Instruktor na bezrobociu
Tak się złożyło, że ostatnio przeprowadziłam się do innego miasta. Nie chciałam zostawiać środowiska, w którym działałam dotychczas, co też otwarcie wszystkim mówiłam – że nie chcę zmieniać przydziału służbowego, ale na ile dam radę, chcę pracować w dotychczasowym środowisku.
Powiedziałam też o tym ostatnio jednemu z instruktorów mojego hufca i on mnie pyta: “to jaką propozycję złożyłaś komendantce?”
I wtedy…trochę zgłupiałam. Jak to “jaką propozycję ja złożyłam”?
Ja powiedziałam, że chcę działać dalej, na ile mogę na rzecz tego środowiska, nie chce zrywać kontaktów i chętnie pomogę tam, gdzie mogę się przydać, ale, trochę naiwnie uważałam, że teraz to środowisko powinno zareagować i złożyć ofertę w odpowiedzi na moją deklarację.
Znowu, choć zapewne będzie to dyskusyjne, odwołam się do mechanizmów rynkowych.
Gdy pracownik jest dobry – ma doświadczenie zawodowe, odpowiednie wykształcenie, jest sprawdzony w działaniu i ma na swoim koncie sukcesy zawodowe, rynek zaczyna o niego walczyć. Zaczyna o niego dbać obecny pracodawca (pojawiają się premie, zagraniczne szkolenia, dodatkowa nauka języków obcych na koszt firmy, itp.). z drugiej strony zaczynają dzwonić head hunterzy, konkurencja kusi wyższym wynagrodzeniem, dodatkowymi benefitami, atrakcyjniejszymi warunkami pracy.
Jest dla mnie oczywiste, że tak jak rynek dba o dobrych pracowników, tak ZHP powinno dbać o dobrych instruktorów – wspierać w dalszym rozwoju i pomagać w znajdywaniu kolejnych pól służby instruktorskiej w zależności od możliwości czasowych, kompetencji i wiedzy.
Dlaczego więc ZHP nie potrafi tego robić?. Co więcej, dlaczego ZHP kształci i wychowuje – a więc inwestuje w instruktora, a następnie pozwala ludziom odejść i wykorzystywać pozyskaną wiedzę i umiejętności na rzecz innych organizacji pozarządowych czy biznesu? Przecież to jest nieefektywne. Ponosimy jako organizacja koszty, które nam się nie zwracają. Tracimy “lekką ręką” nasze najcenniejsze zasoby – czyli ludzi. Oczywiście zrozumiałe dla mnie jest, że na niektórych po prostu przychodzi czas, kiedy chcą zakończyć aktywną służbę. Mam jednak głębokie przekonanie, że dużo instruktorów (dobrych instruktorów!) organizacja traci, gdyż nie potrafi wykorzystać ich potencjału, przy zmieniających się warunkach otoczenia zewnętrznego. To normalne, że w naszym życiu dzieją się różne rzeczy: kończymy studia i zaczynamy pracę, a tym samym mamy mniej czasu, przeprowadzamy się, zakładamy rodzinę – nie jesteśmy wtedy już w stanie angażować się jak dotychczas: pełnić funkcji, drużynowego, szefa zespołu instruktorskiego, komendanta szczepu, ale niekoniecznie oznacza to, że nasz czas dla ZHP przestaje istnieć. Bardzo często rezygnując z funkcji mówimy, dlaczego tak się dzieje, że nie jesteśmy w stanie wywiązywać się już z niej jak dotychczas, ale, że może przydamy się gdzie indziej. Niestety zdarza się, że to zdanie, że “chętnie przydamy się gdzieś indziej”, jest przez komendę danego środowiska ignorowane. Często brakuje tego momentu, kiedy przełożony z instruktorem siada na spokojną rozmowę, analizuje dotychczasowy przebieg służby, doświadczenie, umiejętności, patrzy na potrzeby środowiska – i wspólnie ustalają gdzie może on może służyć pozyskaną dotychczas wiedzą i doświadczeniem. Pewnie w mniejszym wymiarze czasu, przy mniejszym zaangażowaniu, jako członek zespołu instruktorskiego, a już nie jego szef – ale czy to mało?
Z perspektywy instruktora wygląda to tak: rozwija się i pracuje, pełni służbę najlepiej jak potrafi, jest dobry w tym, co robi, jest pożyteczny… a potem się okazuje, że w momencie, gdy nie może dla ZHP poświęcać już wszystkiego, każdej wolnej chwili i weekendu – zostaje na instruktorskim bezrobociu; jest niepotrzebny i mało wartościowy dla funkcjonowania swojego środowiska. Bo fakt, iż komenda ma dla instruktora kolejne zadania, gdy już nie może wykonywać obecnego, świadczy o tym, że go docenia, szanuje i nie chce stracić. Jeśli instruktor sam musi prosić o kolejne zadania, co więcej, jeśli o nie prosi i ich nie otrzymuje – to znaczy, że nie jest potrzebny i właściwie nikomu na nim nie zależy. A po paru, bądź parunastu latach rzetelnej pracy każdy oczekuje pewnego uznania wyrażonego właśnie poprzez pokazanie, że jest potrzebny, że środowisko nie chce go stracić (skoro nie warto się o niego starać, nie był dobry w tym, co robił, to dlaczego przez te kilka czy kilkanaście lat pełnił funkcję?). To także pewna forma nagradzania i docenienia pracy instruktora. Forma, która przynosi korzyści obu stronom – buduje poczucie własnej wartości instruktora i motywuje go do pracy, a także jest korzystna dla środowiska, bo pozwala nie tylko zatrzymać wartościowe osoby, ale także wzmocnić więź i poczucie lojalności, gdyż instruktor wie, że komuś na nim zależy i gdzieś jest potrzebny. Oczywiście możemy mówić o tym, że instruktor pełni służbę, dla innych, a nie dla siebie, ale jeśli nie będzie czuł, że ta praca ma sens i on sam jest doceniany w tym, co robi – trudno będzie tą służbę pełnić.
Wiem, każdy powie, że może przewodnik jeszcze nie, ale podharcmistrz lub harcmistrz, to instruktor, który powinien być całkowicie samodzielny i wiedzieć, czego chce i jakie kolejne zadania chce wykonywać, ale menadżer też jest teoretycznie samodzielnym pracownikiem zarządzającym ludźmi i projektami (czasami o dużym zasięgu geograficznym, potężnym budżecie i angażującym kilkadziesiąt a nawet kilkaset osób), a jego ścieżka rozwoju jest tworzona wspólnie z działem HR, ponieważ to pozwala na optymalne wykorzystanie posiadanych zasobów i kompetencji, dzięki sięgnięciu do wiedzy obu stron, a także konfrontacji potrzeb firmy z oczekiwaniami menadżera.
W ZHP pozwalamy instruktorom (dobrym instruktorom!) odejść, bo godzimy się z tym, że ludzie odchodzą: “bo się obrazili”, “bo widocznie już nadszedł jego czas”, zamiast usiąść i porozmawiać, poszukać wspólnie kolejnych wyzwań i zadań do realizacji. A przecież komendant szczepu, hufca, czy chorągwi, to w pewnym sensie także szef dla instruktorów, powinno mu zależeć na tym, żeby nie odchodzili, tylko nadal rozwijali się u niego, co więcej, w naszych strukturach istnieją funkcje osób odpowiedzialnych za pracę z kadrą – czyli nasze wewnętrzne działy HR, ale one też z instruktorami nie pracują, nie rozmawiają?
Wiem, znów ktoś pewnie powie, że to instruktor powinien szukać pola służby i, że jeśliby mu naprawdę zależało, to sam by się pytał i rozglądał. Być może. Tylko, dlaczego, jeśli ktoś jest dobry, ma wiedzę i doświadczenie, to jeszcze musi się prosić, żeby mógł społecznie dzielić się tym z innymi?
Bardzo często, więc na instruktorskim bezrobociu znajdują się instruktorzy z dużą wiedzą i bogatym doświadczeniem, którzy wiele dobrego dla organizacji mogliby jeszcze zrobić i chcieliby robić?
Podobne artykuły
Harcmistrzyni. Szefowa Harcerskiej Grupy Ratowniczej "KRAK" i członek Sądu Harcerskiego Hufca Kraków Śródmieście, kształceniowiec. Pracownik organizacji pozarządowej, w której odpowiada za zarządzanie relacjami z sektorem biznesu. Wykładowca CSR w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Trenerka, prowadzi szkolenia z zarządzania, CSR, relacji międzysektorowych.