Gdzie oni są?
W ostatnim numerze miesięcznika Czuwaj, można przeczytać wywiad z hm. Janem Olgerbrandem, kandydatem na funkcję Przewodniczącego ZHP.
Choć z dh Janem nie zawsze mi po drodze (choć bywało, że czasem szliśmy w jedną stronę), choć nie ze wszystkimi jego pomysłami się zgadzam to jednak muszę docenić odwagę i to, że z wyprzedzeniem podał swoja kandydaturę do wiadomości kadry ZHP i samych delegatów.
To wartość sama w sobie, mieć wystarczająco dużo czasu przed podjęciem decyzji, by zapoznać się osiągnięciami kandydata, z przebiegiem jego służby, jego pomysłami, jego wizją na przyszłość Związku. Nawet jeśli mamy inne poglądy niż kandydat, to wiedza o tym kto kandyduje, powoduje, ze możemy rozpocząć dyskusje, wskazać mu obszary, które też powinien przewidzieć w swojej wizji, albo próbować przekonać do swoich racji.
Wszystko to jest możliwe oczywiście tylko wtedy, gdy wiemy kto będzie kandydował. Najgorsza sytuacja to taka, gdy o kandydacie dowiadujemy się na Sali i mamy kilkadziesiąt minut na wyrobienie sobie zdania, podjecie ważnej dla Związku decyzji.
A wiec dla mnie, jako delegata na grudniowy Zjazd, dh Jan ma plusa na wejściu ? za poinformowanie mnie o tym, że będzie kandydował. Za to, że będę jechał na Zjazd spokojniejszy, że chociaż w jednym obszarze (wybór przewodniczącego) będę wiedział czego się spodziewać?
Ta deklaracja dh Jana, powoduje, że nie sposób wrócić myślami do ostatniego Zjazdu ZHP. Przypomnę same fakty. W maju 2005, ówczesny Naczelnik ZHP, Wiesław (Zły) Maślanka ogłosił, że nie będzie ponownie kandydował na funkcje Naczelnika ZHP. Chyba w czerwcu, Czuwaj zamieścił wywiad z pierwszym kandydatem na Naczelnika. Na Watrze w sierpniu, odbyło się pierwsze spotkanie z kandydatem na Naczelnika. We wrześniu, deklaracje kandydowania złożyli kolejni kandydaci. W październiku, każdy z nich posiadał serwis internetowy, za pomocą którego każdy instruktor mógł dowiedzieć się co kandydat zamierza zrobić dla Związku, z kim, jakie ma do tego predyspozycje.
Miesięcznik Czuwaj publikował pytania do kandydatów, funkcjonowała strona zjazd.zhp.pl, która te pytania publikowała. W grudniu, delegat jadąc na Zjazd, mógł jechać z już wyrobionym zdaniem, mógł podjąć decyzję przemyślaną, może nawet uzgodnioną ze swoim środowiskiem.
Ale mamy rok 2009, miało być lepiej. Tymczasem, nie wiemy, czy obecna Naczelniczka będzie kandydować ponownie czy nie. Nie znamy innych kandydatów na tę funkcję. Nie ma strony zjazd.zhp.pl. Wiemy, że będzie jedno spotkanie z delegatami w regionach, wiemy ze jeden pewny kandydat nie wystartuje i wiemy, ze kandyduje dh Olgerbrandt na funkcję Przewodniczącego.
I choć wtedy, w 2005 roku, wydawało mi się, że w ZHP jeszcze dużo trzeba zmienić, że jeszcze tyle pracy przed nami, to w ogóle nie spodziewałem się, że ZHP straci stan posiadania z 2005 roku , że to co już osiągnięto w 2005 roku będzie w roku 2009 marzeniem.
Podobne artykuły
harcmistrz, zastępca komendanta hufca ZHP Radom - miasto i Szef Zespołu Kadry Kształcącej Hufca Rafom - miasto. Socjolog, samodzielny badacz badań rynku i opinii. Instruktor żeglarstwa PZŻ. W ZHP pełnił funkcje drużynowego, zastępcy komendanta hufca ds programowych, Szefa HSR, Kierownika Wydziału Badań i Analiz GK ZHP, Wiceprzewodniczącego ZHP.
Jego pasje to żagle, góry, bieganie, kajaki i rower.
A czemu zakładasz, że gdzieś są? Może ich nie ma? Może ich nie będzie? Może (wreszcie) będziemy świadkami upadku ZHP w takiej formie, w jakiej obecnie jest? Może właśnie na tym zjeździe będzie jakiś przełom i wszystko się pozmienia?
Ja odnoszę wrażenie, że w tym 2005 każdy kandydat miał stronę tylko dlatego, że Ty ją miałeś i się Ciebie obawiali. Zmieniłeś coś. Wprowadziłeś wybory władz w sieć i uczyniłeś je bardziej przejrzystymi. Teraz nie kandydujesz, to wszystko wraca do „normy”. Ale możesz coś zrobić. Znajdź dobrego kandydata, pomóż mu zbudować zespół, wypromuj go i poprzyj. Bo ci wszyscy, którzy chcieli głosować na Ciebie licząc, że jednak będziesz kandydował teraz potrzebują kogoś, komu mogą zaufać i kogo mogą na zjeździe wybrać.
Rafał,
przemilczałeś zjazd 2007, który był zapowiedzią zmian w tworzeniu zrębów nowej demokracji ZHP.
Nie wiem jak Ty, ale ja nie potrafię zapomnieć tego, jak wówczas zostali potraktowani delegaci. Gdy przyjechaliśmy do Bydgoszczy dzień wcześniej, żeby zapoznać się z kandydatami do władz, gdy skręcałeś się i odbijałeś najgłupsze nawet pytania delegatów przez kilkanaście godzin, bo debata była kontynuowana także w nocy.
I gdy ci sami ludzie, którzy dzień wcześniej, dla dobra organizacji pytali Ciebie i Twój zespół o najmniejsze szczegóły Twojego planu na ZHP następnego dnia podczas obiadu zdecydowali się kandydować do władz naczelnych.
Można Cię było lubić, nie lubić, oceniać do 3 pokoleń wstecz itd. Im nie można było zadać takich pytań już na sali.
Do dzisiaj jak o tym myślę, mam wrażenie, że wówczas ktoś potraktował mnie jak frajera, który nie myśli, nie rozumie, niech skreśli tylko i podniesie rękę gdy trzeba.
Tak niestety zachowała się wówczas większość delegatów-marionetek, za których sznurki pociągali komendanci chorągwi.
Jak będzie tym razem?
http://zjazd.zhp.pl/
Chyba wczoraj ruszyła
Zastanawiam się, jak podejść do tematu kandydowania na funkcję naczelnika, w momencie, gdy zjazd przyjmie inny sposób jego wyboru. Np. przez RN.
To chyba jednak zmienia wszystko. Nie będzie to zadaniem dla delegatów, a sama RN może określić np. szczegółowe zasady konkursu. Pewnie i sama decyzja o ubieganiu się o funkcję naczelnika od tego zależy.
Jak na razie to jeszcze nie zdecydowano jak będzie wybierana GK. Ponadto, ze opinii przesłanych przez chorągwie nie wyłania się jakaś ogólna opinia co do pomysłu wyboru GK przez RN. Niestety od zjazdu w 2007 nie wiele się zmieniło i nadal będzie dużo marionetek na tym zjeździe. Chyba zgodzę się z Mariuszem że czas zamknąć temat ZHP w dzisiejszym kształcie i pracować nad czymś nowym.
Ja już dawno przejawiałem chęć stworzenia czegoś nowego. Tylko niestety uważam że nie będzie odpowiedniej ilości ludzi do stworzenia masy krytycznej…
Planujecie schizmę?
Tu nie ma co planować… To się prędzej czy później samo wydarzy… ZHP rozwali się na dwie lub trzy części… Ci niereformowalni wyginą, a pozostali albo się razem dogadają, albo znowu będą się kłócić przez 20 lat :)
Nie.
To się chyba nie uda.
Jeżeli się rozpadnie w ogóle kiedys, to na wiele małych kawałków.
Bo nie ma idei, któraby ludzi odciągnęła od ZHP do ZHX. Nie ma co wpisać na sztandarach separatystów.
LEPSZE HARCERSTWO? nie przekonasz tym drużynowych, którzy robią dobre harcerstwo już teraz.
MOJSZE-TWOJSZE-NAJSZE – ten, kto chce teraz dobrze i skutecznie pracować już to robi. Kto nie chce – pewnie nie chcesz go w odseparowanej organizacji.
HARCERSTWO ZE MNĄ NA CZELE! – to mogłoby poruszyć, ale.. pod warunkiem dobrego lidera. Naprawdę charyzmatycznego i z przekonaniem, innego niż inni. A tymczasem tacy się nie wychylają… A szkoda.
Ja tez nie wierzę w schizmę. O tym, ze jest to droga donikąd, pokazuje przykład ZHR, które miota się w poszukiwaniu swojej tożsamości a identyfikacje buduje na opozycji do ZHP i zagarnianiu jego historii i symboli.
To jak z okrętem na środku oceanu. Nie można go zmienić nagle. Można się przesiąść na szalupę, ale szalupa nigdy nie będzie okrętem! Pozostaje naprawiać i ratować okręt do końca, a nie z niego uciekać.
Jako ex-ZHR potwierdzę słowa Rafała: rozłam to droga do nikąd. Pozornie prostsza, w efekcie rodząca więcej problemów, niż ich rozwiązująca.
I może mieć rację Mariusz: impas – a przypomnę, że w 2005 roku mieliśmy już na Zjeździe impas – może spowodować zawalenie się obecnej zmurszałej struktury i uświadomienie ogółowi konieczności budowy nowej. To nie musi oznaczać organizacji nowej w sensie marki. ZHP jest marką utrwaloną, którą trudno jest przebić. Ale można zrobić to systemem renowacji wiedeńskich zabytków: za zabytkową szacowną fasadą zbudowano nowoczesne domy spełniające wszystkie kryteria XXI wieku. Więc za zabytkową fasadą ZHP trzeba zbudować nowoczesne harcerstwo XXI wieku. Są środowiska pokazujące, że mimo powszechnego marazmu, można.
Tylko jak zbudować to nowe wraz z ludźmi, którzy zaliczyli już po kilka zjazdów i niczego nie zbudowali? Jak pozbyć się korpusu komendantów? Jak pozbyć się tych setek drużynowych, którzy uważają się za najlepszych, a wszystko tylko psują?
Powiem wam, że od początku skautingu w Wielkiej Brytanii już kilka razy zmieniono wszystko od podstaw – od programu po strukturę. A do tego ciągle pracują zespoły, które na bieżąco usprawniają to co jest i wychodzą z nowymi planami na przyszłość. No i co może się wydawać dziwne, te plany (i strategie :)) są realizowane :) Oczywiście nie wszystko wychodzi, ale organizacja idzie zawsze ku rozwojowi.
Czemu się nie uczyć od innych organizacji? Czemu nie zbudować planu restrukturyzacji i zbudowania nowego programu w oparciu o doświadczenia innych organizacji skautowych?
Mam wrażenie, że na zjazd delegaci jadą aby się przekonać co „oni” znowu wymyślili, przewalczyć „swoje” albo nie dać „tamtym” dojść do władzy. Za to niewielu jedzie, aby razem coś wypracować i przywrócić ten zbłąkany statek na właściwy kurs, a później wyruszyć nim w ekscytującą podróż w nieznane…
Problemem dziś nie jest rozłam ZHP, ale coś bardziej niebezpiecznego. Najgorszy scenariusz to taki, kiedy najbliższy zjazd utrwali to co jest obecnie. Część osób, która jest już zmęczona tym co się dzieje od blisko 10 lat nie będzie już bawić się w harcerstwo, tylko założy własne stowarzyszenie, albo zacznie wspierać już istniejące. Bez względu na to czy będą to instytucje działające jak ZHP, czy też wychowujące dzieci, czy też nie. Dziś liderem można być w ZHP, ale też w młodzieżowej radzie miasta, pomagać można w ośrodku pomocy dla dzieci czy też dla osób starszych. Każdy młody człowiek swój zapał może wylać w wielu miejscach, gdzie będzie bardziej ceniony niż w ZHP. To właśnie jest jednym z naszych problemów, na który zdaje się nikt (chodzi o władze) nie zwraca uwagi. ZHP może przetrwać, ale niekoniecznie będzie to ZHP profesjonalistów, ZHP ludzi z zapałem, ZHP gdzie liderami są prawdziwi liderzy, ale nie osoby z przymusu.
Jako lider dziś mogę działać dalej w ZHP i ścierać się z rzeczywistością, albo pracować w małym stowarzyszeniu i, o zgrozo, utrzymywać się z tego, być docenianym, ale też będę wspierany w dalszym rozwoju.
Dobrze że jeszcze w moim środowisku nie ma wszystkich patologii.
Świetne spojrzenia na sytuację przedzjazdową. Podzielam troski i wątpliwości druha Rafała. Ja już jestem, z powodu wieku, bliżej niż dalej od zakończenia mojej przygody z harcerstwem przez duże P i duże H, ale martwi mnie to iż dorobek wielu pokoleń harcerskich jest roztrwaniany. Władze ZHP nie słuchają głosu swoich członków. Obawiam się że nadchodzący zjazd będzie albo bardzo spokojny, bo nikt nie będzie się wychylał albo będzie burzliwy i wręcz awanturniczy, a więc trudny do opanowania. I jedno i drugie jest złe dla ZHP.