Tener cojones
Przed nami zjazd. Nie jakiś tam zjazd, na którym wybierzemy sobie kolejne władze, tylko zjazd decydujący o kształcie naszej organizacji. Na tym zjeździe mamy podjąć dość wazne decyzje, decyzje które zaważą na naszej przyszłości, które być może utrzymają coroczny spadek członków. Musimy podjąć gruntowne reformy o których gadamy i gadamy od lat.
W języku hiszpańskim „tener cojones” oznacza mieć… No wiecie co. Czy mamy odpowiednio dużo odwagi, aby wreszcie zmienić organizację i nie podejmować kolejnej decyzji w stylu „na razie podejmijmy uchwałę o planach podjęcia uchwały o planach rozpoczęcia przygotowań do decyzji o zmianie statutu za 10 lat”?
Nie wiem. Wiem natomiast, że w różnych miejsach pojawiają się różne propozycje zapisów. Komisja statutowa robi swoje, CKR broni się przed likwidacją, NSH też tworzy własne zapisy. Na forach dyskusja, na blogach także. Co dziwne dużo osób boi się niektórych nowych zapisów, a podziały między zwolennikami i przeciwnikami poszczególnych sformułowań wymykają się dotychczasowym ramom. Chciałbym więc odnieść się do niektórych z nich i przekonać, że nie gryzą, lub napisać o wątpliwościach, które mną targają. Wiem, że nie uda się zmienić wszystkiego. Więc naprzód.
1. Zlikwidowanie wybierania na funkcje płatne.
To ewenement niemalże na skalę światową ;) Większość organizacji wpadła już na pomysł, że tam gdzie pieniądze i wybory, tam zawsze odzywa się paskudna natura człowieka. W związku z tym na każdym szczeblu rządzą ciała wolontariuszy wybierane w wyborach powszechnych. Jeśli dany szczebel tego wymaga, to ciało to MIANUJE ciało wykonawcze. Mianuje, czyli zatrudnia. Co nam to daje?
- kandydują tylko ludzie z pasją i chęcią pracy – po co kandydować na funkcję społeczną, skoro tam się nie zarabia?
- ciało wolontariuszy (na przykład Rada Naczelna, Rada Chorągwi) może jasno i wyraźnie oceniać pracę zespołu wykonawczego (Główna Kwatera, Komenda Chorągwi), może też w każdej chwili ich odwołać. Czy to dziwne? Chyba nie skoro tak funkcjonują spółki handlowe i wiele organizacji społecznych – duża część organizacji skautowych, w tym sam WOSM!
- organ wykonawczy nie musi działać „pod publiczkę” bojąc się o następne wybory, spełnia stawiane przed nim wymagania, realizuje plany, a jeśli jest dobry, może spokojnie przetrwać kilka kadencji organu wolontariuszy
- koniec konfliktów i dwuwładzy Rada Naczelna vs Główna Kwatera
- nie ma problemów z odwołaniem ludzi niekompetentnych
Nie rozumiem skąd strach przed tym rozwiązaniem? Skoro funkcjonuje tam dobrze gdzie indziej?
Zupełnie nie rozumiem powoływania się na trójpodział władzy przez NSH i CKR. „Może to ja jestem głupi” – zupełnie jak w tym dowcipie – ale czy to nie jest tak, że Rady Ministrów NIE wybieramy w wyborach powszechnych??
(Abstrahując od tego dlaczego wogóle porównujemy ZHP do państwa, a nie choćby do spółek? Organizacja pozarządowa ma chyba więcej wspólnego ze spółką niż z państwem i jego ustrojem)
2. Doprowadzenie do sytuacji kadra = instruktor
Sprawa jest dość skomplikowana i niestety nie rozwiąże jej tylko zapis statutowy. Obecnie znakomita większość kadry to nie instruktorzy… Mamy niedojrzałych i nieprzeszkolonych ludzi pełniących funkcję. Po co więc stopnie instruktorskie? Osobiście nie uważam za dobre zabierania głosu nie-instruktorom (nawet w docelowej sytuacji należy rozważyć przyznanie głosu wędrownikom – takie rozwiązania mieliśmy już wiele lat temu, czemu mamy się cofać?). Ale za konieczne uważam doprowadzenie do sytuacji kiedy nie ma możliwości pełnienia funkcji przez osobę zupełnie nieprzeszkoloną, a także taką która nie ma choćby otwartej próby instruktorskiej.
3. Instruktor lub „do widzenia”
Jesteśmy organizacją wychowawczą. Jest więc u nas miejsce na wychowawców i wychowanków. Wychowankowie to dzieci i młodzież – zastanówmy się do jakiego wieku i definitywnie go domknijmy. Obecnie nawet wiek 25 lat (choć dość wysoki) jest problemem i w wielu miejscach w Polsce mamy rzesze dorosłych ludzi bawiących się w harcerstwo a nie będące instruktorami. Bawcie się, ale POZA ZHP! Jesteście za starzy na bycie wychowankami, a nie pełnicie funkcji. ZHP to nie jest organizacja zapewniająca rozrywkę dorosłym! To organizacja wychowawcza dla młodych.
Ok – widzę miejsce dla ludzi którzy chcą być związani z organizacją, ale wychowawcami sensu stricto nie są – może to kwatermistrz, może to księgowa hufca. Dla nich prawdę mówiąc stworzyłbym kategorię kadry pomocniczej (bez prawa głosu czynnego, w ogóle trzeba by to przemyśleć – ale na razie nikt tak daleko w żadnym projekcie nie idzie…)
Ci którzy zdecydują się wstąpić na ścieżkę instruktorską (przechodzą przeszkolenie do funkcji, otwierają próbę instruktorską) to zupełnie inna sprawa. Instruktor może mieć nawet lat 100 o ile będzie młody duchem (jak Baden-Powell).
A dla tych którzy już wychowankami nie są, lub nie sa już instruktorami bo nie mają czasu, stwórzmy osobną organizację – „fellowship”. Niech tam się bawią do woli, niech wspominają harcerskie dni. Ale to nie jest ZHP, to nie jest już organizacja wychowawcza!
Kolejnym krokiem jest zastanowienie się czy 25 lat to dobra granica, 25latek to już dawno nie wychowanek, kończy studia, czesto ma żonę czy męża, może i dziecko, może własną firmę… Wrzucanie go do jednego wędrowniczego worka z „pryszczatym 16 latkiem” ;) nalezy mocno zweryfikować.
I znowu – rozwiązania nie ma co się bać. Funkcjonuje w wielu krajach, najsłynniejsze w Portugalii, gdzie odprawia się słynną ceremonię pożegnania wędrownika, gdy odchodzi on z drużyny… w życie. Lub staje się instruktorem. A organizacje typu „fellowship” działają na całym świecie, to właśnie one zrzeszają się w ISGF!
Druhny i druhowie! Chciałbym, aby ten zjazd był wreszcie zjazdem ludzi którzy biorą los we własne ręce. Nie marionetek, które dają się sterować różnym grupom ludzi, różnym lokalnym i mniej lokalnm kacykom. Przyjrzyjcie się innym organizacjom, otwórzcie oczy! Skauci brytyjscy w tym roku odntowali spory wzrost organizacyjny. Wędrownicy portugalscy (tak, ci z których wygania się starszych niż 22 lata) w ciągu kilku lat wzrośli 4 krotnie!
Nie dajcie się mamić różnym „leśnym dziadkom” którzy podejmują decyzje na podstawie li tylko tego „co było onegdaj” i chęci utrzymania staus quo i swojej funkcji. Czy macie cojones? Czy będziecie potrafili podjąć decyzje które uratują związek?
Porozmawiajcie z delegatami. Spróbujcie ich przekonać do pewnych rozwiązań. A jeśli jesteście delegatami – nie dajcie sobą manipulować żadnej władzy! Zachowajcie rozum i rozsądek, podejmijcie dobre decyzje. I miejcie cojones. Ole!
Podobne artykuły
Harcmistrz. Pełnił między innymi funkcje drużynowego, komisarza zagranicznego ZHP, instruktora Wydziału Wędrowniczego GK. Były szef zespołu mundurowego ZHP - pomysłodawca i współrealizator reformy mundurowej. Organizator obozów górskich i żeglarskich. Niepoprawny optymista. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Żonaty :) Ostatnio przedsięwziął zamiar spisania swoich harcerskich dziejów pod adresem http://skaut.glogg.pl
Twarde, ale i bardzo dobre słowa. Odpowiadają na kilka pytań, których nawet sobie nie zadałem wprost. Ogólnie z mojego punktu widzenia najistotniejsze byłoby uregulowanie kwestii wieku, stopnia, funkcji… Podobają mi się rozwiązania typu fellowship. Gdyby to ładnie zorganizować, to grupa osób „drugiego obiegu”, czy to instruktorów, czy wyrośniętych wędrowników mogłaby się z jednej strony dobrze bawić, z drugiej wspierać związek… Na temat pozostałych kwestii się nie wypowiadam, bo nie jestem tak im bliski, ale dla „dinozaurów” od dłuższego czasu już organizujemy „drugą młodość” i zarówno oni są zadowoleni jak i jednostki, z których się wywodzą zyskują na tym, chociaż dzięki propagowaniu 1%.
Dobre bractwo, czyli fellowship to bardzo mocny filar organizacji, a w skali mikro – szczepu czy drużyny. Z jednej strony dorośli wspominają młode lata ;) i świetnie się bawią, z drugiej strony pomagają (przecież kady gdzies pracuje, ma jakąś firmę, może coś załatwić), z trzeciej – nie zakłócają wizerunku organizacji głównej jako wychowawczej, młodzieżowej. Wszyscy są szczęśliwi – może za wyjątkiem tych, którzy mimo wieku i nie bycia instruktorami nadal chcą na główną organizację wpływać i rządzić nią :)
„Ale za konieczne uważam doprowadzenie do sytuacji kiedy nie ma możliwości pełnienia funkcji przez osobę zupełnie nieprzeszkoloną,(…)”
Teraz tak właśnie jest – drużynowy, który nie jest instruktorem, musi być przeszkolony – zgodnie z Zasadami działania drużyny:
„11.Drużynowym może być tylko instruktor ZHP lub członek ZHP w wieku co najmniej 16 lat, po ukończeniu kursu drużynowych i przygotowany do pracy odpowiednią metodyką, który złożył pisemne zobowiązanie do prowadzenia drużyny.”
Aniu. Ja nie mówię o tym że chcę doprowadzić do sytuacji gdy sa takie zapisy. Tylko do sytuacji gdy tak JEST. Prawie robi wielką różnicę :)
Ale ja wierzę w przepisy :))) Tzn. myślę, że jest tak, że skoro wg zasad działania drużyny nie można mianować drużynowego który nie jest przeszkolony, to komendanci hufców takich drużynowych nie mianują? Jeśli mianują, to jakiś dramat jest.
oj, zdziwiłabyś się Aniu. zdarza się tak (niestety nie jestem w stanie podać danych w skali związku) że drużynowym zostaje osoba nieprzeszkolona i dopiero wtedy jest wysyłana na kurs. z jednej strony dobrze że w końcu jest to przeszkolenie. z drugiej jednak to zawsze działanie przez jakiś czas na „czuja”.
osobiście uważam że jednak że decydować o organizacji powinni w głównej mierze drużynowi, bez względu na to czy mają stopień instruktorski, czy zdobywaja już, czy też zdobywać będą. może właśnie taki model spowoduje wzrost liczby drużyn i tym samym harcerzy w naszej organizacji.
brakuje mi jedynie opisu wniosków na jakich stworzone zostały zapisy propozycji statutu przygotowanej przez ZS. gdyby były znane intencje wprowadzanych zapisów, łatwiej by było o tym dyskutować.
Znakomity, świetny artykuł Michale !
Powinien być przyjęty jako „manifest” :P przedzjazdowy !
Moze tylko z jedną uwagą – delegaci nie będa tylko facetami, znakomita część to będzie płeć piękna / mam nadzieję/ Stąd moja sugestia, by „cojones” uzupełnić o „guts” i wyćwiczyć żołądki, by nie ulegać obawom przed radykalnymi zmianami.
Gdy słyszy się o stanowiskach uchwalanych w chorągwiach to niestety należy się spodziewać raczej zgromadzenia osób, które mogłyby z powodzeniem występować w filmie o Farinellim.
Lektura tych dokumentów jest w najwyższym stopniu porażająca – jak mawia prezydent Kaczyński i jego brat.
Originally Posted By Ania Mazurczak – Ale ja wierzę? w przepisy :))) Tzn. myślę, że jest tak, że skoro wg zasad działania drużyny nie można mianować? drużynowego który nie jest przeszkolony, to komendanci hufców takich drużynowych nie mianują?? Jeśli mianują?, to jakiś dramat jest.
Aniu,
był taki czas, gdy mój komendant miał takich drużynowych większość… Na szczęście w ostatnim roku sytuacja się znacznie poprawiła.
Choć także nie jestem w stanie podać jakichkolwiek statystyk, myślę, że jest to praktyka powszechna w małych hufcach.
W małych hufcach, które sobie nie radzą z brakiem ludzi ;)
u mnie były dwie takie drużyny.
jedna drużynowa ma doświadczenie, uwielbia zuchy i na razie jej dość dobrze idzie.
tyle, że nie jest zarejestrowana oficjalnie i mimo wszystko jest ciężej prowadzić taką drużynę.
a nie ma kursu ukończonego, bo nie miała pieniędzy, żeby na niego pojechać i to też jakiś paradoks w sumie jest.
druga drużynowy był przybocznym, przejął we wrześniu drużynę jak poprzednia drużynowa pojechała na studia i przez pół roku prowadził ją bez przeszkolenia, z jako takim doświadczeniem zanim nie pojechał na kurs. ;)
a to tylko jeden przykładowy hufiec ;) więc jednak Aniu musisz zweryfikować swoje poglądy. na mniejszą lub większą skalę, ale tak się dzieje, że nieprzeszkoleni ludzie prowadzą drużyny.
g00rek! Ole!
W Sopocie padało – pewnie dlatego, że znowu się z Tobą (bez reszty) zgadzam! :)
Mimo, że sam jestem w wieku, który upoważnia mnie do wstąpienia do Kręgu Instruktorów Seniorów. Popieram, bo sam jestem aktywny jako czynny instruktor – wychowawca. Uważam, że rzeczywiście, albo „kariera” instruktorska i jej kolejne szczeble, albo wystąpienie z organizacji. do 1999 r. od rozpoczęcia służby instruktorskiej 13 października 1968 r. niemal bez przerwy byłem drużynowym jakiejś drużyny, oczywiście oprócz pełnienia innych zaszczytnych i mniej zaszczytnych funkcji w ZHP. Nawet, gdy byłem dyrektorem szkoły podstawowej, to w tej szkole pełniłem funkcję drużynowego harcerskiego. Respektowałem dobrowolność przynależności do organizacji i nie wywierałem wpływu na uczniów, by wstępowali do organizacji. Często przez władze oświatowe byłem napominany w tej sprawie, że sam jestem drużynowym, a nie mam 100% zorganizowania w szkole. Ale to były inne czasy, a ja nie poddawałem się presji. Nawet jak na dwa lata zostałem komendantem hufca nie zostawiłem swojej drużyny. W roku 1999, w wyniku reformy oświatowej moi harcerze przeszli do innych szkół, a drużyna została rozwiązana. W nowej szkole nie było klimatu dla pracy harcerskiej i po dwóch latach pełnienia funkcji w hufcu zrezygnowałem z działalności harcerskiej. Jednak wilka ciągnie do lasu i na przełomie 2006/2007 wróciłem do służby instruktorskiej pomagając w reaktywowaniu drużyn harcerskich na naszym terenie, a obecnie do pracy w Hufcu w Komisji Kształcenia, Komendzie i Poczcie Harcerskiej. Ciągle podkreślam wszystkim młodym adeptom służby instruktorskiej, że najważniejsza jest ich praca wychowawcza, a tęnajlepiej wykonuje się będąc drużynowym.
Jeszcze raz popieram tezy druha Michała.