“Jesteś harcerzem? W tym wieku? I co ganiasz po lesie? Nie za stary jesteś? Ha ha.” Zdarzyło ci się kiedyś to usłyszeć? Mi nie raz. I na nic było tłumaczenie że tak naprawdę jestem harcerskim INSTRUKTOREM a nie harcerzem jako takim. Gdzieś tam w świadomości ludzi różnica między harcerzem a instruktorem jest o wiele mniejsza niż różnica między nauczycielem a uczniem. Ba, dla sporej części nie ma jej w ogóle. A jest?
No właśnie. Kiedykolwiek wspomnę o stosunku nauczyciel - uczeń, odzywają się głosy - to zupełnie inaczej, u nas nie ma takiego stosunku, przecież wychowujemy Harcerską Metodą Wychowawczą! Przecież mamy wzajemność oddziaływań! I tym magicznym sformułowaniem kompletnie niwelujemy różnice między instruktorami a nie-instruktorami.
Prawda oczywiście leży gdzieś pośrodku. Zgadzam się, że instruktor dla harcerza to nie to samo co nauczyciel dla ucznia. Stosunki te są chyba bardziej partnerskie, właśnie ta wzajemność oddziaływań powoduje że oboje się uczymy i oboje nauczamy. Ale czy nie poszliśmy w tym za daleko?
Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z innymi organizacjami skautowymi na tyle blisko aby poznać ich specyfikę działania, jedną z rzeczy która uderzyła mnie od razu była właśnie ta gruba i wyraźna granica między instruktorem a skautem. Między “scout” a “scouter” jak nazwał to Baden Powell. Między wychowawcą a wychowankiem - choć oczywiście to uproszczenie. Różnica która, choć w kwestiach organizacyjno porządkowych jest w większości innych organizacji dość silna, nie musi wcale powodować zaniku wzajemności oddziaływań.
U nas ta różnica jest strasznie zatarta. Nie ma więc co się dziwić, że ludzie z zewnątrz jej nie widzą, skoro nawet my często nie jesteśmy w stanie jej dostrzec. Bo kiedy staję się “scouterem”? Gdy zdobywam stopień instruktorski? No niby tak, ale przecież całkiem spora część drużynowych (chyba ok. 40%) nie posiada stopnia instruktorskiego! Więc może z chwilą objęcia funkcji? No tak, ale to nie jest jakaś gruba kreska, po prostu rozkaz i staję się kadrą. Teoretycznie muszę przejść przeszkolenie, ale często odkładane jest ono w czasie, czasem nie ma go w ogóle! Granica ta jest płynna, co potęguje fakt, że wiek instruktorski do samego początku pokrywa się z wędrowniczym. Tak więc mogę być wędrownikiem nie pełniącym funkcji instruktorskiej, lub pełniącym taką funkcję, mogę być instruktorem na funkcji, a także instruktorem bez funkcji! Strasznie to skomplikowane.
Sytuację potęguje fakt, że kadra niższego szczebla jest u nas dość młoda, drużynowi często mają po 16 lat, czasem (choć to niezgodne z naszymi przepisami) nawet mniej.
Czas chyba zastanowić się nad tym czy to sytuacja której tak naprawde pragniemy. Ale do tego musimy poczynić jeszcze jedno ważne założenie. W sumie powinno to być dość jasne, ale nie wszyscy to rozumieją. Młody człowiek wstępuje do harcerstwa i po kilku latach wychodzi “w życie” z bagażem doświadczeń, wartości i umiejętności. Do harcerstwa nie wstępuje się po to, aby pozostać w nim do końca życia (choć metaforycznie mówimy że zostajemy harcerzem na całe życie). Następnie osoba MOŻE podjąć się bycia harcerskim instruktorem. Zarówno taka która była harcerzem, jak i taka która nim nigdy nie była. To zupełnie inna bajka i tak powinniśmy to traktować. Oczywiście instruktor powinien nadal “być harcerzem” pod wieloma względami, ale to jednak już inna sprawa.
Jak to wygląda ot w takim skautingu portugalskim? Sprawa jest o tyle prostsza, że wiek wędrownika i instruktora jest rozdzielony. Do 21 roku życia jest się wędrownikiem. Można pełnić funkcję przybocznego, ba nawet należy pełnić tego typu podstawowe funkcje jeśli planuje się zostać instruktorem. Następnie bierze się udział w tzw. Ceremonii pożegnania. To nic innego jak obrzędowe pożegnanie wędrownika, który dochodzi do wieku 21 lat i odchodzi z drużyny tak samo jak odchodzi się ze szkoły. Większość z nich odchodzi w życie, choć część decyduje się zostać instruktorami. Wtedy przechodzą specjalne szkolenie aby wreszcie stać się instruktorami. To spora różnica, a także spora zmiana psychiczna (tam akurat dodatkowo zmienia się kolor ich chusty, który oznacza grupę wiekową).
Mam czasami wrażenie, że naszym instruktorom brakuje takiej twardej granicy stania się instruktorem. Zarówno z prostego powodu braku jakiegokolwiek dużego szkolenia czy przygotowania do zostania instruktorem (owszem jest próba instruktorska ale jak mówiłem spora część kadry nie jest instruktorami, są także inne kursy, ale powiedzmy sobie szczerze nie są one obowiązkowe). Po drugie taka twarda granica powodowałąby być może większy krok w psychice - ZOSTAŁEM INSTRUKTOREM. To już nie przelewki. Jestem odpowiedzialny za innych ludzi.
Jesteśmy znowu trochę w tyle. Nasz system metodyczny jest “nietykalny” tymczasem mamy coraz więcej młodych drużynowych bez stopnia. Mamy też grupę wiekową wędrowników, która pokrywa się z instruktorami i ciągle do końca nie wiemy czy chcemy żeby młody instruktor był wędrownkiem (z punktu widzenia metodycznego - teraz teoretycznie tak jest, ale nadal nie ma do końca pomysłu jak miałoby to działać), czy nie do końca, czy to działa czy nie, jak ma to działać? Może czas się tym zająć? Może jednak warto przeanalizować sytuację AD 2008 i zastanowić się jak dostosowac nasz system metodyczny tak aby działał jak najlepiej?
Jedno jest dla mnie pewne. “Kreska” między instruktorem a harcerzem powinna być grubsza. Oczywiście w niczym nie umniejsza to konieczności pamiętania o wzajemności oddziaływań, czy po prostu o byciu blisko problemów harcerzy. Ale granica taka pomogłaby nam także w innych sprawach - nasza “pajęczyna” powiązań harcersko-kadrowych “wyszła nam bokiem” kiedy zastanawialiśmy się bodajże dwa lata temu nad przepisami przeciwdziałającymi nadużyciom seksualnym (jakoś to ładnie nazwijcie
Bo gdzie u nas jest granica kadrowa? Między instruktorami a nie instruktorami? Między kadrą a nie-kadrą? A może w pewnym wieku? Wielki tu chaos. A moja w ćwiartce wielkopolska dusza strasznie chciałaby aby go tu nie było. Nie tracę nadziei!
Brak podobnych wpisów






Komentarze: 12 do “Harcerz czy instruktor?”