliśmy pracę nad złożeniem ich w jedną, w miarę spójną kompozycję. Równolegle gromadziliśmy rekwizyty, żeby prezentacja była jak najbardziej realistyczna. Niektóre z nich, na przykład te postacie, musieliśmy zrobić sami. Musisz przyznać, że wyszły całkiem fajnie.
- Jestem pod naprawdę ogromnym wrażeniem. To, to.. to jest zupełnie inne od tego, do czego się przyzwyczaiłem. Zdjęcia, plakaty, jakieś gazetki z relacjami z obozów to rozumiem. Ale takie show. No, no.. Naprawdę mnie zaskoczyłaś - Piotr znowu pokręcił głową.
- Trzeba było uważniej czytać naszą strategię - uśmiechnęła się Monika - tam wszystko jest napisane.
- Jasne. Doskonale wiem, co w niej jest. Przecież wspólnie nad nią pracowaliśmy. I nie przypominam sobie żadnych zapisów o trójwymiarowych i wielkoformatowych fotografiach, 42-calowych telewizorach, spotach reklamowych i tych wszystkich pozostałych multimediach, które właśnie widzę przed sobą. Skąd wy to w ogóle wszystko macie? Tylko mi nie mów, że kupiliście ze składek.
- Nie, ze składek nie - roześmiała się Monika. - Szczerze mówiąc, na sprzęt multimedialny nie wydaliśmy nawet złotówki. Po prostu dogadaliśmy się z tutejszym elektromarketem, żeby nas trochę zasponsorowali. Początkowo nie byli do tego pomysłu specjalnie przekonani, ale w momencie, gdy dowiedzieli się, że nie chodzi nam wcale o pieniądze tylko o wypożyczenie na dwa albo trzy tygodnie paru sztuk sprzętu to problem przestał być problemem. Cała ekspozycja jest oczywiście ubezpieczona od włamania, zniszczenia i tak dalej, za co, podobnie z resztą jak i za wydruk fototapet musieliśmy już niestety zapłacić. Ale za to z kolei monitoring i ochronę mamy już darmowe. Ojciec jednego z naszych harcerzy ma firmę ochroniarską i kiedy dowiedział się, co planujemy sam wyszedł z tą propozycją.
Monika mówiła o tym tak swobodnie, jakby zorganizowanie ekspozycji nie było trudniejsze od przeprowadzenia zbiórki z drużyną harcerzy. Piotr oderwał w końcu wzrok od dynamicznej, pełnej życia i kolorów wystawy i przyjrzał się cieszącej się z własnego sukcesu, ale w sumie skromnej komendantce hufca, na której zaproszenie przybył dzisiaj odwiedzić tutejsze środowisko. W zadumie przysłuchiwał się jej wyjaśnieniom. - Co za dziewczyna - pomyślał – całkowicie go zaskoczyła. Znowu!
W kamienicy, przy której stali mieściła się siedziba hufca Moniki. Świadczyła o tym nie tylko przyciągająca uwagę przechodniów ekspozycja, ale również umundurowane grupki harcerek i harcerzy wchodzących lub wychodzących co jakiś czas z budynku. Piotr jeszcze raz spojrzał w na wystawę, westchnął cicho, po czym razem z Moniką weszli do środka.
Wewnątrz, w porównaniu do panującej na dworze słoty, atmosfera okazała się dużo cieplejsza. Przyjemnie oświetlony przedpokój udekorowano harcerskimi symbolami – krzyżem, lilijką oraz pamiątkowymi proporcami. Na ścianach wywieszono tablice z opisami gromad i drużyn, barwami chust, zdjęciami, relacjami z akcji letniej oraz danymi kontaktowymi do drużynowych. Całości dopełniały kolorowe plakaty promujące liczne harcerskie (i nie tylko) przedsięwzięcia. Po przedpokoju kręciło się całe mrowie młodych ludzi. Jedni wchodzili, inni wychodzili. Co chwila otwierały się drzwi prowadzące do sąsiednich pomieszczeń, w których, jak zauważył Piotr, odbywały się różnego rodzaju zajęcia. Na widok komendantki i instruktora ze złotym sznurem praktycznie wszyscy, których mijali reagowali głośnym „Czuwaj” i szerokim uśmiechem na twarzy. Odpowiadając im, Piotr czuł w sercu radość połączoną z dumą i satysfakcją. To właśnie dzięki tej niesamowitej atmosferze, która panowała w podległych mu hufcach, tak bardzo lubił je odwiedzać.
Zdjąwszy i powiesiwszy na wieszaku wierzchnie okrycia, oboje skierowali się do połączonego bezpośrednio z przedpokojem sekretariatu.
- Witamy druha komendanta! - siedzący przed komputerem dyrektor biura hufca odłożył trzymany w ręku telefon i wstał, by uścisnąć gościowi dłoń. - Przepraszam, że nie wyjechałem po was na dworzec, ale straszne tu u nas dzisiaj zamieszanie. Wczoraj wieczorem zainaugurowaliśmy naszą akcję promocyjną i dzisiaj od rana telefony się po prostu urywają. A maili to już w ogóle prawdziwa lawina. Musieliśmy zaangażować więcej osób do odpowiadania na nie, bo nasz zespół już nie wyrabiał - dodał wskazując ręką na siedzących z tyłu wędrowników. Z braku miejsca, część z nich siedziała na podłodze ze słuchawkami na uszach i laptopami na kolanach. W tle cały czas rozbrzmiewały dzwonki telefonów i szum prowadzonych rozmów.
- W porządku - odpowiedział Piotr - mimo mało sprzyjającej pogody, cieszę się ze spaceru. Wystarczy, że całymi dniami przesiaduję w pracy albo na uczelni. Gdybym jeszcze każdy dłuższy odcinek drogi pokonywał samochodem to już w życiu nie nadążyłbym za harcerzami podczas rajdu. Poza tym spacer z druhną komendantką po waszym mieście to coś niesamowitego. Można odnieść wrażenie, że wszyscy ją tu znają.
- Tak, tak, to prawda, co jest o tyle dziwne, że od czasu jak zaczęła studiować w Gdańsku, dużo rzadziej ją tu widujemy.
- Dobra, dość już tych pogaduszek - przerwała im Monika - na ile was znam, moglibyście tak dyskutować w nieskończoność. A przed nami ważne spotkanie. Pogadacie sobie wieczorem. Jacek, zanim pójdziemy na górę, powiedz mi jeszcze tylko, ile już mamy chętnych.
- Ok – dyrektor biura podszedł do biurka, żeby wydrukować aktualny raport. - W sumie, jak dotąd, odebraliśmy prawie siedemdziesiąt telefonów i ponad sto osiemdziesiąt maili - powiedział przerzucając szybko kartki. – Część z nich to zwykłe zapytania, na które sukcesywnie odpowiadamy. Jeżeli zaś chodzi o konkretne deklaracje, to na chwilę obecną mamy około stu dwudziestu potwierdzonych zgłoszeń.
- No, no, rzeczywiście sporo tego. Jak już minie pierwsza fala zainteresowania to zacznijcie powoli grupować zgłoszenia według obszarów działania gromad i drużyn. Musimy jak najszybciej wiedzieć, ilu chętnych przypada na poszczególne środowiska, żeby ustalić gdzie ewentualnie będzie trzeba tworzyć listy rezerwowe.
- Wystawa, którą widziałeś to część większego przedsięwzięcia - Monika zwróciła się do Piotra. - Naszym celem jest odświeżenie wizerunku harcerstwa na całym obszarze działania hufca i jednocześnie przeprowadzenie szeroko zakrojonej akcji rekrutacyjnej.
- Rozumiem i jestem pod wrażeniem skali przedsięwzięcia. Chociaż pisałaś, co zamierzacie, to zupełnie nie spodziewałem się czegoś takiego. Musicie mi koniecznie opowiedzieć więcej i bardziej szczegółowo na temat całej akcji. Czy dobrze mi się wydaje, że sprawa, o której mamy dzisiaj rozmawiać ma z tą akcją jakiś związek?
- Tak, i to nie jakiś, ale bezpośredni. Zaraz zapoznamy Cię ze szczegółami.
Monika spojrzała na dyrektora biura – Jacek dołącz do nas, jak tylko będziesz mógł się stąd wyrwać. Twoja obecność na tym spotkaniu jest bardzo potrzebna.
- Tak jest druhno komendantko - odpowiedział z uśmiechem i poprawiwszy krawat wrócił do przerwanej pracy.
Monika poprowadziła Piotra do sali instruktorskiej, która mieściła się na piętrze kamienicy. Idąc za nią, komendant chorągwi z autentycznym zainteresowaniem przyglądał się temu, co się działo wokół. A działo się dużo. Hufiec przypominał tętniący życiem ul. Idąc, musieli wręcz przeciskać się między krążącymi po całym budynku, biegającymi między harcówkami, kręcącymi się po schodach i korytarzach harcerzami. Po drodze natknęli się na kilku drużynowych, którzy pozdrawiali ich wesoło, pomimo panującego wokół chaosu. Mijając kolejne pomieszczenia, Piotr zerkał z zaciekawieniem wszędzie tam, gdzie pozwalały na to uchylone drzwi - sala kominkowa, izba pamięci, biblioteczka, mediateka, kafejka internetowa, pracownia fotograficzna, pomieszczenie klubu łączności.
- Co u was dzisiaj takie oblężenie? - spytał w którymś momencie.
- Jest piątek. Większość drużyn, a jak nie drużyn to zastępów, zwłaszcza z drużyn młodszych ma dzisiaj swoje zbiórki. A ponieważ mamy późną jesień i pogodę mało sprzyjającą bieganiu po dworze to część z jednostek, które działają w mieście zdecydowała się przeprowadzić je tutaj. Stąd to zamieszanie. Ma to jednak swoje plusy. Jak widzisz, mogą korzystać ze wszystkiego, co oferuje hufiec. I co równie ważne, takie rozwiązanie odpowiada także rodzicom. Mniej się obawiają o swoje dzieci, gdy wiedzą, że jesteśmy w pobliżu.
W końcu dotarli do sali instruktorskiej. Nad nimi było już tylko poddasze, skąd dochodziły przytłumione dźwięki gitary i głośny chóralny śpiew. Piotr rozpoznał po melodii jedną ze swoich ulubionych szant. Spojrzał pytającym wzrokiem na Monikę.
- A to kolei nasi żeglarze - wyjaśniła – wymyślili sobie spotkanie poobozowe. Podobno już trzecie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Wyobrażasz to sobie?.. Ciekawa jestem, kiedy im przejdzie. Mogliby się w końcu zająć czymś bardziej konstruktywnym. Jak usłyszę, że planują czwarte to chyba będę musiała z nimi poważnie porozmawiać.
Weszli do środka. W pomieszczeniu, przy położonym centralnie stole, siedziała już w fotelach trójka młodych instruktorów. Na ich widok przerwali rozmowę i poderwali się, żeby się z nimi przywitać. Piotr rozpoznał Maćka, namiestnika zuchowego i Gosię, namiestniczkę harcerską. Trzeciego z instruktorów, czarnowłosego chłopaka w wieku dziewiętnastu, może dwudziestu lat z czerwoną podkładką pod krzyżem nie kojarzył.
- Gosię i Maćka już znasz. Ale naszego nowego członka komendy prawdopodobnie jeszcze nie. Chciałabym ci więc przedstawić Adama, naszego nowego namiestnika wędrowniczego.
Piotr wymienił uściski dłoni z całą trójką. - Miło mi cię poznać - powiedział witając się z Adamem. - Jednak szczerze mówiąc zupełnie nie rozumiem, jakim cudem nie jestem w stanie rozpoznać harcmistrza działającego na terenie mojej chorągwi.
- Może dlatego, że działam tutaj dopiero od niecałego miesiąca - odparł Adam.
- Adam działał u nas kilka lat temu jako przyboczny - wyjaśniła Monika - potem wyjechał na studia do Warszawy i tam do września tego roku prowadził założoną przez siebie drużynę wędrowniczą. Teraz wrócił i wyraził gotowość pomocy w rozwijaniu ruchu wędrowniczego na naszym terenie.
- Po obronieniu pracy licencjackiej zdecydowałem się założyć firmę - dodał Adam – a naukę postanowiłem kontynuować na studiach zaocznych. I już nie w Warszawie, ale bliżej – w Toruniu. Dzięki temu mogę znowu włączyć się w życie hufca.
Piotr pokiwał głową i z jeszcze większym zainteresowaniem spojrzał na młodego człowieka.
Dalszą rozmowę przerwało im wejście kolejnych instruktorów. Byli to najstarsi członkowie komendy hufca, Roman, który pełnił funkcję skarbnika oraz Krzysiek odpowiadający za program. Obaj mieli po dwadzieścia pięć lat. Stażem i doświadczeniem instruktorskim przewyższali więc także młodszego od nich o rok Piotra. Cała trójka znała się jeszcze z czasów licealnych, gdy wspólnie uczestniczyli w ogólnopolskich rajdach ekstremalnych dla drużyn wędrowniczych. Przyjaciele przywitali się serdecznie.
To za ile zaczynamy? - spytał w końcu Krzysiek - jakby co, to ja jestem gotowy.
Monika zerknęła szybko na zegarek - jest piąta, powinniśmy więc powoli ruszać z tematem. Do kompletu brakuje nam jeszcze, co prawda, Alicji, ale uprzedzała, że może się spóźnić. Jedzie tu prosto ze Szczecina. Myślę zatem, że możemy zacząć.
Zajmując miejsce przy stole, Piotr z zazdrością rozejrzał się po pomieszczeniu, które, jak się dowiedział od Moniki, przeszło właśnie gruntowny remont. Urządzono je jednocześnie praktycznie i przytulnie. Podłogę pokryto jasnymi, drewnianymi panelami. Ściany, wzdłuż których stały wypełnione segregatorami i książkami regały odmalowano. Podobnie sufit. Na jednej ze ścian wygospodarowano miejsce na ekran do projektora multimedialnego umieszczonego po drugiej stronie pokoju. Na innej powieszono dużą mapę przedstawiającą szczegółowo obszar całego hufca. Wszystkie meble - stół, fotele i regały – zrobiono z jasnego, sosnowego, polakierowanego drewna. W kilku miejscach ustawiono donice z kwiatami. Całości dopełniało ciepłe oświetlenie, takie same, z resztą, jak i w całym budynku. Piotr westchnął. Siedziba chorągwi mieściła się w dwupokojowym biurze wynajmowanym w jednym z poznańskich biurowców - stal, beton, plastik i świetlówki - zupełnie inny klimat. Ponownie zatęsknił za starymi hufcowymi czasami.
Z zamyślenia wyrwał go głos Moniki.
- Moi drodzy - rozpoczęła komendantka - jak wiecie, spotkaliśmy się tu dzisiaj w celu omówienia jednego z kluczowych programów strategicznych naszego hufca, a konkretnie programu reaktywowania i rozwoju harcerstwa na obszarze powiatu choszczeńskiego. Program ten wiąże się ściśle z naszą akcją wizerunkową i obchodami 100-lecia harcerstwa, które mają nam pomóc zwiększyć liczbę harcerzy o co najmniej 30%. W chwili obecnej powiat choszczeński to niestety jedna wielka biała plama na harcerskiej mapie Polski. Jak dotąd, wszelkie próby reaktywowania harcerstwa na tym obszarze kończyły się porażkami. Powód jak zwykle ten sam - brak kadry. Mając to na względzie, na ostatnim zjeździe podjęliśmy decyzję o zmianie sposobu realizacji tego priorytetu. W największym skrócie odchodzimy od pozyskiwania drużynowych z zewnątrz, na rzecz wyłaniania ich spośród lokalnej młodzieży. Więcej na ten temat powie nam za chwilę Krzysiek. Ja jeszcze tylko, korzystając z okazji, chciałabym podziękować Piotrkowi, że przyjechał tu do nas dzisiaj mimo nawału innych obowiązków. Nie ukrywam - dodała spoglądając poważnie w stronę komendanta – że bardzo liczymy na wsparcie chorągwi dla naszego przedsięwzięcia.
To powiedziawszy Monika skinęła głową Krzyśkowi. Ten wstał, wyjął z leżącej przed nim teczki plik skoroszytów i zaczął je rozdawać. - Druhna komendantka opowiedziała już o najważniejszych założeniach programu, pozwolę więc sobie od razu przejść do kwestii bardziej szczegółowych. Materiały, które macie przed sobą to analiza sytuacji, z jaką mamy do czynienia na obszarze powiatu choszczeńskiego, strategia, którą przyjęliśmy na zjeździe oraz projekt planu działania na najbliższe trzy lata.. Gdzie jest pilot do rzutnika?
Pilot leżał na stoliku przy oknie. Krzysiek wziął go i uruchomił projektor. Gdy ekran rozjaśnił się, zastępca komendantki ds. programu podszedł do niego i rozpoczął swoją prezentację.
- Zacząć by należało od tego – kontynuował – że ostatnich harcerzy na interesującym nas terenie widziano w połowie lat 90. ubiegłego wieku, czyli mniej więcej jakieś piętnaście lat temu. Drużyny działały tu, tu i tu - wskazał kilka punktów na wyświetlonej mapie. - Większość prowadzona była przez nauczycieli. Tych kilku drużynowych – instruktorów, o których udało nam się uzyskać informacje były to osoby dojeżdżające z innych miejscowości. Z jednym z nich udało nam się nawiązać kontakt. To leśniczy z okolic Chojnic. Większość danych historycznych na temat choszczeńskiego harcerstwa uzyskaliśmy właśnie od niego.. - Krzysiek przerwał na chwilę, po czym przedstawił kilka slajdów z historycznymi zdjęciami i statystykami. Dziesięć kolejnych minut poświęcił gruntownej analizie dotychczasowych prób reaktywowania harcerstwa w regionie. Następnie przeszedł do analizy sytuacji bieżącej.
- Jakby na to nie patrzeć - kontynuował – zaczynamy w zasadzie od zera. Optymizmem napawa za to nastawienie lokalnej społeczności - zarówno władze samorządowe, jak i dyrekcje szkół są pozytywnie nastawione do naszych planów. Trudno jednak do końca przewidzieć, jakie będzie zainteresowanie wśród dzieciaków i młodzieży. Zrobiliśmy badanie atrakcyjności harcerstwa wśród uczniów pięciu szkół - dwóch podstawówek, dwóch gimnazjów i liceum. Większość z nich w ogóle nie wiedziała, o co chodzi, ale z drugiej strony nie mówili też od razu, że harcerstwo ich nie interesuje..
- Przyznam, że w tej sytuacji nie do końca rozumiem waszej strategii - wtrącił się Piotr. - Chcecie rozwijać harcerstwo w oparciu o młodych, lokalnych liderów, ale jednocześnie przyznajecie, że młodzi ludzie nie są specjalnie zainteresowani naszą ofertą. Skąd pewność, że będą chcieli się w ogóle aktywnie zaangażować? Zwłaszcza przy naszych wymaganiach, choćby tych wynikających z Prawa Harcerskiego..
- To może ja odpowiem.. - Gosia spojrzała w kierunku Krzyśka. Ten skinął głową.
- W ostatnie wakacje.. - namiestniczka przerwała na chwilę. – Krzysiek masz może jakiś slajd z zdjęciami z NAL? Ok, może być ten, dzięki. A więc.. w ostatnie wakacje postanowiliśmy zrobić mały eksperyment programowy. Zorganizowaliśmy dla kilkanaściorga dzieciaków z trzech choszczeńskich wsi jednotygodniową nieobozową akcją letnią. Sam NAL nie jest oczywiście specjalnie nowatorską formą, ale za to całkowitym novum było to, że po raz pierwszy postanowiliśmy nie organizować zajęć bezpośrednio dla całej grupy, tylko skoncentrowaliśmy się na pracy z kilkoma liderami. Wyglądało to w ten sposób, że..
Piotr słuchał w skupieniu tego, co mówiła młoda instruktorka. I im dłużej słuchał, tym bardziej przekonywał się do pomysłu. Aż zdumiało go, jak skuteczne mogą być proste rozwiązania. - Muszę namówić ją, żeby przedstawiła to jako dobrą praktykę na najbliższym zjeździe chorągwi - pomyślał - trochę tych białych plam przecież mamy, a to.. to jest naprawdę niezłe.
- Resumując, eksperyment przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania - powiedziała Gosia. – Wystarczyło delikatnie ukierunkować i zmotywować zastępowych, a następnie dać im trochę więcej swobody, żeby udowodnili, że potrafią wykazać się inicjatywą, samodzielnością i odpowiedzialnością. I na tej właśnie podstawie zakładamy, że pracując z liderami będziemy wstanie zachęcić do harcerstwa całkiem sporą grupę młodzieży.
- Dokładnie tak - uzupełniła Monika - na początek planujemy uruchomienie pięciu samodzielnych zastępów harcerskich, trzech starszoharcerskich i dwóch wędrowniczych. Łącznie dziesięć jednostek, nad którymi czuwać będą Gosia i Adam. Alicja zajmie się akcją promocyjną i PR, a całość przedsięwzięcia koordynować będzie Krzysiek. Chcemy, aby praca tych zastępów płynnie wpisała się w program hufca.
- No właśnie - odezwał się ponownie Krzysiek – chciałbym przedstawić teraz nasz plan działania na najbliższe trzy lata. Chyba, że są jeszcze jakieś pytania. Druhu komendancie?..
Piotr nie zdążył odpowiedzieć, gdyż w tym momencie drzwi do sali otworzyły się gwałtownie i do pomieszczenia wbiegła zdyszana, ubrana w kurtkę, jasnowłosa dziewczyna.
- Cześć wszystkim! Włączcie trzeci kanał! Szybko! O szóstej mamy być w telewizji!
- Alicja, najmłodsza i jednocześnie najbardziej żywiołowa członkini komendy hufca rozejrzała się po zdumionych twarzach, jakby dopiero co dostrzegła, że przerwała ważne spotkanie, po czym nie przejmując się tym zupełnie, prawie wyrwała zaskoczonemu Krzyśkowi pilota z ręki i szybko przełączyła projektor na tryb telewizyjny. - Sorry, że przeszkadzam, ale to nie może czekać. Materiał nie jest długi, a mają go puść zaraz na początku Wiadomości.
Po chwili do sali wpadł Jacek, a za nim co najmniej kilkunastu młodych ludzi. Wkrótce pomieszczenie wypełniał całkiem spory tłumek. Ci którzy się nie zmieścili, stali na korytarzu i zaglądali do środka przez otwarte drzwi.
Na kilkanaście sekund siedzących przy stole jakby zamurowało. Spoglądali po sobie niczego nie rozumiejąc. Pierwsza głos odzyskała Monika - Ala, czy możesz, z łaski swojej, wyjaśnić, co się tutaj dzieje?!
Chwila, chwila.. - Alicja przez kilka sekund szukała właściwego kanału – ooo jest.
Odwróciła się w stronę siedzących – dziennikarze chwycili temat – rzuciła. – Miał być zwykły reportaż w niedzielnym paśmie publicystycznym, ale akcja tak się spodobała, że mamy być w Wiadomościach o szóstej jako wydarzenie dnia. Powiedzieli, że dadzą ujęcia z wystawy, sondę uliczną zrobioną wśród przechodniów, opinie młodzieży i.. - zwróciła się bezpośrednio do Moniki – ..wywiad z tobą jako inicjatorką całej akcji!
- Cooo?! Przecież program miał być dopiero w niedzielę..
- Ehh, nie słuchasz mnie zupełnie, przecież mówię, że… – zamilkła nagle.. – Czekajcie, cicho.. zdaje się.. Tak, cicho.. mówią o nas!
- ..są jednak i tacy, którym nawet najgorsza pogoda nie odbierze optymizmu i pogody ducha. Nasi reporterzy odwiedzili dzisiaj harcerzy, niesamowitych młodych ludzi, którym pomimo panującego od rana zimna, mroźnego wiatru i padającego bez przerwy deszczu udało się zarazić swoim entuzjazmem.. - głos prezentera telewizyjnego był jedynym dźwiękiem, jaki słychać było w pomieszczeniu. Obecni z zapartym tchem chłonęli każde jego słowo. Kilkadziesiąt par oczu wpatrzonych było w ekran. Zaprezentowano materiał filmowy z ich miasta. Dziennikarze przedstawili ujęcia z przygotowywanej od kilku miesięcy akcji promocyjnej, wystawę, zachwyconych mieszkańców, a także pozytywne opinie tych, na którym im najbardziej zależało - dzieciaków, ich rodziców i młodzieży. Praktycznie wszyscy obecni w sali harcerze i instruktorzy poczuli w tym momencie, że wspólnym wysiłkiem udało im się dokonać czegoś naprawdę wyjątkowego.
Patrząc na nich Piotr po raz kolejny uświadomił sobie, jak ważne dla rozwoju ich ruchu są dobrze działające hufce, a zwłaszcza jak ważni są działający w nich liderzy. – To przecież oni tym wszystkim kręcą – pomyślał – inspirują, motywują, mobilizują do działania. Jednocześnie przyznał sam przed sobą, że Monika, o ile uda jej się zostać w przyszłości komendantką chorągwi (a znając życie, pewnie jej się uda), z całą pewnością będzie pełniła tę funkcję dużo lepiej niż on. I doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy wcale by go to nie zmartwiło.
Podobne artykuły
Przyjaciel harcerstwa. W ZHP pełnił funkcje zastępowego, przybocznego, drużynowego, Komendanta Hufca Piaseczno i Kierownika Wydziału Wdrażania Strategii GK. Z zawodu menedżer, ekspert ds. zarządzania. Pracuje w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, gdzie nadzoruje zarządzanie strategicznymi projektami. Współpracuje z różnymi organizacjami pozarządowymi. Pasjonuje się wszystkim, co związane z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego. Zainteresowania: podróże po Polsce i świecie, political fiction, SF i fantasy, muzyka lat 80/90tych.
Dzięki za motywację i nadzieję! Zaczynam rozkręcać drużynę na jednej z białych plam. Wierzę, że można!
i ja wierzę. My w Hufcu mamy swoją „Monikę” w postaci męskiej co prawda i choć nie jest komendantem hufca to jak nic do tego opisu tutaj mi pasuje:)
Po przeczytaniu moja motywacja wzrosła, przyszły też nowe pomysły:) Dzięki!
Dziwne, zupełnie jak w Hufcu ZHP Kraków Sródmieście przy Rynku Głównym 25 w latach 80-tych……
Wypisz wymaluj hufiec Kraków Śródmiescie w Rynku Głównym 25, brakuje tylko strzelnicy na ogromnym strychu kamienicy. Reszta toczka w toczkę, tyle że komputery Atari i Commodore, no i rok – koncówka XX wieku……deja vu !