Wiekowy drużynowy
Wszyscy znamy ten problem. 16 letni drużynowy przejmuje drużynę, bo jego poprzedni zrezygnował. Nie wiem - wyjechał na studia, co w małych miasteczkach i przy obecnym odsetku młodych ludzi idących na studia jest normą. 16 letni, młody, rozwinięty może fizycznie, ale nie psychicznie, a na pewno nie emocjonalnie chłopak, bierze na siebie odpowiedzialność za drużynę. Opiekun rzadko kiedy istnieje (może na papierze), stopnia instruktorskiego nie ma (bo kiedy miał go zdobyć?). W głowie dużo zapału, ale mało cierpliwości, mało doświadczenia, dużo głupich pomysłów. Co dalej?
Prawda jest taka, że problem jest nagminny i wbrew pozorom nie istnieje tylko u nas - także choćby u naszego zachodniego sąsiada. Nie jest to więc kwestia dojrzałości społeczeństwa, tylko normalna kwestia. Człowiek po maturze będzie bardzo często szedł na studia i prawdę mówiąc zazwyczaj tego od niego byśmy oczekiwali (chyba że świadomie wybierze zawód który tego nie wymaga). Często wyjedzie do innego miasta, może też wybrać kierunek studiów który wymaga od niego tyle pracy, że nie będzie w stanie być drużynowym. Albo po prostu rozpoczyna nowy etap w życiu w którym nie widzi harcerstwa - i ma do tego pełne prawo. Możemy się zrzymać, możemy tupać nogami. Tak będzie. Ja nie raz, jeszcze w wydziale wędrowniczym, myślałem o problemie. Wydaje się ogromny, jak mur nie do przeskoczenia. Wszak nie możemy “zawracać kijem Wisły” - po pierwsze nie jesteśmy w stanie, po drugie czy chcemy żeby ci ludzie nie wybierali choćby odległych uczelni, ze względu na bycie instruktorem? A co z ich życiem, ich rozwojem?
Rozwiązanie, a raczej jedno z rozwiązań leży moim zdaniem zupełnie gdzie indziej. I rozwiązuje nam kilka problemów na raz - także problem niedojrzałych drużynowych, oraz problemy z systemem zastępowym. A nazywa się ono - o zgrozo - wiekowy drużynowy.
Polskie harcerstwo ma za sobą kilka traumatycznych przeżyć, które powodują, że buntuje się przeciw pewnym rozwiązaniom. I tak jak wszelkie odniesienia do “kultu pracy” kojarzą się nie z ciężką pracą, tylko z komunistycznym pseudouwielbieniem mas pracujących, tak wiekowy drużynowy kojarzy się przede wszystkim z wiekową panią harcerką-nauczycielką, koniecznie w garsonce, prowadzącą klasodrużynę (żeby było jasne, nie mam nic do pań nauczycielek-drużynowych, nawet znam kilka, pozdrawiam i tą z nad morza i tą z południa Polski).
Aby zrozumieć, że rozwiązanie nie jest takie złe, cofnijmy się trochę w czasie. Jak wyglądały drużyny skautowe za czasów Baden Powella? Ano były o wiele bliższe temu co dziś dzieje się w Wielkiej Brytanii, czy USA, niż temu co dzieje się u nas. A więc dojrzały drużynowy - na pewno dorosły, może być to 30, 40 czy 50 latek; często ojciec (matka), będący drużynowym a także pewnego rodzaju opiekunem drużyny (dwa w jednym, zamiast oddzielnego rodzica chociażby). Osoba dojrzała, godna zaufania. No tak, ktoś spyta, ale gdzie cały fun harcerstwa w bieganiu z takim… dziadkiem?
Po pierwsze znam bardzo, excuse my french, “zdziadziałych” 20 latków i bardzo młodych duchem 60 latków. Po drugie w takiej drużynie, to zastępowy jest tym starszym bratem, a nie drużynowy! Właśnie w takiej drużynie drużynowy pracuje z zastępowymi, a oni ze swoimi zastępami. Nie ma problemu w tym, że różnica wieku między zastępowym a drużynowym jest zbyt mała (często tak jest i nie ma on wystarczającego autorytetu), czy też różnica wieku między zastępem a zastępowym. Zastępowy - może o rok, może o 2 lata starszy brat, prowadzi silny zastęp, całości dogląda dojrzały drużynowy. Świadomy, potrafiący napisać plan pracy z pełną świadomością celów, czy zapanować nad konfliktami w drużynie (które często przerastają młodą kadrę).
A jak ma to się do “młodych w organizacji”? Jak wiadomo chcemy aby więcej młodych ludzi podejmowało ważne dla związku decyzje… Otóż wcale się to nie kłóci. Harcerska droga nie musi wcale wyglądać jak w wojsku - od dołu do góry. Przez stopnie, szarże, itp. Już wędrownicy mogą pełnić wiele funkcji na różnych szczeblach, także w GK. To nie jest tak, że każda droga powinna prowadzić przez bycie drużynowym. Być może jest tak, że to właśnie tą funkcję powinniśmy pełnić na końcu? Później, jako dojrzałe osoby? W każdym razie niekoniecznie na samym początku.
Skąd brać takich instruktorów? Szczerze? Nie wiem. Potrzebne są zapewne nowe mechanizmy. Pozwalające pozyskać zarówno dawnych harcerzy jak i osoby z zewnątrz. Wbrew pozorom ci pierwsi niekoniecznie muszą być lepszymi kandydatami - mogą być skażeni pierwiastkiem “drzewiej-to-bywało” lub innym świństwem. Natomiast tych drugich trzeba by nauczyć wielu spraw. Ale czy to nie będzie dla nich radość? Pewnie tak, a pewnie wiele spraw będzie dla nich o wiele łatwiejszych. Często mamy z tym problem psychiczny - no jak to ma być możliwe, że osoba, która nie biegła biegu “biszkopta”, czy nie stała na warcie nocnej ma być instruktorem?
Ano jest to możliwe. I działa w wielu krajach. Właśnie w tych w których brakuje instruktorów - a brakuje ich prawie wszędzie…
Są tylko dwa “ale”. Po pierwsze rozwiązanie to nie powinno funkcjonować moim zdaniem w drużynach wędrowniczych. Czemu? O tym w osobnym artykule.
A drugie ale - nie rozwijam tematu i błagam nie rozwijajmy go w komentarzach. Bo to off topic, choć wszyscy o tym chętnie rozmawiają. Otóż w naszej organizacji taki instruktor przychodzący z zewnątrz musiałby (teoretycznie :P) zadeklarować od momentu zostania instruktorem, pełną abstynencję. Na co pewnie wiele osób nie pójdzie.
Tak czy inaczej - chyba warto się zastanowić nad takim rozwiązaniem. I zacząć się do niego przymierzać. Chyba, że członków będzie nam ubywać szybciej niż instruktorów.
Brak podobnych wpisów



(29 głosujących, średnia: 3.83 na 5 możliwych)


Komentarze: 6 do “Wiekowi drużynowi”