Trudna Historia – rozważania w 70 lat później
“Miejscowi Polacy w tym czasie utworzyli bojówki i chodzili w towarzystwie polskich żołnierzy po domach działaczy czeskich. Brutalnie pobili burmistrza Ferdynanda Plachego. Nie było na nim miejsca bez sińców, był dosłownie czarny. (…) Niedaleko nas mieszkał kierownik kopalni Nowy Szyb, niejaki Kuca. Około północy przyszli do niego, wyciągnęli go z łóżka i zaczęli bić. Wielu ludzi zostało pobitych tamtej nocy (…)” – Evezen Cedivoda, Karta nr 53/2008
“Rząd francuski i rząd brytyjski uznają wielkość ofiary, której domagają się od rządu czechosłowackiego, lecz właśnie dlatego, że jest to iż jest to wspólny interes Europy, a zwłaszcza Czechosłowacji, doszły do wniosku, że ich wspólnym obowiązkiem jest otwarte przedstawienie głównych warunków zachowania pokoju” – żądanie rządów brytyjskiego i francuskiego oddania części terytorium Czechosłowacji na rzecz III Rzeszy, przedstawione w Pradze 19 września 1938 roku.
(Czechosłowacja przyjęła ultimatum rządów brytyjskiego i francuskiego, między innymi dlatego, ze nie miała na kontynencie żadnych innych sojuszników i nie miała żadnych szans na ewentualna obronę. Wtedy, 22 września Hitler postawił jeszcze dalej idące warunki, zażądał także uwzględnienia roszczeń Polski i Węgier – przyp. autora)
“Mój rząd pragnie, bym oświadczył, uroczyście, iż postulaty Herr Hitlera w obecnej postaci są absolutnie i bezwarunkowo nie do przyjęcia dla mojego rządu” - Poseł Czechosłowacji w Londynie Jan Masaryk w dniu 25 września. Po tym wystąpieniu, ogłoszono w Czechosłowacji mobilizację.
(Trudno było rozmawiać mając przeciwko sobie wszystkich. W Sudetach, Niemcy podjudzały mieszkających na terenie Czechosłowacji Niemców, do wywoływania zamieszek, tak, by wydawało się, ze Niemcy Sudeccy sami dążą do przyłączenia się do Rzeszy – przyp. autora)
“[23 września 1938 roku] w całym kraju rozpoczęto formowanie “Ochotniczego Korpusu Zaolziańskiego”. Przed punktami werbunkowymi ustawiały się kolejki, prasa zamieszczała entuzjastyczne reportaże. Wkrótce pod bronią zgromadzono 70 tysięcy ludzi, którzy – zgodnie z zapowiedziami propagandy – mieli przedrzeć się na Zaolzie i wzniecić powstanie.
“Jednakże nieliczne oddziały, które zdołały to uczynić, zostały odparte przez dobrze przygotowane oddziały czeskie i musiały szukać schronienia na terenie Polski – pisała historyczka Anna Cienciała. – Pojedyncze próby wywołania powstania podejmowane przez lokalną społeczność polską również nie przyniosły rezultatu. W ten sposób wysiłek [władz] zmierzający do zainicjowania >ogólnonarodowego zrywu< na Zaolziu spalił na panewce. Plan polskiej policji politycznej, częściowo wzorowany na metodach [nazistowskiej] Partii Niemców Sudeckich, był obliczony na zademonstrowanie światu, że przyłączenie Zaolzia do Rzeczypospolitej jest inicjatywą samych mieszkańców regionu” – Piotr Osęka, Gazeta Wyborcza 27-28 września 2008.
“21 września 1938 roku, rozpoczęła się koncentracja oddziałów polskich w pobliżu granicy na Śląsku Cieszyńskim, władze wojewódzkie w Katowicach organizowały szpitale polowe i punkty opatrunkowe na wypadek walk. Reaktywowano konspirację z 1934 roku, powstał legion Zaolziański, który podjął działania dywersyjne po stronie czeskiej. Rząd polski stawał się sojusznikiem Trzeciej Rzeszy, choć nie zawarł z nią formalnego porozumienia. 25 września 1938 roku pojawiła się perspektywa wojny między Trzecia Rzeszą a Czechosłowacją. Do działań wojennych przygotowywała się też Polska.” – Jerzy Tomaszewski, Czechy i Słowacja, Historia Państw Świata w XX wieku, Instytut Historyczny UW.
“Odrębny problem to polski atak na Zaolzie. Wojsko Polskie przygotowywało się do niego i już 1 i 2 października mogło zacząć ofensywę. Warszawa zakładała, że Praga nie stawi oporu Niemcom, a zarazem spodziewała się, że ewentualny konflikt z Czechosłowacją będzie dla Polski lokalny i krótkotrwały. (…) Warszawa nie miała planu B na wypadek wojny czechosłowacko – niemieckiej. Gdyby ona wybuchła, Polska musiałaby szybko rozstrzygnąć arcytrudny dylemat, czy udzielić pomocy nielubianemu sąsiadowi z południa, ryzykując konflikt z Rzeszą, czy pokusić się o odzyskanie Zaolzia, licząc, że świat przymknie na to oko? Moim zdaniem bardziej prawdopodobny był drugi scenariusz. Przemawiała za nim logika dotychczasowych działań Polski: udział w osaczaniu Czechosłowacji przez Niemcy, rozpoczęte działania dywersyjne i brutalna kampania propagandowa, zamknięcie granicy i wreszcie przygotowania do akcji zbrojnej.” - Piotr Majewski, Tygodnik Powszechny, 28 września 2008.
“29 września w Monachium spotkali się Chamberlain, Eduard Daladier, Hitler i Mussolini i postanowili, że Czechosłowacja musi oddać terytoria, których domagała się Trzecia Rzesza. Tym razem rząd w Pradze ugiął się pod ultimatum i następnego dnia przyjął dyktat monachijski czterech mocarstw. Tego dnia, przed północą polski poseł złożył w Pradze ultimatum z terminem odpowiedzi 12 godzin, żądające odstąpienia części Śląska Cieszyńskiego. (…) W ciągu następnych dni i tygodni, wojska niemieckie i polskie zajęły ziemie, które Czechosłowacja zmuszona była odstąpić sąsiadom.” -Jerzy Tomaszewski, Czechy i Słowacja, Historia Państw Świata w XX wieku, Instytut Historyczny UW.
“Jakkolwiek pretensje Polski do Zaolzia nie były bez podstaw, to przyłączanie go w takich okolicznościach zatruło wzajemne stosunki na dziesięciolecia, a w ówczesnej sytuacji wytworzyło fałszywy obraz Polski jako sojusznika Niemiec”. – historyk Wojciech Roszkowski, Gazeta Wyborcza 27 -28 września 2008
“(…) Churchill napisał, że Wielka Brytania mogła wybierać “między hańbą a wojną” i dalej: “wybraliśmy hańbę i będziemy mieć wojnę” – Norman Davies EUROPA,
“Prasa i parlament oszczędzają nas, ale cały >teren< staje się w stosunku do nas zimny i wrogi. Taki nastrój panuje wobec nas w Foreign Office. Z >miasta< otrzymuję listy anonimowe i listy podpisane z gorzkimi zarzutami, obelgami, albo szyderczą ironią. Wybitniejsi politycy unikają spotkania ze mną”. – Edward Raczyński, ówczesny ambasador Polski w Londynie, za Piotr Osęka, Gazeta Wyborcza 27 – 28 września 2008.
DZISIAJ
Dziś mija 70 lat od wspominanych wydarzeń. Przypomina mi się sytuacja z Rosji, gdzie byłem dwa lata temu. Spotkana dziewczyna, zapytana kiedy zaczęła się druga woja światowa, powiedziała, że w czerwcu 1941 roku. Nie mogła i nie chciała wierzyć, że wojna zaczęła się w 1939 roku.
Nam pewnie też trudno uwierzyć, że dla niektórych państw w Europie, wojna zaczęła się w 1938 roku. I jeszcze trudniej to pojąć, że w rozbiorze Czechosłowacji uczestniczyła Wielka Brytania, Francja i Polska do spółki z Trzecią Rzeszą i faszystowskimi Włochami. Trudno uwierzyć, że do Czechosłowacji w 1938 roku, wkraczali żołnierze polscy i niemieccy. Nieważne w jak słusznej sprawie…
Dbajmy o historię. Pamiętajmy chwile wielkie. Oddawajmy cześć bohaterom. Ale nie bądźmy zaślepieni. Pamiętajmy też “szare” odcienie naszej historii i nawet te zupełnie “czarne”.
Podobne artykuły
harcmistrz, zastępca komendanta hufca ZHP Radom - miasto i Szef Zespołu Kadry Kształcącej Hufca Rafom - miasto. Socjolog, samodzielny badacz badań rynku i opinii. Instruktor żeglarstwa PZŻ. W ZHP pełnił funkcje drużynowego, zastępcy komendanta hufca ds programowych, Szefa HSR, Kierownika Wydziału Badań i Analiz GK ZHP, Wiceprzewodniczącego ZHP.
Jego pasje to żagle, góry, bieganie, kajaki i rower.
A może by tak:
Trudna Historia – rozważania w 90 (!) lat później
http://www.zaolzie.org/zaolzie2006/200601/PBI200601.htm
——————-
Kwestia Zaolzia to trudny temat przy którym trzeba unikać zbyt łatwych sądów.
Słuszny komentarz. Można i tak. Tylko czy to jest droga? Czy wieczne wypominanie sobie win i przewinień dokądś nas doprowadzi? Czy drogi nie pokazali biskupi Polscy pisząc, “przepraszamy”? Czy drogi nie pokazali przywódcy S, dogadujac się, a nie walcząc? Czy własnie rocznica “zaolzia” nie powinna zmusić nas do zastanowienia, że zawsze więcej mozna osiagnąć dialogiem niż walką?
Rafał, nie chodzi o to że “można i tak”.
Jakbyś w artykule pokazał “dwie strony medalu” to nie byłoby mojego komentarza.
Pokazałeś tylko jedną, stąd mój komentarz.
Myślę, że kluczem do tekstu jest jego podsumowanie. I jest ono absolutnie słuszne.
Oczywiście, mieliśmy (mamy?) etnicznie i kulturowo uzasadnione prawo do Zaolzia podobnie jak mieliśmy prawo do Lwowa, Wilna i Grodna. Pytanie, czy wyrównanie historycznych rachunków w tym momencie było politycznie mądre. Szczególnie w kontekście planów federacji polsko-czechosłowackiej. Kiedy w czasie II wojny temat federacji wrócił, to właśnie Zaolzie było jedną z przyczyn upadku tej idei.
Zresztą, temat polsko-czeski jest bardzo trudny od wieków w dużym stopniu dlatego, że oba narody wyrastają z tego samego pnia i długo nie było specjalnych różnic w kulturze i języku między nami. Czeski jest jak staropolski, a polski jak “staroczeszczina”.
I najważniejsze jest u Rafała zdanie ostatnie:
Dbajmy o historię. Pamiętajmy chwile wielkie. Oddawajmy cześć bohaterom. Ale nie bądźmy zaślepieni. Pamiętajmy też “szare” odcienie naszej historii i nawet te zupełnie “czarne”.
Amen, podpisuję się pod tym obiema rękoma.
“Oczywiście, mieliśmy (mamy?) etnicznie i kulturowo uzasadnione prawo do Zaolzia podobnie jak mieliśmy prawo do Lwowa, Wilna i Grodna. Pytanie, czy wyrównanie historycznych rachunków w tym momencie było politycznie mądre.”
Ja widzę jeszcze inny problem: nie tylko my mamy do nich prawo… i wtedy słowo “oczywiście” jest nie na miejscu.
“Zresztą, temat polsko-czeski jest bardzo trudny od wieków w dużym stopniu dlatego, że oba narody wyrastają z tego samego pnia i długo nie było specjalnych różnic w kulturze i języku między nami. Czeski jest jak staropolski, a polski jak ?staroczeszczina?.”
kiedy było to “długo”? Czy to nie jest jednak przesada???
PS – nie mogę otworzyć linka z komentarza harclota:(
Nie możesz bo dziwnym trafem mój komentarz “zniknął”.
Ciekawe dlaczego ?
Podam jeszcze raz:
http://www.zaolzie.org/zaolzie2006/200601/PBI200601.htm
Zresztą ogólnie warto zapoznac się z serwisem: http://www.zaolzie.org
Zgadzam się z Rafałem ze (cytatat):
“….. Dbajmy o historię. Pamiętajmy chwile wielkie. Oddawajmy cześć bohaterom. Ale nie bądźmy zaślepieni. Pamiętajmy też ?szare? odcienie naszej historii i nawet te zupełnie ?czarne?……”
ale akurat w przypadku Zaolzia to tu dość skutecznie “wbito do głów” Polaków i Czechów rok 1938 a skutecznie “wymazano” 1918/1919.
Bez 1918/1919 nie byłoby 1938.
Dla “równowagi” polecam 2 artykuły z “rzepy”:
http://www.rp.pl/artykul/199002.html
oraz
http://www.rp.pl/artykul/199891.html
Rafał pyta gdzie to “wybaczamy i prosimy o wybaczenie”.
No właśnie gdzie ? W obu artykułach “rzuca się w oczy” to ciagłe “Czesi nam pamietają 1938″ a czy chcą pamiętać 1918/1919 ?
Żeby było jasne, nie chcę jakis specjalnych “ekspiacji” z strony Czechów. Chodzi mi o to jak za czasów PRL “wykoślawiono” historię. Nie tylko w kwestii Zaolzia.
Czesławie, komentarz zniknął na chwilę bo zgłoszono że nie linkuje prawidłowo, gdy to poprawiłem został automatycznie oznaczony jako spam – czego nie zauważyłem. Przy okazji chciałbym zwrócić Ci uwagę, że komentarz ten jest niezgodny z Zasadami Użytkownika
http://zhp24.net/index.php/zasady-uzytkownikow-bloga/
Ponieważ były one wtedy jeszcze opracowywane zdecydowaliśmy się na jego dopuszczenie. Teraz już są opublikowane i obowiązujące więc prosiłbym stosować się już do tych zasad żeby uniknąć takich sytuacji w przyszłości. Twój ostatni komentarz jest już np. bardziej jednoznaczny i pozwala poznać Twoje poglądy i argumentację.
Czesław. Mój wpis dotyczył refleksji w dniu wkroczenia wojsk polskich do Czech w 1938. Moze gdyby nie rok 1920 nie byłoby 1938. A moze gdyby nie najzd Bolesława na Czechy w 1108? A moze gdyby nie atak księcia Brzetysława na Polske w 1039? A może gdyby nie wojny polsko – czeskie w 990? Czy to uzasadaniało dokonanie rozbioru przez kraj, który sam był przez ponad wiek w niewoli? Ręka w ręke z Adolfem H.? I dokad prowadzi nas polityka historyczna? I co do cholery maja wspólnego suche fakty z 1938 roku z PRL? Chcesz powiedziec, ze wkroczenie Polaków do spóły z Hitlerem do Czech to wymysł komunistycznego “wykoslawienia” historii przez komunistów?
Nie podoba mi się taki ton pisania o Zaolziu 1918/1919. Uważam, że pisanie jak Rafał jest zdrowsze dla narodu. Według mnie: jeśli nie szanuję innych, nie mam prawa wymagać szacunku do siebie (nawet od siebie).
“pamiętajmy, ale nie w zapamiętaniu”
“…..Nie podoba mi się taki ton pisania o Zaolziu 1918/1919…..” Tzn. jaki ton ?
Problem tkwi w tym że o “Zaolziu 1918/1919″ praktycznie nie pisze się wcale. A jeśli już to tylko marginalnie lub myląco.
“….I co do cholery maja wspólnego suche fakty z 1938 roku z PRL? ….”
To że pisząc o 1938 zapominasz (?) o 1918/1919.
To właśnie skutek PRL.
A może zmień swój artykuł i dodaj do niego (na poczatku, w tej samej ilości) suche fakty z 1918/1919.
A ocenę zostaw czytelnikom.
Czesiu… ale dlaczego mam sie cofnąć do 1919 a nie do 990?
Czesiu, już wiem o co Ci chodzi z tym PRL. “(…) bierze się to stąd, że ponieważ w PRL pisano o II RP tylko źle, a o aneksji Zaolzia bardzo źle, to w III RP wypada pisać już tylko dobrze. Podręczniki więc notorycznie bagatelizuja to wydarzenie, a zwłaszcza fakt jawnej współpracy Polaków z Hitlerem (…)Trudno jest natomiast przyznać, że zemsta na Czechosłowacji za jej wrogą wobec Polski postawę z lat 1918/1919 była jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej przez całe dwudziestolecie międzywojenne, a aneksja Zaolzia była tej polityki ukoronowaniem – w najgorszym możliwym momencie i w najgorszym możliwym towarzystwie.” Adam Kożuchowski, Polityka, 4.10.2008
Chyba nadal nie wiesz, albo udajesz.
“….Podręczniki więc notorycznie bagatelizuja to wydarzenie….”
“Uwielbiam” takie “półprawdy” ;)
Problem w tym że podreczniki o Zaolziu 1918/1919 nie piszą praktycznie wcale.
I gdzie tu “symetria” ?
Ja podam jeszcze jeden link [link został usunięty - mod]
To nie tak, że “ręka w rękę z Hitlerem”. To tak, że Hitler zajął o kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych mniej w 1938 roku. Rok później Wehrmacht miał do przejścia kilka kilometrów więcej.
Co to zmieniło? Tyle, że Wojsko Polskie miało kilka godzin więcej na reakcję i – w tym przypadku – odwrót.
Co do sypania datami, to sięganie do Bolesława Chrobrego jest bez sensu, natomiast wspomnienie o zdradzie Czechów w 1920 roku jest jak najbardziej na miejscu. W roku 1938 roku Zaolzie zajmowali Polacy, którzy w 1920 byli przypalani nad ogniskiem przez Czechów, jak pradziadek mojej żony. Nie dziwi, że brali odwet. Można to krytykować, ale warto wiedzieć, skąd się to wzięło.
Zauważcie, że niemiecka V kolumna nigdzie w Polsce nie uzyskała takiego poparcia mniejszości niemieckiej, jak w Czechach. Wielu polskich Niemców w czasie wojny stanęło po stronie polskiej. W 303 dywizjonie latał nawet jeden Messerschmidt i nie był samolotem :)
Natomiast czescy Niemcy gremialnie poparli Hitlera. Czemu?
Sprawa jest trudna i pewnie nigdy nie dojdziemy w tej kwestii do całkiem obiektywnych opinii.
Co nie zmienia, że puenta Rafała jest całkowicie prawdziwa.
Widzisz, tzw. polscy Niemcy to była bardzo niejednorodna społeczność, podzielona geograficznie i politycznie. Duża część Niemców zamieszkiwała ziemie d. Kongresówki i Galicji, które nigdy nie były częścią państwa niemieckiego i mieli tego świadomość. Żyli w rozproszeniu wśród Polaków, łatwiej się polonizowali.
Wśród Niemców polskich można znaleźć pełną paletę postaw – od irredentyzmu i szowinizmu, przez akceptację bycia niemiecką mniejszością w państwie polskim, do dobrowolnej polonizacji. Pojecie “mniejszość niemiecka” w Polsce jest w ogóle b. niejednoznaczne, bo na pograniczu polsko-niemieckim było wiele grup przejściowych o labilnej świadomości narodowej, i była ogromna liczba Polaków niemieckiego pochodzenia. Np. jeden z kolejnych dowódców Dywizjonu 303, Zdzisław Henneberg, też byl potomkiem niemieckich osadników którzy osiedlili się w Warszawie w XIX w. Sama hitlerowska polityka narodowościowa z czterema kategoriami Volkslisty pokazuje, jak złożona była kwestia “Niemcy w Polsce”.
Natomiast Niemcy czescy, nazywający sami siebie sudeckimi. Byli homogeniczną społecznością, ostro oddzielającą się od Czechów. Od 1871 czuli się sfrustrowani tym, że nie są obywatelami II Rzeszy, a “zgniłej” wielonarodowościowej monarchii habsburskiej, a od 1918 Czechosłowacji. Czechów nienawidzili i pogardzali. Bardzo mocno dali się uwieść ideologii volkistowskiej (“Krew i Ziemia”) już na przełomie XIX i XX w. Ziemie czeskie uważali za swoje i chcieli je uczynić czysto niemieckimi. W o wiele większym stopniu, praktycznie w 99% poparli hitlerowską Sudetendeutschepartei (partię Heinleina). Niemiecki rasizm i nazizm zrodził się właśnie na pograniczu niemiecko-czeskim, w Wiedniu i Linzu. Sam Hitler ukształtował się w tej atmosferze, był równie zajadłym czechofobem jak antysemitą.
Polecam książki Jerzego W. Borejszy “Śmieszne sto milionów Słowian…” oraz Piotra M. Majewskiego “Niemcy Sudeccy. Dzieje pewnego nacjonalizmu”.
Wątpię czy zajęcie Zaolzia miało jakieś znaczące konsekwencję dla przebiegu obrony Polski we wrześniu 1939, ale być może tak. Jest natomiast przykład któy lepiej oddaje tego rodzaju dylematy.
Wiosną 1939 polski wywiad przeprowadził akcję “Łom” – dywersyjno-sabotażowe działania na Ukrainie Karpackiej (wówczas autonomicznej w ramach Czecho-Słowacji). Polscy agenci dokonywali morderstw, niszczyli mosty i linie telegraficzne itd. Wszystko po to, by wywołać wrażenie że Ukraińcy Zakarpaccy sami nie potrafią się rządzić, kraina jest ogniskiem destabilizacji, i jedynym wyjściem jest węgierska okupacja – bo Polska bardzo chciała mieć wspólną granicę z Węgrami. I rzeczywiście, w marcu 1939 Węgry dokonały inwazji na Ukrainę Karpacką, przy okazji dopuszczając się wielu zbrodni (rozstrzeliwania itd.)
Oczywiście moralna ocena akcji “Łom” musi być jednoznacznie negatywna – i jest to chyba znacznie większa plama na polskiej historii niż zajęcie Zaolzia. Przestępcza ingerencja w życie sąsiedniego państwa, sianie w nim terroru, pomoc w agresji. Ale… niepodległa Karpatoukraina byłaby państewkiem proniemieckim tak jak Słowacja księdza Tiso. Gdybyśmy nie mieli przyjaznej wspólnej granicy z Węgrami we wrześniu 1939, front byłby dłuższy o ponad 100 km, Lwów byłby zagrożony już w pierwszych dniach wojny, niemożliwa byłaby ewakuacja na “przedmoście rumuńskie”, być może nawet rządowi nie udałoby się wyjechać, a to dałoby argument, że państwo polskie nie istnieje. Nie mówiąc już o ewakuacji 100 000 Polaków w tym 35 000 żołnierzy na przyjazne Węgry…
No cóż, należy cieszyć się tym, że żyjemy dziś jednak w lepszej Europie niż 60 lat temu.