search
top

Niewolnicy formy, czyli trudna operacja

Problem tego co powinniśmy w rzeczywistości, w harcerstwie robić ciągle zajmuje w moich rozmyślaniach o nim dość ważne miejsce. Nie dziwne – w sumie to co realnie robimy jest chyba ważniejsze od jakichkolwiek problemów i dylematów natury organizacyjnej, kadrowej, czy każdej innej. Bez struktury harcerstwo pewnie by istniało, bez programu – ani rusz.

W harcerstwie możemy robić wszystko. Wszystko co oczywiście jest zgodne z naszymi wartościami, co jest wychowawcze, co wynika z potrzeb młodych ludzi. I nikt przecież nie będzie nam kazał grać na gitarze, czy siedzieć w lesie. Takie są założenia. Nie, nie mówię teraz o tym co dzieje się realnie, bo to zupełnie inna sprawa – tak samo jak sprawa tego jak jesteśmy postrzegani. Piszę o tym co teoretycznie robić możemy. Wszystko. Szczególnie w drużynie starszoharcerskiej, a na pewno już wędrowniczej – tam nawet powinniśmy robić rzeczy ciekawe, niesztampowe.

Czy jesteśmy w stanie? Czemu nie. Program przecież wcale nie jest narzucany z góry, stopnie po lekkim dostosowaniu pasują właściwie zawsze i do każdego programu, sprawności jest mnóstwo, a jeśli ich zabraknie zawsze można wymyślić swoje. Luz blues możnaby pomyśleć.

Czy rzeczywiście? Spójrzmy na siebie. Spójrzmy na naszą formę. Harcerstwo jako ruch przesiąknięte jest pewnym rodzajem aktywności – i nie mówię wcale tylko o tych przeze mnie zawsze krytykowanych, czyli robieniu apeli, defilad i wart honorowych. Przez 100 lat przesiąkliśmy tak naprawdę zapachem brezentu pałatek i namiotów, górskim powietrzem, zapachem szyszek i dźwiękiem gitary. Mamy pewną formę, która jest widoczna na zewnątrz, ale która też wiecznie żyje w nas – w ruchu. Jeśli porównywałbym harcerstwo do perfum, a jego woń rozbijał na poszczególne nuty to pewnie znalazłaby się tam właśnie nuta górska, nuta wojskowa (nie chcę wiedzieć jak pachnie!), nuta ogniskowa, czy nuta zapachu siana ze stodoły. Przesiąkliśmy tym typowym harcerstwem tak bardzo, że nie jestem do końca pewien, czy jesteśmy w stanie jako ruch zupełnie się z tego wyzwolić. To nasza błogosławieństwo i klątwa zarazem – to nasza tożsamość i nasze ograniczenia. Mamy w głowach miliony klapek, płytek które blokują naszą wyobraźnię i wyobrażenie o harcerstwie. Blokujących rzeczy proste – ot nie wyobrażamy sobie nogi bez wywijki, czy nogi w krótkich spodenkach mundurowych i sandale, nie wyobrażamy sobie munduru wiszącego na wieszaku (musi być złożony w kostkę!), niektórzy nie wyobrażają sobie kobiety w spodniach do munduru. A co dopiero gdybyśmy mieli sobie wyobrazić obóz nie w lesie, ognisko bez gitary, czy w ogóle harcowanie bez ogniska!

Czy ta forma, ten podskórny zapach lasu i dymu z ogniska nie niweczy naszych planów otwarcia programu? Czy drużyna która chciałaby specjalizować się w kitesurfingu, albo o innej zupełnie odmiennej specjalności pasowałaby wogóle do ZHP, czy wyobrażacie sobie ją na KSI, czy na harcerskim apelu pod Grobem Nieznanego Zolnierza?

Część z tych elementów naszej tożsamości to pewnie nasz rdzeń. Dla każdego inny i chyba consensusu tu nie będzie. Dla mnie zawsze w tymże rdzeniu będzie ognisko, czy aktywności na świezym powietrzu. Część to pewnie rzeczy zupełnie zbędne, wtórne, wynikające z naszych wspomnień i przeżyć, naszego idealizowanego dzieciństwa w harcerstwie i własnej drużyny. A część jest gdzies po środku. I boję się, że gdybym chciał ją usunąć to mógłbym coś uszkodzić, przeciąć jakiś nerw, spowodować, że nagle umrzemy, że czar pryśnie, że staniemy się kolejną z tysiąca organizacji pozarządowych. To jak operacja rozdzielenia braci syjamskich – jeden zły ruch i tragedia.

Z jednej strony chciałbym, by harcerstwo nie narzucało żadnej treści, a także zbytniej formy, z drugiej boję się, że stracilibyśmy wtedy tożsamość. Nie wiedziałbym co oddzielić, a co zostawić. Ale wiem jedno – i tego jestem pewien. Jesteśmy niewolnikami formy, naszej formy która przesiąkliśmy przez cały wiek. I choć strasznie mnie to boli jako ograniczenie, to właśnie za tą formą bardzo tęsknię będąc coraz dalej i dalej od harcerstwa.

VN:F [1.8.1_1037]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

Michał GóreckiHarcmistrz. Pełnił między innymi funkcje drużynowego, komisarza zagranicznego ZHP, instruktora Wydziału Wędrowniczego GK. Były szef zespołu mundurowego ZHP - pomysłodawca i współrealizator reformy mundurowej. Organizator obozów górskich i żeglarskich. Niepoprawny optymista. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Żonaty :) Ostatnio przedsięwziął zamiar spisania swoich harcerskich dziejów pod adresem http://skaut.glogg.pl

4 Responsesto “Niewolnicy formy, czyli trudna operacja”

  1. Piotr Skowroński mówi:

    Z jednej strony chciałbym, by harcerstwo nie narzucało żadnej treści, a także zbytniej formy, z drugiej boję się, że stracilibyśmy wtedy tożsamość.

    A jednak forma, którą ogólnie nazwać można “puszczańską”, jest na stałę przytwierdzona do pojęcia scoutingu… wskazywał na to B-P, Aleksander Kamiński pisał “przyroda jako tło i treść zajęć jest nieodłącznym elementem harcerstwa”. “Dowolność” zakłada więc poniekąd nieodłączność elementu przyrody.

    To jak to z tą dowolnością?;)

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Dużo organizacji skautowych ma to rozwiązane prosto. Scout Method:
    # 1 The seven elements

    * 1.1 Law and promise
    * 1.2 Learning by doing
    * 1.3 Team system
    * 1.4 Symbolic framework
    * 1.5 Personal progression
    * 1.6 Nature
    * 1.7 Adult support

    :)

    Ale nasze niewolnictwo jest o wiele szersze…

    UA:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Roman Kaczmarek Hufiec ZHP Szczekociny - Chrągiew Kielecka mówi:

    “…bo ja mam tylko jeden świat, pola, góry, las i nic mnie więcej nie obchodzi bom harcerzem się urodził…”, “…czort niesie po lesie skauta bez buta…”, “…w dąbrowy gęstym listowiu błyska zielona skra, trzepoce na wietrze mundur harcerski nasz…”, pustkami u mamy świecą garnki, syn wyjechał gdzieś na żarki, harcerze rozbili w lesie kram i śpiewają nam…”, “…rozpalmy znów ogień…” – tak można by zapisać całe moje życie. Podoba mi się ten głos o sentymencie do harcerstwa, o harcerskiej nostalgii, ciężko mi było ją zostawić i dlatego tylko na trzy lata, z mojego harcerskiego półwiecza, wyjechałem na wczasy, potem znów z zapałem wróciłem, Jednak, w przeciwieństwie do instruktorów w moim wieku, widzę możliwości rozwoju harcerstwa, widzę, że tak jak świat musi się ono zmieniać, ale powinno, a może musi, pozostawić te tradycyjne szczegóły, z których wyrosło. Jesteśmy w trakcie dyskusji nad statutem Związku, a raczej kolejną jego zmianą. Czy nie za dużo elementów do niego wkładamy, czy nie nakładamy chomąta na harcerską szyję? Wiele organizacji pozarządowych ma skromniejsze statuty, a nie przeszkadza im to działać. Czy kogoś kto z zewnątrz bierze statut interesuje nasze działanie poszczególnych władz. Układ władz w szczepach, związkach drużyn, hufcach czy chorągwiach jest podobny to po co go powtarzać tyle razy ile instancji. Zabijamy sami harcerskiego ducha, zostawmy część najważniejszych tradycji i otwórzmy się na XXI w. Moim zdaniem każde zainteresowanie może korespondować z harcerskimi zwyczajami i zasadami.
    I na koniec ruszajmy na obozy w takt piosenki: “… ruszyła drużyna przez pola i lasy, ruszyła na obóz na harcerskie wczasy, a każdy uśmiechnięty goreją mu lica, wszyscy w takt melodii tę piosenkę nucą…”

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Magheru mówi:

    Tak zastanawiam się nad tym, co Druh napisał. Staram się analizować wszystko w harcerstwie i wyciągać wnioski, a obszar programu jest mi szczególnie bliski.

    Po pierwsze brak postępu. Faktycznie mamy jakieś wszczepione procesory, które przy innowacyjnych pomysłach blokują. To pewnie strach przed tym, co nowe. Dla mnie nie widzę problemu by powstała drużyna zajmująca się choćby szachoboksem. Ważne by pamiętać o celu, jakim jest wychowanie.

    Po drugie brak wiedzy. Chodzi mi o to, że mówimy dużo o puszczaństwie, jednak po ostatnich zajęciach z zuchami, gdzie jest sporo HS byłam zszokowana tym, jakie wrażenie na nich zrobiła reakcja łodyżek mlecza na wodę… buli równie zafascynowani jak zuchy. Pamiętam swoje dzieciństwo i spoglądam na tych “dzisiejszych” harcerzy i jakoś tak widzę, że nie wiedzą za dużo o świecie… Jakby nie mieli zmysłu eksperymentowania i chęci poszukiwania. Odkrywania tajemnic świata. Dziś nie trzeba przeszukiwać stert ksiąg by dowiedzieć się jakie właściwości ma np. krwawnik. Nie wykorzystuje się wiedzy z wielu obszarów jak np. geologia.

    Rozpalić ogień i pośpiewać z gitarką- nie jest to trudne, więc każdy może spokojnie sięgnąć do tych form. Jednak poprowadzić zajęcia z zielarstwa chyba jest równie odległe jak poprowadzenie zajęć z windsurfingu. Spłycamy, nie poszukujemy specjalistów, nie doszkalamy się wreszcie często nie potrafimy dostrzec potencjału i możliwości drzemiących w naszych zasobach.

    Czy np. nie można zrobić z harcerzami pikniku naukowego? Badać praw fizyki jak w programie “Labolatorium” przy wykorzystaniu łatwych w dostępie materiałów?

    Patrzeć i widzieć. Umieć wykorzystać.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Leave a Reply

top