Czekanie na Bogdana W.
„Powszechnie wiadomo, że coś jest niemożliwe do zrobienia, aż przyjdzie ktoś kto nie wie, że to jest niemożliwe i to zrobi.”
W 1986 roku reprezentacja Polski w piłce ręcznej mężczyzn zajęła w mistrzostwach świata 14. miejsce. Cztery lata później była 11. Przez kolejnych 13 lat w tej imprezie nie graliśmy, by w roku 2003 zająć miejsce 10. Na Igrzyskach Olimpijskich w 1980 roku zajęliśmy 7. miejsce, przez kolejne 28 lat w nich nie występowaliśmy. Podsumowując – bez szału, rzec można – bardzo źle. I wtedy nastał październik 2004 roku. Pojawił się On. Bogdan Wenta.
43-latek na pewno odróżniał się od zasłużonych działaczy, którzy przez wiele lat rządzili Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce. Miał wizję, miał pomysł, miał plan – pewnie poprzednicy również. Ale co ważne – był już wtedy postacią dużego formatu. W reprezentacji Polski rozegrał 185 meczów. W zagranicznych klubach zdobył 4 razy europejskie puchary. Grał w FC Barcelona, której sekcja piłki ręcznej odnosi sukcesy porównywalne z sekcją piłki nożnej. Jak sądzę, już na wejściu miał u polskich zawodników duży autorytet, w końcu był jednym z nich, a może nawet kimś ponad to. Był ucieleśnieniem ich marzeń. Okazał się również znakomitym trenerem.
Przez nieco ponad cztery lata za kadencji Bogdana Wenty zdobyliśmy wicemistrzostwo świata, superpuchar Europy, 5. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich, na tegorocznych mistrzostwach świata Polacy zdobyli brązowy medal. W cztery lata osiągnęliśmy więcej niż w całej historii występów reprezentacji Polski w oficjalnych spotkaniach.
A mi się marzy taki Bogdan w ZHP, nazwijmy go nawet hm. Bogdan. Pod koniec bieżącego roku będziemy wybierać nowego naczelnika ZHP. Nie chcę, żebyśmy wybierali dobrego urzędnika, sprawnego finansistę czy utalentowanego menadżera. Chcę wodza i lidera. Autorytetu i osobowości. Kogoś nietuzinkowego, kto porwie mnie i 100 tysięcy moich braci skautów do wielkiej przygody. Umiał to zrobić de Gaulle z Francuzami, Piłsudski z Polakami, a ostatnio Obama z Amerykanami. Pewnie umiał Baden-Powell ze swoimi żołnierzami.
Nieważne czy hm. Bogdan ma 28 czy 75 lat. Nieważne czy jest komendantem chorągwi czy zasiada w hufcowej KSI. Może jest już harcmistrzem od 30 lat, a może zamknie próbę w lipcu tego roku. To naprawdę drugo czy trzeciorzędne. Najważniejsze, żeby pojawił się ktoś, kto pozwoli nam znowu uwierzyć, że ZHP to nie bankrut i nieboszczyk. Niech będzie to człowiek, który potrafił będzie roztaczać śmiałe wizje, takie jak „ZHP za 30 lat” – kto dziś zadaje sobie takie pytania? Niech będzie to osoba spokojna wewnętrznie, poukładana, tak aby odważne decyzje i krytyka po nich się pojawiająca nie zbijały jej z tropu. Niech umie słuchać, ale niech nie słucha każdego. Są bowiem tacy, do rad których stosować się nie warto. Defetyści i wspomniani już przeze mnie tchórze i cynicy. Hm. Bogdan nie będzie uginał się pod ich wpływem.
Instruktor instruktorów, lider liderów ma być kimś. Osobowością, nietuzinkową postacią, ze swoją FC Barceloną w historii. Może i lepiej będzie jeśli dziś nie czyta „Czuwaj” czy zhp24.net, nie jest instruktorem GK, Rady Naczelnej czy chorągwi. Wszak Bogdan Wenta nie mieszkał 11 lat w Polsce, ale w Europie Zachodniej, gdzie chyba defetyzmu mniej.
Niech będzie to człowiek cieszący się życiem i czerpiący satysfakcję ze swoich sukcesów. Dla hm. Bogdana poczwórnie pleciony skórzany sznur nie będzie spełnieniem marzeń, będzie raczej kolejną fantastyczną przygodą, po której będzie mógł zostawić świat trochę lepszym. Ale szukać takiej przygody będzie mógł gdzie indziej – jako adiunkt na Uniwersytecie, w radzie nadzorczej dużej spółki, w wyczynowym sporcie, w redakcji dużej gazety czy jako wybitny chirurg w dobrej amerykańskiej klinice. To on będzie dla ZHP, nie ZHP dla niego. Ale hm. Bogdan wcale nie będzie szczycił się swoim poświęceniem, będzie je przyjmował z radością.
Hm. Bogdanie, szukamy Cię! Jeśli znacie hm. Bogdana, powiedzcie mu, żeby koniecznie spróbował zostać naczelnikiem naszego stowarzyszenia. On już taki jest, że na pewno się zgodzi. A kiedy już będzie naszym wodzem i nadejdzie sytuacja kryzysowa, to powie coś takiego: „Jak wprowadzą siódmego zawodnika, mają 15 sekund. Przerywać i mamy pustą bramkę. Tylko spokojnie, mamy dużo czasu.”
I będzie pięknie, mniej więcej tak: http://pl.youtube.com/watch?v=O9vB9YQCRGE

Abstrahując już od treści (mogę napisać na harceskim blogu słowo „zajebisty”?), to i forma powala.
Mam tylko nadzieję, że nowy naczelnik nie będzie dla Wielkopolan tym kim był Piłsudski czy dla integracji europejskiej tym kim był de Gaulle.
Dobry tekst Kuba :) Jednak obawiam się, że dobry lider nie załatwi sprawy, on też może bić głową w mur, chociażby z powodu skostniałej struktury (mówiąc wprost i w przenośni), czy „harcerskich eksperymentów” z ustawą prawo o stowarzyszeniach.
Jestem ZA, a nawet ZA !
Ja myślę,że nie trafimy ani w bramkę ani w Bogdana. Tekst piękny, pozytywny, bajeczny, nietuzinkowy itd ale nie przepadam za opowieściami z mchu i paproci. To jak w polityce, jeden rząd zły i drugi nie będzie lepszy, kolejny tym bardziej… Zmieniają się głowy a tułów cały czas ten sam.
Ja swoje marzenia zaczęłabym niżej, a raczej właśnie od tego tułowia. Wymieniłabym ręce, nogi, powiększyła uszy i zmniejszyła usta żeby zamiast obiecywać czasem przełknęły ślinę.
W moim działaniu nie odczuwam oddechu naczelniczki na karku, raczej ciągły odór z niższego piętra struktury.Czasem w gąszczu przepisów, pism do wypełnienia i pieczątek do przybicia moje sprawy więzną np w chorągwi.
Jeśli Bogdan miałby się znaleźć to chciałabym go widzieć jak działa.Chciałabym,że moi harcerze znali go i szanowali a nie dziwili się ” To Maślanka już nie jest naczelnikiem? ”
PS nie to,żeby był jakiś wyjatkowy , po prostu miał śmieszne nazwisko… Nie chcę,żeby to wyrózniało Bogdana
Karola, nie wiem, czy forum ZHP to najlepsze miejsce na stwierdzenia, że Maślanka to śmieszne nazwisko (wyśmiewanie czyjegoś nazwiska uważam za jedno z najbardziej przykrych zachowań) i o odorze z niższego piętra. Nie wiem, jaką chorągiew reprezentujesz, ale pamiętaj, że często papierologia i gąszcz przepisów, w których utykają Twoje sprawy wynikają z przepisów państwowych i wewnętrznych ZHP, które w większości przypadków nie są tworzone na szczeblu chorągwianym.