Bracia nasi leniwi
Lista dyskusyjna „Czuwaj” puchnie od maili – to znak, że w harcerskim świecie pojawił się gorący temat. Gorący, ale nie nowy – sprawa sporu o prawo do krzyża harcerskiego trwa już dobrych kilka lat. Ostatnio jednak na nowo podgrzał ją sprzeciw do Urzędu Patentowego złożony przez Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej. Znajdziecie go tutaj.
O samym prawie do krzyża dyskutować nie chcę, skupiłbym się raczej na stylistyce tego pisma i argumentach, które tam padają. To nie pierwszy taki sygnał. Chciałem napisać „ze strony ZHR”. Ale nie napiszę. Bo jak sądzę, poglądy reprezentowane w tym piśmie nie są poglądami wszystkich członków bratniego stowarzyszenia, co więcej – chciałbym wierzyć, że nie większości. Roboczo i na potrzeby tego tekstu przyjmę więc tezę, że to 1/3 ZHR.
Tak więc – to nie pierwszy taki sygnał ze strony 1/3 ZHR. Ot – kilka przykładów:
Jacek Garboliński (który przeszedł z ZHP do ZHR) pisze w „Pobudce” z kwietnia 2008, że jego nowa organizacja oferuje:
„…system stopni, metodykę opartą o pracę systemem zastępowym, ponadto zachowa charakter społecznej pracy oraz będzie umożliwiała mi posiadanie większego wpływu na to, co się niej dzieje. W ZHP takich możliwości nie ma lub za niedługi czas nie będzie”.
Pod tym samym artykułem Marek Kamecki (instruktor ZHR) pisze:
„Niestety jest dużo znacznie smutniej – ciężko mi namierzyć jakiekolwiek autentyczne środowiska harcerskie w ZHP, autentyczne tzn. prowadzące pracę wychowawczą w oparciu o metodę harc. przez cały rok”.
Dochodzimy wreszcie do słynnego ostatnimi czasy pisma – w nim czytamy, że ZHP to:
„…organizacja dziecięca komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, która w 1956 roku w Łodzi przejęła nazwę Związku Harcerstwa Polskiego i jego symbole”.
Miałem też okazję, dzięki znakomicie przygotowanej transmisji internetowej X Zjazdu ZHR, obserwować jego obrady. I choć było to 10 miesięcy temu, to wciąż w pamięci mam cytaty takie jak „Musimy postawić ZHP ultimatum” czy „Czas pokojowych negocjacji się skończył”.
Nie da się ukryć – 1/3 ZHR nas nie lubi. 1/3 ZHR uznaje nas za wrogów, odmawia nam prawa do nazywania się organizacją harcerską, widzi na nas przez pryzmat „postkomunistycznych złogów”. Patrzy na nas z góry i nie wiedzieć czemu, uznaje się za jedyne prawdziwe harcerstwo, bo przecież niektórym „ciężko namierzyć jakiekolwiek autentyczne środowiska harcerskie w ZHP”.
Nie będę bronił ZHP przed tymi zarzutami. Oskarżam jednak 1/3 ZHR o coś, czego pewnie się nie spodziewa. O lenistwo. To jest tak:
Kilku starych znajomych spotyka się wieczorem na partii brydża i kieliszku wina. Rozmawiają przy okazji o kryzysie finansowym. Sprawa jest skomplikowana. – mówi jeden. No tak, niełatwo znaleźć jego źródło. – odpowiada drugi. Dyskusja toczy się w tym tonie, aż wreszcie ktoś rzuca hasło: A myślicie, że Żydzi to nic z tym nie mają wspólnego? Chwila ciszy, jeden z kolegów odpowiada: Daj spokój Kazik, jacy znowu Żydzi? Wtrąca się jednak ktoś inny: Nie przeszkadzaj Kazikowi, daj mu skończyć. I tak toczy się dyskusja – jedni za, drudzy przeciw. W końcu osiąga ona taki poziom absurdu, że niektórzy postanawiają od stołu brydżowego wstać i nie dopijając wina oburzeni wychodzą. Zostają ci najbardziej radykalni, nawzajem się nakręcając i podając wciąż nowe argumenty za tym, że to Żydzi stoją za pikującymi indeksami giełd i wzrostem bezrobocia. Tych radykalnych jest jakaś… 1/3.
Która odpowiedź na pytanie o źródło kryzysu będzie bardziej medialna? Która będzie głośniejsza? Oczywiście ta o Żydach. Cały problem polega na tym, że nie ten kto mówi najgłośniej, mówi najmądrzej. Łatwo jest mu jednak pozyskać zwolenników swojej tezy. Ludzie są bowiem z natury istotami leniwymi i wolą świat opisywany prostymi prawami. A i liderzy, gdyby uspokoili swoje emocje i zdecydowali się rozważać same racjonalne argumenty, stwierdziliby jednak, że problemu kryzysu finansowego nie rozwiąże się na wieczornej partii brydża. Lepszym miejscem na znalezienie jego źródła jest Oxford, Cambridge, Yale czy Harvard. No ale dostać się tam – to wymaga wysiłku, bo najlepsze uniwersytety świata to nie miejsce dla ludzi leniwych intelektualnie. Obecny stan ZHP to moim zdaniem temat na doktorat, jeśli nie habilitację. Tylko na tym blogu napisaliśmy o naszym stowarzyszeniu prawie 100 tekstów. Przeczytałem je prawie wszystkie i mam wrażenie, że wiem o ZHP ciągle bardzo mało.
Daję sobie uciąć rękę, że spotkania podobne do tych, które opisałem, odbywają instruktorzy bratniej organizacji (oczywiście nie przy winie i kartach). Dyskutują o sytuacji w polskim ruchu harcerskim i coraz bardziej radykalizują swoje stanowiska. Obserwując X Zjazd ZHR miałem wrażenie, że niektórzy delegaci licytują się „kto bardziej, kto głośniej, kto mocniej”. Ciężko przez taką logikę przebić się głosom rozsądku, choćby było ich 2/3. Najsmutniej jednak by było, gdyby okazało się, że tych 2/3 nie ma…

Szkoda, Jakubie, że popełniłeś cały ten artykuł nie na temat (tak istotny i gorący), ale wysuwając argumenty „ad personam” – już od starożytności różniące od logicznej dyskusji. Bardzo szkoda tylu słów i „złej krwi”. Oskarżasz o działania przeciw braterstwu w niecały tydzień po 22 lutym, co jednocześnie robiąc?
cóż… radykałowie zawsze mieli posłuch :) Wystarczy głośno krzyczeć, a tłum do klaskania zawsze się znajdzie. Szkoda, że harcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa KAŻDEGO innego harcerza…
Ale to w dzień myśli braterskiej nie można mówić prawdy? No a już przynajmniej wyrażać swojego poglądu?
można, jeśli zasłoni się krzyż ;)
Albo ściągnie mundur :-)
Autor wyraźnie się zagalopował. Ton cytowanego pisma jest zdeterminowany jego prawnym charakterem. To tak jakby narzekać, że akt oskarżenia jest sformułowany w tonie oskarżycielskim.
W piśmie, mającym na celu wykazać, że krzyżem posługiwały się różne organizacje nie można pominąć, że powojenne harcerstwo nie było prostą kontynuacją przedwojennego. Jeżeli nawet fakty przytoczone w piśmie są nieprawdziwe, wypadało by to wykazać. Dh Jakub zamiast wykazać woli się oburzyć.
Autor pisze, że „o prawie do krzyża dyskutować nie chce”. A szkoda. Bo sam fakt wystąpienia o uznanie krzyża za znak towarowy, na który ZHP miałby wyłączność jest głęboko niestosowny.
A już porównywanie swoich przeciwników do oszołomów i antysemitów nie świadczy o kulturze dyskusji i jest sztuczką tyle oklepaną, co wyjątkowo niskiego poziomu.
1. Nie chcę dyskutować o prawie do krzyża, bo nie znam argumentów wszystkich stron. Ale skoro zostałem wywołany do odpowiedzi…
2. Na tyle, na ile znam tę sprawę na dziś, jestem zwolennikiem podzielenia się prawami do krzyża z ZHR.
3. Uważam, że cała ta sprawa to jak „sprawdzam” w pokerze. Pokazuje co tak na prawdę o sobie nawzajem myślimy. I bardzo dobrze. Lubię jasne sytuacje.
4. Uważam, że wiele twierdzeń padających ze strony 1/3 ZHR jest obraźliwych dla mnie, jako członka ZHP.
5. W tekście nikogo nie porównuje do oszołomów ani antysemitów. To nadinterpretacja.
6. Uważam 1/3 ZHR za radykałów – to fakt.
7. Podtrzymuję wszystkie twierdzenia przedstawione w tekście.
8. Pozdrawiam:)
Dużo można się dowiedzieć z komentarzy. Na przykład tego, że do braterstwa jesteśmy zobowiązani w okolicach 22 lutego (w inne dni nie), że jeśli pismo jest w tonie prawnym, to znaczy, że można w nim jawnie kłamać i że najlepiej pouczać innych w internecie anonimowo, schowanym za ksywką strażnika z teksasu.
Bardzo dobra lekcja dla mnie. Postaram się zapamiętać.
Rafał Klepacz
Tym bardziej, że to lekcja dana przez tchórza – anonima. Sorry.
moim zdaniem, mimo wszystko ZHR zawsze będzie konkurencyjną organizacyją dla ZHP, a ZHP będzie konkurencyjną organizacją dla ZHR. możemy oczywiście w pewnych kwestiach współdziałać, ale w naszej polskiej mentalności zawsze będziemy konkurować. trzeba dużo pracy i dużo czasu (wiele lat) aby to zmienić. to napewno nie będzie nasze pokolenie.
My chyba mamy w ZHP poczucie dość nieokreślonej ?winy?. Nasza jest więc ?wina?, iż powstał ZHR, to z naszej przyczyny do tej organizacji przeszła część kadry i środowisk. My też jesteśmy przyczynkiem do tego, że na każdym kroku oglądamy się na ZHR. W imię braterstwa zapraszamy na nasze uroczystości ? np. zjazd w Bydgoszczy ? i wysłuchujemy tyrad na nasz temat. Staramy się wspólnie organizować różne przedsięwzięcia ? i słyszymy, że brak w naszej organizacji harcerstwa.
Mam szczerze tego dosyć. Skoro komuś z nami, z ZHP, nie po drodze to potrafię zrozumieć, iż ma inny sposób na działanie. Życzę mu powodzenia w jego działaniu. I koniec. Nasze drogi się rozeszły.
Dziś ZHR podgryza nas o Krzyż ? gdy jakieś jedenaście, może piętnaście lat temu, w gronie instruktorów mojego hufca snułem wizję podobną do dzisiejszej sytuacji zostałem zakrzyczany. Wszak harcerze tak nie postępują! I co?
Boję się, że za jakiś czas, ktoś w ZHR dojdzie do wniosku, że należy się im jakaś część naszego majątku. Może jakaś baza nad jeziorem, a może proporcjonalnie 10 lub 15 procent całego naszego dorobku. Może nastanie taki czas, że przyjdzie do hufca, tak po bratersku, człowiek z ZHR i zażąda kilku namiotów. Oczywiście w imię braterstwa.
Nie zgadzam się na takie rozwiązania. Moim zdaniem, jeśli ktoś zmienia przysłowiową piaskownicę to niech sam sobie lepi babki. Niech sam pracuje na swoje zabawki, na piasek i wszystkie inne rzeczy potrzebne do działania. Niech ZHR opracuje swoje odznaki! Swoje symbole! I niech się odharcerzy od ZHP!
ZHR szuka ciągle korzeni i dlatego specjalnie bądź też przypadkowo zawłaszcza cześć historii całego ruchu harcerskiego w Polsce. ta organizacja ma dopiero 20 lat! z początku odrzucali wszystko co związane było z ZHP, aby się odciąć. to co się dzieje teraz świadczy o tym że Mirowski miał rację zostając i mówiąc że potrzeba zmian a nie likwidacji.
powinniśmy też być dalecy od budowania atmosfery konfliktu z ZHR. bo to że są we władzach ZHR osoby, które chcą się jakoś wyróżnić i korzystają z negatywnego PR to nie znaczy że drużynowy drużyny ZHR w Lubinie ma takie same poglądy.
Moim zdaniem wobec władz ZHR i osób z tej organizacji, które ewidentnie próbują budować swoją pozycję na krytyce ZHP, powinniśmy być bardziej stanowczy. jednak wobec ZHR jako organizacji powinniśmy kontynuować wspólne działania.
Należałoby powiedzieć 1/3 góry ZHR, bo miałem do czynienia z kilkoma środowiskami ZHR i to kilkakrotnie, i na dole między drużynami i ich członkami nie ma wielkiej różnicy. Są środowiska, które wspólnie organizują imprezy i nie patrzą na przynależność.Muszę jednak stwierdzić, że nasze władze i nasi instruktorzy też nie są dłużni drugiej stronie. Gubimy we wzajemnych kontaktach to co jest podstawą ruchu skautowego i harcerstwa – braterstwo. Słowa jednej z harcerskich piosenek mówią:…, bo każdy spotkany harcerz byle morowy jest bratem…Cóż jednak mówić o braterstwie między harcerzami z różnych organizacji skoro wewnątrz naszej na niektórych poziomach też tego braterstwa nie ma. Dążmy do niego między wszystkimi harcerzami, a nie utyskujmy nad sobą nawzajem.
Jestem z macierzystej chorągwi autora, a właśnie u nas często dochodziło do częstych wspólnych działań obu organizacji.
Liczę na to, że w obu organizacjach zwycięży rozsądna większość co wpłynie na rzeczywistą odnowę ruchu harcerskiego.
Cóż jednak mówić o braterstwie między harcerzami z różnych organizacji skoro wewnątrz naszej na niektórych poziomach też tego braterstwa nie ma.
====
A to akurat prosto mi wytłumaczył kiedyś jeden instruktor ZHR. Powiedział mi, ze my z ZHP nie jesteśmy prawdziwymi harcerzami, tylko komunistycznymi, więc on wobec mnie nie musi stosować braterstwa. Według niego nie byłem harcerzem. Jak widać w piśmie, to kłamstwo jest powtarzane przez władze ZHR do dzisiaj.
Zgadzam się z Tobą co do konieczności (jeśli jest taka potrzeba) wspólnych inicjatyw. I jestem za budowaniem braterstwa (mimo wszystko, bo mam znajomych w ZHR, którzy mają zdrowe podejście do relacji między organizacjami). Ale wytłumacz mi, co to jest „rzeczywista odnowa ruchu harcerskiego”?
Postanowiłem ponownie zabrać głos w tej sprawie. Na wstępie chcę odpowiedzieć Rafałowi. Dla mnie ?rzeczywista odnowa ruchu harcerskiego?, to przede wszystkim powrót do wszystkich zasad i norm ruchu skautowego i harcerskiego. Bez żadnych wyjątków stosowanie ich na codzień, a nie wybieranie tylko najważniejszych. Tyle w skrócie, bo to sprawa godna nowego artykułu.
teraz jeszcze raz wrócę do samego głównego artykułu. Przeczytałem go ponownie, a poza tym przespałem się i przemyślałem. i chciałem wyjść od cytowanej wypowiedzi członka ZHR: „…organizacja dziecięca komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, która w 1956 roku w Łodzi przejęła nazwę Związku Harcerstwa Polskiego i jego symbole”. I tu rodzi się pytanie skąd pochodzą niektórzy instruktorzy ZHR. Należałem do harcerstwa i działałem w latach 1957 – 1976 w krakowskim harcerstwie i znam osobiście tych, którzy tworzyli ZHP1918, ZHR, POH czy SH. przecież oni ze mną należeli do tego samego jak stwierdzili komunistycznego harcerstwa. Oni uważają, że im można to wybaczyć, bo się zmienili, nie dają prawa innym do zmian. Zresztą ja nie miałem powodów do zmian swojej postawy, odkąd zostałem instruktorem mimo nacisków starałem się wychowywać swoich harcerzy korzystając z niezniszczalnych tradycji ruchu harcerskiego na naszych ziemiach. Moi harcerze są szanowanymi obywatelami, a wielu z nich działa zarówno ZHP jak i w ZHR. Z innymi, którzy już nie działają często się spotykamy i wspominamy dawne czasy.
Zatem w czym są lepsi moi byli koledzy instruktorzy, że mogą tak się mogą negatywnie wypowiadać między innymi i o mnie jako członku ZHP. Zresztą dla mnie ich wypowiedzi są mało ważne, skoro są kłamstwem, dla mnie autorytetem jest druh Stefan Mirowski, który do końca był wierny ZHP.
Wg mojej teorii, to rozłam harcerstwa nastąpił dlatego, że było za dużo ludzi chcących przejąć władzę nad odrodzonym ruchem harcerskim, nie starczyło funkcji w jednej organizacji.