O wsparciu drużynowych
Miałem okazję poznać wyniki ankiety przeprowadzonej wśród komendantów hufców z mojej chorągwi. Na pytanie o to jak wspierają drużynowych padło wiele odpowiedzi, m.in. że dają miejsce na odbywanie zbiórek, dostęp do biblioteczki hufcowej, wysyłają na przedsięwzięcia chorągwiane. Niestety zabrakło odpowiedzi o wspieraniu ich od strony metodycznej.
W kilku tekstach pojawiła się już teza że drużynowi coraz gorzej są przygotowani do prowadzenia drużyn, że coraz mniej pomysłów i że coraz więcej powielania schematów (często złych). W tym miejscu rodzi się pytanie: gdzie jest komenda hufca? Przecież każda komenda hufca ma w swoich szeregach programowca.
Zasadniczo wspieranie drużynowych to główne zadanie postawione hufcom. Wspierać można na wiele sposobów, jednak drużynowi najczęściej potrzebują podrzucenia pomysłu, ciepłego słowa, pomocnej dłoni doświadczonego instruktora, czyli takiego starszego brata, starszej siostry. W tym momencie dochodzimy do namiestnictw. Główną ich rolą było właśnie wspieranie drużynowych i dalsze ich wychowywanie. Namiestnictwa są miejscem gdzie drużynowi mogą się poradzić bardziej doświadczonych instruktorów, poprosić o pomoc, zostać zmotywowanym.
Jest też miejscem gdzie można poprzebywać z rówieśnikami. Tak mówią ogólnie opisy. W rzeczywistości namiestnictw jest coraz mniej i drużynowi zostają sami. To tak jakby drużynowy spotkając się z zastępowymi tylko ich informował co będziemy robić i kiedy. Wiemy przecież że zastępowi chodzą na zbiórki zastępu zastępowych i na zbiórki rady drużyny. Że drużynowy ciągle z nimi pracuje. Dlaczego więc komendant hufca (jako drużynowy drużynowych) tego nie robi? Pierwszym i chyba jedynym argumentem, z jakim można dyskutować to, to, że jest zajęty “zarządzaniem” hufcem. Wypełnianie papierów, spotkania ze sponsorami, spotkania z samorządowcami, przygotowywanie akcji letniej, itd. To w takim razie, dlaczego nie wyznaczy kogoś z komendy hufca, aby się tym zajął.
Z osobistego doświadczenia wiem, że bardzo przydaje się ktoś bardziej doświadczony, kto pomoże, podpowie ale też zgani, jeśli robi się coś źle. Są różne hufce. W małych hufcach gdzie jest razem kilkanaście drużyn będzie ciężko zrobić namiestnictwa dla każdego pionu, jednak co stoi na przeszkodzie żeby pracować z wszystkimi naraz? Niech programowiec, a może metodyk z komendy hufca, pracuje z drużynowymi. Wystarczy, że raz w miesiącu się spotka z drużynowymi w formie zbiórki. Że zapyta się jak nastroje w drużynie, czy są jakieś problemy i jak można im zaradzić. Sprawdzi i pomoże ułożyć plan pracy drużyny.
Niby to są błahostki, ale one budują coś większego. Niech za przykład posłuży życiorys Baden Powella. Przecież jak przyszedł do szkoły średniej to dostał, jako opiekuna, starszego kolegę. Tak samo przecież jest w naszych drużynach. Przychodząc na pierwszą zbiórkę dostajemy zastępowego, który nas prowadzi. Nie potrzeba tutaj rzecz jasna ciągłego prowadzenia takiego drużynowego za rękę. Przecież to po to, aby zdobyć doświadczenie.
Oczywiście można powiedzieć, że drużynowy może się rozwijać i wychowywać w drużynie wędrowniczej. Też tak myślałem przez jakiś czas. Uważałem, że skoro są drużyny wędrownicze i są w nich drużynowi to sprawa załatwiona. Jednak nie. Powinniśmy rozdzielić sprawę wychowania od spraw metodycznych.
Mamy coraz silniejsze struktury. Coraz lepiej wiemy kto, za co odpowiada. Idziemy coraz bardziej w system menedżerski. Jednak gubimy przez to pewne, moim zdaniem bardzo istotne, rzeczy. Myślę, że to może pomóc drużynowym bardziej niż stworzenie najlepszej propozycji programowej, czy też opasłego tomiszcza z konspektami zbiórek.

Cos w tym jest , ja osobiscie uwazam ze komenda u mnie powinna lapiej działc, za duzo tam “wzajemnego adorowanai ie “
“Wystarczy, że raz w miesiącu się spotka z drużynowymi w formie zbiórki. Że zapyta się jak nastroje w drużynie, czy są jakieś problemy i jak można im zaradzić. Sprawdzi i pomoże ułożyć plan pracy drużyny.”
zgadzam się, mi by to wystarczyło, taka wspólnota drużynowych, ale jak wiadomo najprostsze rozwiązania najtrudniej przychodzą.
Za mam zbiórki (od kiedy nastała nowa komendantka to nie są odprawy, a właśnie zbiórki) drużynowych (i przybocznych) raz w miesiącu. Taką zbiórkę przygotowuje członek komendy d.s. ksztalcenia z pomocą innych członków (programowca, komendantki etc w zależności od tematu). I jest to klasyczna zbiórka. Ale przez to wcale nie czuję wspracia “starszyzny” – co prawda, ja, jako członek komendy, pytam po prostu innych członków jak mam jakies pytania czy wątpliwości co do zajęć/problemów. Ale niewielu drużynowych z tej całej reszty to robi. Część przychodzi do mnie, to ja wtedy radzę (cieszę się w tym momencie, że są osoby któe mają do mnie zaufanie w zakresie danej dziedziny). Ale ja też nie wszystko wiem.
Z drugiej strony u mnie jest problem kompletnego marazmu – owszem, na Wigilię instruktorską przyszło ponad 20 osób, ale na zbiórki nie przychodzą wszyscy drużynowi. Jak ich do tego zmobilizować?
Komenda Hufca oprócz spotkań jej przedstawiciela może zaproponować drużynowym stworzenie kręgu lub kręgów instruktorskich. Wtedy powinna na szefa takiego Kręgu zaproponować instruktora, który będzie i kumplem i metodykiem, a sam Krąg będzie służył wymianie doświadczeń między jego członkami oraz dyskusjom na nurtujące ich tematy. Poza tym Krąg może być organizatorem niektórych aspektów życia kulturalnego kadry instruktorskiej. W mojej praktyce wiele razy to się sprawdzało.Zauważam jednak, że komendy Hufców ostatnio bronią się przed tym by na swoim terenie powoływać inne kręgi jak kręgi wg pionów.
Zdecydowanie popieram większość tez autora artykułu.
Czuwaj!
Młody_duchem
Ja chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż temat nie został poruszony w całości i pomija ważne aspekty. Ani razu czytając artykuł nie spotkałem się z rolą szczepu i calego związkowego programu szczepmy się.
Akurat moim zdaniem to jest ważne, bo może nie być sprawnej komendy, może nie być namiestnictw, ale jeśli jest szczepowy, który był drużynowym, jeśli w szczepie na dodatek działa Krąg Instruktorski złożony z byłych instruktorów to moim zdaniem Rada Szczepu, Komenda Szczepu, Krąg Instruktorski są w naszej organizacji bardzo dobrymi przykładami działania ustawicznego z drużynowymi. Na dodatek w swoim kręgu mamy pootwierane próby phm i nasi instruktorzy chcą się rozwijać, jeżdżą na kursy Kadry Kształcącej i wracając chcą jeszcze bardziej wspierać drużynowych (nawet jak im czasu nie starcza to poprzez szczepowe forum na www). Co więcej środowisko skupia się porpzez Radę Szczepu z Przewodniczącym Kadry Młodzieżowej nad zastępowymi i przybocznymi, to mamy tak wiele miejsc i możliwości oddziaływania na każdy poziom naszej kadry zarządzającej, że komendant hufca i komenda mogą zająć się strategią hufca, utrzymaniem siedziby, zdobyciem komputera do harcówki czy na spotkania z burmistrzem albo stanie pod pomnikiem.
Osobiście nie neguje ani namiestnictw ani roli komendanta hufca jako drużynowego drużynowych, ale nie piszmy jednostronnie i nie pomijamy rozwiązań, które mamy w związku i w wielu, wielu środowiskach działają jak dobrze naoliwiona maszyna.
nie ma idelanego rozwiązania. wszystko zależy od ludzi i ich podejścia do tematu. wątek szczepów pominąłem rozmyślnie, gdyż jest to temat na inny artykuł. oczywiście zgadzam się że silnie działający szczep może przejąć zadanie wspierania swoich drużynowych, ale szczep nie równa się hufiec i co w tedy z drużynami, które nie są w szczepie? pozatym głównym zadaniem komendy hufca nie jest spotykanie się z burmistrzem, starostą, sponsorami, rozliczanie obozu, organizacja obozów komercyjnych, utrzymanie siedziby, itd. tylko właśnie umożliwianie drużynowym spokojnej pracy i wspieranie tych drużynowych.
Druhu Krzysztofie, doceniam wolę podjęcia tego tematu, celowo dla calości obrazu powinien być przynajmniej jeden akapit na temat szczepów i ich roli w twoim temacie jakim jest wsparcie dla drużynowych. Nie jest wytłumaczeniem, że to jest duży materiał na oddzielny tekst. W takim razie trzeba było to napisać w jednym zdaniu.
Wg twojego tekstu głównym zadaniem komendy hufca jest umożliwia drużynowym spokojnej pracy i wspieranie drużynowych – ja dodam więcej przede wszystkim im nie przeszkadzanie, a to ma miejsce w za dużej ilości naszych środowisk.
Zgadzam się, że nie jest to głowne zadanie, ale zaryzykuje stwierdzenie, że właśnie większość komend robi to co ja napisalem, to że patrzysz idealistycznie na ten temat nie zmieni faktu jaka jest praktyka. Możemy się z nią nie zgadzać, ale większość komend hufców walczy o przetrwanie hufca właśnie w ten sposób, który ja opisałem. Mówię tu głównie o ZHP – hufcach wiejskich i małomiejskich, nie mówię o stołecznych czy skupiających jak we Wrocławiu kilka tysięcy harcerzy. Gro naszych hufców to właśnie te małe jednostki. Nawet jak mają tylko 10 jednostek to szczepy są w wielu przypadkach lekarstwem i jednoczą ze sobą jednostki w jednym środowisku. Warto próbować!
Dlatego uważam, że celowo chcąc to co napisałeś spowodowałeś niechcący efekt niepożądany i nadal będę się trzymał tego, że w tym temacie warto było nawiązać do szczepu przynajmniej w jednym akapicie.
Druhu Duhovny, nie rozumiem Twojego oburzenia. Mój wpis nie był przedstawieniem sytuacji jaka jest, ale właśnie takim idealistycznym spojrzeniem jak powinno być. Rozumiem jaką rolę spełniają szczepy i że są ważnym elementem harcerstwa, jednak pozwoliłem sobie skupić się na jednym wątku. Nie chcę prowadzić polemiki o tym czy powinien był się pojawić jeden akapit o szczepach, czy też nie. Myślę za to że skoro Druh jest wielkim zwolennikiem szczepów i chce się podzielić swoim doświadczeniem i wiedzą to nic nie stoi na przeszkodzie aby Druh napisał artykuł właśnie o szczepach i ważnej roli jaką spełniają.
Dodam jeszcze Druhu, że Chorągiew Dolnośląska to nie tylko Hufiec Wrocław. Proszę też sprawdzić jak wielki jest mój macierzysty hufiec, a przekonasz się że dobrze wiem jaka jest sytuacja w małych hufcach.
Uderz w stół a nożyce się odezwą, już nie będę Druhował. To, że wskazałem fakt o braku wzmianki o szczepach nie stanowi o byciu “wielkim zwolennikiem szczepów”. Nie ważne kto pochodzi z jakiego hufca odkąd ktoś staje się harcmistrzem ZHP,jako harcmistrzowie powinniśmy temat obejmować całościowo i pisać o wszystkich aspektach. Oczekiwałem po prostu trochę więcej od tego tekstu i autora, skoro już traktował o tak ważnym temacie.
Jakich przykładów nie użyłbym, jeśli się o czymś pisze na forum harcerskim i to jeszcze takim jak to aspirującym do bycia obiektywnym miejscem rozwoju naszego środowiska harcerskiego, apeluje o traktowanie tematów całościowo i pokazując wszystkie aspekty, nie pokazujmy tylko dobra albo zła, jednej strony medalu czy jednego końca kija. Bycie harcmistrzem zobowiązuje do spojrzenia całościowego. Nie kłóćmy się i nie argumentuje po raz kolejny kto co chciał napisać, po prostu tekst powyższy jest niekompletny i dla czytelników z każdego szczebla powinien być uzupełniony….nie w komentarzu tylko w głównej treści.
może Ciebie zaskoczę, ale każdy ma prawo pisać co chce i jak chce, bez względu na to czy jest młodzikiem czy też harcmistrzem. przyjmuję do wiadomości że Twoim zdaniem tekst jest niepełny bo pominięty został fakt istnienia szczepów. tylko nie rozumiem Twojego świętego oburzenia tym faktem. moje zdanie przedstawione jest w treści artykułu i jeśli chcesz dyskutować to proszę bardzo możemy podyskutować, ale nie takim tonem jaki ty chcesz narzucić. jeśli czytałeś wszystkie artykuły jakie się tutaj ukazały to wiesz że nikt nie ma monopolu na rację i że ten blog służy wyrażaniu swoich opinii, to jak głos w dyskusji, a nie pismo święte.
Wolność słowa wolnością, zasady blogu zasadami, a bycie harcmistrzem zobowiązuje do patrzenia na tematy związku całościowo i wypowiadania się na ich temat.
Cóż gratuluje podejścia i obstawania przy swoim mimo iż ani nie zaprezentowałem “świętego oburzenia”, “wielkiego zwolennika”, “takiego tonu”, ale nie będę poklepywał po plecach za dobrą robotę, polecam Kurs Harmistrzowski organizowany przez GK – tam można nauczyć się spojrzenia na tematy całościowo a nie tylko z jednej strony.
Czytałem wszystkie artykuły na tym blogu, doceniam autorów którzy swoje opinie w danym temacie pokazują całościowo.
Czyż już nie można prezentować informacji zwrotnej? Chyba nie, bo można naruszyć “święte prawa blogera”.
Bez odbioru.