I właśnie dlatego nie będę kandydował…
Kolejny raz usłyszałem (tym razem z kręgów zbliżonych do GK), że pewnie szykuję się na funkcję Naczelnika ZHP. Nie pomagają żarty, zapewnienia, tłumaczenie każdemu, że nie kandyduję, nie szykuję się, nie zamierzam.
Moje wypowiedzi traktowane są jako “zasłona dymna”, “on tylko tak mówi ale zobaczycie i tak zrobi swoje”, “my na jego miejscu do ostatniej chwili byśmy zaprzeczali, a potem i tak byśmy startowali” itp.
Jeśli już miałoby dojść do tego, ze zdecydowałbym się kandydować, to na pewno ogłosiłbym tę decyzję środowisku instruktorskiemu. Tak zrobiliśmy (z zespołem) w 2005 roku, przed XXXIII Zjazdem ZHP, tworząc serwis internetowy, spotykając się z delegatami i instruktorami w wielu miejscach Polski. Udało się wtedy, tak myślę, nadać nową jakość formule kandydowania na funkcję Naczelnika ZHP, ogłaszając swój zamiar z dużym wyprzedzeniem, przedstawiając swoje poglądy, zespół itp.
Tak też zrobiłem w 2007 roku, w maju, gdy wieść niosła, ze Rada Naczelna może nie udzielić absolutorium ówczesnej Naczelniczce Teresie Hernik. Spotkałem się z dh Teresą i powiedziałem jej w oczy, że jeśli RN ją odwoła, to będę kandydował na funkcję Naczelnika. Przyjęła to ze zrozumieniem.
Tak też zrobiłem przed Zjazdem Nadzwyczajnym w Bydgoszczy w 2007 roku, tworząc w ekspresowym tempie stronę internetową i jako jedyny stawiając się z proponowaną GK na spotkanie z delegatami na dzień przed Zjazdem.
Dziś, gdybym chciał kandydować – powiedziałbym o tym wszystkim. Bo uważam, że nie może być tak, że Związek nie wie, kto będzie jego liderem, nie może być tak, że delegaci nie wiedzą nic o ludziach tworzących GK, nie mogą sobie wyrobić o niej zdania itp. I choć moja postawa przegrała za każdym z tych trzech przytoczonych przypadków, to uważam, że zawsze postępowaliśmy właściwie. A więc, skoro nie zgłosiłem chęci kandydowania, to powinno być oczywiste, że nie będę kandydował. Jednak nie każdy wierzy w moje intencje.
Co zrobić?
Postanowiłem ogłosić, za pomocą tego bloga, raz i mam nadzieję ostatecznie, że nie kandyduję na funkcję Naczelnika ZHP i wyjaśnić dlaczego.
Po pierwsze w 2005 roku, nasz zespół miał pomysł na oddłużenie organizacji, na zarządzanie majątkiem, na poukładanie programu, kształcenia i wizerunku. Nie kryliśmy tego, chcieliśmy realizować strategię ZHP, byliśmy do tego przygotowani.
Mimo, że przez dwa lata (2005 – 2007) realizacja strategii szła strasznie wolno, w 2007 dalej mieliśmy pomysł. Wiedzieliśmy co się dzieje w ZHP, mieliśmy prawie pełną wiedzę o finansach ZHP (prawie, bo mało kto wtedy wiedział o długu w fundacji jamborowej – dług został ujawniony w październiku 2007), o pułapkach o tym co i kiedy trzeba zmienić. Byliśmy gotowi do kierowania Związkiem i poprzez pracę w GK i RN przygotowani do tego.
Od 2007 minęły kolejne dwa lata. Przez te dwa lata wiele się zmieniło. Dług GK zwiększył się kilkakrotnie. Tylko w 2008 roku, GK planowała osiągnięcie przychodu na poziomie +6 tys. zł podczas gdy na koniec roku osiągnęła wynik ponad -2 mln. zł, rozdmuchano nikomu niepotrzebne awantury (jak ta o Krzyż), wstrzymano wiele cennych inicjatyw (np. reforma mundurowa, skuteczna, ogólnopolska akcja 1%) nie wykorzystuje się potencjału organizacji, strategia w kilku obszarach nie jest realizowana, nie prowadzi się analiz i badań pozwalających na opracowanie nowej strategii, nie wiemy w którą stronę ma przez następne 4 lata podążać ZHP. Jednym słowem – jest gorzej.
Dzisiaj, w sytuacji w jakiej znalazł się Związek, nie mam pełnego przekonania co do dalszego kierunku rozwoju ZHP. Nie potrafię z taką samą pewnością jak 4 lata temu, wskazać to co jest właściwe do zrobienia. Nie jestem w stanie wskazać wprost priorytetów. Mam kilka pomysłów, ale nie jestem ich tak pewien, jak byłem w 2005, a nawet jeszcze w 2007 roku. A bez przekonania, że dam radę, bez wiary w swoją wizję – nie będzie dobrego lidera.
I właśnie dlatego nie będę kandydował na funkcję Naczelnika.
Po drugie jestem za stary. Nie czuje się staro, ale w moim przekonaniu, w mojej wizji organizacji Naczelnik powinien mieć maksymalnie 35 lat. Harcerstwo to ruch ludzi młodych dla ludzi młodych, kierowany przez ludzi młodych. Jeśli Ruchem tym zaczną kierować osoby cokolwiek starsze, to przestanie to być ruch ludzi młodych. Dziś Naczelnika bym szukał wśród 25 – 30 latków. Przypomnijmy, ze Naczelnik Pacławki w chwili objęcia funkcji Naczelnika miał 29 lat. Niewiele starszy był Naczelnik Maślanka. Wszyscy wiemy ile lat miał Małkowski zakładając Harcerstwo. Ja dzisiaj mam 36 lat, kończąc kadencję miałbym 40. Nic już nie poradzę na to, że wciąż podobają mi się te piosenki, które już nie podobają się dzisiejszym 16 latkom i niewiele zmienia, że mi się podobają te same, które podobają się im. Nie zmienię tego, że moje doświadczenia będą inne niż oczekiwania dzisiejszych młodych ludzi. Nie chcę budować organizacji dla młodych ludzi przez ludzi dojrzałych.
Osoby z bagażem doświadczeń są bardzo potrzebni w organizacji – jako doradcy, tutorzy, powiernicy – ich rola jest ważna, potrzebna i nie do przecenienia! Ale nie powinni być już liderami. Liderami powinni być ludzie młodzi. Inaczej, jak dla mnie, to nie jest już Harcerstwo. Ja myślę, że wiek naszych liderów, to jedna z wielu przyczyn spadku liczebnego. Pokolenia po prostu się nie rozumieją. W tej kwestii nic się nie zmienia od stuleci. Starsi instruktorzy nie rozumieją oczekiwań i potrzeb młodych ludzi i ci ostatni odchodzą.
I właśnie dlatego nie będę kandydował na funkcję Naczelnika.
Po trzecie, które się trochę łączy z drugim – jestem trochę w innym miejscu w życiu niż byłem 4 lata temu. Mam pracę w której się realizuję, mam swoje pasje, którym się poświęcam, mam dom w górach i nie bardzo chcę to zmieniać. Wniosek CKR o nieudzielanie Naczelniczce absolutorium najlepiej pokazuje, że mimo szczerych chęci i niewątpliwego zaangażowania z jej strony, nie udaje się społecznie realizować wszystkiego co powinno być realizowane. Wiemy o tym wszyscy, a dwuletnia próba godzenia pracy zawodowej z pracą Naczelnika, przynajmniej zdaniem CKR, okazała się klapą. Ja nie chcę zmieniać swojej pracy, nie chcę mieszkać w Warszawie, nie chcę poświęcać 4 lat życia na pracę zawodową w ZHP.
I właśnie dlatego nie będę kandydował na funkcję Naczelnika.
Zdaję sobie sprawę, ze mimo tego co napisałem, ciągle będą pojawiały się głosy, że to nieprawda, że to zasłona dymna, że “on i tak coś knuje”, że “nie będzie naczelnikiem, ale wstawi tam swoją osobę i będę nią sterował”. Potrzeba posiadania wroga, w niektórych z nas jest tak silna, że nie mogą żyć bez wroga-klepacza-który-na-pewno-coś-knuje.
A więc nie przekonanych – nie przekonam. Nauczyłem się z tym żyć i jakoś mi to nie przeszkadza. A ci, którzy nie byli pewni mojej deklaracji, może dziś uwierzą.
Podobne artykuły
harcmistrz, zastępca komendanta hufca ZHP Radom - miasto i Szef Zespołu Kadry Kształcącej Hufca Rafom - miasto. Socjolog, samodzielny badacz badań rynku i opinii. Instruktor żeglarstwa PZŻ. W ZHP pełnił funkcje drużynowego, zastępcy komendanta hufca ds programowych, Szefa HSR, Kierownika Wydziału Badań i Analiz GK ZHP, Wiceprzewodniczącego ZHP.
Jego pasje to żagle, góry, bieganie, kajaki i rower.
eeeee nie wierzę, na pewno jesteście już policzeni
Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.
Po takiej deklaracji klasyk powiedziałby – “Właśnie dlatego to powinieneś być ty!”
Pozdrawiam
Zapomniałam dodać – to pisałam ja – Kasia Kwapińska:)
Szanuję twoją decyzję i jest mi przykro, że nie do trzech razy sztuka.
Też bym został w górach :) Komendanci Chorągwi i tak wyciągną jakiegoś asa z rękawa, żeby oszołomy nie mieszały we władzach.
Przyznam się, że zaliczałem !! się do grona osób uważających że będziesz kandydował. Po tym tekście zmieniłem zdanie. Przekuneje mnie 1 i 3 argument. Sorry!!! ale w drugim to troszkę pojechałeś!!!
Zabrzamiało tak jakbyś był juz seniorem.
Generalnie jednak rozumiem twoje podejście do sprawy. Ale osobiście życzę Ci zmiany zdania ewentualnie może uczestnictwa w zespole pod innym szefem z pełną samodzielnością ewentualnie podjętych wyzwań.
Bo…
Faktycznie organizacją powinni zarządzać ludzi młodzi tyle że młodość jest pojęciem względnym. Ale uwaga!!! powinni to być twardziele i walczaki…
Jesteś taki?
Bo jeśli już nie to wycofam się i w/w poglądu
No i przy wszystkich różnicach między nami uważam, że to duża strata dla ZHP.
WIELKI SZACUN dla Druha!!!!!!!!!!
Jestem seniorem, ale moje zdanie o rządzeniu organizacją jest takie samo jak druha. Dlatego denerwuje mnie czasem blokowanie ludzi z wizją i ambicją, młodych pełnych zapału, którzy nie mogą być wybrani na funkcję bo mają tylko stopień przewodnika a nie podharcmistrza, podharcmistrza a nie harcmistrza. Dajmy im szansę skoro ich znamy i wierzymy w ich wytrwałość i dążność do sukcesu. Postawmy im warunek, że muszą swój awans instruktorski doprowadzić do wyższego poziomu w określonym czasie, nawet kosztem tego, że stopnie instruktorskie przyznawane będą nie w danej jednostce a w jednostce nadrzędnej. Skoro nie zdążył zrobić awansu instruktorskiego to mu tego nie umożliwiliśmy, za łeb Komisję Stopni i Zespół Kadry Kształcącej.
Szacun!
Tylko za który łeb. To są staraszne Hydry mające wiele łbów i każy mówi że to nie on jest ten zły.
na marginesie, a czy ktoś “już” wystartował z programem i agitacją ?
mamy jakichś “teoretycznych” kandydatów poza Rafałem ?
Rafał nie kandydując nie odchodzi ze Związku, nadal jest Naszym człowiekiem ;)
Przykłady hufca radom czy chorągwi lubelskiej pokazują ze “młodzi” zaczynają BYC we władzach … moze to sie rozprzestrzeni …
Rafale,
Lektura powyższego tekstu z pewnością nie była niczym przyjemnym. Będąc od kilku lat niejako poza Organizacją (z rozmaitych powodów, o których z pewnością wiele osób wie), z nadzieją i ufnością czekałem na kolejny Zjazd i kolejną okazję do głębokiej, przemyślanej i zaplanowanej reformy ZHP. Reformy, która jest konieczna nie tylko z uwagi na specyficzny moment dziejowy, w jakim znajduje się harcerstwo w Polsce, ale przede wszystkim reformy, której oczekują od nas nasi harcerze, instruktorzy, rodzice i partnerzy.
O wielu złych rzeczach, w tym o rosnącym zadłużeniu i braku realizacji strategii napisałeś. Jest z pewnością wiele rzeczy, które nie zostały poruszone w tekście, ale które pojawiają się w dyskusjach w gronie instruktorów – bardziej czy mniej czynnych – w całej Polsce. Liczba problemów, ich złożoność i długość trwania większości z nich (bo od 2005 roku nie tylko nie jest ich mniej, ale mam wrażenie, że jest ich więcej) wskazuje, że do ich rozwiązania nie wystarczą idee i chęci. Potrzebny jest plan, potrzebni są ludzie, potrzebna jest wola walki.
Muszę szczerze przyznać, że zasmuciła mnie wiadomość, że nie zamierzasz kandydować. Rozumiem jednak Twoje poglądy i szanuję je. Wierzę też, że jeśli pojawi się osoba, która będzie w stanie nie tylko zbudować efektywny zespół, nie tylko opracować atrakcyjny program, nie tylko znaleźć sposób na oddłużenie, nie tylko pozyskać partnerów do działania, ale przede wszystkim zdobyć zaufanie środowiska instruktorskiego i delegatów, to będzie się ona cieszyła Twoim poparciem i będzie mogła liczyć na Twoją pomoc.
Obyśmy byli w stanie znaleźć w nas na tyle siły i zamozaparcia, aby cokolwiek zmienić. Czas nagli.