search
top

Jak to jest z miłością?

Co dzień mijam gruchające ku sobie pary, ławki w parku są zapełnione przez świeżo zakochanych, a jednocześnie osobiście mogę na palcach jednej ręki wyliczyć udane, dłuższe niż miesiąc związki. Nie mówiąc już o ilości znanych starych panien.
Normalne jest, że aktorzy wiążą się, z kimś z zawodu, podobnie jak prawnicy, nauczyciele czy choćby lekarze. Z harcerzami nie jest inaczej. Bo skoro ZHP ma wychowywać do życia, to i do życia w rodzinie.

W środowiskach zawsze wrze od plotek, kto z kim, jak długo i jak to się skończyło. I właśnie, później zaczynają się robić problemy. Jeżeli dwójka instruktorów w jakiś sposób miłośnie się ze sobą związała, po czym burzliwie rozstała, odbija się to nie tylko na danej dwójce. W drużynie, szczepie czy innym zespole dalej przecież trzeba funkcjonować, podejmować wspólne decyzje. Z początku będzie trudno, ale w końcu się ułoży.
Ryzykiem szukania partnera w „firmie” jest ograniczona ilość kandydatów. W pewnym momencie, okaże się, że już wszyscy w jakiś sposób zostali „przerobieni” i to niestety, dalej będzie odbijać się na dziewczynie, nie dość, że bez partnera, to dorobi jej się łatę flirciary. I tak zwiększy stan samotnych instruktorek. Bo przecież, gdzie ona znajdzie takiego, który zrozumie czym jest dla niej harcerstwo jeśli nie tu? I tak błędne koło się zamyka.
Ale w zasadzie kim jest samotna dziewczyna? W szkole i na studiach z początku nie będzie się wyróżniać, znajdzie podobne do niej i razem będą szukać przyszłych partnerów. Im później tym gorzej… Po 35 roku życia zostanie nazwana odludkiem i tą, która nie potrafi utrzymać przy sobie mężczyzny. Facet, którego licznik przekroczy lat 35 i dalej będzie pozostawał w stanie wolnym, zostanie okrzykniętym playboyem i jeżeli potrafi o siebie zadbać jego życie będzie niczym George’a Clooney’a. Ale czy kobieta musi chcieć zostać kurą domową i spędzić lata gotując mężowi ciepły obiadek po pracy? Dziewczyny, które zechcą się wyrwać z tego schematu określi się jako feministki, a harcerki, za ciągle niedorosłe i wieczne wolontariuszki. A panowie oceniają wolne, wyzwolone panie za te, które nie umiały znaleźć partnera i udają, że nikogo nie potrzebują oraz mszczą się na całej reszcie rodzaju męskiego. Może i jest w tym szczypta prawdy. Każda z nas marzy o tym, że znajdzie swojego księcia z bajki, jeśli nie dochodzi jednak do tego przez dłuższy czas, to przecież jakoś trzeba dawać sobie radę. Nie pogrążymy się męskiej żałobie , tylko dlatego, że ktoś jest ślepy albo tchórzliwy. Bycie singielką nie musi oznaczać murów zakonu. Nasuwa się jednak pytanie czy wychodzenie samej w piątkowy wieczór, lub samotny wyjazd w góry jest aktem desperacji, czy wolności? Dziewczyna mająca lat 18-20 pragnie bycia z kimś, leżeli coś nie idzie po jej myśli, zapowiada nieuchronne staropanieństwo, ale przecież to nie prawda. Mimo wszystko liczba siedzących w parku samotnych jest mniejsza od tych obściskujących się zakochanych. Czy nie należy ufać że miłość nadejdzie ? Kiedy Clint Eastwood w ?Co się wydarzyło w Madison Country? mówi, że taka pewność zdarza się tylko raz w życiu, wierzę mu. Czekanie na nią może wiele zająć, ale gdy już się zjawi będzie najpiękniejszą rzeczą, która się nam w życiu przytrafi. Tak więc, czy nie można połączyć wolności i niezależności z czekaniem na tego jedynego? Nie znajdziemy przecież męża przed telewizorem w domu. Wszystkie poprzednie nieudane związki nie mogą hamować naszej drogi ku lepszemu. Desperacją jest wiązanie się tylko dla zaspokojenia potrzeby bycia z kimś. Takie zachowanie w końcu obróci się przeciwko nam, no bo znowu będziemy płakać, że ciąży na nas jakaś związana z mężczyznami klątwa. Cóż więc pozostaje robić? Nie przejmować się, robić swoje, aktywnie czekać, ale nie szukać, w końcu Mektub, wszystko jest zapisane.
Zatem dziewczyny- Wyjdźcie w świat, zobaczcie, działajcie, nie zamykajcie się w swoich hufcach, by nie skończyć jako 50letnia druhna, w szpilkach do munduru, która wszystko co miała poświęciła Związkowi, bo nie stworzyła innego. No i ktoś przecież musi napędzać maszynę i sprawiać, że kolejny nabór do zuchów będzie większy :)

VN:F [1.9.7_1111]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

  • Brak podobnych artykułów
Przewodniczka. W Hufcu pełniła funkcję od drużynowej, przez Przewodniczącą KRH do Zastępcy Komendanta Hufca, obecnie Zastępca Komendanta Szczepu Wilki z czym jest jej dobrze. Prywatnie studentka Uniwersytetu Śląskiego.

9 Responsesto “Jak to jest z miłością?”

  1. Ewa pisze:

    Szanowna Autorko,

    powyższy tekst jest bardzo niespójny; jedno zdanie czy akapit nie ma zupełnie związku z innym.
    Poza tym pragnę zwrócić uwagę na fakt, że w obecnym świecie termin ‘stara panna’ jest archaizmem. Kobietom udało wyzwolić się na tyle, że nie mają w życiu jednej drogi rozwoju – nie muszą być matką i żoną, żeby udowodnić światu, że są czegoś warte. Nie muszą definiować siebie przez związek z drugą osobą (tu konkretnie wskazanym przed Autorkę mężczyzną, co również nie jest takie oczywiste…). Nie potrzebują partnera, żeby czuć się spełnione. Grzechem nie jest bycie pięćdziesięciolatką w mundurze i szpilkach, kobiety mogą teraz robić ze swoim życiem, co im się podoba.
    Nie podobał mi się ten tekst. W mojej opinii jest nawoływaniem do desperackiego poszukiwania partnera… Dodatkowo głoszenie, że na każdego przyjdzie czas i każdego spotka miłość i każda z nas będzie miała męża, jeśli tylko go poszuka, jest nieprawdą. Bo nie każdą spotka miłość i nie każda będzie mieć męża. Bo na przykład nie chce, ma inną wizję przyszłości.

    Serdeczne pozdrowienia,
    Ewa

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Marysia pisze:

    Jak się domyślam autorka tego…artykułu(?!) niedawno przezyła jakiś zawód miłosny i swoje młodzieńcze, gorzkie przemyślenia postanowiła przelać na papier. Jesteś jeszcze młoda, niezbyt dużo wiesz o małżeństwie i rozwodach, i o byciu 35letnią singielką.

    Apeluje do autorki – NIE WRZUCAJ NA BLOGA CAŁEGO SWOJEGO PAMIETNIKA!!! Zachowaj część swoich przemyśleń tylko dla siebie. Artykuł poświęcony współczesnym kobietom – ich podejściu do życia, związku i roli w społeczeństwie mógłby być niezwykle ciekawy, gdyby tylko jego autorka wysiliła się i nieco przemyślała to co pisze, gdyby porozmawiała z różnymi kobietami (mężatkami, singielkami itp.), gdyby przeczytała chociaż kilka z tysięcy takich artykułów ukazujących się co miesiąc w Elle i innych podobnych magazynach (szczególnie polecam te na temat singli autorstwa Agnieszki Niezgody).

    Artykuły takie jak ten znacznie zaniżają poziom tego bloga, szczególnie jeśli nie mają absolutnie nic wspólnego z harcerstwem (za wyjatkiem zdania, ze w harcerstwie tez są pary!), dlatego bardzo Cię proszę zanim opublikujesz coś następnym razem zastanów się czy jest to coś co powinno się pojawić na blogu zhp.24 czy raczej na Twoim prywatnym.

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Zuzanna Zaleska pisze:

    Oprócz tego, że trudno znaleźć jasne przedstawienie i odniesienie się do problemu w powyższym tekście, to nie podoba mi się forsowanie przez Autorkę tezy tym, że kobieta może definiować swoją tożsamość najpełniej tylko w odniesieniu do mężczyzny. A ściślej ? do posiadania lub nieposiadania życiowego partnera. Zgadzam się z tym, że relacje są jedną z większych wartości w życiu, ale relacje ogólnie z ludźmi ? bliskimi, przyjaciółmi, rodziną, i znajomymi. W tym także relacje zażyłości, intymności i wspólnego dzielenia z kimś życia, jeśli taka wola dwojga.
    Zaś rozumienie sytuacji w ten tylko sposób, że każda pojedyncza kobieta albo czeka na męża i ?na pewno sobie kogoś znajdzie? albo przegrała swoje życie, bo ma pięćdziesiąt lat i chodzi w szpilkach do munduru, jest czarnobiałym, wąskim postrzeganiem kwestii ról społecznych i życiowego spełnienia. Poniekąd także szufladkowaniem i zmuszaniem tych, które są jeszcze młode, a wciąż żyją pojedynczo, do swoistego zawieszenia ?życia na kołku? i oczekiwania. Co więcej, pozostając w takiej konstrukcji rzeczywistości, nieuchronnie zmierza się do instrumentalizacji znalezionego ?wreszcie? partnera, którego główną rolą, przypisaną nawet podświadomie, stanie się dopełnienie osobowości partnerki (choć zapewne schemat ten może działać w obie strony).
    Oczywiście, każdy ma prawo do rozumienia ważnych spraw po swojemu, wolałabym jednak, aby wychowawcze działania podejmowane w ZHP skłaniały ku szerszemu spojrzeniu i wielości możliwości drogi życiowej. Zarówno tej z wyboru, jak i tej z przypadku.

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Marcin Bednarski pisze:

    „Gdy myślę o sprawach istotnych dla harcerstwa, zawsze na pierwszym planie jawi mi się w wyobraźni kształtującej przyszłość sylwetka instruktora. Może
    za mało o tym myślimy, mówimy, za mało w tym kierunku działamy, aby instruktorem był ktoś, kto przede wszystkim ma udane, szczęśliwie ułożone, własne? życie osobiste. (…) To młody człowiek, który ma uporządkowane życie rodzinne ? jako syn lub córka, jako narzeczony, mąż, ojciec, albo jako ktoś, kto świadomie wybrał dorosłe życie samotne.”

    Stefan Mirowski „Styl życia”

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. michalina32 pisze:

    To ja trochę zamiast autorki nawiążę do tematu:

    Harcerstwo stawia przed dorosłym człowiekiem kilka pułapek. O mężczyznach i wychowaniu do męskości pisał kiedyś Kuba. Kiedyś myślałam nieco więcej o pułapkach czyhających na kobietę.

    Zaangażowanie w działalność ruchu harcerskiego może być i często jest
    satysfakcjonujące
    daje poczucie przynależności do grupy
    daje poczucie wpływu na otaczającą rzeczywistość
    daje radość i zadowolenie
    pozwala nawiązać wiele relacji z innymi ludźmi
    .
    .
    .
    na pewnym etapie pozwala także realizować swoje potrzeby jako MATKI

    wrócę do tych pułapek.
    zdarza się, że organizacja wchłonie instruktorkę bardziej. Tak, że ta przegapi czas, gdy mogłaby z łatwością założyć rodzinę.
    Przegapi – to znaczy, że nie wybierze świadomie drogi samotności, tylko w tym (nie definiujmy jak długim) czasie skoncentruje się np. na prowadzeniu hufca lub szczepu.
    Będzie miała wkoło siebie wielu ludzi, jej potrzeby społeczne zostaną zrealizowane. Instynkt macierzyński (istnieje czy nie, budzi się czy nie) zostanie zrealizowany podczas opieki nad innymi dziećmi.

    I ‘obudzi się’ w wieku lat Xlat (każda w innym)
    i może przekonać się, że ludzie wkoło niej jakoś ułożyli sobie życie a ją to działanie ominęło i ŻE NIE JEST SZCZĘŚLIWA.
    Jeszcze gorzej może okazać się,
    gdy budzi się na koniec kadencji jakiejś władzy dla której przez ostatnie 15lat pracowała i nie ma innego niż harcerskie doświadczenia zawodowego.

    Zakończę pozytywnie:
    Co w takim przypadku robić?
    Pracować z kadrą i jako przełożeni każdego szczebla wspierać dorosłych ludzi w budowaniu dorosłego życia.

    A o szpilkach będzie osobny komentarz.

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. michalina32 pisze:

    A teraz jeszcze o szpilkach do munduru

    a właściwie o butach do munduru
    damskiego

    do munduru KOBIETY
    do spódnicy i bluzy koszulowej
    DOROSŁEJ KOBIETY

    która reprezentuje organizację w różnych miejscach

    czy ta kobieta ubrana w spódnicę i bluzkę koszulową (o zgrozo włożoną w tę spódnicę bez względu na rozmiar kobiety)
    na pewno powinna nosić wtedy wojskowe (pionierki? glany?)
    albo trekkingowe (po mieście?) buty????????

    bo ja wolałabym ją widziec w pantoflach

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  7. Dlatego założenia były takie:

    1. Polowo – koszula + spódnica polowa + buty polowe

    2. Galowo (pewnie osoby od pewnego wieku/tuszy same zdecydują kiedy tak się częściej ubierać) – koszula + spódnica galowa + buty odpowiednie (panowie spodnie galowe + buty odpowiednie)

    3a. Bardzo galowo (prezydent i inne nie stricte harcerskie imprezy) – zwykłe ubranie elegenackie (panie kostium, panowie garnitur), do tego ewentualnie apaszka harcerska / krawat harcerski, lub tylko znaczek ZHP wpięty w klapę.

    3b. W wariancie „na bogato”, jako opcja, stroje galowe harcerskie (coś jak stroje pań w bankach), ale im dłużej nad tym myślałem tym bardziej byłem przekonany że to bez sensu i wariant 3a jest o wiele lepszy.

    Kwestia mentalności. Bo jak W CYWILU?? :] Heh.

    Musiałem odpowiedzieć :)

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  8. michalina32 pisze:

    oj…i gdyby jeszcze można było bluzę mundurową wyłożyć NA spódnicę….

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  9. g00rek pisze:

    Chciałem , oj chciałem :)

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
top