HarcMISTRZ
Drogi Harcmistrzu,
Nie tak dawno z dumą przyszyłam na rękawie munduru czerwoną lilijkę. Jeszcze parę lat temu, wydawało mi się to takie odległe “tylko dla starych, doświadczonych”, sama myślałam: “wow…harcmistrz”. Dziś ja też należę do tego grona. Tylko…właśnie w tym gronie służba jest najtrudniejsza. Tu nie ma opiekuna – tutaj ode mnie wszyscy oczekują, że będę się opiekować. Tutaj nie ma karty próby – tutaj sama muszę decydować, jaką służbę wybieram, jakie zadania będę realizować. Tutaj nie ma komisji stopni, która oceni to, co robię – ale tutaj każdy ocenia to co robię – bo jestem harcmistrzem. To na mnie patrzą teraz młode harcerki i mówią: “wow…harcmistrzyni”.
A ja…trochę się gubię. Gubię się rozglądając wokół i patrząc na Ciebie. Bo Twoja czerwona lilijka na mundurze już zdążyła wyblaknąć. Ty już dawno przyzwyczaiłeś się, że inni na Ciebie patrzą, że oczekują…oczekują, że będziesz Mistrzem.
No właśnie..bo przecież jesteś mistrzem. To ma mówić Twoja lilijka. Tylko…czy Ty nadal nim jesteś?
Czy nie stało się tak, że po zamknięciu próby i przyszyciu czerwonej lilijki na mundurze, uznałeś, że jesteś już mistrzem, na zawsze? Na zawsze, to znaczy, że już jesteś super i nic więcej nie trzeba. Że przecież już jesteś najlepszy, to jak jeszcze miałbyś się rozwijać?.
Już dawno nie widziałam Cię na żadnej konferencji instruktorskiej (zawsze coś Ci wypadało). Dawno nie brałeś udziału w żadnych warsztatach, ani innych formach doszkalających (jesteś już na to za stary). Nie przeczytałeś nowych dokumentów obowiązujących w ZHP (bo ciągle tylko coś nowego wymyślają i zmieniają). I powtarzasz ten zwrot: “za moich czasów”. Ale…czyje teraz są czasy? Ty sam zdecydowałeś, że nadal jesteś harcMistrzem i chcesz nim być, ponieważ nadal nosisz mundur i czerwoną lilijkę. Więc to też Twoje czasy…
Martwię się o Ciebie.
Jesteś ode mnie starszy. Szanuje Twój wiek, Twoje doświadczenie, wiedzę, którą czerpiesz prosto z życia. Ale…to właśnie Ty jesteś tym, który powinien być wzorem ciągłego dążenia do doskonałości, pracy nad sobą i rozwoju własnego. A Ty skończyłeś swój rozwój na założeniu czerwonej podkładki pod krzyżem..ćwierć wieku temu. I zacząłeś odpoczywać Bo nie musisz już realizować zadań próby. Bo nie masz już określonego czasu. Bo już kolejnego koloru podkładki nie ma.
A to przecież Ty właśnie wtedy, tak jak ja teraz, ćwierć wieku temu zacząłeś najtrudniejszą próbę – próbę mistrza…
Twoja lilijka na ramieniu, mówi, że jesteś MISTRZEM, nie mówi, że byłeś nim jak zakończyłeś próbę, ona mówi, że jesteś nim nadal, że cały czas uosabiasz sobą wartości i dążenie do doskonałości, którego uczymy młodych instruktorów w ZHP.
Drogi Harcmistrzu,
Ja się martwię też trochę o siebie. Potrzebuje Ciebie. Wzoru do naśladowania, inspiracji, motywacji, wskazania kierunków – potwierdzenia mojej wiary w to, że bycie harcmistrzem to należenie do instruktorskiej elity, która cały czas szuka pola służby i dąży do doskonałości. Bo czerwona podkładka, to nowy etap służby instruktorskiej. To etap bycia mistrzem. To nie jest zamknięcie pewnego cyklu (uff, zrobiłem już wszystkie próby), ale to dopiero rozpoczęcie dążenia do doskonałości…do mistrzostwa….czy Ty o tym nie zapomniałeś?
Podobne artykuły
Harcmistrzyni. Szefowa Harcerskiej Grupy Ratowniczej "KRAK" i członek Sądu Harcerskiego Hufca Kraków Śródmieście, kształceniowiec. Pracownik organizacji pozarządowej, w której odpowiada za zarządzanie relacjami z sektorem biznesu. Wykładowca CSR w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Trenerka, prowadzi szkolenia z zarządzania, CSR, relacji międzysektorowych.
Dziewczyno, druhno o czym Ty piszesz? Twoją troskę, o której tak opowiadasz odbieram jako młodzieńcze zacietrzewienie i protekcjonizm w stosunku do osób posiadających już stopień harcmistrza. Sam stopień ten zdobyłem dopiero w wieku 35lat albowiem wcześniej nie czułem się gotowy.
Stosujesz uogólnienia, które poprzez zawarte w nich pretensje i niezadowolenie z postawy harcmistrzów są krzywdzące. Jeśli piszesz o konkretnym harcmistrzu to napisz to wprost, jeśli opisujesz swoje środowisko, w którym działasz to też zawrzyj takie stwierdzenie ale nie uprawiaj bajkopisarstwa w stylu nowomowy HSPS-owskiej.
Olu, oprócz konferencji, kursów jest jeszcze coś takiego, co się nazywa mądrością i doświadczeniem życiowym, które to każdy z nas nabywa w trakcie swojej harcerskiej służby ? dlatego tak cenię sobie starszych wiekiem harcmistrzów, którzy oprócz postrzegania świata wedle zasady białe albo czarne potrafią dostrzec odcienie szarości. Tego młodym, gniewnym instruktorom moim zdaniem brakuje. Wielu ze świeżo upieczonych przewodników, podharcmistrzów czy harcmistrzów potrafi z niejaką swadą stwierdzić, iż jest źle! Jakieś zjawisko piętnują, wywołują dyskusję, a na proste pytanie: Jaką masz receptę na zmianę? Jakie widzisz rozwiązanie? Odpowiadają frazesami i dyrdymałami ? brakuje właśnie im doświadczenia życiowego.
Zresztą, w moim Hufcu Bydgoszcz-Miasto większość harcmistrzów czynnie uczestniczy w jego życiu. Spotykam ich na kursach i szkoleniach ? zarówno jako wykładowców i kursantów. Dlatego Twoja troska, a raczej forma w jakiej ją wyrażasz deprymuje mnie.
Zacznij, zamiast troszczyć się o harcmistrzów, działać! Jeśli Twoje działania znajdą uznanie u innych to faktycznie staniesz się harcmistrzynią! Na razie zdobyłaś chyba tylko stopień… wykazałaś się zrealizowaniem zadań… ale czy dorosłaś do bycia harcmistrzynią?
OJ !!!
Staję w obronie Oli.
Może i jest młoda i gniewna ale prusza problem dotyczący całej organizacji.
Wystarczy popatrzeć na dokonaną ostatnio analizę dot. harcmistrzów.
Wynika z niej jasno, że młodych harcmistrzów mamy jak na lekarstwo. Często podharcmistrzowie pozostają ze swoją zieloną podkładką ponieważ nie czują potrzeby bycia harcmistrzem, bo przecież nic mnie z nimi nie łączy. Żeby nie powiedzieć, że bycie harcmistrzem to obciach !!!.
A że młodzi harcmistrzowie są młodzi i gniewni to super.
I jeszce jedno.
Sam niedawno wróciłem do ZHP i często się łapałem na stwierdzeniu ” za moich czasów…”. W końcu dotarło do mnie, że przecież czacy się zmieniają, warunki wokół również. W końcu mamy XXI wiek.
Moim zdaniem najlepiej czują “przez skórę” właśnie młodzi harcmistrzowie. I życzę całej organizacji żeby było ich jak najwięcej.
A “weterani”? Pełen szacun dla nich ale również życzenie żeby jednak również brali pod uwagę, że to jednak inne czasy …
No ale miejca do działania starczy dla nas wszystkich
Mimo, że należę do “starych” harcmistrzów (stopień przyznał mi 01.05.1973 r. Komendant Hufcu Kraków – Śródmieście hm. Bohdan Makary) zgadzam się z większością tez druhny Oli. Od 1976 r. działam w kolejnych Hufcach w Chorągwi Kieleckiej ZHP (Chęciny, Krasocin, Włoszczowa, Szczekociny). Niestety w wielu środowiskach (a poruszam się tu i tam) na pierwszy plan “pchają się” harcmistrze, którzy prezentują pogląd i postawę typu “za moich czasów”, którzy mają ich zdaniem receptę na wszystkie bolączki swojego środowiska, a nawet Związku. Rzadko odnawiają swoją wiedzę metodyczną (w moim środowisku nie zauważyli, że powstał nowy “poziom metodyczny” – wędrownicy) i zapoznają się z dokumentami obowiązującymi w Związku, za to mają wiele rad, natomiast nie często podejmują działania. Często zza ich pleców nie widać tych lepszych, działających harcmistrzów, bo ci mniej gadają, a więcej działają niejednokrotnie nie czekając na pochwały, dla nich pochwała jest zadowolenie z efektów ich pracy i że są nadal akceptowani i poważani przez swoje środowisko harcerskie. Nie dziwię się druhnie Oli, że ma takie odczucia, bo ci z pierwszych szeregów (tych pchających się) często spotyka młody instruktor na swej drodze, gdyż to oni uważają, że mają receptę na dzisiejsze oblicze Związku jak i przyszłość. Nie posądzajmy druhny Oli zatem o HSPS – owską propagandę, gdyż tamta była związana z konkretną partią z tamtego okresu, poza tym znam to z autopsji środowisko krakowskie mężnie przeciwstawiło się temu kierunkowi w ZHP, nie tylko mundurem, ale metodami i formami działania. Dla druhny Oli HSPS, to tylko historia, ona działała już w innej rzeczywistości (wnioskuję tylko z treści artykułu). “Sasol” potraktował w swoim komentarzu druhnę Olę bardzo “z góry”. Czy w dochodzeniu racji zasadniczym argumentem jest wiek? Jeśli mamy odrębny pogląd, to rzeczowo go prezentujmy szanując swoich adwersarzy. Natomiast druh “Sasol” sam dał pośrednio argument do stwierdzenia “za naszych czasów”. Zareagował gorączkowo zamiast argumentować obraził się i zdenerwował. Czyżby poczucie winy, że nie wszystko zrobiłem by młodzi mnie szanowali? Ja potraktowałem ten głos inaczej, są tacy ludzie jak opisywani w artykule druhny Oli, ale to nie ja. Wiem, bo mam takich ludzi w swoim otoczeniu i widzę, że się od nich różnię. Nie mam nic do ukrycia więc mimo nicka, który posiadam na zhp24.net podpisałem się pełnym imieniem i nazwiskiem.
Czuwaj!
Do zobaczenia na harcerskich szlakach.
hm. Roman Kaczmarek HO – Hufiec ZHP Szczekociny.
Olu, masz bardzo wiele racji, tak wiele, że po raz drugi zdrowo się zaczerwieniłem i poczułem że mógłbym lepiej , inaczej bardziej “za horyzont” ! To już 2:0 dla Ciebie ;) , / mam nadzieję , że już się na mnie nie gniewasz :D /
Tak, być harcmistrzem, to znaczy wstąpić na najtrudniejszą ścieżkę, ale i chyba na najciekawszą – bo to powinno “moim zdaniem” znaczyć prawdziwe “wyzwolenie” na samodzielną , zawsze twórczą służbę instruktorską. Twórczą w duchu harcerskim, “na czele” a nie na ….kanapie :P
Pozdrawiam !
Napisałeś Maćku w swoim poście, że późno zdobyłeś stopień bo wcześniej do niego nie dorosłeś. Ten cytowany wyżej fragment a także post o różnych drogach bycia instruktorem, który popełniłeś pod jakimś innym wpisem na forum daje mi podstawy do myślenia, że jesteś w błędzie. I wcale do swojego stopnia nie dorosłeś.
Wiesz Piotrze, że czasami budzisz we mnie lekki popłoch :)
Ola nie tylko jest dojrzałą w pełni ukształtowaną Harcmistrzynią, jest też działającą na wielu harcerskich frontach instruktorką. Jej praca od dawna znalazła uznanie u innych. EOT !
Wiesz Piotrze, że czasami budzisz we mnie lekki popłoch :)
Ola nie tylko jest dojrzałą w pełni ukształtowaną Harcmistrzynią, jest też działającą na wielu harcerskich frontach instruktorką. Jej praca od dawna znalazła uznanie u innych. EOT !
Jak bardzo animozje przebiły w Twoim “strzale” w Maćka, ech ! I po co ?
Hm…
Czytając felieton Oli odniosłem takie wrażenie co do autorki i jej postawy: Jestem harcmistrzynią i teraz wiem jacy są inni harcmistrzowi i jak niedoskonale a nawet nieudolnie funkcjonują. Powinnam więc ich pouczyć.
Jest to moje subiektywne odczucie. Nie poczułem się obrażony.
Natomiast obracając się w różnych środowiskach widzę jak przysłowiowi “młodzi” nie szanują starych harcerzy bo tamci to “beton”. Boli mnie to i nie godzę się na takie “bratersstwo”.
Może źle się wysłowiłem, może źle odebrałem przesłanie tekstu Oli.
Natomiast zauważyłem po Waszych wypowiedziach jak bardzo się różnimy w postrzeganiu relacji młodzi – starzy. Oczywiście w bardzo uproszczonym rysie.
@Wilk Samotnik –
Piotrze,
Próbuję zrozumieć co masz na myśli w swoim komentarzu. I nie potrafię. To nie ja uznałem Olę za “niedojrzałą”. To Maciek. Ja uważam, że Ola jest dojrzałą instruktorką – już kilka razy zetknąłem się z jej działaniami na moim harcerskim szlaku.
Ech, ta maszynka blogowa ze swoimi odnośnikami jakoś mi nie odpowiada – w “starczoharcerskim” wieku :) Dla mnie mało czytelne cytowania po prostu – sorrki, ale mnie to myli. Czyli Ok, co do Oli zgadzamy się. Z Maćkiem się nie zgadzam, ale jednak Ty trochę Mu dołożyłeś ;) chyba ponad stan.
Pozdrawiam ciepło !
tekst oddaje ogólną tendencję w naszej organizacji. znam kilku “starych” harcmistrzów, z którymi można podyskutować i do czegoś wspólnie dojść, ale znam też takich, z którymi się nie podyskutuje, bo mają swoje zdanie i nie będą dyskutować z “gównażerią”. dlatego niech nikogo nie dziwi że takich harcmistrzów uważa się za “beton” i omija się z daleka. takiego “braterstwa” nie rozumiem.
A czy to nie jest tak jak w życiu?
niektórzy ludzie dojrzewają a inni się po prostu starzeją.
Jedni bez względu na wiek będą autorytetem dla młodych i wszystkich w koło, bo swoją postawą, nieustanną świeżością umysłu i wciąż nowym, choć doświadczonym spojrzeniem będą potrafili oceniać świat i być wskazówką dla młodszych. Nie będą żyli i patrzyli przez pryzmat swojego wieku, tylko wciąż na nowo odkrywali świat mimo wszystko licząc na zaskoczenie.
a inni?
a inni dostaną stopień, stanowisko, przywileje przez zasiedzenie albo dzięki młodzieńczym porywom i pewnego dnia powiedzą sobie: koniec. Nie muszę. Nie muszę się rozwijać, uczyć, czytać. Ja już wszystko wiem.
jestem stworzony, to teraz mnie już takiego macie! Nic mnie już nie zaskoczy, oni to się nie znają. Raz wypracowane wzorce na pewno są wystarczające.
W harcerstwie spotykamy jednych i drugich.
Mam przyjemność znać i uczyć się od kilku dojrzałych instruktorów. Tych starych – no, staram się czasem omijać :):)
Swego czasu na portalu HRa opublikowałem tekst “HaMy” opisujący w ostrzejszy sposób to, o czym pisze Ola. Tyle, że IMHO problem nie dotyczy wieku. To jakaś przypadłość czerwonej podkładki, której posiadacze bardzo często (nie twierdzę, że większość) zachowują się jakby zjedli wszystkie rozumy i już nie mieli niczego do osiągnięcia.
Problem istnieje. Pytanie jak go rozwiązać.