Zjazd zaczyna się za chwilę
Jedno z pierwszych głosowań, będzie dotyczyło absolutorium dla ustępujących władz. Będziemy musieli , chcemy czy nie, podnieść rękę za udzieleniem absolutorium bądź nie.
Mamy sprawozdania, jesteśmy aktywnymi obserwatorami życia Związku. Na sali może się coś jeszcze wydarzyć, ale ogólną ocenę poszczególnych członków Zarządów już raczej mamy.
Poniżej, nasza subiektywna, ocena członków GK. Skupiliśmy się na GK w latach 2007 – 2009, bo w naszej ocenie poprzednią GK rozliczył Zjazd Nadzwyczajny i nie widzimy sensu wracać do tamtych ocen (choć porównanie obu ekip będzie niezwykle ciekawe i czekamy na nie z niecierpliwością).
Hm. Małgorzata Sinica – Naczelnik ZHP. To już druga Naczelnik tytułująca się po męsku. Czyżby uważała, że stosowanie męskiej nazwy swojej funkcji uczyni ją bardziej wiarygodną? Dla nas zawsze był problem z odmianą (kogo nie ma na Konopnicjkiej – druhny naczelnika?). Co do oceny… Nie podoba nam się jedno. Podejście do strategii. Druhna Naczelnik obecnie utrzymuje pogląd (wytarty zresztą), że strategia jest niemożliwa do realizacji. Zastanawiamy się kiedy na to wpadła. Czy jak pisała strategię będąc w zespole strategicznym, czy jak odwoływała Naczelnik Hernik, za to, że ta miała nie realizować strategii, czy jak sama zaczęła realizować strategię, czy jak doszło do oceny i okazało się, że strategia jest niezrealizowana, więc trzeba wymyślić jakiś powód? My uważamy, ze to ostatnie.
Hm. Przemysław Marchlewicz – skarbnik ZHP. Generalnie bylibyśmy na tak, gdyby nie dwie rzeczy. Pożyczka od SKOK na 1 mln zł pod zastaw Perkoza. Nie mamy nic do SKOK ani do pożyczek, pod warunkiem, że skarbnik ma pomysł skąd zdobyć milion na spłatę pożyczki. Rozumiemy, że jak milion się nie znajdzie, to SKOK zabierze sobie Perkoz. A że nie wiemy skąd GK znajdzie ten milion to nam się to nie podoba. Nie podoba nam się też konkurs na Zawiszę ogłoszony przez Skarbnika. Konkurs ogłoszony nagle, w środku wakacji, na spotkanie w sprawie konkursu zaproszono druhów z ZHR a nie zaproszono np. Waldka Mieczkowskiego – wieloletniego kapitana Zawiszy. Potem tajemnicze przesuwanie terminów, bo jakiś podmiot (chyba faworyt) nie zdążył złożyć oferty, brak komisji i odwlekanie terminu rozstrzygnięcia. Nawet jeśli konkurs nie jest ustawiony (w co wierzymy!) to jednak jest prowadzony nieprofesjonalnie. Generalnie jesteśmy na nie.
Hm. Zbigniew Popowski – skarbnik ZHP. Lubimy, szanujemy, proponowaliśmy mu stanowisko skarbnika jak myśleliśmy o wspólnym z Gosią, Dorotą i Jolą tworzeniu GK w 2007 roku. Jako skarbnik ZHP zaczął bardzo słabo, acz z honorem – przyznając się, że nie utrzymał w ryzach finansów Jamboree w 2007 i trzeba było wziąć pożyczkę, żeby dopiąć budżet. Wolelibyśmy, żeby skarbnik potrafił sobie poradzić z finansami zwykłej imprezy ? nawet dużej i zagranicznej. Potem bywało różnie. Generalnie skuteczna żonglerka środkami by ogarnąć długi to musiała być wykańczająca robota i wcale nie dziwimy się, ze zrezygnował.
Hm. Krzysztof Budziński – zastępca naczelnika. Znamy się długo, bo od PZHS w Małeczu w 1994 roku. Zawsze jak na siebie wpadaliśmy to Krzysiek był hufcowym z Pabianic. I taki pozostał. Na miejscu, rozumiejący problemy kadry. Ale przez to mocno zachowawczy, nieskory do poszukiwania odważnych i śmiałych rozwiązań, wykraczających poza horyzont. Zasłużył sobie jednak tym, że był jedną z niewielu osób, z którą coś można było w tej GK konkretnie załatwić. Jesteśmy na tak, choć po ostatnim czacie mamy mieszane uczucia…
Hm. Jolanta Kreczmańska – członkini GK. Tu niespodzianka. Jola tytułuje się członkinią GK a nie członkiem GK. Jedna GK a tyle podejść do kwestii płci… Ale nie tylko za to ją lubimy. Pion kształcenia pracuje dobrze, CSI działa. Nie bardzo wiemy co robi w niej Andrzej Starski, bo mamy wrażenie że i tak o wszystkim decyduje Jola. Oczywiście, w szczegółach mamy jakieś uwagi i pozytywne i negatywne. Ale to raczej uwagi robocze, zwykłe, dotyczące kwestii bieżących, zupełnie nie wpływające na ogólną ocenę. Chcielibyśmy, żeby pozostałe obszary działały tak jak kształcenie i praca z kadrą. Dlatego kłaniamy się nisko i jesteśmy na tak.
Hm. Emilia Kulczyk – Prus – członkini GK. Trudno cokolwiek powiedzieć. Broni się tym, że jest krótko i nie ma efektów jej pracy. W związku z tym, część powie: dajmy jej szansę, część powie ? nie ma efektów ? nie ma absolutorium. No wizji programu nie widzimy, jakiejś koncepcji spójnej też nie. Ze sprawozdania wynika, że dziś program ZHP to rocznice ku czci i generalnie przeszłość. Zadania na Zlot w Krakowie mają błędy merytoryczne i znowu są o tym co było w harcerstwie przez minione 100 lat, a nie o tym co będzie. Historia to bardzo ważna część naszej tożsamości i jesteśmy z niej dumni. Ale oczekiwalibyśmy od programowca oferty dla młodych ludzi żyjących na początku XXI a nie na początku XX wieku. I dlatego jesteśmy na nie…
Hm. Rafał Bednarczyk – członek GK. Został członkiem GK z opóźnieniem (po słynnym i niesprawiedliwym lex Olgerbrandt w 2007 roku), ale za to całkiem słusznie. Mamy wrażenie, że sterował tą GK z tylnego fotela, bo jak nie był w GK to wszystko i tak się ustalało z nim, jakby w niej był. Jak został oficjalnie włączony w skład GK – to znalazł się na właściwym miejscu. Mamy trochę żalu, za małostkowość Rafała, za to, że traktuje wielu z nas jak śmiertelnych wrogów i nie chciał współpracować. Ale my pamiętliwi nie jesteśmy. Inni zarzucają bufoniarstwo, odnoszenie się z wyższością do kadry, złośliwość (vide zbiórka delegatów w Załęczu). Cieniem kładzie się jawne kłamstwo jakiego dopuścił się Rafał na posiedzeniu Rady Naczelnej w 2007 roku, dowodząc, że Jamboree nie narobiło długów (a potem Popek wyjaśnił, że dług jest i to spory). Nam trochę przeszkadza czołobitność wobec ZHR.
Hm. Paweł Zygarłowski – członek GK. Największe rozczarowanie. Instruktor, autorytet, harcmistrz, Postać. Okazał się słupem. Niestety, z żalem to piszemy ale zdecydowanie na nie.
Hm. Dorota Całka – członek GK. Dodajmy, że odpowiedzialna za wizerunek. Miało być nowocześnie i profesjonalnie. Jest nijako. W zasadzie nie podjęto żadnych działań wizerunkowych podczas tej kadencji. Jesteśmy na nie.
Hm. Grzegorz Woźniak – członek GK. hmm. No właśnie tu w sumie nie ma co napisać. Więc przynajmniej ocena jest naprawdę łatwa.
Podobne artykuły
Piotr Kowalski
harcmistrz, komendant szczepu, przewodniczący KRH w hufcu Łódź Widzew. Pracownik organizacji pozarządowej (Polski Związek Głuchych) i trener NGO. Prezes zarządu Pracowni Wspierania Organizacji Pozarządowych. W ZHP był między innymi drużynowym 12 ŁDH i kierownikiem Wydziału Pozyskiwania Środków GK ZHP.
Rafał Klepacz
harcmistrz, Szef Zespołu Kadry Kształcącej Hufca Rafom - miasto. Socjolog, samodzielny badacz w międzynarodowej firmie badań rynku i opinii. Instruktor żeglarstwa PZŻ. W ZHP pełnił funkcje drużynowego, zastępcy komendanta hufca ds programowych, Szefa HSR, Kierownika Wydziału Badań i Analiz GK ZHP, Wiceprzewodniczącego ZHP. Jego pasje to żagle, góry, bieganie, kajaki i rower.
Zdziwiła mnie bardzo arbitralna ocena zadań przedzlotowych wyrażona przez autorów powyższego tekstu. Mam świadomość, że to nie najważniejszy wątek tej wypowiedzi, ale – mimo wszystko pozwolę sobie o niego zahaczyć. Z Piotrkiem parę razy zdarzyło mi się mówić o edukacji historycznej, wychowawczym wykorzystywaniu dziedzictwa przeszłości. Zgadzaliśmy się, że to nie jedyny czy najważniejszy, ale – że jest to istotny element harcerskiego wychowania i programu działania, że trzeba korzystać z przeszłośći, porzucając wszechobecną martyrologię, pokazując, jak wzorce z przeszłości, przykrojone na miarę wieku i percepcji, mogą być inspirujące do współczesnych aktywności, do kształtowania własnego charakteru. To wszystko, oczywiście, jeśli treść i forma nie będzie ograniczać się do obchodów i zniczy. Dziwne, że nie zauważyliście tego – historia w proponowanych zadaniach to pewien sztafaż (który sam w sobie może być wychowujący, pouczający, dla jednych mniej, dla innych bardziej interesujący), a pod nim są normalne, współczesne zadania, z propozycjami dla zuchów, harcerzy, harcerzy starszych i wędrowników. Jeśli to nie są zadania dzisiejsze – to jakie powinny być te na topie? A przy tym – o jakich błędach mówicie? I jeszcze jedno – z preambuły wynika wprost, że to nie jest program na obchody mijającego stulecia (taki, dobry czy zły, już jest realizowany od dwóch lat) ani na następne stulecie – to propozycja, zestaw zadań do wyboru i uzupełnienia programu drużyny. Propozycja, którą można wzbogacić scenariuszowo i repertuarowo (tak, jak to zrobiono z „Braterstwem” – albo lepiej nawet), do tego sprzedać w efektownej formie. A program na stulecie przed nami – i chyba „do wzięcia”.
Agnieszko. Byłby do wzięcia, gdyby opis nie zawierał błędów merytorycznych. Przy najlepszej woli bardzo trudno znaleźć uzasadnienie dla okresu 1940 – 1950. Jakoś nie potrafię tego sklasyfikować jako jednego okresu historycznego. Podobnie w historii ZHP lata 1951 – 1960 – to przynajmniej dwa rożne okresy (jak nie trzy nawet) a nie jeden. Nie wiem jak nazwać naginanie historii na siłę do systemu dziesiętnego… Grzegorz Skrukwa z Poznania, popełnił tekst o błędach merytorycznych tego programu. Ale nie to jest najważniejsze. Nawet gdyby tych błędów nie było. To nadal, byłby program oparty o przeszłość. Nie mam nic przeciwko programom opartym o przeszłość. Burzę się, jeśli jest TYLKO jeden program oparty o przeszłość i nic o przyszłości. Gdyby obok tej propozycji powstał jakiś materiał patrzący „do przodu” to moja ocena byłaby inna…
Nie wiem Rafał czemu jeszcze się odzywasz. Na stronie zjazdu zostałeś ogłoszony pierwszym oszołomem ZHP bo czepiasz się. W latach 40 przez całą dekadę harcerstwo było gnębione przez najeźdźców i co za różnica których. Widzę, że są wśród nas jeszcze tacy co nie widzą różnicy między OH ZMP a ZHP.
Rafale, spróbuję w punktach – dla przejrzystości:
1. Pisząc „przed nami” i kolokwialnie „program do wzięcia” miałam na myśli relację czasową (nie ma programu na następne stulecie i trzeba go dopiero napisać) i chciałam zachęcić Cię do podjęcia takiego wyzwania. Dalej zachęcam.
2. Wybór zadań, nawet połączonych pewną myślą i składnie opisanych, nie jest programem. Nie należy nadawać na siłę rangi, do jakiej propozycja nawet nie aspiruje. Można zarzucać odpowiedzialnym za tę sferę, że dziś jeszcze nie ma programu przyszłościowego,ale nie – że powstają doraźne przyczynki do działania.
3.Propozycja zadań nie jest kursem historycznym i wybór wyjściowych, historycznych aluzji (bo tak należy to traktować) nie tworzy ciągu dziejowego. Mogłyby to być równie dobrze zupełnie inne obrazki z przeszłości, ułożone równolegle lub chronologicznie. Mogłyby być epickie opisania całej epoki lub jakiegoś zagadnienia na przemian z przykładami z indywidualnych biografii.
4. Historia to tylko sztafaż – inspirowany okolicznościami, gdyby one były inne, mógłby być przyrodniczy, krajoznawczy albo jakiś jeszcze.
Ta historyczna konwencja wprowadzania zadania może przetrwać do końca albo uciąć się na etapie drużynowego.
5. Co złego widzisz w inspiracjach z przeszłości? Czy to nie widmo historii pokutujące w naszym, narodowym, pojmowaniu dziejów, historiografii i edukacji historyczno-patriotycznej? Wiele w tym zakresie zmienia się i w polskiej rzeczywistości, mamy sporo interesujących przykładów spoza harcerstwa – właśnie tego, jak wykorzystywać wątki historyczne w wychowywaniu i kształceniu „do przodu”. Rzecz jasna, to bardzo trudne – zmienić pojmowanie edukacji historycznej, wychowania patriotycznego, trudniejsze niż wprowadzanie jakiejś zupełnie nowej dziedziny, bo przyzwyczajenia są złe i zakorzenione. Dlatego potrzebne jest uświadamianie, dostarczanie wzorów – najlepiej aż po szczegółowe przepisy, czyli scenariusze,z pomysłami, formami i repertuarem.
6. W naszym, polskim, pojmowaniu rysują się od jakiegoś czasu pewne tendencje – zarówno w historiografii (zapewne dzięki N. Daviesowi), jak i w popularyzacji tej dziedziny. Pomysł z dekadami jest bardzo umowny, jest uproszczeniem, zabawą, konwencją. Znasz pewnie publikację „Gazety Wyborczej”, która w kilku tomikach prezentowała podzielone na dekady dzieje powojennej Polski? Mało spraw w życiu społecznym odbywa się w cyklu kalendarzowym, dzieje Polski też nie trzymały się dokładnie dekad. Takie podejście jest chwytliwe, ma koncept – dlaczego odmawiasz tego harcerzom?
7. Ja z kolei ubolewam, że zadania pojawiły się na stronie w formie przewijanego przez pół kilometra maszynopisu – moim zdaniem, to błąd promocyjny, bo w moich wyobrażeniach forma i treść powinny być zintegrowane i świadczyć o sobie wzajemnie.
8. Nadal nie wiem – jakie błędy zauważyliście?
ad 8. – pisałem o tym na forum zhp:
Lata 10-20: niepasujące zupełnie jest motto „Tylko krzyż pozostanie ten sam” – to przecież fragment z piosenki powstałej gdzieś po 1945 która wyrażnie mówi o kilkudziesięcioletnim już dorobku, a nie jest to hasło z lat startu harcerstwa! Hasło „Krzyż pozostanie ten sam” pasowałoby bardziej do epoki w której walczono o zachowanie tożsamości, a nie do epoki w której ją dopiero budowano! A tyle jest pięknych piosenek o krzyżu i lilijce, było z czego brać… W latach 10-20 zresztą krzyż nie był wcale powszechnie ugruntowanym symbolem harcerskim, w niektórych dzielnicach Polski używano innych symboli (np. w Wielkopolsce – sama lilijka).
Lata 20 „gotowi do czynu” – przecież to był okres regresu albo w najlepszym razie wychodzenia z regresu. Spadek liczebny, powielanie starych skostniałych paramilitarnych form pracy… Pisanie o wysportowanych młodziencach o otwartych umysłach – to jakaś propagandowa rzeczywistość!!!
Lata 30-te: szukajcie przyjaciół. Owszem, lata 30-te to wspaniała epoka w dziejach ZHP, era Michała Grażyńskiego, ale dzięki innym rzeczom: puszczaństwo, wigierczycy, zuchy, szybownictwo, żeglarstwo, przodowanie w tych dziedzinach, nowatorskie formyu kształceniowe a przede wszystkim rozwój liczebny i docieranie do coraz większego kręgu młodzieży! „Szukajcie przyajciół” to piękne hasło, tyle że w latach 30-tych raczej tych przyjaciół traciliśmy. Owszem były wielkie kontyngenty na Jamboree na Węgrzech i w Holandii, ale sytuacja międzynarodowa się pogarszała. U zachodniego sąsiada zlikwidowano skauting i utworzono Hitlerjugend. U wschodniego sąsiada działał Pionier. Czyli w dwóch największych sąsiednich krajach zamiast przyjaciól mieliśmy organizacje totalitarne szkolące w nienawiści. W przyjaznej nam Rumunii też w latach 30-tych zlikwidowano skauting, zamiast niego powstała powiązana z autorytarnym reżimem organizacja Straja Tarii. Jedyny demokratyczny sąsiad, z swobodnie działającym skautingiem – Czechosłowacja, a stosunki z nią były kiepskie… No może ZHP tu spisało się lepiej niż władze państwowe RP, bo Czesi dobrze się bawili w Spale. Bratankowie Węgrzy – ich wspaniała organizacja skautowa niestety została wykorzystana jako narzędzie polityki rewanżyzmu i remilitaryzacji przez reżim Horthy’ego (sam szef węgierskiego skautingu Pal Teleki był premierem i uczestniczył w rozbiciu Czechosłowacji). No a wewnątrz kraju? Zakaz działania ukraińskiego Płasta, ignorowanie organizacji żydowskich… Nie, naprawdę niespecjalnie jest do czego nawiązywać pod kątem szukania przyjaciól.
Dalej: dekada 1940-1950 – co to za sztuczny okres? Dlaczego zagubiono lata 1945-1949 z ich piękną kartą harcerstwa w odbudowie kraju, rozwojem liczebnym, wielkimi osiągnięciami harcerstwa w dziedzinie sportu i kultury, skutecznym pozyskiwaniem środków (spóldzielnie harcerskie)?
O latach 1960-70 i 70-80 – rozumiem że trudno coś napisać jednoznacznie pozytywnego, ale wyszło takie coś w duchu: Bogu świeczkę, diabłu ogarek.
Lata 80-te – pokazane jako zwrot w przeszłość, a przecież była to walka o prawdę i uczciwe wychowanie w pierwszej kolejności, a czerpanie wzorów z przeszłości było śroidkiem do celu a nie celem samym w sobie
ech….
Agnieszko, nie mogłaś tego swego wywodu napisać w paru prostych słowach? Czy w tekście, który fachowo skrytykował Grzesiek, historyk przecież, brak Ci konkretów ? A moze uwazasz, że napisanie w TAKIM materiale – „sztafarzu” dla drużynowych( I like it !) właściwym jest palnięcie takiej bzdury, że Krzyż harcerski x Kazimierz Lutosławski zaprojektował na konkurs Skauta …….toż to Młodzikowi nie przystoi ! ( żart !)
Wkręcacie mnie chyba albo tak naprawdę nie przeczytaliście tego materiału. Nie liczę już na uzasadnienie osądu, że zadania są historyczne i tylko skłaniają do patrzenia wstecz. To twoje miejsce, Rafale, i nietaktem byłoby, przychodząc w gości – nalegać na rozmowę, na którą gospodarz nie ma ochoty.
Dalej zadziwia mnie, że koniecznie chcecie widzieć w zestawie historycznych impresji systematyczny kurs historii. Z drugiej strony -to cieszy, że młodzi historycy chcą się wypowiadać. Nie zawsze jednak i nie we wszystkim należy zawrzeć całą posiadaną wiedzę na dany temat. Oczywiście, że zdanie o projekcie Lutosławskiego i konkursie to skrót – dopuszczalny i wskazany w sytuacji, kiedy głównym celem nie jest krzewienie wiedzy historycznej, ale utożsamienie z pewną ideą. (Piotrze! Młodzik może skrótów myślowych nie pojmować, ale ćwik powinien – żart). Zresztą – fachowiec zna zapewne literaturę przedmiotu i wie, gdzie – w dużo poważniejszym opracowaniu – takie sformułowanie występuje. Rzecz jasna, prawo Grzegorza, może się z tym nie zgadzać i polemizować z autorami.
Jeszcze jedno, nie wystarczy czytać tytuły. Cytat z B-P, kojarzony z poszukiwaniem przyjaciół wśród skautów – jest tytułem bloku zadań służących pozyskiwaniu przyjaciół w innych sferach. Wypowiedź Grzegorza świadczy oczywiście o historycznej erudycji – i szkoda, że nie bardzo odnosi się do tematu i tekstu zadań. Zachęcam autora do pracy – np. nad syntezą harcerskich dziejów, jest bardzo potrzebna taka rzetelna, nowoczesna, najlepiej o charakterze popularnym praca – a i możliwości publikacji na pewno się znajdą.
Agnieszko… ja już swoje napisałem. Raz w tekście i potem w komentarzach. Nie rozumiem, czemu odnosisz się ciągle tylko do jednej kwestii, a drugą pomijasz. Ta druga brzmi: „Nie mam nic przeciwko programom opartym o przeszłość. Burzę się, jeśli jest TYLKO jeden program oparty o przeszłość i nic o przyszłości.” Przypomnę, że z Piotrem nasz tekst pisaliśmy przed Zjazdem, opierając się prawie wyłącznie o sprawozdanie Naczelnika i GK 2007 – 2009. A na Zjeździe zaprezentowano nam program obchodów 100 lecia harcerstwa. W programie rok 2010 ma być WYJĄTKOWO rokiem historii!!!! To tylko podtrzymało moją negatywną ocenę obszaru program.
I na koniec uwaga ogólna. Opisaliśmy naszą opinię. Zagłosowaliśmy z Piotrem, zgodnie z tym co napisaliśmy powyżej. Demokratyczny Zjazd ZHP zdecydował w kwestii absolutorium – tak jak zdecydował. Szanujemy tę decyzję i nie zamierzamy z nią w żaden sposób dyskutować. Takie są zasady tej organizacji. Niemniej nikt nie powinien odbierać nam prawa do wyrażania swojej opinii. Jakakolwiek by ona nie była.
Więc dyskusję nad programem w ZHP proponuję przenieść na poziom wydziału programowego GK, albo zachęcam Cię Agnieszko do popełnienia tekstu polemicznego dotyczącego programu ZHP i tam podyskutujemy. Łamy bloga zhp24.net są otwarte.
Taka synteza mojego autorstwa już powstała i jest opublikowana – w „Vademecum zastępowego Chytrego Kota” Marka Kudasiewicza, wydanie V, Kraków 2007, Oficyna Wydawnicza Text,. s. 379-471.
Może się wtrącę jako, że temat historii żywo mnie interesuje:
1. odwołanie się do historii MUSI być punktem wyjścia do wyciągania wniosków na przyszłość – taki był przez stulecia sens tej dyscypliny nauki i taki jest sens zdania, że historia magistra viatae est. Historia służąca tylko poznaniu przeszłości, a nie dająca zrozumienia teraźniejszości i wniosków na przyszłość jest nudziarstwem dziadka przy kominku, co to drzewiej, panie, to dopiero było…
2. wszelkie uproszczenia w zakresie historii są jej fałszowaniem – w pewnym zakresie dopuszczalnym, ale pytanie, w jakim i kiedy kończy się uproszczenie, a zaczyna właśnie fałszowanie prowadzące do błędnych wniosków.