Mój, czy nie mój…?
Uczestnicząc w namiastce dyskusji przedzjazdowej w internecie, oraz obserwując obrady zjazdu z daleka, za pośrednictwem zjazdowego radia i relacji na Facebooku zdałem sobie sprawę, że chyba myślę nieco inaczej niż znakomita większość instruktorów tego związku. Poczynając od estetyki czy spojrzenia na wizerunek ZHP, po diagnozę obecnego stanu Związku i kierunki rozwoju.
O przygotowaniach do zjazdu, o samym jego przebiegu, jakości debaty, nieprzygotowaniu delegatów i poszczególnych komisji zjazdowych pisali już inni. Ja chciałbym zwrócić uwagę na problem podstawowy – spojrzenia na sens i cel funkcjonowania organizacji oraz wyzwania stojące przed nią oraz na sens i możliwość reformy.
Szanuję seniorów i starszych wiekiem instruktorów związku. Jednak „targetem” ZHP jest i musi być (jeśli chcemy być organizacją wychowawczą) młody człowiek, nastolatek… By zahamować spadek liczebny musimy być atrakcyjni właśnie dla tego młodego człowieka. To pod kątem dzisiejszej młodzieży musimy planować nasz program i system wychowawczy.
Natomiast zainteresowania młodych ludzi, w ciągu kilku ostatnich lat, zmieniły się diametralnie. Zmieniło się tempo życia, oferta edukacyjna, sposoby spędzania wolnego czasu. Życie jest szybsze i stwarza znacznie więcej możliwości.
Dzisiaj ZHP konkuruje nie z szarą rzeczywistością PRLu, ale z kolorową, stabloidyzowaną popkulturą. Codzienność w Polsce oferuje dzisiaj znacznie więcej możliwości niż 20 lat temu. Wielość sposobów spędzania wolnego czasu, ogromna liczba organizacji pozarządowych, telewizja, komputery, internet, nowe technologie. Konkurencja jest nieporównywalnie większa.
Jednak ZHP tego nie dostrzega. W ZHP o tym się nie dyskutuje. „Tradycja”, rozumiana jako nostalgia za niegdysiejszymi realiami oraz przeświadczenie o uniwersalności i trwałości pomysłów z lat 70 XX w. (właśnie – bo nawet nie sprzed wojny) oraz archaiczny militaryzm nadal są podstawą naszego programu.
Tymczasem, potrzeby młodych ludzi, zwłaszcza tych wkraczających w dorosłość, istotnie się zmieniły. Dzisiaj nie walczymy o niepodległość, nie walczymy z komuną, nie trzeba bronić się przed opresyjnością państwa. Polska nie jest w stanie wojny. Jesteśmy w najlepszym momencie Tego Kraju od wieków. Wyzwania, którym młody człowiek musi dzisiaj sprostać są więc zasadniczo inne. Umiejętności, które powinien posiąść są diametralnie różne od tych sprzed dwudziestu lat.
Akcenty „patriotyzmu” należy dzisiaj położyć na umiejętność funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim, na umiejętność funkcjonowania w lokalnej społeczności, odpowiedzialność za rodzinę i umiejętności niezbędne do osiągnięcia sukcesu zawodowego.
Ale ZHP się tym nie zajmuje. Przeświadczenie, iż przetrwanie 100 lat, daje nam nieśmiertelność wydaje się być w Związku powszechne.
Przed zjazdem, zastanawialiśmy się, wraz z kilkoma znajomymi instruktorami, nad inicjatywa uchwały w sprawie strategicznych reform w Związku.
Zastanawialiśmy się nad tym, że być może warto powołać zespół rozsądnych instruktorów, którzy w szybkim, maksymalnie rocznym tempie, przeprowadzą analizę i zaproponują kierunki zasadniczej, strategicznej i spójnej reformy. Takiej, która miałaby uczynić z ZHP organizację nowoczesną, w której młody człowiek jest centrum zainteresowania. Wydawało nam się, że tylko gruntowna reforma, zerwanie ze skansenem i estetyką małomiasteczkowego wesela, mają szansę zahamować spadek liczebny organizacji.
Zastanawialiśmy się nad tym, by taki zespół opracował swoisty „Pakiet modernizacyjny” – strategię oraz plan operacyjny kluczowych reform na najbliższe lata, by poszła za tym propozycja zupełnie nowego Statutu, struktury i organizacji władz, podporządkowanych realizacji Strategii i „nowemu otwarciu” w Związku.
Nie chcieliśmy dawać jedynie słusznych rozwiązań, ale marzyliśmy o początku prawdziwej, pogłębionej debaty o przyszłości ZHP.
Tuż przed zjazdem jednak zrezygnowaliśmy. Przyczyn było oczywiście wiele. Pomijam realność naszej propozycji, bowiem zdaję sobie sprawę, iż pewnie lepszego wyniku niż ten, osiągnięty na zjeździe przez projekt Statutu KPW, byśmy nie uzyskali. Jednak to nie ten czynnik był decydujący.
W moim przypadku zdecydował brak wiary w to, że nasza propozycja cokolwiek może zmienić. Nie na poziomie jej przyjęcia przez zjazd, ale na poziomie wpływu na jakość debaty w Związku. Od kilku lat następuje wyraźny regres tej debaty. Kręgi programowo metodyczne, które w znacznej mierze wpływały na rzeczywistość związku przestały istnieć. Na poziomie ogólnopolskim debata taka właściwie nie istnieje. I chyba nie ma za bardzo potrzeby, żeby istniała. Skoro Zjazdy ZHP, zjazdy chorągwi wyglądają potem w taki sposób.
Różnice w środowisku „reformatorów”, rozpad RCŻ, animozje wśród instruktorów, którzy mieli, mają lub mogli mieć wpływ na Związek, doprowadziły nas do sytuacji, w której nawet w obliczu ewidentnego topienia się ZHP, nie umiemy wspólnie działać. I to jest dla mnie w całej tej historii najsmutniejsze.
Wydaje mi się, że ten Zjazd dowiódł, że jakakolwiek reforma ZHP jest dziś trudniejsza niż kiedykolwiek na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Reforma taka wymagałaby bardzo intensywnej pracy u podstaw, godzin spędzonych na rozmowach i debatach z drużynowymi w hufcach, przedsięwzięć w terenie. Bez szerszego porozumienia i współpracy środowisk, którym „o coś chodzi” zrobić się tego nie da.
Z resztą. Chyba nawet by mi się już nie chciało. Z każdym kolejnym zjazdem, coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że to coraz mniej jest mój związek.
Podobne artykuły
Podharcmistrz. Był drużynowym 13 Wołomińskiej Drużyny Harcerskiej, przewodniczącym komisji rewizyjnej hufca, członkiem komendy reprezentacji Chorągwi Stołecznej na Jamboree 2007. Jest członkiem hufcowej KSI. Organizator i komendant obozów, zgrupowań, zimowisk i rejsów.
Narciarz, żeglarz, a ostatnio wspinacz ;)
Na konferencji harcmistrzowskiej w Sierpniu /LAS/ chyba Kowlak powiedział coś znamiennego – żebym zbyt nie przekłamał, bo pamieć zawodna, że chyba i dziś jest czas na rewolucję w rodzaju KIHAM-ów, choć takiego jak wtedy wroga nie ma. A może jest gorszy ? Stagnacja, interesy, kombatanctwo, brak wiedzy i umiejetnosci zniszczonej przez rutyniarstwo, kolesiostwo i kliki, słowem wszystko to co było, zaś manipulowanie młodzieża osiąga apogeum.
No to się ruszcie. Stwórzcie jakieś nowe Kihamy, albo cokolwiek. Byle byście coś zrobili. Tylko gderacie jacy jesteście biedni młodzi w skostniałej organizacji. My ludzie po 40 dwadzieścia parę lat temu wykorzystaliśmy swoją szansę zrobiliśmy rewolucję, zmieniliśmy organizację (niektórzy dosłownie, ale zdecydowana większość została bo nawet pośród zatwardziałych towarzyszy wygrał powiew młodości). Dodatkową atrakcją było to że nie było to legalne. Wy teraz możecie bez narażenia się na sankcje policyjne usiąść, napisać i stworzyć coś nowego, ciekawego kruszącego stereotypy. W latach 80 to był powrót do tradycji, bo tego nam było potrzeba. Co teraz? To wy wiecie lepiej od nas. Tylko trzeba to zrobić a nie gderać. Zjazd nie zmieni organizacji. Organizację może zmienić jedynie oddolny wolny, nieskrępowany ruch. Czyżbyście byli straconym, bezwładnym pokoleniem?? Mam nadzieję że nie.
Zgadzam się Leon, poza jednym. Zatwardziałym towarzyszom powiał interes, a nie żadna tam młodość. Jakieś popłuczyny straszą do dzisiaj, udając kombatantów. I jeszcze jedno, spostrzeżenie, bardzo brutalne. Na dużej zbiórce harcmistrzowskiej, nie tak dawno temu, można było określić wiek uczestników po tym,że im bardziej szacowny wiek, tym więcej śmieci po zarełku i pićku zostało pod krzesełakami. Paru autentycznych seniorów po sobie posprzątało. Tak więc to może Ci beż harcerskiej kindersztuby kształtują dziś oblicze Ruchu ?
Nie patrz na zgredów. Idź do przodu. Ci bez harcerskiej kindersztuby kształtują oblicze organizacji. Obliczem Ruchu są młodzi. A to oblicze jest jakieś blade. Czekam, aż dostanie wyrazistych kolorków.
No fakt, to weźmy sie znowu za RUCH !
Podpisuję się pod całością.
no to jest nas czterech
no to pięciu :)pozdrawiam