Porozmawiajmy o facetach
Równo 100 lat temu Robert Baden-Powell napisał elementarz skautingu – dla chłopców. O męskości w ZHP dyskutuje się jednak bardzo mało. Najwyższy czas to zmienić, a czyż jest do tego lepsza okazja niż Dzień Polskiej Harcerki?
Najpierw przeczytałem Dzikie serce Johna Eldridge’a. Potem obejrzałem po kolei O jeden most za daleko, Polowanie na Czerwony Październik i Demony wojny. Wszystko to o mężczyznach. Taki zestaw i dawka wrażeń estetycznych skłoniły mnie do przemyśleń o mężczyznach w ZHP właśnie.
Głównym celem działania ZHP jest wychowywanie młodych ludzi. Do naszych gromad czy drużyn trafiają dziewczynki i chłopcy, gdy dobrze działa ciąg wychowawczy, a my mamy trochę szczęścia, szeregi naszego Związku opuszczają już kobiety i mężczyźni, część z nich pozostaje w ZHP jako instruktorzy.
W przeciwieństwie do Kamila Waisa i Rafała Klepacza nie jestem socjologiem. Moje obserwacje będą więc całkowicie amatorskie i subiektywne, nie poparte badaniami naukowymi, mimo to odważę się nimi podzielić.
Zacznijmy od dziewczyn – one zazwyczaj narzekają na rówieśników. Mówią, że mężczyzn można podzielić na mimozy i brutali, że ze świecą szukać dziś trzeba prawdziwego faceta, że czują się bardziej męskie od niektórych swoich znajomych. Nieliczne, które spotkały w swoim życiu wyjątek potwierdzający regułę (co za głupie powiedzenie!), są odbierane jak te, które znalazły igłę w stogu siana. Kobieca część moich znajomych jest zdecydowana: z męskością na świecie dzieje się coś naprawdę niedobrego.
Koledzy zazwyczaj sięgają pokolenie wyżej. Opowiadają o swoich ojcach. O ojcach alkoholikach i sadystach, których powrót do domu zawsze napawał ich przejmujących lękiem. Opowiadają też o ojcach-pantoflarzach, ojcach-pracoholikach i ojcach-telewidzach. I o ojcach, których nie było, których nigdy nie poznali, albo którzy odeszli pozostawiając ich małymi chłopcami. Koledzy też są zgodni: ojcostwo przechodzi poważny kryzys, ale moim zdaniem to tylko odbicie szerszego kryzysu męskości, której ojcostwo jest jedną z najbardziej klasycznych form.
Znam wielu instruktorów ZHP, dorosłych już dziś mężczyzn. Spotkałem takich, którzy całe dnie i noce mogliby spędzić z gitarą przy świeczce, ściana ich pełna jest kolekcji barwnych wspomnień, swetry długie i czarne, a wzrok rozmyty. Napawa ich jednak lękiem telefon po pizzę czy taniec z dziewczyną. Ci mężczyźni szczerą i odwzajemnianą pogardą darzą inny typ, wojskowy. Gotowi do desantu podczas marszu przez centrum Warszawy, z lubością wymieniający się nazwami typów broni używanej w polskiej i amerykańskiej armii, porażający wręcz chamstwem w sposobie bycia i obchodzeniu się z kobietami, wzbudzający lęk. Oczywiście to przypadki skrajne, poznałem też fantastycznych artystów i żołnierzy.
Poznałem też instruktora ZHP, który nasze stowarzyszenie traktował jako swoisty poligon seksualnych doświadczeń. Poznałem kipiących agresją harc-polityków, z pogardą odnoszących się podczas wszelkich dyskusji do swoich adwersarzy. Poznałem harc-urzędników pędzących za harc-mamoną, której ZHP jest według nich doskonałym źródłem. Myślę sobie, że to w zasadzie jeden typ ? małych chłopców bawiących się odpowiednio w seks, politykę i pogoń za pieniądzem. I wymieniać by tak można, do momentu, aż ktoś poda mi link do wpisu Ryszarda Rutkowskiego o harcerskim pesymiźmie.
Uprzedzając ten fakt powiem, że spotkałem też w ZHP wspaniałych mężczyzn. Odważnych, mądrych, łagodnych w sposobie bycia, a zdecydowanych w sytuacji kryzysowej. Świetnych ojców, dobrych pracowników, wiernych i opiekuńczych partnerów czy mężów (dziewczyny zawsze coś przy nich mówiły o poczuciu bezpieczeństwa, ale to już one lepiej się na tym znają). Ci faceci przypominają mi granego w „Szeregowcu Ryanie” przez Toma Hanksa kapitana Johna H. Millera, w cywilu męża, nauczyciela literatury i trenera drużyny baseballowej, w armii dzielnego, rozważnego i świetnie zorganizowanego dowódcę.
Nie chodzi mi o to, żeby czynić dziś sąd nad kondycją męskości w Związku Harcerstwa Polskiego, niczego on nie wniesie, ani nie zmieni. Warto jednak zadać sobie pytanie ? jak budujemy w młodych, kilkunastoletnich chłopakach, którzy są naszymi podopiecznymi, męskość? No i może najważniejsze ? czym ona jest i jaka być powinna?
Na naszej-klasie odzywają się do mnie czasem moi byli podopieczni. Oczom się nie mogę nadziwić, kiedy widzę ich zdjęcia z motocyklami, dziewczynami, w krawatach, albo z granatowym sznurem na mundurze harcerskim. Zapamiętałem ich jako 12-13 latków, dziś to już prawie dorośli faceci. Jacy? Tego już nie wiem.
Wiem jednak, że takich dorosłych facetów, którzy mają na swoim koncie przygodę z ZHP jest dziś w Polsce kilkadziesiąt a może i kilkaset tysięcy. Statystyka mówi, że wśród byłych i obecnych harcerzy są przyszli posłowie na Sejm, dowódcy wojskowi, wybitni prawnicy, zarządzający w wielkich korporacjach, znani poeci i dziennikarze. Może harcerski mundur nosi dziś przyszły mąż stanu, nowy Piłsudski lub Kościuszko? Może biskupi? Ministrowie? To wszystko role społeczne, gdzie potrzeba prawdziwych i odważnych mężczyzn.
Nie każdy z nich zajdzie wysoko na społecznej drabinie, i nic w tym złego. Potrzebujemy przecież w Polsce dobrych szeregowych żołnierzy, ratowników medycznych, lekarzy, robotników, handlowców. Duża część z naszych byłych wychowanków będzie jednak mężami i ojcami.
Świat postawi przed nimi wyzwania, jakie stawia przed prawie każdym mężczyzną. Założenia ciepłej i kochającej się rodziny, której uczciwie mają zapewnić utrzymanie i bezpieczeństwo (nie tylko finansowe), opiekowania się starymi rodzicami. Rzetelnej pracy na rzecz firmy, gminy, miasta, województwa, może i kraju. Realizowania swojej pasji. Wykluczyć nie można, że stanięcia z karabinem w ręku w obronie zagrożonej Rzeczypospolitej (oby nie).
Myślę, że w wychowaniu do prawdziwej męskości w łeb bierze cała pozytywność i naturalność, a na dalszy plan schodzi system małych grup i praca z prawem i przyrzeczeniem harcerskim. Kluczowe jest w tym wypadku coś, na czym całe harcerskie wychowanie się opiera? osobisty przykład instruktora (w tym wypadku nie instruktorki). To wreszcie czas żeby zadać bardzo ważne pytanie. Pomyśl teraz o swoim drużynowym, szczepowym, komendancie hufca czy chorągwi, członku władz naczelnych ZHP, którego znasz. I odpowiedz sobie na pytanie czy można określić go mianem prawdziwego mężczyzny? Na szczęście często tak! Na nieszczęście często nie. Czy chciałbyś być takim facetem (dla kobiet z takim facetem) za kilka czy kilkanaście lat? No i teraz pytanie tylko dla panów, jakim Ty jesteś mężczyzną i jakich mężczyzn przez osobisty przykład wychowujesz?
W dzień kobiet organizacje feministyczne organizują wielotysięczne manifestacje w obronie swoich praw. O tym jak pogodzić karierę zawodową z macierzyństwem rozmawia się w niejednym programie publicystycznym. Dziennik promuję ogólnopolską akcję na rzecz pracy kobiet przez internet. I w ZHP mówi się o kobiecości. Już wkrótce dzień polskiej harcerki. O tym jak pozostać kobiecą nosząc harcerski mundur powstał niejeden artykuł.
Nie przypominam sobie jednak, żebyśmy kiedykolwiek w ZHP rozmawiali o wychowaniu mężczyzn, a może raczej o wychowaniu do męskości. Jak mężczyzna powinien przeżyć młodość? Jak uczyć odpowiedzialnego ojcostwa? Ile w facecie żołnierza, a ile poety? Jak nie zatracić się w pracy zawodowej czy pogoni za pieniądzem? Jak na trwałych wartościach zbudować rodzinę? Jak odważnie podejmować wyzwania (które podobno męskość budują)? B-P poświęcił tym zagadnieniom niejedną stronę swoich przemyśleń. Jak pokazuje rzeczywistość, trzeba do nich wrócić. A może czas na nowe Scouting for boys?

CYTAT:
Myślę, że w wychowaniu do prawdziwej męskości w łeb bierze cała pozytywność i naturalność, a na dalszy plan schodzi system małych grup i praca z prawem i przyrzeczeniem harcerskim.
————
???????
Jak „prawdziwej meskosci” przeszkadza pozytywność i naturalność ?
Świetny tekst
i bardzo potrzebny.
Rzeczywiście często o tym zapominamy. A wizerunek mężczyzny kreowany we współczesnym świecie jest żenujący. Mężczyzna z reklamy proszków do prania to głupek i niedorajda.
Nawet gdy przyjrzymy się stopniom, które w pewien sposób kształtują młodego człowieka albo wspierają jego kształtowanie rękami drużynowego, nie znajdziemy w nich zbyt wielu odniesien do kształtowania męskości. Znajdziemy odniesienia w stopniach żeńskich – jak być kobietą. Ale tez niewiele.
Jednak aby nie dywagować na pusto:
Pojawia się problem drużyn koedukacyjnych, prowadzonych przez kobiety. Czy z młodym mężczyzną- harcerzem starszym/ wędrownikiem powinna rozmawiać drużynowa o tym, żeby w tym kontekście nad sobą pracował czy raczej nie powinna tego robić i podsunąć mu innego instruktora?
„Odważnych, mądrych, łagodnych w sposobie bycia, a zdecydowanych w sytuacji kryzysowej” to zestaw cech typowo męskich? Mam nadzieję, że nie, bo jako kobieta marzę, by je posiadać;p
A poza tym tak okropnie relatywistycznie: Wy wiecie, co to znaczy „prawdziwy mężczyzna”? Ja nie. I zastanawiam się, dlaczego lubujemy się w nazywaniu zmian kryzysem, ideały zmieniają się z czasem. Poza tym, może taki „prawdziwy” (kusi mnie, by napisać „mityczny”) mężczyzna nie jest dziś potrzebny w „realu”.
Jeszcze jedna luźna satyryczna myśl: dlaczego to bohaterowie przywołani przez autora mają być uznani za ideał mężczyzny, może by wziąć Wertera – kiedyś to za nim wzdychały kobiety i zastanawiały się, dlaczego nie mogą nigdzie spotkać takich kochanków…
Jak dla mnie: wystarczy wychowywać porządnych ludzi, którzy potrafią się odnaleźć w swojej roli życiowej. Pamiętać, że się różnimy i w związku z tym w rozwoju wskazywać te cechy, które u mężczyzn rozwinąć łatwiej. Ale nie sugerujmy nikomu, że nie jest „prawdziwym mężczyzną” czy „prawdziwą kobietą” – wydaje mi się, że tym raczej zaszkodzimy. Przykład jest niezbędny, zgadzam się w 100%.
Kasiu,
co to jest według mnie „prawdziwy mężczyzna”, a może raczej jakie cechy na męskość się wedle mnie składają nie napisałem wyczerpująco – myślę nad wpisem rozwijającym ten wątek, bo mam już parę przemyśleń na ten temat.
Co do kryzysu, a może raczej pewnego niepokoju – napisałem o nim na podstawie obserwacji i opinii ludzi (zarówno mężczyzn jak i kobiet) ze środowiska, w którym się obracam.
Czy problem, o którym piszę jest realny w skali makro? Nie wiem, jak już wspomniałem o to lepiej spytać Kamila albo Rafała. Ja go obserwuję w skali mikro i dlatego o nim piszę.
A to, że o męskości i wychowaniu do niej w ZHP się nie dyskutuje wydaje mi się faktem.
Co do Wertera, a podanego przeze mnie przykładu bohatera „Szeregowca Ryana” – myślę, że mają wiele ze sobą wspólnego. Uwierz mi, że moja wizja męskości to nie „zabijać i nic nie czuć”. W końcu jestem szefem HSR, gdzie zamiast zabijać ratujemy:)
„W końcu jestem szefem HSR, gdzie zamiast zabijać ratujemy:)”
Ciekawe spojrzenie na misję HSR… A powinniście zabijać? Jeśli nie, to czemu „zamiast”?
Czy mamy wychowywać do ról społecznych, czy też wychowywać wszechstronnie i dać ludziom wybór w jakie role wejdą?
Czy poeta, czy żołnierz? A może naukowiec, albo kosmonauta? A może piekarz? Co jest złego w piekarzu? Co jest złego w zamiataczu, czy pomywaczu? (popularne zajęcie Polaków za granicą).
Czy skoro każdy z instruktorów jest innym mężczyzną i każdy ma inną wizję męskości, to jest jakaś uniwersalna męskość do której mamy wychowywać?
Ile lat Ty się zastanawiałeś nad swoją „męskością”? Czy nie lepiej właśnie dać młodym ludziom czas na własne przemyślenia i wnioski?
Czy problem opisany przez Ciebie istnieje w społeczeństwie, czy tylko w ZHP? Czy problemem jest brak odpowiedniego przygotowania drużynowych, ich nieświadomość, czy zbyt wiele negatywnych osobistych przykładów?
> Ciekawe spojrzenie na misje HSR? A powinniście zabijać?
Nie.
> Jeśli nie, to czemu ?zamiast??
„Zamiast” było ironią. Żartem takim. Humoreską. Dowcipem. Psotnym figlem. Zabawą słowną.
> Czy mamy wychowywać do ról społecznych, czy też wychowywać wszechstronnie i dać ludziom wybór w jakie role wejdą?
Wszechstronnie.
> Czy poeta, czy żołnierz? A może naukowiec, albo kosmonauta? A może piekarz?
Męskość nie ma nic wspólnego z wykonywanym zawodem.
> Co jest złego w piekarzu? Co jest złego w zamiataczu, czy pomywaczu? (popularne zajęcie Polaków za granicą).
Nic.
> Czy skoro każdy z instruktorów jest innym mężczyzną i każdy ma inną wizję męskości, to jest jakaś uniwersalna męskość do której mamy wychowywać?
Są pewne cechy wspólne.
> Ile lat Ty się zastanawiałeś nad swoją ?męskością??
Rok dopiero.
> Czy nie lepiej właśnie dać młodym ludziom czas na własne przemyślenia i wnioski?
Lepiej o tym dyskutować, żeby nie musieli myśleć w samotności.
> Czy problem opisany przez Ciebie istnieje w społeczeństwie, czy tylko w ZHP?
W społeczeństwie.
> Czy problemem jest brak odpowiedniego przygotowania drużynowych, ich nieświadomość, czy zbyt wiele negatywnych osobistych przykładów?
I to i to.
Ja nie uważam, że nie należy na ten temat dyskutować. Warto, ale może niech to robią psychologowie… Ja przeżyłam w mojej drużynie żeńskiej kilka sposobów wychowywania do „bycia sqaw”, jak to się u nas nazywa. Wydaje mi się, że ujmując zagadnienie, jak autor to zrobił można uznać, że kobiety mają podobne problemy. Dziewczyny stają się bardziej „męskie” – chcą być niezależne, przestają być delikatne, albo nie szanują się i idą do łóżka z byle kim. To są problemy, o których też się mówi w moim otoczeniu, tak jak Ty, Kubo, wspominałeś o problemach męskości. (Z tym, że ja nie uważam, że należy tu mówić o problemie kobiecości.)
Wrażenia osoby wobec której stosowano „wychowanie do kobiecości”:
Pierwsza moja drużynowa przestała być moim autorytetem, gdy zaczęła tłumaczyć mojej przyjaciółce, że powinna być bardziej kobieca (wysportowana, krótkie włosy, miała zawsze kumpelskie kontakty z facetami, w końcu po klasie, gdzie była jedyną sqaw). Ta przyjaciółka już jako drużynowa próbowała później tłumaczyć na jakimś kominku o przemianach, których doświadczają dziewczęta w okresie dojrzewania. Paplała po prostu bzdury, które wychodziły z jej doświadczenia i nawet stosowały się do teorii, ale nie u wszystkich zachodzą tak samo i uświadomienie sobie tych rzeczy nie pomaga w przeżywaniu tego okresu- miałam wtedy 16 lat (tyle co ona)i nie zgadzałam się z tym, co mówiła z prostego powodu – żeby się zgodzić musiałabym zrezygnować z nazywania siebie kobietą.
Jedyne co zadziało to przykład własny mojej drugiej drużynowej. Cały czas staram się pewne cechy w sobie kreować, bo dostrzegłam je w niej. Ale bez związku z kobiecością stereotypową. Ona jest mądra, spokojna, silna i stanowcza. Czy można to wpisać w katalog cech kobiecości, do której mamy wychowywać? Można, ale po co? Skoro wystarczy powiedzieć, że jest CZŁOWIEKIEM, którego warto pod tymi względami naśladować?
Czy w ogóle kobiecość i męskość można ująć w klarownych słowach? To chyba trzeba poczuć. No i można pokazać. Ale każdy będzie pokazywał tak, jak czuje. Dwie pierwsze wspomniane osoby nie są głupie – próbowały po prostu stereotypowo wziąć się za temat, który dotyczy wnętrza – czegoś maksymalnie indywidualnego.
A mi z tego całego „świadomego” wychowywania pozostało jedno: traktować z przymróżeniem oka ludzi, którzy wiedzą, jak powinni się zachowywać inni.