Czy Harcerze mają wakacje?
Wakacje trwają od 2 tygodni po 3 miesiące. Uczniowie czekają na nie z utęsknieniem, urzędnicy biorą urlop, żeby wyjechać do ciepłych krajów, każdy kiedyś odpoczywa. Weekend zaczyna się już w piątek, pecha mają pracujący w soboty, ale i tak w większości tylko do 14. Jest to czas relaksu, wyłącza się telefon komórkowy, chce się odetchnąć, nie myśleć o problemach w pracy, nadchodzących sprawdzianach czy egzaminach. Życie przeciętnego człowieka toczy się według cyklu praca – wolne. Politycy, może i pływają raz na jakiś czas w wodach Pacyfiku, ale nie wierzę, że premier kraju, nie myśli wtedy o tym, co powinien zrobić po powrocie do domu (przynajmniej dobry premier:)).
A czy harcerz może mieć wolne?
Czy harcerze są w tym aspekcie jak politycy?
Mówi się, że harcerzem jest się cały czas, to w końcu sposób na życie. I OK, to zrozumiałe, nie można przecież mieć wolnego, od bycia Polakiem, czy katolikiem, tak samo jest i z harcerstwem. Ale czy można mieć wakacje od harcerstwa jako takiego, od instytucji? Taki problem zaczyna się już na szczeblu funkcyjnego w hufcu. ZHP pochłania niesamowitą ilość czasu. Przez tydzień myśli się o rozwiązywaniu problemów, tu jakiś wypad do chorągwi coś załatwić, tu nie daj Boże zbiórka wymagana przez jednostki nadrzędne, trzeba by od czasu do czasu wpaść do swojej macierzystej drużyny, później komenda lub inna rada, w weekend wyjazd na bazę harcerską lub pizza z przyjaciółmi, na której, jak się uda, 1% tematów jest niezwiązanych z hufcem. W wakacje nie jest lepiej, w końcu obóz, później planowanie pracy, rewizje czy inne cuda. Nie można przecież powiedzieć “nie chcę iść na zbiórkę”, którą się miało przygotować, ludzie będą czekać, zawiedziemy… Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność, nie da się wyłączyć na miesiąc z obiegu, bo sprawimy, że coś się popsuje. Jednym słowem NON STOP ZHP.
Czy jest to w 100% dobre? Czy nie grozi nam przepracowanie, a co za tym idzie zniechęcenie? W końcu będziemy przychodzić do hufca, jak do nielubianej pracy, która stała się koniecznością lub do której tak przywykliśmy, że nie potrafimy zmienić jej na lepsze.
A może nie mamy innego życia?
Antek jest harcerzem od 10 lat, jest już wysoko postawiony w hufcowej hierarchii, tu poznał swoich przyjaciół, pierwsze i kolejne miłości, pracę, problemy. Dzięki harcerstwu zdobył się na wiele niesamowitych rzeczy, skakał ze spadochronu, był daleko za granicą Polski. Jednak nie jest do końca przygotowany do życia w społeczeństwie. Nie potrafi rozmawiać przez godzinę nie wspominając o ZHP, nie ma innych znajomych, zdarzyło mu się dostać kiedyś słabą ocenę w szkole, bo nie nauczył się będąc na biwaku. Jako członek komendy czy KRH nie raz był niedoceniany przez “zwykłych” harcerzy.
Czy to jest to, czego oczekujemy? Praca Non Stop?
A może to po prostu już pewien stopień uzależnienia…

Czy Harcerze mają wakacje? – nie
Czy członkowie ZHP mają wakacje – tak
Czy to naprawdę takie trudne pamiętać że “członek organizacji harcerskie” =/= harcerz ?
Albo inaczej…
Harcerz musi pamiętać że co pewien czas musi sobie zrobić wakacje od bycia “członkiem organizacji harcerskiej”.
Po co ?
Z tych samych powodów dla których inni mają wakacje ;)
A ja tam uważam, że harcerzem jest się 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. I dla mnie jest to JEDNOZNACZNE z byciem członkiem organizacji harcerskiej. I dziwie się, gdy ktoś twierdzi, że może być inaczej.
Ale znam takich, co każdego dnia robią sobie przerwę od bycia harcerzem, aby skorzystać z tej sposobności i połamać sobie któryś z punktów prawa harcerskiego. W końcu mają wakacje. Może króciutkie, ale zawsze…
Bycie harcerzem to coś szalenie miłego, sympatycznego i sprawiającego mnóstwo radości. Jeśli ktoś potrzebuje wakacji od takich rzeczy, to albo wizyta u specjalisty się kłania, albo sam siebie oszukuje.
Dziwisz się dlatego że twierdzisz iż nie moze być inaczej czy też dlatego że nie miałes okazji zetknąć się z taką sytuacją ?
Tekst jest bardzo dobry i porusza ważne problemy, choć może powinien być zatytułowany “Czy instruktorzy mają wakacje”. Porównując czasowe obciążenia drużynowego czy innego poważnie traktującego swe obowiązki instruktora z działalnością w jakiejkolwiek innej przeciętnej organizacji, łatwo dostrzec że instruktorzy są bardzo obciążeni czasowo. Jeśli drużynowy poza prowadzeniem drużyny jeszcze cokolwiek robi np. na poziomie hufca (jakaś komisja, namiestnictwo itd.) to może łatwo wpaść w pułapkę poświęcania codziennie jednej, dwóch i więcej godzin na sprawy harcerskie i pułapkę zajętego każdego weekendu. Może i pożytecznie, ale nie zawsze przyjemnie. A weźmy np. studenckie koła naukowe – zrzeszają ludzi w podobnym wieku co większość aktywnej kadry ZHP. Jeśli takie koło spotyka się raz w tygodniu, zrobi raz do roku jakiś wyjazd (objazd naukowy, wyjazd na konferencję w innym mieście) i raz na semestr jakąś większą imprezę na swojej uczelni, to jest uważane za intensywnie działające! A przy tym przecież odpowiedzialność i obowiązki rozkładają się znacznie bardziej równomiernie, pracuje się wyłącznie z pełnoletnimi ludźmi itd.
Nie wiem czy problem w ogóle jest do rozwiązania, może można go tylko trochę zmniejszyć. Na pewno najwięcej obciążeń wiąże się z latem. Każdy kto choćby współorganizował obóz wie doskonale, że najbardziej męczące i czasochłonne (oraz demotywujące) bywa zatwierdzanie i rozliczanie obozu wobec “instancji” własnej organizacji czyli ZHP…
Drugą sprawą jest pogodzenie obozu środowiska z udziałem w np. zlotach czy Wędrowniczej Watrze. Ja sam świadomie założyłem sobie już dawno, że w wakacje uczestniczę w najwyżej jednej imprezie harcerskiej i tą imprezą jest obóz szczepu (inna sprawa, że z racji obowiązków zawodowych i tak bym nie miał czasu na więcej).
W ciągu roku poza obozem, też można by wiele czasu zaoszczędzić. Imprez harcerskich jest zdecydowanie za dużo. Za dużo się wymaga udziału w szkoleniach (często niewiele wartych), za dużo jest imprezek – rajdzików, spotkanek, festiwalików, śpiewanek, zbióreczek – schematycznych i mało rozwijających.
A przede wszystkim konieczna jest zmiana mentalności, inne spojrzenie na działalność drużyny. Podobny temat był poruszony w ostatnim numerze “Pobudki” z perspektywy ZHR i tam ktoś (chyba Marabut) skomentował, że wszystkie akcje powyżej drużyny to tylko propozycje i drużynowy może ale nie musi z drużyną na nie chodzić. U nas do takiego myślenia jeszcze daleka droga…
W związku z tym artykułem przypomniał mi się inny, który ukazał się, jeśli dobrze pamiętam, w “Czuwaj” jeszcze przed rokiem 2000 na temat pracy systemem małych grup. Na podstawie zestawienia pracy polskiego i niemieckiego drużynowego okazało się, że skauci z Niemiec poświęcają mniej czasu na prowadzenie drużyny i aktywność w innych strukturach organizacyjnych z porównywalnym efektem. Zatem brak urlopu od harcerstwa… jest tylko i wyłącznie naszą winą. Brakiem umiejętności organizacyjnych.