Wielki Brat
Kogo chcemy wychować? To pytanie pada dość często w dyskusjach instruktorskich, przynajmniej wśród tych instruktorów, którzy rozumieją misję ZHP. To trudne pytanie, ale prawdę mówiąc podstawowe – jako organizacja wychowawcza – czyli brzydko mówiąc – produkująca wychowanych ludzi (polecam artykuł z bratniej gazetki: http://www.pobudka.org.pl/pl/index.php?option=com_content&task=view&id=584&Itemid=121) musimy mieć jasno określony “produkt”.
***
Jakiś czas temu napisałem artykuł o wiekowych instruktorach i odgroziłem się że napiszę o drużynach wędrowniczych. A tekst ten dojrzewa we mnie już od dłuższego czasu – od dyskusji na liście Czuwaj o tym kim powinien być instruktor wędrowniczy. A więc do dzieła!
Wędrownictwo – w naszym wykonaniu to grupa wiekowa skupiająca młodych ludzi w wieku od 16 do 25 lat. Tyle teorii, w praktyce chodzi głównie o osoby w wieku do 22 roku życia – później albo jest się instruktorami, czy pełni funkcje instruktorskie, albo po prostu jest się już gdzie indziej. Na pracę z tą grupą wiekową istnieje oczywiście wiele pomysłów, ale wymieniłbym dwa podstawowe.
Pierwszy to silny drużynowy. Lider, autorytet, który niczym wódz przeprowadzi młodego człowieka przez ten trudny dla niego okres. A że okres jest trudny wie chyba każdy, kto miał do czynienia z ludźmi w tym wieku (lub sam całkiem dobrze to pamięta).
Drugi sposób jest zupełnie inny – zgodnie z linią wyznaczoną przez poprzednie grupy wiekowe, rola drużynowego maleje – z prawdziwego zuchowego WODZA, osoby której ufamy we wszystkim, poprzez spory autorytet w drużynie harcerskiej, przewodzącego najwazniejszej Radzie Drużyny w drużynie starszoharcerskiej po Pierwszego Wśród Równych w drużynie wędrowniczej.
Oczywiście skłaniam się mocno ku temu drugiemu rozwiązaniu. Dodam tylko, że mój ogląd sytuacji jest dość szeroki – przeszedłem całą drogę – od zucha do wędrownika, a następnie przez bycie drużynowym ludzi od wieku harcerskiego po wędrowniczy. Czemu więc nie chcę silnych autorytetów w wieku wędrowniczym?
Zastanówmy się jeszcze raz nad tym kogo chcemy wychować. Chcemy wychować człowieka, który potrafi podejmować decyzje, ba, nie boi się ich podejmować ani brać za nie odpowiedzialności. Człowieka który potrafi doskonale pracować w (demokratycznym) zespole, który potrafi porozumieć się z członkami tego zespołu, a także nim dowodzić (w odpowiedni, nie autorytarny sposób). Gdzie, jak nie w harcerstwie może się tego nauczyć?
Każdy kto prowadził drużynę ze “starzejącymi się” ludźmi wie dobrze, że w tym wieku autorytet drużynowego potrafi prysnąć jak bańka mydlana. Drużynowy, z niesamowitego gościa staje się nagle zwykłym człowiekiem – z wadami, popełniającym błędy. Z drugiej strony młodzi ludzie często boją się brac na siebie odpowiedzialności. Wolą gdy drużynowy podejmie za nich decyzję, gdy przygotuje zbiórkę, gdy nie będa musieli brać na siebie odpowiedzialności. Więc czy pójdziemy im na rękę, czy skupimy sie na tym CZEGO chcemy ich naprawdę nauczyć?
Nie chcę silnych autorytetów w harcerstwie, zbudowanych często na zasadach panujących w świecie harcerskim. Niech młody człowiek szuka sobie prawdziwych autorytetów – w świecie zewnętrznym, niech o nich dyskutuje, niech ich broni. To chyba najwyższy czas! Niech jednak jednocześnie uczy się pracować w zespole, niech bierze na siebie współodpowiedzialność za drużynę.
Miałem napisać o wieku drużynowych wędrowniczych. We wspomnianym już artykule pisałem o tym, że drużynowy harcerski, czy zuchowy może spokojnie mieć 40 czy 50 lat. A jak w przypadku wędrowników?
Wszystko zależy od modelu przyjętego w hufcu. Nie wyobrażam sobie natomiast 50, 40 czy nawet 30 letniego drużynowego funkcjonującego jako Primus Inter Pares. Może Primus… ale nigdy nie Pares. Nie oszukujmy się. Osoba taka zawsze będzie dominowała w dyskusjach, będzie potrafiła przekonać innych do swojego zdania (nawet bezwiednie).
Z drugiej strony pewnie nie będzie mogła w pełni robić wszystkiego ze swoją drużyną – bo ta rzeczywiście powinna robić rzeczy PRAWDZIWE i na bardzo wysokim poziomie. A tu żona, czy obowiązki służbowe… Stawiam więc tezę, że drużynowy wędrowniczy rzeczywiście powinien być jednym z wędrowników – czyli mieć maksymalnie 25 lat.
Jest natomiast jeszcze jeden problem – w rzeczywistości takie drużyny często po prostu nie działają. Teoria jest wspaniała, jednak osoby takie po prostu nie potrafią zebrać się do pracy, czy są zabijani przez konflikty z którymi nie mogą sobie poradzić. Często te najsilniejsze drużyny to właśnie te ze starszymi silnymi liderami… Czyżbyśmy byli więc w sytuacji bez wyjścia?
Niezupełnie. W podręczniku dla Wydziałów Wędrowniczych przygotowywanym przez WOSM jest zaproponowane dość ciekawe rozwiązanie. Drużyna wybiera swojego drużynowego (zupełnie jak u nas), natomiast na poziomie kilku drużyn (czyli zazwyczaj hufca) istnieje osoba, która jest tak naprawdę koordynatorem pracy drużyn. Może nawet nie drużyn – raczej kręgów, bo taki zespół działający na równorzędnych zasadach to przecież raczej krąg niż drużyna. Osoba ta koordynuje działania drużyn, służy rada, pomaga, czy organizuje (a raczej koordynuje organizację ;) ) wspólnych przedsięwzięć międzydrużynowych – wiadomo żr wędrownikowi nie wystarcza jego własna drużyna. Koordynator stoi raczej w cieniu, jest takim “supporterem”, osobą pomagającą. Prawdziwe decyzje dzieją się w drużynach. A te niech tworzą w hufcu jakieś ciało – powiedzmy Sejmik Wędrowniczy. Niech mają coś do powiedzenia, niech czują wspólnotę i jednocześniej możliwość wpływania na życie hufca. Ale niech potrafią podejmować decyzje samodzielnie – bez Wielkiego Brata. Bo kiedy go zabraknie – a w Prawdziwym Życiu napewno go zabraknie – nie będa potrafili sobie poradzić. Zupełnie.
Podobne artykuły
Harcmistrz. Pełnił między innymi funkcje drużynowego, komisarza zagranicznego ZHP, instruktora Wydziału Wędrowniczego GK. Były szef zespołu mundurowego ZHP - pomysłodawca i współrealizator reformy mundurowej. Organizator obozów górskich i żeglarskich. Niepoprawny optymista. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Żonaty :) Ostatnio przedsięwziął zamiar spisania swoich harcerskich dziejów pod adresem http://skaut.glogg.pl
No nareszcie!
Rafał Klepacz:
Naszym produktem nie jest przecież ilość pracy (służby) wykonanej dla Polski, przeliczanej na godziny czy na lata pracy, tylko właśnie jej prawi i aktywni obywatele?
A teraz pytanie, co to znaczy “aktywny obywatel”? Czy przypadkiem “aktywny obywatel”, to nie jest człowiek świadomie i odpowiedzialnie służący Polsce, a poprzez nią Europie i Światu zarówno w wymiarze strukturalnym (państwo, organizacje międzynarodowe), jak i społecznym (wspólnota lokalna, narodowa i międzynarodowa)? Czy to nie znaczy, że naszym celem jest wychowanie dla dobra Polski/Europy/świata?
Czy wobec tego przedstawiona przez g00rka teza, że harcerstwo nie jest dla Polski nie jest przypadkiem fałszywa?
Ciekaw jestem na jakie wyżyny ekwilibrystyki erystycznej teraz wejdziecie.
Mariusz zadaje dobre i celne pytania. Szkoda, że nikt tego nie podejmuje.
Pozdrawiam i znikam.
Być może różnice w naszym podejściu do sprawy wynikają z faktu, że jedni piszą o harcerstwie a inni o ZHP.
A za ironie przepraszam, była chyba niepotrzebna. Mogłem to napisać troszkę inaczej.
Używając ukochanego przez Was porównania biznesowego:
Celem szewca jest szycie butów. Ale szewc nie jest dla butów, tylko dla klientów, ludzi, którzy te buty będą nosili. To klienci określają co i kiedy chcą nosić.
Klientem harcerstwa, odbiorcą naszego “produktu”, czyli wychowanego, dojrzałego człowieka, obywatela jest nowoczesne państwo i społeczeństwo polskie osadzone w otwartej kulturze europejskiej.
Nie ma przeciwieństwa między wychowaniem dla Polski, wychowaniem dla Europy (nie mylić z Unią Europejską) i wychowaniem dla świata. Dobry obywatel Polski będzie dobrym obywatelem Europy i dobrym obywatelem świata. Przebywając na stałe lub czasowo poza granicami Polski będzie postępował tak, by nie przynieść wstydu swojej kolebce, czyli Polsce.
Będąc chrześcijaninem będzie świadom swojej tożsamości potrafił podać rękę osobie inaczej lub w co innego wierzącej pomimo różnic, z których zdaje sobie sprawę.
Harcerz służy Polsce w każdym czasie i każdym miejscu niekoniecznie pracując w wojsku lub policji. Maria Curie Skłodowska służyła Polsce – i była tego świadoma – odkrywając rad w paryskim laboratorium.
Mam nadzieję Mariuszu, że choć trochę na twoje pytania odpowiedziałem.
Maciek… po trzykroć tak! Wychowujemy dobrego obywatela. Polski, Europy a nawet Unii Europejskiej (czemu nie?)
WYCHOWUJEMY! Celem ZHP jest WYCHOWANIE tego człowieka. A nie służenie Polsce! Albo inaczej. My (instruktorzy harcerscy) służymy Polsce poprzez wychowywanie młodych obywateli. Ale celem ZHP jest wychowanie.
Przykład z szewcem bardzo dobry. Celem pracy szewca jest robienie dobrych butów. No przecież nie masaż stóp! I robi buty… co klienci z tymi butami zrobią? U nas to samo. Wychowujemy (WYCHOWUJEMY!) najlepiej jak potrafimy. Celem jest WYCHOWANIE.
Czy potem, nasi wychowankowie będą zmieniali swoją gminę, powiat, kraj czy Europę? Nasza sprawa co dorośli ludzie robią ze swoim życiem? Nie!
Więc zupełnie nie rozumiem, skąd ten spór na 100 komentarzy :)
I nie wiem gdzie wyczytałeś, że harcerstwo nie jest dla Polski…
Rafał, doskonale rozumiesz o co jest spór.
g00rek/Ty >> “Celem jest WYCHOWANIE”
A ja/Maciek >> jaki jest “Cel wychowania”
inaczej:
g00rek/Ty >> “Celem jest PRODUKOWANIE”
A ja/Maciek >> jaki jest “Cel produkcji”
Na co nie możemy uzyskać odpowiedzi “wprost”.
A gdy ja, zgodnie ze Statutem ZHP proponuję:
Celem wychowania w ZHP jest wychowanie
prawych, aktywnych i odpowiedzialnych obywateli,
których charaktery są ukształtowane
w duchu wartości zawartych w Prawie Harcerskim.
Dodając “doprecyzowanie”
(w domyśle obywateli Rzeczypospolitej Polskiej)
zarzucacie mi “przekręcanie”.
Ponieważ CHYBA “nie czepiacie się”
o charaktery “ukształtowane
w duchu wartości zawartych w Prawie Harcerskim”
pozostaje zarzut “przekrecania” jakiego państwa
przede wszystkim, są/mają być ci obywatele.
Ja >> (w domyśle obywateli Rzeczypospolitej Polskiej)
- bo jasno wynika to ze statutu
Ty >> “Czesiek – przekręcasz”
No i pozostaje jeszcze kwestia dlaczego jesteśmy stowarzyszeniem patriotycznym a nie tylko wychowawczym. Prawda jest taka, że pracujemy dla Polski. Owszem poprzez wychowanie które jest misją naszej organizacji. Ale dla Polski. Jeśli więc możemy podejmować szerzej nasze działania (co zresztą jest robione od przynajmniej 80 lat) to należy je podejmować. Wzmocnienie siły wychowawczej poprzez m.in. dawanie przykładów w dorosłym życiu jest równie dobrym sposobem do wykorzystania, a jeśli buduje się trwałą społeczność wokół hodowania kanarków, łowienia ryb czy innych rzeczy to można i wokół harcerstwa zyskując dzięki temu większe możliwości wychowawcze. I nie potrzeba do tego pracy z dorosłymi w ZHP bo to się dzieje poza organizacją, trzeba jednak mieć świadomość co tak naprawdę jest naszym celem i jak wygląda cała harcerska wędrówka. Wędrówka którą rozpoczynamy w organizacji działającej na rzecz kształtowania Człowieka – a nie w organizacji spędzania miło i porzytecznie wolnego czasu. Taka wizja niestety nie bardzo mieści się w ramkach przewidzianych dla NGO-sa formalizującego, regulującego i podpisującego kontrakty… Ale cóż tak to jest ze skautingiem (nie bardzo mieści sie w ramkach).
Rafale:
grudzień 2, 2008 o godz. 6:50 po południu, Michał Górecki pisze:
Inaczej nigdy nie ?oddamy harcerstwa dzieciom?. Bo ono dla nich zostało stworzone a nie dla Polski.
Poza tym chyba wreszcie znaleźliśmy wspólny język. Nikt z nas nie kwestionuje tego, że celem harcerstwa jest kształtowanie młodych ludzi, zwane potocznie wychowywaniem. Ale ta praca jest nakierowana na dobro społecznego, kulturowego i politycznego konstruktu o nazwie Polska. Skoro nasze wychowawcze działanie jest nastawione na dobro Polski, to służy ono Polsce. Skoro służy Polsce, to zostało stworzone dla niej.
Dokładnie tak samo jak szewc jest dla klientów, a nie dla butów.
Proponuje zamknąć temat, bo już zupełnie odeszliśmy od ciekawej skądinąd propozycji g00rka.
Już dawno doszliśmy. Tylko warto zrozumieć, że “szewc jest od robienia butów”. Powiedzenie że “szewc służy ludziom”, albo że “celem szewca jest dbanie o zdrowie stóp obywateli Polski” jest z jednej strony prawdziwe, z drugiej… nadmuchane, niepotrzebne i trochę naciągnięte. Bo to cel pośredni bardzo.
Szewc ma na celu dbanie o obuwie i tyle. My mamy na celu wychowanie.
Idąc w ten sposób można powiedzieć, że szewc jest po to aby dbać o obronność kraju. Robi dobre buty, wojsko w dobrych butach zajdzie dalej, itp, itd :) Bez sensu, prawda?
Czy wy wogóle zgadzacie się z artykułem Szwejka?
W ogóle, tak.
A zwłaszcza ze zdaniem z komentarza:
“…. uważam, że celem harcerstwa
powinno być wszechstronne wychowanie młodzieży,
tak jak to zapisano w naszym Statucie
i tak jak harcerstwo rozumiało swoje zadania
począwszy od lat trzydziestych ubiegłego wieku…”
Nie, Michale, nie bez sensu, bo żeby szewc zrobił buty, które sprzeda, to musi wiedzieć, dla kogo je robi i czemu będą służyły. To nie jest pośredni cel, tylko właśnie podstawowy. I tak, szewc robiąc dobre buty dla wojska przyczynia się do obronności kraju, co gwarantuje mu długoletnie kontrakty i wysoki zarobek oraz prestiż w branży.
Szewc nie robi butów po to, żeby robić buty, bo zalegałyby mu w magazynach. Szewc robi buty na konkretne zamówienie i konkretne zlecenie, które będą służyć do konkretnego celu. Jeśli to zignoruje, splajtuje.
Rafale:
Szewca nie interesuje, co odbiorca zrobi z jego butami, ale odpowiada za to, czy buty będą nosiły się zgodnie z przeznaczeniem dwa tygodnie, czy dwadzieścia lat. To nazywa się jakość. Chyba nie zaprzeczysz, że odpowiadamy za jakość naszego “produktu”, czyli za trwałość naszych efektów wychowawczych?
A jesli zmieniamy świat na lepsze nie tylko wypuszczając “półprodukt” a produkt kompletny mający wsparcie podczas całego użytkowania…
Dobra chłopaki, ja PAS. Wy nadal piszecie po to żeby pisać, choć napisałem wyraźnie, że WIEMY że to czemuś służy. Chodzi o to, że szewc nagle nie weźmie się za inne zajęcia służące obronności kraju, tylko będzie nadal robił buty, bo to jego działka.
My mamy wychowywać, to czemuś służy, ale TO jest nasza działka. Z tego wyszła cała dyskusja. Twierdziłem, że ZHP nie powinno zajmować się INNYMI sposobami na służenie Polsce, tak samo jak szewc powinien się trzymać robienia butów a nie np organizowania brygad samoobrony na podwórku. O to własnie chodziło, prościej nie mogę, więc kończę tę przydługą wymianę komentarzy.
Chłopaki, mam wrażenie, że gdyby nie LOŚCI to wy byście się strasznie w tym internecie nudzili :P Czekamy niecierpliwie na wasze artykuły! :)
grudzień 2, 2008 o godz. 6:50 po południu, Michał Górecki pisze:
Inaczej nigdy nie “oddamy harcerstwa dzieciom”. Bo ono dla nich zostało stworzone a nie dla Polski.
Nie, Michale. Napisałeś coś zupełnie innego (cytat powyżej). Uczciwie chyba jest powiedzieć choćby: “przejęzyczyłem się”, czy “źle się wyraziłem”, niż wciskać, że się twierdziło coś, czego się nie twierdziło i odwrotnie. To takie staroświeckie pojęcie jak godność, odwaga cywilna, honor…
I zwykły szacunek dla rozmówców. Po prostu, nikt nie lubi, gdy robi się z niego durnia.
Na razie.
P.S.
Żeby nie wywoływać niepotrzebnie kolejnej polemiki, wyjaśnię.
Nie chodzi o to, kto tu miał rację, kto nie. Ja dość szybko domyśliłem się, o co chodzi Michałowi i z jego stanowiskiem właściwie się zgadzam, ale…
Ale właśnie: domyśliłem się. Jeśli chcemy być zrozumiani, to nie możemy pozwolić czytelnikom na domysły. Musimy wyrażać się precyzyjnie (tak, dotyczy to także mnie). Tak, by nie tracić czasu na uzgadnianie, czy to, co rozumiemy jest zgodne z tym, co autor myślał kiedy pisał.
Ilość tekstów nie przekształca się w ich jakość. Lepiej napisać mniej, a celnie, niż dużo i niedokładnie.
Z życzeniami powodzenia :)
Przepraszam Maćku ale nie mogłem się powstrzymać. Obiecuję, że odznaczę Twój komentarz jako spam i odpuszczę Ci złamania pierwszego punktu złych praktyk jeśli tylko w następnym komentarzu wkleisz link do przynajmniej jednego Twojego tekstu, który spełnia kryterium “wartościowy”.
Bardzo śmieszne zważywszy, że tu nie da sie wkleić linków (O czym nas informowałeś)… Bardzo śmieszne. A jesli ktoś jest ciekawy to wystarczy zajżeć do pierwszego z brzegu HR-a. Coś Maćkowego tam znajdzie.
Skoro wreszcie wiadomo z czego żyje ten poczciwy szewc i kto mu zlecił robotę może warto zadać następne pytania:
1. Z czego żyje instruktor harcerski?
2. Kto jest jego zleceniodawcą?
3. Czy musi mu zależeć na ciągłości zamówień?
4. Czy instruktor służy Polsce, czy też efekty jego pracy się jej przysłużają?
5. Co jeśli instruktor jest z zawodu szewcem?
6. Czy celem istnienia, a nie działania organizacji, jest robienie czegoś dla Polski, czy pomaganie instruktorom w wychowaniu?
7. Jeśli wychowujemy dla Polski albo tym bardziej świata, to przed kim jest ta “obronność”?
8. Czy jeśli coś nie mieści się w ramce to nie można skombinować innej, większej, o innym kształcie?
9. Czy patriotyzm jest celem, czy środkiem?
10. Czy możemy się czegoś nauczyć od społeczności zbudowanej wokół hodowców kanarków?
Mariusz, ale to chyba nie pod TYM artykułem. Bardzo chętnie przeczytam twój tekst na ten temat.