JAK STRZELIĆ SOBIE W STOPĘ, czyli o wizerunku ZHP na prowincji
Szczep w którym działam to “mikroszczep” w skali związku, bo liczy sobie zaledwie 55 w porywach do 65 członków. Jednak patrząc statystycznie nasze jedyne środowisko w gminie (3000 obywateli) powoduje, że harcerze stanowią 16% populacji dzieci i młodzieży w wieku 6-20 lat. Siłą rzeczy wszystkie podjęte przez ZHP inicjatywy są sporym wydarzeniem i newsem numer jeden przez wiele tygodni dla wszystkich mieszkańców wsi i okolic.
Na przełomie listopada i grudnia minionego roku pięcioro wędrowników z mojej drużyny pod wodzą jednej z instruktorek ze szczepu podjęło decyzję o wyjeździe na zlot skautowy Rowerway 2009 na Islandię – jakby ktoś nie wiedział, co to takiego zamieszczam linki:
http://roverway.zhp.pl/ – strona Polskiego Kontyngentu
http://www.skatar.is/roverway2009/ – strona Zlotu
Ile było radości, kiedy zakwalifikowali się jako jeden z siedemnastu patroli z całej Polski. Gratulowali nam wszyscy włącznie z wójtem i plebanem. Taki sukces, a taka mała wieś. Ale skąd weźmiecie tyle pieniędzy? – pytali. No tak, 2000 na osobę to dużo i mało, ale dla wędrowników to wyzwanie i przygoda. Pieniądze dla naszych harcerzy nie małe – wszędzie bida i nędza, rola i przemysł śladowy. Pierwszą wpłatę (6000,00) udało się wysłać, bo poza rodzicami dorzucił się komitet rodzicielski i kilku zamożniejszych gospodarzy. Do drugiej miała dorzucić się gmina i paru prywatnych przedsiębiorców. Na szczęście nie zdążyli.
3 marca 2009r. nadszedł e-mail z Komendy Polskiego Kontyngentu Roverway 2009 o treści mniej więcej takiej: kurs euro wzrósł STOP ministerstwo nie dało kasy STOP mamy manko 400 tysięcy STOP koszt na uczestnika od dzisiaj 4000 STOP czas do namysłu 2 tygodnie STOP kto chce jeszcze z nami jechać?
Oczywiście wiadomość była dużo dłuższa i z dużą ilością słów o tym, że wcześniej sygnalizowali problem, że mówili o możliwości wzrostu kosztów itp. itd.
Szybka narada w środowisku. Niestety wyczerpaliśmy możliwości pozyskania większej ilości środków, bo młodsze drużyny muszą za coś pojechać na obóz i dla nich już wystąpiliśmy o dotacje. Rodzice większej kasy nie dadzą. A poza tym wszyscy się czuli jakby im ktoś po nogach przejechał tirem… Jedyna słuszna decyzja w takich okolicznościach - rezygnujemy.
I tu pojawiło się kuriozum – Komenda Polskiego Kontyngentu odda zaliczkę, ale pomniejszoną o 150 euro (koszty, które już ponieśli)! Uzasadnienie: według regulaminu uczestnictwa w przypadku rezygnacji patrolu zostaje potrącona wyżej wymieniona kwota.
I jak tu nie czuć się oszukanym:
Cytat z pierwszej informacji dotyczącej Roverway 2009:
Wpłata uczestnika wynosi 2000 zł. Koszt uczestnictwa to 4000 zł (połowę pokrywa Komenda Kontyngentu). W tej cenie zawiera się: przelot w obie strony, wpisowe na zlot (program imprezy, jedzenie i transport podczas zlotu, znaczek i identyfikator), wyprawka członka kontyngentu.
Cytat z FAQ na stronie Roverway 2009 (www.roverway.zhp.pl) – notatka już nie istnieje:
Uczestnictwo 1 osoby w Roverwayu kosztuje 4.000zł. Uczestnik z własnej kieszeni pokrywa 2.000zł, drugie tyle “dokłada” komenda Kontyngentu. Jeżeli zmieni się kurs euro, wzrosną koszty itp. – nadal na uczestniku ciąży tylko suma 2.000zł – my zajmujemy się resztą.
Zapis z Regulaminu uczestnictwa w Zlocie:
5. Płatności
Wpisowe w wysokości 2 000 zł (dwa tysiące złotych) płatne w 2 ratach po 1000 zł (jeden tysiąc złotych):
- pierwsza rata: do dnia 20 stycznia 2009 r.
- druga rata: do dnia 20 marca 2009 r.
Po wpłaceniu przez uczestników pierwszej raty odpłatności za Zlot równowartość 150 euro (sto pięćdziesiąt euro) nie podlega zwrotowi, co stanowi zabezpieczenie kosztów poniesionych przez ZHP w związku z organizacją kontyngentu.
Nie ważne, że rezygnacja naszego patrolu nastąpiła na skutek zmian warunków uczestnictwa, a nie naszego widzimisie. Nie ważne wcześniejsze deklaracje i zapewnienia organizatorów. Nie ważne, że wszystko odbywa się na oczach harcerzy, ich rodziców i całej gminy.
Rodzice, władze gminy, dyrekcja szkoły, sponsorzy i całe społeczeństwo zagotowało się na takie wieści. Wszyscy żądają wyjaśnień, odpowiedzi na liczne pytania, czują się oszukani. Co chwilę ktoś podsyła nam kontakt do dziennikarzy, rodzice spotykają się z prawnikami, inni darczyńcy odsyłają nas z kwitkiem, bo jesteśmy niewiarygodni. Tylko patrzeć jak puszczą im nerwy.
My na razie uspokajamy, piszemy pisma droga służbową i czekamy. Związek Harcerstwa Polskiego, organizacja “o takich” wartościach, której jestem członkiem nie potrafi zachować się przyzwoicie.
W mojej gminie niemal z dnia na dzień ZHP z najbardziej wiarygodnej, godnej zaufania organizacji wspierającej rozwój młodego człowieka stała się nierzetelną instytucją wyłudzającą pieniądze, wykorzystującą naiwne dzieci.
Nie będę ukrywał, że czuję głęboki żal do władz ZHP, bo efekty mojej pięcioletniej pracy w środowisku wiejskim są mocno zagrożone, a wszystko przez to, że ktoś “na górze” złożył obietnice bez pokrycia.
Nie szukam winnych, szukam rozwiązania, ale go nie znajduję. Wiem, że Komenda Kontyngentu, a tym samym GK ZHP nie ma skąd wziąć już wydanych pieniędzy… Z drugiej strony sytuacja powstała w wyniku nieumiejętnego pozyskiwania środków i planowania budżetu.
Chciałbym, aby moje ZHP umiało zachować się uczciwie…
Podobne artykuły
harcmistrz - drużynowy 109 MDH "Wilki" i 109 DW "Canis Dirus" w Jordanowie Śląskim, członek Komendy Hufca Łagiewniki, delegat na XXXVI Zjazd ZHP.
Poza ZHP - architekt, prywatny przedsiębiorca, członek Zarządu Oddziału Śląskiego Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków.
Pamiętam jak na spotkaniu październikowym lub listopadowym w 2008 roku, na Głodówce Łukasz Czokajło, Rafał Bednarczyk i Krzysztof Budziński zapewniali nas, przedstawicieli 17 chorągwi, że GK i Komenda Kontyngentu wiedzą co robią i możemy być pewni, iż połowę odpłatności będzie pokryta z ogólnie określonych środków GK ZHP.
Tak podbudowany zachęcałem do udziału przedstawicieli hufców z mojej chorągwi. Niestety ostatnio otrzymałem informację z Torunia, że z takich samych powodów jak opisywane powyżej są zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Oni też postarali się o dofinansowanie i wsparcie sponsorów oraz prezydenta miasta.
Ot, pełna profeska w wykonaniu GK ZHP. Zresztą, po odprawie na Głodówce było BŚP, akcja 1 %, pozyskiwanie sprzętu z MON itp.
Nieskromnie napiszę, iż gdybym tak funkcjonował w swoim szczepie lub w chorągwi to jedna i druga komendantka już dawno pogoniłyby mnie i podziękowały za służbę?
Sasol a konkretnie to co oni mają zrobić jako komenda? Wyłożyć z własnej kieszeni? (ten scenariusz już był i wieść gminna niesie że się średnio w ZHP sprawdza, Rada Naczelna się potem czepia). MEN nie dał kasy, na początku projektu był jasny komunikat, że jak MEN nie da kasy to będzie trzeba pozyskać samemu. W sytuacji takiej jak komenda Roverwaya są inne NGO i ich zagraniczne projekty, którym odcięto finansowanie.
Zbyszek pisząc o problemie nie akcentuje tak mocno tego, że GK nie pozyskała srodków, tylko, że nie chce oddać w całości kwot reprezentacjom, które zmuszone są wycofać się z projektu. I choć ma ku temu powody, to jednak sprawę powinna potraktować zupełnie wyjątkowo i zwrócić całość wpłat rekompensując sobie tą stratę innymi przychodami.
Sławku, lepiej bym tego nie ujął :)
Filip – na początku projektu był też jasny komunikat:
“Uczestnictwo 1 osoby w Roverwayu kosztuje 4.000zł. Uczestnik z własnej kieszeni pokrywa 2.000zł, drugie tyle ?dokłada? komenda Kontyngentu. Jeżeli zmieni się kurs euro, wzrosną koszty itp. – nadal na uczestniku ciąży tylko suma 2.000zł – my zajmujemy się resztą.”
I jeżeli już go nie ma na stronie roverwayu to nie potrafię sobie tego wyjaśnić.
Choć zgadzam się: komenda nie miała innego wyjścia, trzeba było uważać na wcześniejsze deklaracje i tyle.
zasadniczo regulamin tej imprezy to pewnego rodzaju umowa pomiędzy organizatorem a uczestnikiem. nie znam sytuacji, kiedy jedna ze stron zmienia zasady i nikogo nie informuje o tym, a koszty tej zmiany jeszcze karze ponosić drugiej stronie. to przecież jest oszustwo. w normalnym świecie, jak np. operator zmienia mi regulamin świadczenia usługi, to ja mogę, ale nie muszę się zgodzić. a tutaj zrobiono coś co całkowicie się w głowie nie mieści. najbardziej bolesne jest to że robi to organizacja, która w swych celach i misji chce wychowywać. na kogo to można już sobie samemu odpowiedzieć…
Komenda, podejmując się swych funkcji wzięła na siebie odpowiedzialność. Powiedzieli, płacicie 2000zł, niezależnie od wahań euro i sponsorów. Powiedzieli to nie mając pewności, że pieniądze zdobędą, tak nie powinni postępować odpowiedzialni ludzie. Rozumiem, że mogło coś “nie wyjść” ale nie mówimy o dopłacie 100-200zł tylko o podwojeniu kwoty(jak rozumiem 4000 to był koszt całkowity, więc komenda jedynie wydawała pieniądze, a tak naprawdę nic nie zdobyła). Co robi komenda? Zrzuca odpowiedzialność, na swoich harcerzy. Komendant dostanie w najlepszym razie naganę, albo upomnienie, może go nie wybiorą następnym razem, ale to dzieci odpowiedzą finansowo za ich niekompetencje. NIECH KTOŚ W ZHP NAUCZY SIĘ WRESZCIE, ŻE FUNKCJA WIĄŻE SIĘ Z JAKĄŚ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ!!!
Poglądy, które Zbigniew przedstawił w artykule, również mnie są bliskie.
Podstawowy problem na teraz jest rzeczywiście taki: jaka część wpłaconego przez nas wpisowego zostanie nam zwrócona.
W ramach kilku zdań uzupełnienia.
Pierwsza informacja odnośnie wysokości odpłatności, to zapisy na stronie Roverway (regulamin i dodatkowe komentarze), które przytoczył Zbigniew (opłata: 2000zł). Na tej podstawie patrole podejmowały decyzję o chęci zgłoszenia się do projektu. W dniu zgłoszeń w ciągu 7 minut został wyczerpany limit miejsc (decydowała kolejność). W pierwszej połowie grudnia odbyło się w Warszawie spotkanie patrolowych.
Przedstawiono tam między innymi planowane źródła finansowania – część pieniędzy na projekt, które planowała wyłożyć komenda, miała pochodzić właściwie w całości z dofinansowania ministerstwa.
Na spotkaniu powiedziano nam również, o czym wspomniał Filip, że jest bardzo mało prawdopodobna możliwość, że komenda nie uzyska dotacji z ministerstwa. Wówczas koszt Roverway wzrasta do 4000zł.
Porównując tę informację z informacjami na stronie (gdzie 2000zł jako opłata pojawiała się kilkukrotnie – trudno więc mówić o pomyłce) sens przekazu był dla mnie oczywisty i brzmiał tak: “Słuchajcie, może nam się nie udać pozyskać 2000zł na głowę. To mało prawdopodobne, ale chcemy się zabezpieczyć na taką ewentualność. Wówczas albo zapłacicie dwa razy więcej, albo kończycie projekt, zapominacie o wszystkim i nikt nie ma o nic pretensji”. Było to jasno powiedziane, więc o to, że komenda nie dostała dotacji rzeczywiście nie mogę mieć żadnych pretensji. Wg mnie jednak nikt wówczas nie powiedział, że przepada nam część tego, co do tej pory wpłacimy, a i z czego coś takiego mogłoby wynikać?
Tyle na spotkaniu.
Kilka miesięcy później przychodzi mail o którym wspomniał Zbigniew. Komenda pisze nam, że cena wzrosła do 4000zł. Możemy albo wycofać się z projektu, albo zapłacić więcej. I w tym lub którymś z następnych maili pojawia się informacja, że pełna wpłacona przez nas rata na pewno nie zostanie nam zwrócona. Komenda powołała się przy tym na zapis regulaminu o bezzwrotności 150 euro. Na ten sam punkt regulaminu, w którym była mowa o wysokości odpłatności ustalonej na 2000zł! Czyli rozumienie informacji przekazanej nam na spotkaniu w Warszawie, które opisałem powyżej, było błędne. Powinno ono brzmieć: “Słuchajcie, być może unieważnimy jeden punkt regulaminu.” Dość pokrętne rozumowanie, przyznacie…
Wytłumaczenie było takie, że komenda poniosła już pewne koszty (zamówienie samolotu, przelew pieniędzy do Islandczyków itd.). Na wspomnianym tutaj spotkaniu w Warszawie powiedziano jednak, że komenda spotyka się z ministrem na początku stycznia i wtedy będzie wiadomo co z dofinansowaniem. Termin pierwszej raty był 20 stycznia. Jak więc komuś mogło przyjść do głowy, że komenda kontyngentu zacznie wydawać nasze pieniądze bez informacji z ministerstwa o wysokości dotacji. Widocznie spotkanie w ministerstwie się przesunęło – nie dostaliśmy jednak o tym żadnej informacji.
Założona została oficjalna lista dyskusyjna komendy i patrolowych, mająca być bezpośrednim sposobem kontaktu pomiędzy nami. Ktokolwiek z komendy wypowiada się jednak na niej dość rzadko (co kilkanaście dni), choć jak już się wypowie, to z reguły pada zbiorcza odpowiedź na większość zadanych pytań. Żałuję, że ktoś z sześcioosobowej komendy nie mógł pisać nam co kilka dni jak się zmienia sytuacja, pisać kiedy będzie coś wiadomo itd.
Chociaż, trzeba oddać honor, zawsze można było zadzwonić do komendanta i pogadać – nie było z tym żadnego problemu.
Na liście była mowa o piśmie z oficjalnym wyjaśnieniem, o rachunkach, o czymkolwiek, co miałoby pomóc patrolowym w kontaktach ze swoimi wędrownikami i ich rodzicami. Żadna taka pomoc dotychczas nie przyszła, a każdy z patrolowych powinien widać radzić sobie sam, co również było dość smutne.
I to chyba tyle. Pytanie Filipa o to co ma zrobić teraz komenda jest dość niepoważne, ponieważ to nie patrolowi mają się nad tym zastanawiać. Wczoraj przyszła informacja, że ze 150 euro miałoby przepaść 60-70 euro (Islandczycy zechcieli zwrócić wpisowe), choć ciągle nie możemy ustalić o którym kursie mówimy (dzisiejszym czy w dniu wpłaty) i ile w takim razie w złotówkach dostaniemy.
Wierzę oczywiście, że komenda kontyngentu robi wszystko co może, żeby jak najlepiej załatwić tę sprawę, ale przyznacie, że kilka wątpliwości jednak w tym wszystkim jest.
pozdrawiam serdecznie!
Piotrek Kowalczewski
Ponoszenie odpowiedzialności w ZHP to ciągle dość enigmatyczne pojęcie. Filip, skoro ktoś składa publiczną obietnicę ? co w zasadzie jest umową wiążącą dla każdej ze stron w ujęciu prawnym, to powinien brać odpowiedzialność za słowa.
Ja, zanim zaproponuję hufcom w swojej chorągwi jakąkolwiek imprezę mam finansowanie zapewnione w 150 procentach ? jak nie jeden donator to inny. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy przerzucać odpowiedzialność za swoje niepowodzenia na inne jednostki, a co dopiero na poszczególnych harcerzy. Taki promuję model działania.
W obecnej sytuacji widzę takie wyjście honorowe: Kto chce i może ten jedzie za wyższą odpłatnością. Kto nie może ten nie ponosi żadnych konsekwencji finansowych ? dla niego krzywdą i stratą jest i tak brak możliwości udziału w wymarzonej imprezie. Ewentualne koszty manipulacyjne pokrywa Komenda, a w zasadzie jej jednostka nadrzędna.
No i przydałoby posypać publicznie i oficjalnie głowy popiołem oraz popracować nad profesjonalizacją działań na szczeblach ministerialnych. Bo to tak dziwnie wygląda, iż doły potrafią dotację załatwić a wierchuszka tylko mówi, że załatwi?
Chciałbym zauważyć że wg tego co pojawia się na liście RW na chwilę obecną tracimy tylko 20-30 euro. (chyba, że nie umiem czytać). Co prawda pewności nie mam i dopiero się upewnie jak zobaczę pieniądze na koncie. To przy nieobowiązującym już regulaminie z bezzwrotnym 150e całkiem niezły wynik.
Dla osób, które to czytają a mają mniejsze pojęcie niż ja: zamieszanie z tym ile pieniędzy dostaniemy spowrotem jest związane z trwającymi negocjacjami jakie prowadzi cały czas komenda walcząc o nasze pieniądze (tak to przynajmniej rozumiem). Komenda nie chcąc dawać nam nadzieji na zwrot wszystkich pieniędzy informowała na początku że ze 150euro mozemy sie porzegnac. Pozniej okazalo sie, ze Islandia zwroci 80-90 euro a w ostatnich dniach dowiedzielismy sie o zablokowaniu pieniedzy na czarter samolotu.
Cała sytuacja na pewno psuje kontakty Zbyszkowi, mi i każdemu innemu drużynowemu, który w jakiś sposób zaangażował się w RoverWaya. Trzeba jednak sobie zdawać sprawę, że były czynniki na które komenda nie mogła nic poradzić. Wpisowe musiało się pojawić u islandczykow w okreslonym terminie a samolot trzeba bylo rezerwowac. Piszecie, że komenda powinna sie zabezpieczyc finansowo ale trzeba sie zastanowic czy zhp jest w stanie znalezc kogos innego poza rządem kto dofinansuje taki projekt 400-stoma tysiacami zlotych.
Wszyscy jestesmy rozgoryczeni zaistniala sytuacja ale nie jestem pewien czy chcialbym zeby komenda zwracala mi pieniadze z wlasnej kieszeni lub ze skladek/1%. Poza tym w wypadku rezygnacji z kazdej wycieczki trzeba liczyc sie ze stratą części wpłaconych pieniędzy. Jeśli będzie to tylko 20-30 euro to będę zadowolony.
Gorzej jest z moimi wędrownikami i ich rodzicami. Wielu jest oburzonych i reaguje tak jak opisał to Zbyszek. Bardzo chcielibyśmy ich uspokoić np oficjalnym pismem od naczelniczki. Szkoda, że nie możemy. Trzeba sie zastanowic jak rozwiazac problem utraty zaufania.
Nie wiem na ile to skutek tej publikacji, a na ile ciekawy zbieg okoliczności. Artykuł został opublikowany 10 kwietnia br. w Wielki Piątek. 11 kwietnia (Wielka Sobota) przyszedł e-mail od Komendy Kontyngentu o możliwym zwrocie pieniędzy od Islandczyków w okolicach 80-90 euro na osobę. 13 kwietnia (poniedziałek wielkanocny) – przychodzi kolejna informacja od szefostwa kontyngentu, że udało się w ostatniej chwili zablokować zaliczkę na samolot (kolejne 30 euro na głowę).
zostawię to każdemu do rozważenia.
—-
z innej beczki:
w chwili obecnej dużym problemem pozostaje różnica kursów. Na przełomie stycznia i lutego złoty był bardzo słaby, a jego średni kurs dochodził nawet do 5 zł, obecnie euro kosztuje ok 4,30 zł – nawet jeśli różnica wyniosła tylko 50 gr na 1 euro to w skali 150 daje 75 zł na niekorzyść harcerzy.
Reasumując nawet przy zapowiedzianych zwrotach szacujemy, że stratni będziemy ok 1200 zł (ok 200 na osobę) – dokładnie tyle wynosiła dotacja Rady Rodziców z jordanowskiego gimnazjum
Wniosek z wszech miar pozytywny: warto mówić o tym co nas boli otwaaaaaarcie.
;)
Tu zdaje się informacja dla zainteresowanych
http://roverway.zhp.pl/aktualnosci/items/odwolanie-komendy-i-zwroty-odplatnosci-09.html
W tym przypadku pierwszy raz nie żałuję, że ociągaliśmy się z pracą naszego patrolu RW i nie poszliśmy do sponsorów, władz, fundacji itp. tylko pierwszą ratę ogarnęliśmy sami. Żal został w patrolu, a nie rozlał się po całym mieście, w którym staramy się właśnie zaistnieć. Wielce uczące doświadczenie, chociaż bardzo drogie – i nie tylko chodzi o pieniądze..