O harcerstwie inaczej odc. 3 – “Kurs drużynowych”
Szum jadącego pociągu usypia. Jest późne popołudnie, w zasadzie wieczór. Za oknem ciemno, pochmurno. Gwiazd, ani księżyca nie widać. Co jakiś czas migają jedynie światła latarni i domów w mijanych pod drodze miasteczkach oraz reflektory samochodów stojących przed przejazdami kolejowymi. Pada śnieg, jest mroźno. W pociągu jednak tego nie czuć. Gorące grzejniki sprawiają, że w przedziale jest ciepło i przyjemnie.
Ewelina tłumiąc ziewnięcie odrywa na chwilę wzrok od ciemności za oknem, by zerknąć na współpasażerów. Oprócz niej w przedziale są jeszcze dwie osoby: starsza pani drzemiąca na siedzeniu tuż obok wejścia oraz ubrany w garnitur mężczyzna siedzący po drugiej stronie okna i czytający jakąś gazetę. Od zwyczajowego “dzień dobry”, jakie powiedzieli sobie trzy godziny temu, i wizyty konduktora w przedziale panuje prawie niezmącona niczym cisza. Jest spokojnie. Jest cicho. Słychać jedynie szum jadącego pociągu.
Ewelina znowu kieruje wzrok w ciemność i sięga myślami kilka miesięcy wstecz.
***
Jak to się właściwie zaczęło?
Była połowa września. Siedziały właśnie u Anki w domu i podsumowywały zakończoną dzień wcześniej akcję naborową. A miały o czym rozmawiać. Tegoroczny nabór okazał się wyjątkowo udany. Na pierwsze spotkanie przyszła ponad trzydziestka dzieciaków, w tym także ośmiu chłopców. I wszystkim aż się oczy świeciły z emocji. Chłopcy, kiedy dowiedzieli się, że niestety nie mogą zapisać się do żeńskiej drużyny szczerze się zmartwili. Nie licząc ich, a także części dziewczyn, których harcerstwo nie zainteresowało, w drużynie miały już jakieś czterdzieści osób. Duże wyzwanie dla młodej drużynowej i jej jedynej przybocznej.
- Musisz pójść na kurs drużynowych - powiedziała wtedy Anka do Eweliny - w tym roku zdaję maturę i nie dam rady poprowadzić wszystkich zbiórek. Chciałabym, abyśmy podzieliły się w ten sposób, że połowę zbiórek drużyny poprowadzę ja, a drugą połowę ty. Masz już trochę doświadczenia jako przyboczna. Przydałby Ci się jeszcze jakiś dobry kurs.
W następnym tygodniu Ewelina spotkała się z komendantem hufca. Dosyć długo rozmawiali o jej harcerskich i pozaharcerskich planach na najbliższe trzy lata. Wspólnie ustalili jaki rodzaj kursu i w jakich terminach byłby dla niej najlepszy. Komendant zgodził, żeby hufiec sfinansował 80% kosztów szkolenia. Pozostałą kwotę Ewelina miała zdobyć samodzielnie.
Minęły dwa tygodnie. W międzyczasie wszystkie nowe dziewczyny przeszły obrzęd przyjęcia do drużyny i włączyły się w pracę poszczególnych zastępów.
Informacja o kursie dotarła do niej pocztą w pierwszych dniach października. Dość lakoniczna - termin, godzina i miejsce pierwszego spotkania oraz prośba o przygotowanie piętnastominutowej autoprezentacji. Poza tym nic. Żadnego adresu, numeru telefonu, czy e-maila. Żadnej wzmianki o organizatorach. Trochę ją to zdziwiło. Kto w dzisiejszych czasach pisze listy, żeby podać termin i miejsce spotkania. Nie prościej było wysłać e-maila. Miała tylko nadzieję, że komendant nie zapisał jej na pierwszy kurs, jaki się trafił.
Pierwsze spotkanie miało się odbyć we Wrocławiu. Czyli nie tak znowu daleko.
***
Pamięta, jak zapukała do drzwi mieszkania w starej kamienicy niedaleko rynku. Otworzyła jej kobieta w wieku około czterdziestu lat. Kobieta uśmiechnęła się.
- Pani pewnie na zbiórkę - ni to stwierdziła, ni to zapytała - proszę wejść, zapraszam, sporo was dzisiaj - dodała. Ewelina odetchnęła z ulgą. Już zaczęła się obawiać, że to jakaś pomyłka. Weszła do środka. Mieszkanie urządzone było całkiem elegancko. Duży przedpokój wypełniony plecakami, kuchnia, kilka jasno oświetlonych pokoi. Za przeszklonych drzwi jednego z nich dochodziły odgłosy ożywionej rozmowy.
- Proszę, proszę.. tak to tam. Proszę wchodzić i nie krępować się. A kurtkę można powiesić tutaj - powiedziała gospodyni widząc jej wahanie. Ewelina powiesiła więc kurtkę na wieszaku, poprawiła mundur, nacisnęła klamkę i delikatnie otworzyła drzwi do pokoju.
Gdy weszła, głosy chwilowo zamilkły, a oczy wszystkich obecnych skierowały się w jej stronę. W pokoju siedziało w kręgu kilkanaście osób, dziewczyn i chłopaków, mniej więcej w jej wieku lub trochę starszych. Większość miała na sobie mundury, niektórzy ubrani byli mniej formalnie. Po pogodnych twarzach widać było, że dobrze się tutaj bawią.
- Witamy, witamy druhnę…- odezwał się po krótkiej chwili, zawieszając na moment głos, jeden z siedzących naprzeciwko drzwi druhów.
- Ewelinę.. czeeść - odpowiedziała.
- Aaa no właśnie. Moi drodzy, przedstawiam wam druhnę Ewelinę z Zielonej Góry - gwar głosów odżył na nowo, wszyscy patrzyli na nią z zaciekawieniem - zapraszamy do kręgu.
Prowadzący najwyraźniej to spotkanie druh spojrzał na zegarek i pokręcił głową. Ewelina szybko spojrzała na swój - nie, nie spóźniła się. W liście było wyraźnie napisane - 17.45. Tylko dlaczego wszyscy byli wcześniej? O co chodzi? A może coś stało się z jej zegarkiem..
- Gratuluję punktualności - chłopak szybko rozwiał jej wątpliwości - pozwolisz, że zanim opowiesz nam coś więcej o sobie to najpierw się przedstawimy. Ja jestem Adam.. - zaraz po nim kolejne siedzące w kręgu osoby wymieniły swoje imiona. Mniej więcej przy siódmej osobie Ewelina zdała sobie sprawę, że powinna starać się zapamiętać przynajmniej niektóre z nich. Zapamiętała Adama i dwa ostanie imiona. Gdy przyszła jej pora, prowadzący poprosił ją o to, żeby krótko opowiedziała od kiedy działa i czym dokładnie zajmuje się w harcerstwie. Opowiedziała więc o tym, jak wstąpiła do harcerstwa, o swojej drużynie i o ostatnim obozie.
Ledwie skończyła, gdy nagle drzwi do pokoju otworzyły się i stanęła w nich harcerka w mundurze. Ewelina ukradkiem zerknęła na zegarek – 17.50, czyli jednak nie była ostatnia. I oczywiście nie spóźniła się. Odetchnęła i uśmiechnęła się do nowo przybyłej.
W sumie po Ewelinie przyszły jeszcze trzy osoby. Łącznie zebrało się ich wszystkich piętnaścioro, w tym trójka instruktorów i dwanaścioro uczestników. Po przybyciu ostatniego z druhów, Adam przedstawił kadrę (oprócz niego zajęcia prowadzić mieli jeszcze Dorota i Rafał) oraz ogólny zarys całego kursu. Kurs nosił nazwę “Źródło” i trwać miał od jesieni do wiosny. Poza pierwszym weekendowym spotkaniem, miały się odbyć jeszcze dwa, trwające pięć i trzy dni. Kurs obejmować miał również zadania do zrealizowania pomiędzy spotkaniami oraz indywidualną pracę z mentorem.
Mentorem Eweliny okazała się Dorota. U niej też, wraz z trójką innych kursantów, miała spędzić resztę wieczoru i nocować przez kolejne dwie noce. Podziału kursantów na trzy mniejsze grupy dokonano już wcześniej. Po zakończeniu spotkania część z nich została w mieszkaniu Adama. Pozostali udali się zaś razem z Dorotą i Rafałem do ich domów.
Spotkanie inauguracyjne zakończyło się o dziewiętnastej, czyli stosunkowo wcześnie ale szybko okazało się, że wieczór się jeszcze nie skończył. Po kolacji, już o Doroty w domu, przyszedł czas na bliższe zapoznanie się. Cała czwórka – Ewelina, Majka, Tomek i Witek przeprowadzili swoje autoprezentacje. Wyszło bardzo fajnie. Cztery osoby i cztery całkowicie różne wystąpienia. Każdy oczywiście opowiedział o swojej działalności w harcerstwie. No i o zainteresowaniach. Tomek przyboczny z Zabrza okazał się zapalonym płetwonurkiem, Majka z Krajowa pasjonatką historii, a Witek z Gdyni podróżnikiem. Ewelina opowiedziała o swoim zamiłowaniu do muzyki. Część osób przywiozła zdjęcia, niektórzy mięli pamiątki lub inne rekwizyty. Po każdym wystąpieniu można było zadać po trzy pytania do przedstawiającej się osoby. Na koniec wszyscy opowiedzieli, co im się w poszczególnych prezentacjach podobało, a co można by ewentualnie przedstawić ich zdaniem nieco inaczej.
Autoprezentacje skończyły się o dwudziestej drugiej. Ostatnie dwie godziny piątkowego wieczora zajęły rozmowy indywidualne. Ewelina opowiedziała Dorocie o swoich planach na przyszłość, o największych, jej zadaniem, sukcesach i porażkach, o mocnych i słabych stronach. Powiedziała czego oczekuje od kursu, w czym czuje się dobra, a nad czym w ramach samodoskonalenia i pracy nad sobą chciałaby się skupić w najbliższym czasie.
***
Drugi dzień kursu Ewelina zapamiętała prawie tak dobrze, jak pierwszy.
Spała niecałe pięć godzin. Nocne rozmowy o harcerstwie trwały do drugiej nad ranem. O siódmej Dorota zarządziła pobudkę. Zaraz po śniadaniu udali się do jednej z wrocławskich harcówek, gdzie spotkali się z resztą grupy. O dziewiątej rozpoczęły się zajęcia.
Przez cały dzień szkolenie koncentrowało się naprzemiennie na dwóch głównych wątkach: harcerstwie i młodych ludziach. Rozmawiali o tym czym jest harcerstwo, jaka jest rola ruchu, jakie są jego cele. Starali się również określić czym harcerstwo nie jest. Zastanawiali się co harcerstwo może zaoferować młodym i dlaczego właśnie ono, a nie coś innego.
Bardzo dużo czasu poświęcili młodym ludziom – ich potrzebom, problemom i oczekiwaniom. Scharakteryzowali sobie wszystkie grupy wiekowe - od najmłodszych, praktycznie przedszkolaków, poprzez dzieci w wieku szkolnym, gimnazjalistów, młodzież uczęszczającą do szkół średnich, aż po studentów, czyli osoby wchodzące w dorosłość. Najbardziej zaskakująca okazała się różnorodność potrzeb młodych ludzi. Nie tylko pomiędzy różnymi rocznikami, ale także w obrębie poszczególnych grup wiekowych.
Ewelina uświadomiła sobie, że jest już praktycznie w połowie swojej harcerskiej drogi. Dowiedziała się również, że jej rola cały czas się zmienia. To co dotąd było dla niej zabawą, formą spędzania wolnego czasu, czy po prostu okazją do poznania nowych ludzi stawało się powoli czymś bardziej poważnym, bardziej odpowiedzialnym. Wciąż jeszcze poszukiwała swojej przyszłej ścieżki (okazało się, że sam kurs jest formą poszukiwania), ale wkrótce będzie musiała się zdecydować, którą ścieżką dalej podążyć.
Wieczorny kominek poświęcony został idei harcerstwa. Punktem wyjścia było pytanie, które zadał uczestnikom kursu Adam i które brzmiało – czy warto się w ogóle w to angażować, czy warto poświęcać swój czas i energię na pracę z młodymi ludźmi. A jeżeli tak do dlaczego? Ewelinie dużo dała ta dyskusja.
***
Trzeci dzień spędzony we Wrocławiu minął jej bardzo szybko.
Rozpoczęli zajęciami na temat roli drużynowego. Wymienili się poglądami na temat cech, jakie cenią u instruktorów, z którymi stykają się na co dzień. Odegrali kilkanaście scenek, w których jako drużynowi musieli poradzić sobie z trudnymi sytuacjami, m.in. konfliktem pomiędzy zastępowymi, wypadkiem na obozie, lekceważeniem Prawa Harcerskiego przez harcerzy. Zajęcia okazały się tak zajmujące, że ani się obejrzeli a nadszedł czas obiadu.
Po południu zorganizowali giełdę dobrych pomysłów. Jeszcze w piątek powiedziano im, żeby dobrali się dwójkami i w ciągu dwóch dni przygotowali możliwie dużo propozycji programowych, które chcieliby zaprezentować pozostałym uczestnikom kursu. Forma prezentacji zależała wyłącznie od nich. Ewelina szybko dogadała się z Majką, że wspólnie przygotują swój zestaw propozycji. Zaczęły od zrobienia listy tego, co każda z nich pamiętała z własnej drużyny. Do tego dodały kilka pomysłów, na które wpadły im do głowy po drodze. Kilka rekwizytów, a przy okazji też kilka dobrych rad, podrzuciła im Dorota.
Na czas giełdy harcówka, w której odbywały się zajęcia całkowicie zmieniła swoje oblicze. Pojawiło się w niej sześć rozmaicie urządzonych, kolorowych stoisk. Przy każdym z nich stała zawsze jedna osoba prezentująca wszystkim zainteresowanym przygotowane propozycje. W tym samym czasie pozostali kursanci oraz kadra odwiedzali je, oglądali, słuchali, dopytywali i zapisywali sobie co ciekawsze pomysły.
Po tym popołudniu, Ewelinie w pamięci zostało przede wszystkim wrażenie różnorodności gier, zabaw i imprez, jakie można organizować w harcerstwie.
***
Z pierwszego kursowego spotkania Ewelina wróciła do domu niezwykle podekscytowana. Pomysły, o których dowiedziała się na zajęciach zapragnęła od razu wprowadzać w życie. Już następnego dnia po powrocie, podczas spotkania z Anią przedstawiła całą listę kilkunastu propozycji, które można by wykorzystać w drużynie. Ania ze śmiechem przyjęła tę nową falę entuzjazmu. Wspólnie zdecydowały, że urzeczywistnianie nowych idei rozpoczną od udoskonalenia zasad oraz wzbogacenia form współzawodnictwa pomiędzy zastępami.
***
Kolejne, dłuższe, pięciodniowe spotkanie kursu zaplanowano na okres zimowy. Miało się ono odbyć gdzieś w Polsce, z dala od cywilizacji. Gdzie dokładniej - tego uczestnikom kursu nie powiedziano. Ewelina zaczęła się już jednak przyzwyczajać do tych wszystkich tajemnic i niedopowiedzeń. Czuła, że jak przyjdzie czas to się wszystkiego dowie. I rzeczywiście na krótko przed Świętami Bożego Narodzenia dostała krótki list zawierający listę kilkunastu cyfr. Długo nie mogła rozszyfrować przesłanej jej wiadomości. Także Ania nie miała pomysłu na rozwiązanie zagadki. Minęło kilka dni i Ewelina zaczęła się trochę niepokoić. A co jeśli nie rozszyfruje wiadomości? Na szczęście z pomocą przyszli jej koledzy z zaprzyjaźnionej drużyny wędrowniczej. Okazało się, że cyfry oznaczają w istocie datę, godzinę oraz współrzędne miejsca kolejnego spotkania.
***
W porównaniu z rozszyfrowaniem wiadomości, dotarcie na miejsce spotkania okazało się już całkiem proste. Najpierw kilka godzin w pociągu, potem kilkanaście kilometrów PKS-em, a na koniec dwie godziny marszu z mapą, busolą i GPS-em. Dotarcie do wskazanego punktu zajęło Ewelinie dokładnie tyle czasu ile sobie zaplanowała, co biorąc pod uwagę fakt, że nie wszyscy przybyli na czas, dało jej to niemałą satysfakcję.
***
Drugą część kursu zorganizowano w starej, zagubionej w środku lasu leśniczówce. Miejsce faktycznie okazało się być odciętym od cywilizacji odludziem. Do najbliższej wsi było dwanaście kilometrów. W leśniczówce nie było ani prądu, ani żadnych innych mediów. Do ogrzewania używano drewna, którym palono w kominku oraz w starym kaflowym piecu. Wodę czerpano z tradycyjnej studni, zaś wyprawa po zaopatrzenie do nadleśnictwa (po jedzenie chodzili codziennie rano) trwała co najmniej trzy godziny. Jak się ponadto szybko okazało, leśniczówka leżała w miejscu gdzie zasięgu nie miała żadna z sieci komórkowych.
Spartańskie warunki i odcięcie od cywilizacji pomogły im jednak skoncentrować się na tym co na kursie było najważniejsze, czyli na zdobywaniu wiedzy i szlifowaniu umiejętności niezbędnych do pracy z drużyną. Nic ich nie rozpraszało. Ewelina z zaskoczeniem spostrzegła, że przestała nawet zwracać uwagę na to która jest godzina. O ile w domu, w szkole, czy podczas zbiórek zawsze co chwila patrzyła na zegarek, o tyle w tej leśnej głuszy praktycznie o nim zapomniała.
***
Pierwszy dzień rozpoczął się obiadem. Zaraz po nim odbyły się pierwsze zajęcia polegające na podsumowaniu zadań, które mieli do wykonania w czasie pomiędzy spotkaniami – należało przygotować konspekt zbiórki, a także zastanowić się nad profilem, polem służby lub specjalizacją dla swojej przyszłej drużyny. Ewelina, której pasją była muzyka postanowiła, że opracuje i przedstawi reszcie grupy plan festiwalu piosenki, który miała zorganizować w tym roku dla całego szczepu. Festiwal był pierwszym tak poważnym przedsięwzięciem, za które odpowiadała sama od początku do końca. Podobnie, jak w przypadku pozostałych kursantów, także i jej konspekt, po tym jak go zaprezentowała, poddany został pod dyskusję. Kadra zadała jej kilka trudnych pytań dotyczących zasad organizacji, a zwłaszcza prowadzenia tego typu imprez. Pozostali uczestnicy również podzieli się swoimi uwagami. Ci z większym doświadczeniem podrzucili jej kilka pomysłów na uatrakcyjnienie imprezy.
Przy okazji omawiania specjalizacji, które część uczestników wymyśliła sobie dla swoich przyszłych drużyn (Ewelina nie mogąc się zdecydować na jedną, opowiedziała o dwóch - ogólnoartystycznej i muzycznej), wywiązała się bardzo długa i burzliwa dyskusja na temat tego, czy wąska specjalizacja drużyny harcerskiej nie powoduje, że w którymś momencie zmienia się ona w zwykły klub zainteresowań. Ewelina, podobnie jak parę innych osób, uważała, że nie, ale nie wszyscy podzielali ten punkt widzenia.
Wieczorne zajęcia poświęcono z kolei komunikacji międzyludzkiej. Były scenki, gry oraz ćwiczenia w małych grupach. Mnóstwo śmiechu, ale też kilka emocjonalnych scen oraz zaskakująco ostrych wypowiedzi, gdy odgrywający na serio wczuli się w swoje role. Ewelinie najbardziej utkwiło w pamięci ćwiczenie pokazujące, jak harcerze odbierają drużynowego, który na zbiórce pięknie opowiada swoim podopiecznym o harcerskich ideałach, podczas gdy w codziennym życiu zachowuje się tak, jakby zupełnie o nich nie pamiętał.
Wieczór zakończył się kominkiem, podczas którego każdy z uczestników miał za zadanie w gawędziarskim stylu opowiedzieć jedną ze swoich harcerskich przygód. Zakończenie dnia zapowiadało się więc całkiem zwyczajnie, a wyszło, co zaskoczyło chyba też samą kadrę, niezwykle. Historie były oczywiście różne - jedne wesołe, budzące uśmiech u słuchających, inne poważne, zmuszające do refleksji. Towarzyszący tym opowieściom, prawdziwy, trzaskający w kominku ogień, jego łagodny blask, rozleniwiające ciepło i senna atmosfera spowodowały jednak, że słuchający poczuli się jakby przeniesiono ich do tych wszystkich dwunastu czasów i miejsc, o których po kolei opowiadali siedzący w kręgu przybyli z całej Polski harcerze. Ewelina poczuła wtedy, że łączy ją z pozostałymi jakaś niesamowita, niemal magiczna więź. Po tym, jak kominek się skończył, długo jeszcze spoglądała na skaczące płomienie, nim usnęła.
***
Kolejne dni wypełniły im różnorodne zajęcia. Uczyli się o tym, jak realizować misję harcerstwa oraz czym tak naprawdę jest harcerski program. Poznawali metodę harcerską, w tym różne warianty jej stosowania. Poznawali specyfikę funkcjonowania małych grup. Analizowali, jak działają drużyny i zastępy oraz jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby działały one prawidłowo. Poznawali i ćwiczyli różne formy pracy harcerskiej. Próbowali wymyślać własne, całkowicie autorskie sposoby realizacji programu. Na podstawie posiadanej wiedzy, materiałów dostępnych w biblioteczce kursowej oraz doświadczeń wyniesionych z własnych środowisk, spisali całą księgę tematycznie posegregowanych propozycji programowych. Wszystkie zostały opatrzone komentarzem kiedy, jak oraz z jakimi grupami wiekowymi można je stosować.
Wieczorami rozmawiali o wartościach, a także o Przyrzeczeniu i Prawie Harcerskim. Dyskutowali o ideałach służby, braterstwa i pracy nad sobą.
Dużo czasu poświęcili roli jaką harcerstwo spełnia w społeczeństwie. Rozmawiali o równowadze, jaką powinno się zachowywać pomiędzy działaniem w harcerstwie, a szkołą i życiem rodzinnym oraz o tym, że harcerstwo powinno być otwarte, i że nie wolno im pozwolić, aby stało się ono dla nich i ich harcerzy zamkniętym światem.
***
Ewelina nawet nie zauważyła kiedy wyjazd dobiegł końca. Oderwanie od cywilizacji, utrata poczucia czasu, prowadzone nieustannie różnymi formami zajęcia spowodowały, że te kilka dni zlało się jej w jeden ciąg rozmaitych wrażeń, spostrzeżeń i doświadczeń. Pożegnalny krąg, jaki zawiązali na ośnieżonej polanej, wśród szumiących świerków i sosen był dla niej całkowitym zaskoczeniem. Jak to? Kiedy ten czas minął? Dlaczego tak szybko? Gdy przyszło jej po raz ostatni przekazać iskierkę Majce niemal się rozpłakała.
***
Ewelina odrywa wzrok od ciemności, białych drobinek śniegu i świateł za oknem. Wzdycha cicho.
Od kilku godzin żyje wciąż jeszcze świeżymi wspomnieniami. Przed oczami ma uśmiechnięte twarze wszystkich nowych przyjaciół – Majki, Witka, Tomka i innych. Już tęskni za nimi. Czuje się zupełnie jak po pierwszym dniu swojego pierwszego harcerskiego obozu – tysiące myśli, fale gorących emocji, z których żadna nie trwa dłużej niż kilka sekund.
Rozgląda się po przedziale. Starsza Pani nadal drzemie. Pana z gazetą już nie ma. Wysiadł. Dwie albo trzy stacje temu. Widziała przez okno, jak opatulony płaszczem, z teczką pod ręką przedzierał się przez śnieżycę w stronę dworca.
Monotonny stukot kół pociągu usypia. Ciepło promieniujące z grzejnika rozleniwia. Dobrze, że następne spotkanie kursu już za miesiąc. Mają je zorganizować gdzieś w górach. To już chyba będzie wiosna - myśli jeszcze, uśmiechając się w duchu. Powieki opadają, zasypia..
.. a myśli przemieniają się w senne marzenia.
Podobne artykuły
Przyjaciel harcerstwa. W ZHP pełnił funkcje zastępowego, przybocznego, drużynowego, Komendanta Hufca Piaseczno i Kierownika Wydziału Wdrażania Strategii GK. Z zawodu menedżer, ekspert ds. zarządzania. Pracuje w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, gdzie nadzoruje zarządzanie strategicznymi projektami. Współpracuje z różnymi organizacjami pozarządowymi. Pasjonuje się wszystkim, co związane z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego. Zainteresowania: podróże po Polsce i świecie, political fiction, SF i fantasy, muzyka lat 80/90tych.
Mała uwaga redakcyjna – kursywa jest słabo czytelna na monitorach, więc zmieńcie ją najlepiej na normalne pismo.
Naprawdę dobrze się czyta.Pamiętam jak z mojego kursu zastępowych (Rany,ile to już lat !) wracałam rozgorączkowana przeżyciami, jak nie mogłam usnąć i płakałam z tęsknoty za przyjaciółmi. Moim marzeniem jest taki kurs, kurs który obudzi te same uczucia w moich druzynowych.Moim marzeniem są druzyny prowadzone przez kogoś kto wraca z kursu pelen nowych pomysłów i potrafi swój zapał rozłozyć na cały okres bycia drużynowym – nie na miesiąc po kursie.