search
top

Co sądzę o sądach

Podstawowym problemem, z jakim spotykam się rozmawiając na temat sądów harcerskich jest moja chęć przekonania innych, a już zwłaszcza członków tej władzy, że są to sądy koleżeńskie, niemające wiele wspólnego z sądami powszechnymi. Dlatego też oczekiwanie od nich rozbudowanej procedury działania jest nieuprawnione. Nie ma też powodu, aby uprawnienia tych organów były nadmiernie duże.

Mamy w ZHP bardzo rozbudowaną strukturę sądownictwa, bo aż trzystopniową. Istnieją sądy harcerskie w hufcach, chorągwiach, a i w końcu Naczelny Sąd Harcerski. Rozpocznijmy więc od rozważań, czy tak wieloczłonowy aparat (1+17+max 391) jest nam w ogóle potrzebny. Moim zdaniem zupełnie wystarczające byłoby pozostawienie dwustopniowej struktury, a więc likwidacja sądów hufcowych. Mitem jest twierdzenie, że na poziomie hufca sądy mają funkcję wychowawczą, bo oprócz zajmowania się przewinieniami dokonanymi przez członków ZHP edukują harcerzy i instruktorów. W większości wypadków są to kolegia osób, które widują się najwyżej 1 -2 w roku, aby wykazać spotkanie plenarne. Nie zarzucam im nawet, że nie działają, bo często jest tak, że po prostu nie mają nad czym pracować, nikt nikogo nie chce ukarać. Oczywiście, jeżeli gdzieś istnieją chlubne wyjątki i członkowie sądów zajmują się także pracą między spotkaniami, dbają o poziom wiedzy na temat naszego wewnętrznego prawa, stoją na straży Statutu i Prawa Harcerskiego – doskonale, należą im się gromkie brawa i szacunek! Jednak przekonany jestem, że mieszczą się oni w liczbie mniejszej niż kilka procent sądów ZHP.
Innym argumentem, jaki pada w środowiskach chcących posiadać własną „trzecią władzę” jest teza, że wszelkie „brudy najlepiej prać we własnym domu”. Coś w tym jest, ale… Za takim rozwiązaniem przemawia fakt, że z założenia osoby zasiadające w hufcowym sądzie harcerskim powinny znać obwinionego, bo przecież wszyscy pochodzą z jednego środowiska. Z drugiej strony sytuacja ta powoduje, że obiektywizm osób orzekających w sądach jest mocno zagrożony. Trudno przecież ustalić winę bądź niewinność kolegi z jednego szczepu…
Przeniesienie spraw o naruszenie Statutu czy Prawa Harcerskiego z poziomu hufca na poziom chorągwi posiada szereg zalet. Po pierwsze istnieje znacznie większa możliwość doboru osób do składu chorągwianego sądu harcerskiego, które będą potrafiły rozsądnie orzekać i godnie reprezentować tę władzę. Po drugie, w sądzie chorągwianym mamy niemal stuprocentową szansę doboru obiektywnego składu do rozpoznania sprawy, czyli delegowania do orzekania „sędziów”, którzy pochodzą z innego środowiska, niż obwiniony. W końcu, znaczenie sądu, jako władzy chorągwi, rola jego orzeczenia, będzie większa, a powaga tego organu wobec osób wywodzących się z poszczególnych hufców w moim przekonaniu jest wyższa, niż sądów hufcowych.
Najbardziej pragmatyczny argument jest dla mnie najtrudniejszy do podniesienia. Opieram się bowiem jedynie na własnym doświadczeniu i odczuciu, a nie na statystykach, bo zdaje się, takowe nie istnieją. Otóż według mnie liczba spraw, jakie rozpoznawane są w hufcach rocznie nie przekracza kilku w skali jednej chorągwi. O czym to świadczy? Na pewno o tym, że wystarczającym instrumentem do rozstrzygania w zakresie tych spraw byłyby sądy chorągwiane, nawet przy pozostawieniu dzisiejszej ich liczebności. Czy tak mała ilość spraw powinna rodzić przekonanie, że instruktorzy ZHP nie naruszają Statutu? Niestety nie. Nie trzeba mieć szerokich znajomości we wszystkich chorągwiach, aby wiedzieć, że jest wiele sytuacji, które winny znaleźć swój finał w orzeczeniu sądu harcerskiego (a niektóre nie tylko…), a pomimo tego nic się w tym kierunku nie wydarza. Świadczy to o niechęci, z jaką wszyscy korzystamy ze struktury harcerskiego sądownictwa. Proponuję więc wyniesienie spraw sądowych z hufców do chorągwi, przy jednoczesnym bardziej skrupulatnym wykorzystywaniu tego instrumentu.
Naczelny Sąd Harcerski. W moim przekonaniu najbardziej kontrowersyjna władza naczelna ostatniego pięciolecia. Targana skandalikami, skłaniająca się ku rozstrzygnięciom na tyle oderwanym od powszechnych oczekiwań grona instruktorskiego, a jednocześnie tak wątpliwie uzasadnianych merytorycznie, że co raz głośniej mówi się o konieczności jej likwidacji, a w każdym razie obniżeniu rangi. De facto likwidacja NSH musiałaby wiązać się z likwidacją całego pionu sądownictwa harcerskiego w ogóle. W świetle prawa powszechnego jest to oczywiście możliwe. Stowarzyszenie nie musi mieć bowiem własnego sądownictwa. Wydaje się jednak, że niemożliwa jest w przypadku naszego Związku eliminacja tej struktury. Jesteśmy dużą organizacją, wychowawczą, taką, w której egzekwowanie postaw zgodnych z przyjętym przez nas samych kodeksem postępowania ma walor wychowawczy. Potrzebujemy więc także osób, które w sytuacjach wątpliwych rozstrzygną o prawidłowości zachowań instruktorów. Istotną kompetencją, jaką posiada obecnie NSH, jest prawo dokonywania wykładni Statutu. Jest to naprawdę ogromne uprawnienie. Wagę korzystania z niego ilustruje najlepiej uchwała NSH podjęta w trakcie ostatniego, nadzwyczajnego zjazdu ZHP, okrzyknięta zabawnie przez mojego przyjaciela mianem „Lex Bednarczyk”, na cześć druha Rafała Bednarczyka, któremu NSH zabronił ponownego kandydowania do Głównej Kwatery ZHP, „odpowiednio” interpretując Statut. Nie ma sensu już pastwić się nad tą uchwałą (a i nie chciałbym podobnie jak Kowlak stać się tematem wystąpienia członków NSH w trakcie zebrania Rady Naczelnej), warto jednak zastanowić się, czy taki instrument, jak wykładnia Statutu, jest nam potrzebny? Z całą stanowczością odpowiem – tak. Prawo jest na tyle niedoskonałą materią, że nie da się uniknąć zapisów o wątpliwej treści. Wielu z Was mówi mi często: uproście regulaminy, instrukcje, Statut. Ja się nawet zgadzam z tą tendencją. Ale czy oznacza to, że unikniemy sytuacji, w których nagle okaże się, że co najmniej dwóch instruktorów inaczej zrozumie przepis? Czy uda się w prostych „harcerskich” słowach zapisać odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania, jakie zadaje drużynowy/szczepowy? Nie. Nie da się. Naczelny Sąd Harcerski musi pozostać naszym Sądem Najwyższym, z prawem do dokonywania wiążącej wykładni przepisów. Ufać trzeba jedynie, że Zjazd ZHP w swojej mądrości deleguje do składu tej władzy osoby, które będą potrafiły nie tylko korzystać z tego instrumentu, ale i rozsądnie się nim posługiwać, patrząc przez pryzmat problemu, a nie partykularnego interesu.
Słowem – reformując sądownictwo harcerskie zmierzajmy do tego, aby ograniczyć liczbę osób zasiadających w tych władzach, ale jednocześnie zadbajmy o to, aby maksymalnie wykorzystać doświadczenie instruktorów – sędziów. Tyle tylko, że świadomość potrzeby korzystania z sądu harcerskiego, jako instrumentu wychowawczego, budować musimy w harcerskich głowach, a nie jedynie regulaminowych zapisach.
A Wy? Jakie macie zdanie o sądach harcerskich w ZHP?

VN:F [1.9.7_1111]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

Ryszard Rutkowskiharcmistrz, instruktor hufca Goleniów, w chorągwi zachodniopomorskiej; jest szefem hufcowej KSI i KRH; był komendantem hufca, wiceprzewodniczącym chorągwianej komisji rewizyjnej, przewodniczącym chorągwianego sądu harcerskiego, członkiem komisji statutowo-regulaminowej Rady Naczelnej ZHP; prawnik, sędzia sądu rejonowego w Szczecinie

7 Responsesto “Co sądzę o sądach”

  1. Jak rzadko, zgadzam się z Tobą Ryszardzie.
    Może nie ze wszystkimi tezami, ale z pewnością z główną ideą.

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Cyryl pisze:

    :) Normalnie czytasz mi w myślach ;) :P

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. Karola pisze:

    W hufcach brak jest świadomości o istnieniu sądu harcerskiego na tym poziomie.Nie wyobrażam sobie,że mając potyczki z innym instruktorem lub członkiem komendy hufca miałaby mnie oceniać stronnicza osoba-a w sumie jest to nieuniknione nawet w licznym gronie hufcowej kadry.Powszechnie znany jest NSH, ale wydaje się zbyt odległą instytucją dla sporów, nawet tych poważnych, na szczeblu hufcowym.Może faktycznie chorągiew stoi w połowie drogi.Ale co kiedy i ta nie ma ani dobrej reputacji ani opinii w środowisku? Problem z harcerskim sądownictwem leży tak w braku informacji,jak i w mentalności.Kto będzie prał brudy hufca na poziomie chorągwi jeśli od lat toczą się nieformalne zawody hufców na jakość, prężność i „harcerskość”. Kto wniesie pozew jeśli liczy się braterstwo i dialog. Przede wszystkim zadaje sobie pytanie który z hufcowych instruktorów ma świadomość takiej możliwości.
    Sądy harcerskie są instytucją owianą tajemnicą z mnóstwem historii i opowieści. Raczej odstraszają niż zachęcają do uczciwego rozwiązania konfliktu.
    Uważam,że z jednej strony to całe szczęście, sąd powinien być ostatecznością , jednak z drugiej , myślę, że to dużo lepsze niż kolejne zaciskanie zębów czy szukanie postronnych mediatorów.

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Szumyk pisze:

    Pomysł zmian popieram. Ryśku jak jednak osiągnąć cel jakim jest wybór jakościowo najlepszych harcmistrzów do NSH ? Skoro są oni wybierani według parytetu komendantów chorągwi ?

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. Ryszard Rutkowski pisze:

    No, tutaj jestem niereformowalny, bo cały czas powtarzam – wybrać innych Komendantów….

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  6. I znów się z Tobą, Ryszardzie, zgodzę.

    (rety ! już 2 razy ;) )

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  7. sikor pisze:

    O widzę że komenty były a nie ma…

    VA:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
top