Kogo powinniśmy wychowywać?
Liderzy społeczni czy tylko (aż) dobrzy obywatele? Kim powinni być w codziennym życiu harcerze a przede wszystkim harcerscy instruktorzy? Czy i co robi nasza organizacja by sprostać zadaniu jakie sama przed sobą postawiła formułując swoją misję?
Dwa tygodnie temu byłem na kursie kadry kształcącej “Katedra”. Bardzo to ciekawe przeżycie było. Prowadziłem zajęcia poświęcone stopniom instruktorskim. O ile nie tylko na osobny wpis ale i osobną dyskusję zasługuje kwestia działania dzisiejszego systemu stopni to chciałbym się z Wami, drodzy czytelnicy podzielić przemyśleniami dotyczącymi innej kwestii.
W trakcie zajęć użyłem sformułowania, że powinniśmy wychowywać liderów społecznych. Nie tylko polityków oczywiście ale zasadniczo osoby, które są liderami. Że oczywiście ważne jest żeby dobrze robić to czym się każdy z nas zajmuje w życiu ale oprócz tego, żeby zmieniać otaczającą nas rzeczywistość. A więc nic złego w tym, że instruktor będzie ?kopał rowy? ważne jest żeby robił to najlepiej a poza tym, żeby zmieniał świat. Mówiłem o tym w kontekście naszych instruktorów, chociaż szerzej sądzę, że powinno mieć to zastosowanie do wszystkich harcerzy. W pewnej chwili podeszła do mnie druhna, która była uczestniczką zajęć i powiedziała, że jest moimi słowami zbulwersowana. Grzecznie spytałem co ją tak zbulwersowało (nie żebym był zdziwiony, już się spotkałem z tym, że kogoś bulwersują moje słowa). Odpowiedziała, że ona jest pielęgniarką i jest zdenerwowana, że ja postponuję np. pielęgniarki i inne zawody uważając, że są one gorsze niż np. politycy.
I tu właśnie dochodzimy do kwestii tego kogo powinniśmy wychowywać. Uważam bowiem, że to, że ktoś jest nawet najlepszą pielęgniarką to dużo ale za mało. Bo od instruktora harcerskiego powinniśmy wymagać, żeby był liderem swojego środowiska. Osobą, która w naturalny sposób będzie gromadziła wokół siebie innych. Osobą, która w związku z tym stanie się szefem Izby Pielęgniarskiej czy związku zawodowego (żeby już się tych pielęgniarek trzymać). Dlaczego piszę, że instruktor powinien gromadzić ludzi wokół siebie w sposób naturalny? Bo instruktorami powinni zostawać ludzie, którzy mają do tego predyspozycje a organizacja powinna robić wiele by te wrodzone umiejętności podtrzymywać i rozwijać. I one później powinny z człowieka emanować całe dorosłe życie.
Osobną kwestią jest czy faktycznie tak się dzieje. Czy dzisiejszy system stopni wspiera rozwój tych cech na których organizacji czyli nam wszystkim powinno zależeć. Ale to już temat na osobny wpis.
Podobne artykuły
harcmistrz, komendant szczepu, przewodniczący KRH w hufcu Łódź Widzew. Pracownik organizacji pozarządowej (Polski Związek Głuchych) i trener NGO. Prezes zarządu Pracowni Wspierania Organizacji Pozarządowych. W ZHP był między innymi drużynowym 12 ŁDH i kierownikiem Wydziału Pozyskiwania Środków GK ZHP.
A co z ludźmi, którzy nie mają predyspozycji do pełnienia “skupiających” stanowisk? Nie podważam twojej teorii, ale jest jednak większa część instruktorów, którzy realizują próby instruktorskie ze zwykłej kolei rzeczy lub dla tzw. “samorozwoju”? Bo jak rozumiem twierdzisz, że instruktorami powinni być “urodzeni liderzy”?
Pozdrawiam
niepotrzebnie mieszasz 2 rzeczy
od instruktora wymagamy aby był liderem i przygotowujemy go do roli lidera, także jeśli zrezygnuje z pracy w harcerstwie
co do harcerza, wystarczy, że będzie dobrym obywatelem liderem być nie musi (choć dobrze żeby był). W końcu społeczeństwo nie musi się składać z samych liderów (niektórzy twierdzą, że nie może).
nie mam absolutnie żadnych wątpliwości dotyczących postawy instruktora. ale zastanawia mnie kwestia harcerza. do tej pory zawsze myślałam, że kształtujemy “dobrych obywateli”, ale Twój tekst mnie skłonił do rewizji tych poglądów.
Bo chciałabym, żeby moi wędrownicy nie tylko odpowiedzialnie i sumiennie wykonywali swoje obowiązki, ale wykazywali się inicjatywą, nie bali się kierować grupą ludzi i byli takim “magnesami” w swoim otoczeniu. Ludzie lgną do tych, którzy są kompetentni, uczciwi, nie boją się podejmować wyzwań, są dobrymi organizatorami. A przecież takie umiejętności kształtujemy.
Każdy wędrownik w drużynie ma nieraz okazję koordynować większe przedsięwzięcie, kierować zespołem. Moje obserwacje są takie, że niektórzy czują się w tej roli rewelacyjnie i im to odpowiada, widzę, że przenosi się to na ich funkcjonowanie w szkole, czy na uczelni.
Ale jednak część odnajduje się zdecydowanie bardziej po prostu wykonując swoją część zadania, nie lubią być na świeczniku.
Byłoby super, gdyby wszyscy nasi harcerze byli liderami swoich środowisk i sądzę, że powinniśmy dokładać wszelkich starań, żeby tak właśnie było. Ale nie ze wszystkimi się uda :)
pawlisiak: a Ty twierdzisz inaczej? Dla mnie inna sytuacja jest zjawiskiem nienormalnym i uważam, że to jest jedna z przyczyn problemów naszej organizacji. Bo jaka kolej rzeczy może skłaniać ludzi do wychowywania innych? Jak bez przywództwa można być liderem, drużynowym, przewodnikiem?
Michał! Ja nie twierdzę, że taka sytuacja jest dobra… ale jest! Wiec co z ludźmi, którzy nie mają predyspozycji do bycia liderem? W pewnym momencie się ich delikatnie odsuwa?
Wiadomo, że teoretycznie instruktor to lider, ale praktycznie obecnie wszystko się wymieszało… ludzie zostają instruktorami z “braku laku”…
Nie każdy musi zostać instruktorem. Instruktor jest w pewnym sensie liderem. Jeśli ktoś się nie czuje, może odejść “do życia”.
Instruktor nie może być liderem w pewnym sensie. On po prostu musi być liderem.