search
top

Musimy rozmawiać o marzeniach

Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń na XXXVI Zjeździe ZHP było nieprzyjęcie przerobionego Statutu ZHP. Myślę, że ten fakt zasługuje na to, by przyjrzeć się jemu bliżej. Choćby tylko z tego powodu, że towarzyszyły mu wielkie emocje. Myślę, iż można było temu zapobiec.Praca Zjazdu nad nowym Statutem musiała zakończyć się właśnie w taki sposób. Było to do przewidzenia dla każdego, kto poświęcił wcześniej trochę czasu na przeanalizowanie sytuacji. Dlaczego tak się stało? Przypomnę, iż mieliśmy do czynienia z trzema projektami tego dokumentu. Autorami byli: Główna Kwatera (GK), Rada Naczelna (RN) i Ruch Programowo-Metodyczny “Krąg Płaskiego Węzła?” (KPW). Niestety, żaden z tych projektów nie był projektem ZHP. W przypadku projektu KPW wydaje się to naturalne, ponieważ jest on efektem pracy instruktorów ruchu programowo-metodycznego, którego zadaniem jest propagowanie nowych rozwiązań, wywodzących się z ich nurtu, a których nie mogli wprowadzić do pozostałych projektów. Natomiast, w przypadku projektów ustępujących władz naczelnych, oczekiwałbym, że będzie on (jeden!) wyrażał myśl całej organizacji. Powstałą w wyniku zderzenia wielu pomysłów i wielu spojrzeń. Niestety, obydwa projekty nie spełniły tego warunku. Owszem, dyskutowano – ale o konkretnych zapisach w gotowych projektach. A to nie jest to samo i nie prowadzi do niczego dobrego. Pracę nad takim dokumentem należy rozpocząć od powszechnej, ogólnopolskiej dyskusji nad założeniami funkcjonowania organizacji. Nie można przecież zaprzeczyć temu, iż muszą one ulec zmianie. Nie kosmetyce – zmianie. Przykładem jest choćby struktura, która niczym istotnym nie różni się od czasu, gdy byliśmy kilka razy więksi. Jest wiele podobnych, elementarnych pytań, na które powinniśmy na tym etapie sobie odpowiedzieć. Wszyscy – bo to nasze boisko i nasza gra. Dopiero potem, kilka mądrych osób powinno przemienić wnioski z dyskusji w zapisy statutowe. Wiadomo – nie będziemy jednolici. W wielu kwestiach będziemy się różnić. Ale w wielu uda się pójść na kompromis. Chyba lepsze to, niż zaprzepaszczenie jakiejkolwiek zmiany przez jakiś nie budzący zaufania zapis.

O projekcie GK słyszało się – wprowadźmy niezbędne poprawki  i zapoczątkujmy dyskusję. Tylko, że w tych niezbędnych poprawkach została ukryta mina, która jeszcze została lepiej umocowana przez Zjazd przy próbie rozbrojenia. Mam na myśli limitowanie możliwości wyboru na kolejne kadencje. Jestem święcie przekonany, że ogromna większość, z tych osób, które głosowały za odrzuceniem statutu, w zasadzie głosowała za obroną ograniczeń w wyborze. Osobiście uważam, iż w obecnej sytuacji, tego warunku powinniśmy bronić jak niepodległości. Szczególnie na rok przed pierwszym zadziałaniem na poziomie chorągwi. Musimy dać szanse innym. Nawet, gdyby ci obecni byli najlepsi. Takie są przecież nasze reguły. Doskonale wiadomo, że dobry-znany jest lepszy od dobrego-nieznanego. Ryzyko musi być nieodłącznym elementem rozwoju. Ryzyko rozumiane jako zaufanie i dawanie szans. Jeśli nie siedzi to w naszych głowach, musi siedzieć w statucie. Tak długo, aż będzie to naturalne, albo umówimy się na inne rozwiązania, przy których to ograniczenie będzie zbędne. Jako ciekawostkę – potwierdzającą, iż nie siedzi to w naszych głowach,  przypomnę, iż jeden z delegatów powiedział publicznie, że od dwudziestu lat wybierany jest na reprezentanta swojego środowiska na zjazd. Myślę, iż jest to powód do wstydu, a nie do dumy. Nawet, gdy jest najlepszy, to na pewno jest dużo dobrych. Oni też powinni mieć możliwość. A często zderzenie z osobowością jest równoważne zderzeniu z tramwajem. Musimy sobie ufać, a jednocześnie zbudować taki system, by móc spać spokojnie.

Statut musi wynikać z marzeń o organizacji. Z takich dalekosiężnych. Wprowadzanych sukcesywnie i po kolei. Według planu. Musimy rozmawiać o marzeniach. Nie rozmawiajmy o paragrafach.

Nasza chorągiew złożyła wniosek o rozpoczęcie prac nad nowym statutem. Przeszedł z poprawkami. Tym razem uchwała wymusza właściwy porządek rzeczy. Najpierw dyskusja, potem pisanie. Mamy dwa lata. Mam nadzieję, że szybko zaczniemy.

VN:F [1.8.1_1037]
Rating: 5.0/5 (3 votes cast)
Musimy rozmawiać o marzeniach5.053

Podobne artykuły

  • Brak podobnych artykułów
Wiesiu LaskowskiHarcmistrz z Hufca Gdynia, Z-ca Komendanta Chorągwi Gdańskiej ds. kształcenia i Komendant Szkoły Instruktorskiej Chorągwi Gdańskiej ZHP - MAK. Członek Rady Naczelnej ZHP. W przeszłości m.in.: drużynowy (1994-2000), Komendant Hufca Wejherowo (2001-2006). Fizyk.

18 Responsesto “Musimy rozmawiać o marzeniach”

  1. Brawo dla Rybaków! :D Za inicjatywę. Będe wnioskował do komitetu centralnego o przesunięcie środków na zwiększenie połowu dorsza :))))

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: +1 (from 1 vote)
  2. Ryszard Rutkowski mówi:

    Trudno nie zgodzić się z większością tez zawartych w powyższym artykule. Z jednego tylko błędu chciałbym Cię Wiesiu wyprowadzić. Otóż napisałeś:
    “Natomiast, w przypadku projektów ustępujących władz naczelnych, oczekiwałbym, że będzie on (jeden!) wyrażał myśl całej organizacji.”
    Jestem głęboko przekonany, a mam doświadczenie ponad dwóch lat pracy na statutem, że się nie da. No nie da się i już. Żeby nie wiem jak szeroko konsultować, dyskutować, badać, programować, analizować – nie da się doprowadzić do stworzenia projektu akceptowanego przez 100 % instruktorów w Polsce. Może, powtarzam – może uda się utworzyć projekt akceptowany przez większość, a i to pewnie niewielką. Zbyt dużym jesteśmy środowiskiem, a jednocześnie materia statutowa jest bardzo obszerna. To powoduje, ze konsensus w jednej sprawie jest możliwy, a w innej – pomiędzy tymi samymi stronami już nie. Zakładanie więc wypracowania “projektu całej organizacji” jest mitem, bytem idealnym, ale nieosiągalnym. Z jednym się zgadzam – jak do każdego ideału – do tego też możemy dążyć.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Maciej Syska mówi:

    Naważniejsze jest chyba właśnie przywrócenie właściwego porządku konstruowania projektu Statutu. Statutu – narzędzia – dla realizacji strategii, dla realizacji wizji związku, a nie Statutu, dla Statutu.
    Uważam, że w momencie, kiedy zaczniemy przed konstruowaniem konkretnych przepisów odpowiadać nap pytanie “Jaki ZHP?”, jaka struktura, jaki model zarządzania etc. odniesiemy połowę sukcesu. I kiedy zdamy sobie w ZHP sprawę z tego, iż czasem drobny szczegół zmienia wymowę i funkcjonowanie całego mechanizmu.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Arek mówi:

    Z jedną myślą zawartą w tym tekście zgadzam się w 100%. Choćby nie wiem jak dobre rozwiązania niósł za sobą projekt statutu, to i tak duża część delegatów odrzuciłaby go z powodu zniesienia kadencyjności. Czy naprawdę jesteśmy tak bezsilni wobec tych, którzy trzymają się stołków, a nie nadają się na funkcje “dowódcze” ? Czy naprawdę musimy z tym walczyć za pomocą najważniejszego dokumentu organizacji ? Jestem skarbnikiem chorągwi, kadencyjność mnie nie dotyczy. Ale w mojej chorągwi (dolnośląskiej) znam wielu komendantów, którzy będą musieli odejść z funkcji, choć dzięki nim hufiec działa naprawdę sprawnie i jego byt nie jest zagrożony. Co, jeżeli na jego miejsce przyjdzie inny – młodszy lub starszy – który nie podoła tej naprawdę niełatwej funkcji i hufiec zacznie podupadać ? Zawołamy na ratunek byłego komendanta, żeby został chociaż zastępcą i ratował jednostkę ? W naszej chorągwi są hufce, w których zmiana komendanta na młodszego przyniosła bardzo dobry efekt. Ale są też hufce, które zniknęły z harcerskiej mapy Dolnego Śląska, a także takie, które ledwie dyszą.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. Maciek mówi:

    Popieram autora.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. Arku, napisałeś:
    > Zawołamy na ratunek byłego komendanta,
    > żeby został chociaż zastępcą
    > i ratował jednostkę ?

    Czy to oznacza że były komendant
    “odszedł” tak “daleko”
    że trzeba go aż “wołać” ?

    Czy na pewno można mówić o sprawnie/niezagrożenie działającym HUFCU,
    jeśli nie ma w nim ZESPOŁU liderów ?

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: -1 (from 1 vote)
  7. Arek mówi:

    Czesławie, na pewno będą tacy komendanci, którzy zostaną z hufcem i znajdą w nim inne pole do działania. Ale czy tak naprawdę dziwne będzie, jeśli znajdzie się i taki, który pomyśli “skoro kadencyjność nakazuje mi odejść z funkcji, to czemu mam się dalej angażować”. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej, ale obym się nie mylił.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  8. Maciek mówi:

    Arku, ci doświadczeni, dzięki którym hufiec istnieje prędzej, czy później odejdą. Wynika to z praw biologii. Tylko, że jak odejdą później, to ryzykujemy, że ich miejsce zajmą ludzie całkowicie nie przygotowani do pełnienia tej funkcji. Czy więc nie lepiej, żeby następcy (nie jeden) wychowali się teraz, póki doświadczeni mają jeszcze siłę i wystarczającą sprawność umysłową, żeby dzielić się wiedzą i doświadczeniem?
    Ograniczenie kadencji uchroni nas w przyszłości przed tym, o czym piszesz zapewniając pewien minimalny rezerwuar kadry wyższego szczebla.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  9. greegorsk mówi:

    Dokładnie tak. Jeżeli ktoś twierdzi że “wskutek kadencyjności hufce zniknęły z mapy”, to niestety niewłaściwie ocenia przyczyny kryzysu. Hufiec, którego istnienie opiera się na jednej osobie, nawet najdoskonalszej, na “komendancie nie do zastąpienia”, musiałby zniknąć prędzej czy później. Może za 2 lata, może za 5, a może za 15, ale byłoby to nieuchronne. Biologii się nie oszuka. Przyczyną znikania hufców z mapy nie jest kadencyjność, ale to, że do tej pory w tych hufcach nie było warunków do wykształcenia następców.

    A jeżeli ktoś stawia sprawę tak: “będę pracował dla dobra hufca tylko jeśli będę komendantem”, to z taką osobą jest coś nie tak. I może lepiej, żeby taki ktoś nie pełnił roli autorytetu dla instruktorów.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  10. Sławek mówi:

    Zgadzam się z Arkiem, bo nie jestem dogmatycznym zwolennikiem kadencyjności na poziomie hufca. Arek wie o czym pisze, bo ma przegląd stanu niemal 30 hufców. Dziś środowiska skurczyły się do takich rozmiarów, że naprawdę trudno wymieniać liderów. Natomiast kadencyjność na poziomie chorągwi i centrali nie powinna podlegać dyskusji.
    Zgadzam się także z Ryszardem, niemniej bardzo podoba mi się przesłanie artykułu Wieśka. Z tym, że marzenia trzeba niestety prędzej czy później przełożyć na paragrafy. Tak czyniliśmy pisząc statut na Zjazd w 2005 roku. Myślę, że tak samo czynił zespół statutowy przed tegorocznym Zjazdem. Tylko potem Zjady weryfikują marzenia :-)

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  11. Artur mówi:

    Moim zdaniem faktem jest, że dla znacznej części kadry młodej i w śrdnim wieku kadencyjność jest czymś czego będą bronic do śmierci. Pewnie wynika to z doświadczeń w środowiskach. Problemem jednak dla młodych instruktorów, którzy może chcieliby zmierzyć się z funkcją komendanta hufca jest długośc kadencji. 4 Lata dla dwudziesto latka z małym plusikiem jest często okres nie do pogodzenia z rozpoczynającym się własnie tzw. dorosłym życiem na własny rachunek. Osobiscie uświadomił mi to ostatnio pewien, juz teraz byłyły młody komendant hufca.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  12. Nie bez powodu KIHAM postulował 2-letnie kadencje.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  13. Krzysztof Wojtas mówi:

    no i gdyby jeszcze trochę mniej biurokracji było na poziomie hufca, to młodzi instruktorzy tym bardziej nie bali by się tej odpowiedzialności.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  14. Ryszard Polaszewski mówi:

    Nic nie stoi na przeszkodzie by dokonywać zmian, kiedy są potrzebne, a nie kiedy się kończy kadencja. W Hufcu Poznań “Siódemka” od wielu lat komendanci zmieniają się na zjazdach nadzwyczajnych (gdy są gotowi na przekazanie hufca i wyłoni się kolejny lider). Realna kadencja takiego komendanta trwa 2-3 lata. Zjazdy zwyczajne są głownie poświęcone opracowaniu strategii rozwoju hufca. Myślę, że to dobry przykład, pokazujący, że nie jesteśmy więźniami statutowych kadencji.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  15. zapsior mówi:

    Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak sprawa kadencyjności może być powodem do przyjęcia lub nie przyjęcia Statutu ZHP. Dla mnie to wyjątkowa małostkowość. Tak, jakby nie było innych instrumentów do zmian na funkcjach (czytaj – pozbycia się komendantów rządzących przez x lat).
    Tym bardziej, że zniesienie tej kadencyjności mogło być akurat jednym z największych dorobków tegoż Zjazdu (czytaj – komentarze dha Arka). A tak? Siedzieliśmy 4 dni i nic. Nasz Związek nie jest lepszy po tym Zjeździe. To boli.
    Żeby była jasność – cieszyłem się, że ostatecznie nie przyjęliśmy tego Statutu. Zjazd pokazał, że ma własne zdanie, że rodzi się wola do głębokich zmian. To niewątpliwie wartość. Dlatego nie przyjmuję do wiadomości, że Statut przepadł tylko przez kadencyjność. Wierzę, że to była głębsza i przemyślana decyzja delegatów. I z tej wiary nie chcę się okradać.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  16. Wiesiu L mówi:

    Piszesz: ‘Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak sprawa kadencyjności może być powodem do przyjęcia lub nie przyjęcia Statutu ZHP’.

    Może tak być, gdy jest najbardziej kontrowersyjną i daleko idącą łatą na Statucie. Co więcej, nie wynikającą z dyskusji o modelu organizacji (nie było takiej dyskusji).

    Przypomnę, idea była taka – zmieńmy, co potrzebne i niezbędne, a potem dyskutujmy o kształcie organizacji. Jeśli wychodzimy z takiego założenia, to nie wprowadzajmy zmian idących trochę dalej.

    Ja mam nadzieję, iż to było powodem nieprzyjęcia połatanego Statutu. Sprzeciw wobec sposobu wprowadzania zmian. A dobitnym przykładem tej zmiany – było zniesienie limitu wybieralności.

    To ZHP musi mieć pomysł na siebie. A władze muszą go wysłuchać. Nie odwrotnie.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  17. zapsior mówi:

    To prawda, że jest zmianą (łatą) najdalej idącą, ale jednak Zjazd przyjął poprawkę znoszącą kadencyjność, nie pozostało więc nic innego, jak się z tym pogodzić. I tego m.in. nie rozumiem: nie poszło tak jak chciałem, to uwalę cały Statut, a co! Jakie to polskie…
    Co do kadencyjności, to mógłbym godzinami przytaczać przykłady jej szkodliwego działania. Rachunek jest prosty – ocalamy jeden hufiec pozbywając się wieloletniego skostniałego, szkodliwego komendanta, tracąc przy tym trzy inne hufce, w których nowy komendant nie udźwignie ciężaru pracy.
    ZHP nie będzie miał pomysłu na siebie – za dużo indywidualności we władzach naczelnych (w ogóle we władzach), za dużo gadania i teoretyzowania, za dużo ślepego czerpania ze skautowych wzorców i wreszcie – za dużo ludzi do wskazywania innym palcem, co trzeba zrobić, a za mało do pracy.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  18. Uwaga techniczna (w uproszczeniu) – większość poprawek przeszła jedynie zwykłą większością, a do ostatecznego uchwalenia zmian w statucie trzeba większości “statutowej” (>2/3, przy obecności >1/2).

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Leave a Reply

top