Kto się boi KSI?
Kiedy zamykałam swoją próbę przewodnikowską bałam się okropnie. Nie było tak źle, w końcu się udało. Strach zrzuciłam na niewiedzę, obawę przed nieznanym, na nową w moim życiu sytuację. Na zamknięcie podharcmistrza nastawiłam się bojowo, chciałam walczyć, nie przespałam nocy w oczekiwaniu na komisję. Było łatwiej, bo wiedziałam, co może mnie czekać i znałam członków komisji. Z harcmistrzem było najtrudniej. Chorągiew, nieznani instruktorzy. Byłam przygotowana perfekcyjnie. Otwieranie próby zakończyło się płaczem i wielką wściekłością (a niełatwo doprowadzić mnie do takiego stanu). Na zamykaniu było podobnie, choć do tego spotkania przygotowałam się jeszcze lepiej. Zdawało mi się, że komisja postanowiła się nade mną nieco “popastwić”, bo nie było się do czego przyczepić.
W tych moich przeżyciach nie jestem osamotniona.
Wśród moich harcerskich znajomych często mogę usłyszeć sformułowania w stylu: “Ta komisja to stare baby, które od wieków nie widziały nawet harcerza”, “Nie będę spowiadać się z mojego życia przed tymi sfrustrowanymi staruchami”, “Nie mam zamiaru więcej tam chodzić”, “Trudno, nie zamknę tej próby”. Niestety komisje same, swoją działalnością, sobie na to zapracowały.
W ciągu sześciu lat mojej pracy w KSI, w dwóch różnych hufcach oraz otwieraniu prób z moimi podopiecznymi w różnych środowiskach, obserwowałam (i wciąż obserwuję) podobne sytuacje. Kandydaci na instruktorów panicznie boją się komisji. Co gorsza, niektórzy harcmistrzowie z KSI wydają się czerpać radość z zadawania głupich lub trudnych pytań, na które młody człowiek nie ma szans odpowiedzieć, i doprowadzaniu ich do płaczu. Co więcej intencją tych działań wcale nie jest nieotwarcie czy negatywne zamknięcie próby, tylko… no właśnie co? Zdawać by się mogło, że w komisjach zasiadać powinni doświadczeni instruktorzy (niezależnie od ich wieku), potrafiący wesprzeć przyszłych instruktorów w ich rozwoju, a tymczasem wydaje mi się, że często nie orientują się oni w bieżącej sytuacji Związku, nie rozumieją nowych dokumentów, nie znają specyfiki tej organizacji, a za wszelką cenę próbują pokazać swoją wyższość i wykazać niekompetencję młodego człowieka.
I jak tu motywować młodych ludzi do rozwoju? Otwierania kolejnych prób?
Chyba bycie członkiem komisji do czegoś zobowiązuje?
Z moich doświadczeń wynika jednak, że nie do końca?

[...] czytaj Tags: gosia silny, KSI [...]
No cóż, a któż to zasiada w tych prześwietnych gremiach ? Może jakieś badania – których w swym artykule domaga się Rafał ? Nie są “przypadkiem” te wszystkie komisje przechowalnią, lub …skansenem ?
Dlaczego niby harcmistrz o stażu dłuuuuugaśnym, który po prostu nie odświeża swej teorii i praktyki w pracy bezpośredniej ma jakiś dziwny tytuł do tego by znając parę tak modnych i nieodzownych dziś kodyfikacji decydować o tym, czy młody świetnie przygotowany człowiek ma mieć, czy ma nie mieć przyznany stopień. Skoro są spełnione warunki, jest OK opiekuna, to przepraszam , ale ja ten cały /…../ posłałbym do diabła ! Jakiś sekretarz prowadzący dokumentację, wniosek parafowany przez niego i opiekuna i rozkaz ! A kształcić niech będą zespoły kształcenia złożone z kształcących hm i phm – ale z praktyką i aktualną pracą, a nie “historyczną przeszłością” . I mówi to wam harcmistrz o stażu wybitnie psującym statystyki korpusu hm, niestety na plus. :(
Nieuprawniona generalizacja moim zdaniem, Wilku Samotniku.
A czegóż mógłbym się po Tobie innego spodziewać druhu Ryszardzie ? :)
Ale czekaj, bo nie wiem o co pytasz? innego niż ten komentarz, czy innego niże takie cechy, jakie opisała Gosia? Nie bardzo rozumiem. Ale jak mi podpowiesz, to chętnie odpowiem.
tj takie niesamowite, odkrywam że w całym zhp są chyba takie same problemy: moja przyboczna kiedy otwierała próbę przewodnikowską wyszła z ksi z płaczem, ludzie który kończyli próby raczej wyglądają na zdemotywowanych, nikt się nie uśmiecha, sama miałam ochotę przeprosić KSI za to, że chcę sie rozwijać i pracować dla zhp.strach trochę.
No cóż, kolejny tekst na zhp24.net potwierdza słuszność naszych, tj. Kręgu Płaskiego Węzła, postulatów :-) Wyjściem z opisanej sytuacji jest zmiana filozofii funkcjonowania stopni instruktorskich – wyższy stopień nie powinien się wiązać z poziomem działania w organizacji. System SI powinien być oparty na mechanizmie uczeń – czeladnik – mistrz, a nie “funkcjonariusz szczebla podstawowego”, “funkcjonariusz szczebla rejonowego” i “funkcjonariusz szczebla centralnego” jak to jest niestety w tej chwili. Należy też rozważyć sensowność systemu OKK. Czy przepustką do kształcenia i oceniania nie powinien być po prostu stopień instruktorski, ewentualnie poparty ukończonymi studiami (lub przedmiotami) z zakresu pedagogiki, zarządzania itd.?
Co do samych KSI na pewno jest w nich wielu znakomitych instruktorów, kompetentnych i życzliwych, niestety w dużej części istnieje taki stan jaki przedstawiła autorka. Dlaczego tak jest?
Z jednej strony tak jak napisał Stary Wilk, KSI (podobnie jak niektóre inne organy szczebla hufcowego czy chorągwianego) bywają “przechowalniami” działaczy oderwanych od wychowawczej działalności ZHP. Najgorzej jest wtedy, gdy ludzie którzy w pozaharcerskim życiu nie zajmowali się nigdy nauczaniem, szkoleniem, kształceniem itd., w życiu nie ocenili nawet szkolnej kartkówki z polskiego, w KSI bawią się w egzaminowanie, wchodzą w społeczne role “wysokich komisji” podpatrzone chyba z filmu “Psy” albo z jakichś czasów pezetpeerowskiego działactwa. Komisja, stół nakryty zielonym suknem, trzej panowie za stołem i delikwent przed stołem…
Z drugiej strony czasem jest i tak, że w KSI zatrzymuje się ludzi wbrew ich motywacji. Instruktor już dawno szczerze chciałby odejść z ZHP całkowicie, do harcerstwa wracać raz do roku przeglądając album ze zdjęciami, ale wciąż ulega prośbom szefa KSI lub komendy hufca, bo “bez Ciebie będzie nam brakowało jednego hm-a” itp.
Zgadzam się z Gosią, że takie sytuacje się zdarzają. I z Wilkiem, że to wina składu KSI i jego odcięcia od świata.
Próby pwd. nie mogłam otworzyć, bo szef KSI nie lubił mojego opiekuna. Zamknąć mogłam bez problemów, ale zamykałam po rosyjsku – czym szef ksi znów dał dowód na to, że nie uznaje zdania innych członków komisji a jedynie swoje.
Próbę hm. zamykałam dwa razy, bo źle napisałam raport. I pewnie zbyt ogólnikowo go napisałam, ale chyba dla satysfakcji KSI musiałam przyjść drugi raz.
Tyle anegdot i marudzenia.
Rozwiązania:
W moim hufcu pojawił się podobny problem. Zresztą pojawia się co kilka lat, że instruktorzy, którzy wchodzą w skład KSI czasem rezygnują z innej działalności w hufcu i poprzestają tylko na byciu komisariuszem, a jedynym źródłem wiedzy o życiu hufca/chorągwi dla nich są raporty z prób instruktorskich.
Żeby tak nie było, żeby zasiadanie w KSI było zaszczytną służbą na rzecz rozwoju młodych instruktorów (och, patetycznie brzmi ;) ) proponuję wymianę 2 członków KSI co roku. To daje rotację, odświeża skład, zabezpiecza przed tworzeniem się klik, stronnictw (bleeee, zdarza się takie coś). Kogo wymieniamy? Tego, kto nic nie robi i się nie rozwija, albo tego, który nie ma teraz na to czasu, albo tego, kto nie widuje instruktorów w działaniu, bo nie uczestniczy w życiu hufca.
Ważne, żeby było to zwykłe rozwiązanie systemowe. Gdy nikogo NIE WYWALAMY z KSI tylko w ramach odświeżenia bierzemy kogoś nowego, wiec ktoś musi odejść. Nie musimy wtedy robić rewolucji, buntować się przeciwko skostniałej KSI itd. Bo prędzej czy później każdy z nas może w tej KSI zasiąść.
Pozdrawiam
Anna Nowakowska – która we wtorek zasiądzie w KSI
Również uważam, że to nieuprawniona generalizacja, Wilku Samotniku.
Czego spodziewasz się po mnie?
Idea wymiany instruktorów w KSI, co dwa lata jest sama w sobie niezła, ale…
No właśnie jest kilka ALE;
1) gdy w KSI można otwierać nie tylko pwd, ale też phm, jest potrzebna pewna liczba harcmistrzów, często zresztą zarówno harcmistrzów jak i podharcmistrzów jest ograniczona liczba w hufcu, wnioskuje to na podstawie dużego doświadczenia w tym zakresie, wiem, że u Gosi w hufcu byłby z tym problem, wiem też, że mimo, że należę do jakże tradycyjnego Hufca Warszawa Mokotów, u mnie w Hufcu też byłby z tym problem, szczególnie, że mamy dwie komisje ( żeńska i męska)
2) Zmian co dwa lata mogą kręcić się również wokół tej samy grupy ludzi, którzy są z sobą zaznajomieni, skład KSI Hufca Warszawa Centrum niewiele się zmienił w ciągu czasu kiedy otwierałam tam swoją próbę (9 lat), nawet ta sama osoba jest przewodniczącym. Pewnie i w moim hufcu sprawa tak wygląda.
3)Jeśli byśmy restrykcyjnie podeszli do tych dwóch lat, to mogłoby się okazać, że w pewnym momencie zabrakło nam instruktorów.
Może dobrą ideą, byłoby to, że nie można dłużej niż jedna kadencja pełnić w Komisji tej samej funkcji (np.przewodniczący, wice, skarbnik), przetestowałam ten system z drużyną wędrowniczą i myślę, że jest dobry, bo co to za instruktor, który od 10 lat jest członkiem komisji i w ogóle nie pnie się w górę, nie podejmuje wyzwań. Taka osoba popadając w rutynę jedynie zniechęca instruktorów do działania, bo przecież jasne, że nikt nie ma szans zająć jej miejsca, a szczerze powiedziawszy, jeśli miałabym gwarancje, że już za dziesięć kolejnych lat ona zrezygnuje to chyba nie chciałabym czekać, gdyż wtedy to pewnie też już będę skostniałym emerytem, który nie pamięta, jak prowadził drużynę.