search
top

Umierać jak BP

Piosenkę grupy Banana Boat “Requiem dla nieznajomych przyjaciół z s/y Bieszczady” (legalnie do pobrania tutaj) pierwszy raz usłyszałem 6 lat temu. To chyba jedyny znany mi utwór muzyczny, który zawsze wywołuje u mnie dreszcze i zimny pot na plecach. Jeśli przyjąć, że cechą dobrego dzieła artystycznego jest wiarygodne przekazywanie emocji, to jest to dzieło fantastyczne. Przekazuje bowiem głęboki smutek i szczerą rozpacz po śmierci załogi harcerskiego jachtu. Żałobę, o której chcę napisać więcej.

Życie ludzkie od tysięcy lat toczy się takim samym rytmem. Rodzi się ważący kilka kilogramów i mierzący kilkadziesiąt centymetrów człowiek. Wydaje pierwszy krzyk, najczęściej trafia w kochające ramiona matki. Przechodzi przez okres niemowlęcy, potem jest małym dzieckiem, najczęściej trafia do szkoły. Dojrzewa (bywa że burzliwie), zdobywa zawód, często wiąże się z drugim człowiekiem. Potem ma własne dzieci, te dzieci zaczynają dorastać rozpoczynając ten sam cykl. Staje się w pełni dorosły, potem się starzeje. Umiera. I choć jedni nie dojrzewają burzliwie, inni nie wiążą się z drugim człowiekiem, a jeszcze inni nie mają swoich dzieci, to każdy umiera każdy.

Można na taki porządek świata się oburzać, tupać nogami, zastanawiać się co jest po śmierci, myśleć o tym jak się do niej przygotować i jaki ma ona sens, ale jednego można być pewnym. Każdy autor i czytelnik tego bloga, każdy drużynowy, harcerz, naczelnik ZHP, prezydent, prymas, alkoholik, król, przestępca, papież i święty kiedyś umrze.

Zastanawiam się czasem jak umierał BP. Nie znam opisu tego wydarzenia, mogę sobie jedynie wyobrazić, że było to tak: był już człowiekiem w słusznym wieku, pewnie zmożonym niejedną chorobą. Leżał w swoim łóżku, patrząc przez okno obserwował naturę, którą tak uwielbiał. Wielokrotnie w ciągu swojego życia powtarzał, że jest ono wielką grą, mógł więc u kresu swoich dni zadać sobie pytanie jaki jest tej gry rezultat. Pewnie pogodnie odpowiedział, że grę tę wygrał (choć dobrze wiemy, że nie to w niej najważniejsze). Spożytkował swoje talenty, dokonał wielkich rzeczy, napisał książki, w których swoje przemyślenia przekazał następnym pokoleniom. Umierał zapewne pogodny, bo spełniony.

ZHP wkrótce będzie miał wiek. Nie żyje pewnie już żaden człowiek, który jest w naszym stowarzyszeniu od początku jego istnienia. Zmarli Małkowski, Kamiński i Mirowski. Żałuję, że nie usłyszę już nigdy co do powiedzenia o dzisiejszym świecie mają Jan Paweł II czy Jan Nowak-Jeziorański. Gdy słyszałem o śmierci każdego z nich, było mi smutno. Nie określiłbym jednak tego stanu mianem żałoby. Żałobę nosi się bowiem w sercu po tragedii. A tragedią nie jest dla mnie naturalne zakończenie długiego i owocnego życia człowieka, który przeżył je godnie i mądrze.

W ZHP ciągle trwa jakaś żałoba. Jeśli nie na poziomie całego Związku, to zawsze znajdzie się hufiec czy chorągiew, który właśnie kogoś żegna. Często widuję harcerzy z czarną przepaską na harcerskim krzyżu. Myślę wtedy czy chciałby jej Baden-Powell. Czy nie powiedziałby raczej: “Ja już swoją grę wygrałem. Opowiedziałem Wam o niej wszystko, co do opowiedzenia miałem. Grajcie i wy, zamiast nade mną płakać! Grajcie z uśmiechem!”.

Naturalność to jedna z siedmiu cech metody harcerskiej. Myślę, że i w smutku czy żałobie powinniśmy być naturalni. Zastanawiam się czy naturalnym jest myśleć jak o tragedii o śmierci kogoś, kto wiele w życiu dokonał, wygrał swoją grę i jako człowiek stary umarł. Myślę też czy jest to naturalne dla kilkunastoletniego harcerza, który zmarłego najczęściej nie znał, a jego harcerski świat kończy się na drużynowym. Czy temu harcerzowi naprawdę jest smutno po śmierci kogoś, kto był od niego 60 czy 70 lat starszy i o kim nigdy nie słyszał ani go nie widział.

Ze smutkiem żegnam każdego mojego brata skauta, wiem jednak, że odchodzi, bo taki jest porządek świata. Myślę o tym co mogę zaczerpnąć z jego życia. Zastanawiam się też czy kiry, czarne przepaski i warty honorowe nie są tej refleksji doskonałym substytutem. Czy paradoksalnie pożegnań naszych wielkich nie spłycają.

VN:F [1.8.1_1037]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

Jakub Sieczkopodharcmistrz, szef Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, instruktor hufca Warszawa Żoliborz. Wywodzi się z 33 KHDŻ "Pasat" (hufiec Kielce-miasto). Student medycyny na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Pasje, do których wraca: The Beatles i regaty żeglarskie. Autor bloga AbbeyRoad.pl

8 Responsesto “Umierać jak BP”

  1. MaciekP mówi:

    Sprawa jest nieco pogmatwana. :) W naszej, polskiej tradycji śmierć jest czymś strasznym. Wynika to poniekąd z historii, bo rzeczywiście w XIX i XX wieku każdy zmarły stanowił uszczerbek w substancji narodowej. Stąd żałobnictwo podniesione do rangi narodowej religii. Jednakże, sięgając do czasów społeczeństwa normalnego, czyli I Rzplitej i okresu piastowskiego oraz jagiellońskiego, widać, że wtedy to podejście było zupełnie inne. W warunkach narodu nie zagrożonego eksterminacją podejście było dokładnie odwrotne. Martwiono się bardziej jaką pamięć po sobie zostawił zmarły, niż samym faktem śmierci, która przecież dotyczy każdego. Śmierć dziecka była osobistą tragedią rodziców, ale w kontekście społecznym była czymś normalnym.
    Tragedia następowała dopiero wtedy, gdy umierał ostatni potomek rodu i zbierane przez pokolenia dobra ulegały rozproszeniu.
    Jeśli dodamy świadomość, że śmierć na polu bitwy, w służbie publicznej oszczędzała zainteresowanemu cierpień związanych ze starością, niedołężnością i chorobami i (mimo wszystko) była dość “estetyczna”, to mamy zupełnie inną wizję umierania, niż obowiązująca.
    Tak więc zasada “dulce et decorum est pro patria mori” oznaczało tyle, że jeśli już masz umrzeć, to umrzyj po coś, spełniony, zrealizowany, zostawiając wdzięczną pamięć potomnych, ale nie oznaczało “szukaj śmierci za wszelką cenę”.
    Oczywiście, z czasem zasada ta, jak każda uległa wykoślawieniu i stała się motywacją do zbiorowych samobójstw, zamiast wskazaniem do szukania celu w życiu.

    A poza tym, w 100% się zgadzam z przedmówcą. :)

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. wyksztalcioch mówi:

    Autor chyba nie zwrócił uwagi na fakt, że czasami umierają też ludzie młodzi, osoby w wieku harcerskim, więc nie ma wtedy chyba nic złego i nienaturalnego, gdy komenda hufca ogłosi żałobę, a koledzy i koleżanki przymocują do krzyża czarną przepaskę.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. dresu mówi:

    Zgadzam się z poglądem co do osób które “Wygrały swoją grę”. Ale właśnie w artykule zapomniałeś o tych młodych.
    My dzisiaj hufcem pożegnaliśmy harcerza 15-letniego, który zginął w wypadku; podobnie jak ekipa z s/y Bieszczady był jednym z wielu którzy zaczynali dopiero swoją “wielką grę”. Czy dla pamięci o nich te ogłaszane żałoby i przepaski to nie stosowność, lub dla ich rodzin. Niekiedy warty, harcerze z przepaskami to dla rodziców czy przyjaciół taka forma uśmierzenia bólu, straty w myśl “za brata uważa każdego innego harcerza”.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. cyryl mówi:

    Szacun! za tekst… po prostu.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. Leśna mówi:

    Kubo, stajesz się antropologiem? :)

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. Antonina mówi:

    Z tym co napisałeś muszę się zgodzić ale tak jak już zostało powiedziane w komentarzach zapomniałeś o tych młodych.
    Ja osobiście noszę przepaskę na krzyżu i mimo iż upłyną czas żałoby ja nie mogę jej zdjąć. Jest to dla mnie symbol szacunku i pamięci o moim przyjacielu i jest to dla mnie jak najbardziej naturalne. I właśnie bez tego czułabym się źle lecz to nie oznacza że ja “nie gram” dalej i nie jestem szczęśliwa.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  7. K. mówi:

    Boli co napisałeś na końcu.
    Mamy w hufcu żałobę.
    Mamy czarne przepaski na krzyż.
    Nie spłyciło to w nas niczego.
    Druhna ,która niedawno tragicznie zmarła mogła grać bardzo długo, to nie był jej czas.
    Mówimy o tym, pamiętamy ! przepaski na krzyżach i sztandarach są tylko jednym z wyrazów bólu i tęsknoty.

    W takim czasie każdy jest zupełnie bezbronny i bezsilny, traci grunt pod nogami i pyta …przecież miała tyle lat co ja …
    To w jednej chwili pokazuje kruchość każdego z nas. Mało kto pogodzony jest z umieraniem i przyjmuje to spokojnie.

    Był taki czas kiedy czekałam na powrót, najważniejszej na całym moim świecie ,osoby z morza. Wtedy pierwszy raz przeczytałam opis tragedii Bieszczad. To był najtrudniejszy czas w moim zyciu.

    Uważam że wszystkie oznaki pamięci są potrzebne żeby samemu poradzić sobie ze strata najbliższej osoby.

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  8. Ależ oczywiście że boli. Tylko my w tej apoteozie śmierci, żałoby, w tym owijaniu się kirem i uwielbieniem capstrzyków i apelów poległych spowodowaliśmy takie przesycenie tematem, że te wyjątki giną w tłumie. Każda śmierć jest ważna, smutna, o każdym trzeba pamiętać, ale przecież chyba większość z nas wierzy w życie wieczne, prawda? :P

    UN:F [1.8.1_1037]
    Rating: 0 (from 0 votes)

Leave a Reply

top