Okiem frustrata
Ten tekst powinien być chyba pierwszym. Spodziewana reakcja na najmniejsze słowa krytyki z mojej strony, a również moich przyjaciół, wobec grupy aktualnie trzymającej władzę w ZHP mogła być przecież poprzedzona jakąś wypowiedzią. Taka garda. Tylko po co?

9 września 2007 roku bardzo chciałem, żeby członkami zarządu ZHP zostali Górecki, Poraj, Krawczyk, Klepacz czy Waś. Nie byłem kandydatem do GK-jedynie jednym z wielu kibiców tej ekipy. Zjazd dokonał jednak innego wyboru i Naczelnikiem ZHP została Druhna Małgorzata Sinica. To oczywista porażka tych, którzy chcieli, aby szefem związku był Rafał Klepacz. Po tym dniu okazało się, że ta porażka jest balastem, który znacząco utrudnia nam dalsze działanie w związku. Bo nie można krytykować GKi – to przejaw rozgoryczenia, bo nie można mieć innego pomysłu na harcerstwo – to podkopywanie autorytetu tych, którzy przecież wygrali na zjeździe, nie można też odmówić jakiejkolwiek pomocy aktualnie rządzącym – bo to byłoby zwykłe obrażalstwo. I najciekawsze, że ten domniemany stan goryczy jest nieprzemijający. Ile czasu musi upłynąć, aby zmyć z siebie łatkę frustracji? Pewnie sporo. Bo taka łata jest bardzo wygodna dla tych, którzy mają inne poglądy. Przecież każdy niewygodny argument z naszej strony można łatwo zbić magicznym zaklęciem “frustracja”. I już – to jest taki artefakt, który niezależnie od siły przeciwnika powala go natychmiast. Myślisz, że GKa nie uzupełniła składu niezwłocznie, a miała taki obowiązek – jesteś sfrustrowany! Sądzisz, że program w ZHP leży i dogorywa – zawistna opinia przegranego. Itd. itp. Na nic jest tłumaczenie, że przecież nadal – nawet po 9 września 2007 roku – jesteśmy instruktorami tego związku, w dużej mierze harcmistrzami, prowadzimy drużyny, działamy w hufcach, chorągwiach, władzach naczelnych, mamy prawo do własnego zdania i chcemy rozwijać harcerstwo.
W życiu trzeba trzymać się zasad. Jedna z moich mówi: “Jeśli nie możesz zmienić opinii innych o sobie – dostosuj się do niej”. Tak wiem, że to straszne ułatwianie sobie życia. Ale ja nie zwykłem walczyć z wiatrakami, z góry skazany na porażkę.
Zatem drogi Czytelniku! Jeśli uważasz, że moje kolejne wpisy na tym blogu, bądź też innych autorów, są przejawem rozgoryczenia po Zjeździe ZHP w 2007 roku – nie rozpisuj się nadto. Wystarczy hasło: “frustracja”. I już będziemy znali Twoją opinię. Ale pozwól, że mimo tej opinii nadal będziemy krytycznym (ale nie krytykanckim) okiem spoglądać na to, co dzieje się w ZHP. Nawet okiem frustrata. Bo nam nie jest wszystko jedno, naprawdę…
Podobne artykuły
harcmistrz, instruktor hufca Goleniów, w chorągwi zachodniopomorskiej; jest szefem hufcowej KSI i KRH, członkiem komisji statutowo-regulaminowej Rady Naczelnej ZHP; był komendantem hufca, wiceprzewodniczącym chorągwianej komisji rewizyjnej, przewodniczącym chorągwianego sądu harcerskiego; prawnik, sędzia sądu rejonowego w Szczecinie
Zgadzam się Ryszardzie z Tobą. Słowo ?frustracja” staje się kluczem. Bardzo wygodnym. Ja choć nie byłem delegatem, ani człowiekiem Waszej ekipy także tego doświadczam, gdy zwracam uwagę, że newsy na stronie głównej są pisane niechlujnie, wbrew przyjętym zasadom pisania newsów (zatwierdzonym przez GK ZHP) i innych działaniach lub ich braku w moim dawnym pionie. Słyszę dokładnie to samo.
Ciekawostką jest też to, że takie działania są niezależne od tego czy jest to poziom GK ZHP, czy hufca. Gdy pojawia się instruktor, który ma własne zdanie, wizję, pomysł i do tego startował w wyborach, ale nie wygrał to dostaje łatkę “frustrat”. Ja tego doświadczam w moim Hufcu Praga Północ. W ZHP trudno pogodzić się z quazi-opozycją niezależnie od szczebla.
Czuje sie troszke w “obowiazku” odpowiedziec Ryszardowi :) Bylem pierwsza osoba, ktora skomentowala jego poprzedni artykul pt.”Niezwlocznosc” i zapewniam wszystkich, ze w swoim tekscie nie uzylem ani razu slowa “flustracja” i taka tez mysl nie przeszla mi przez moja glowe. Cieszy mnie jednak fakt, ze miedzy innymi moimi slowami “zmobilizowalem” autora do “poczynienia” powyzszego tekstu :) Przykro mi jednak czytac, ze autor “gani” tych ktorzy zamierzaja “przegranym” przyprawiac latke “flustratow” (modne slowo tej jesieni w ZHP, hihih) a sam przylacza sie do zamykania dyskusji i wylaczania z niej tych ktorzy mysla inaczej niz On lub “ekipa” Rafala. Mysle, ze nawet jesli w tekstach pojawia sie ta “latka” ktorej tak sie boisz to pomimo wszystko wypowiedz moze niesc w sobie merytoryczne stanowisko. Przyczyna tego, ze tak trudno nam sie rozmawia w Naszej organizacji w mojej ocenie jest prosta. Od dawna, od lat w ZHP ale i chyba szerzej jako spoleczenstwo nie potrafimy ze soba rozmawiac. Emocje biora gore nad merytoryczna trescia. Nie rozmawiamy na poziomie problemow do rozwiazania ale najczesciej na poziomie osobistych animozji, kazda krytyke, uwage odbieramy osobiscie i to w znaczacy sposob ogranicza konstruktywna dyskusje. Zbyt czesto sie obrazamy i trzymamy w sobie urazy do naszych adwersarzy. Sam czesto niestety sie na to “lapie” :(
Darek – znakomity komentarz i w jego końcowej części trudno się z nim nie zgodzić. Może za wyjątkiem tego, że nie zrozumiałeś mojego wpisu… Ja nie boję się tej łaty “frustrata”. Właśnie przeciwnie – chciałem podkreślić, że zupełnie o nią już nie dbam. Nie zamierzam głaskać się pleckach wtedy, kiedy myślę, że trzeba kogoś zdrowo w nie strzelić, tylko dlatego, że to będzie źle odebrane. Ta “gęba” istnieje i jeśli po roku nie zniknęła, to może już nigdy nie odejdzie. Skoro tak – nauczę się z nią żyć.
“Ale pozwól, że mimo tej opinii nadal będziemy krytycznym (ale nie krytykanckim)okiem spoglądać…”
Rysiu, ja tam nie wiem jaki okiem będziecie spoglądać (nie umiem rozróżnić OKA krytycznego od krytykanckiego). Nie zmienia to jednak faktu, że sporo znalazłbym wypowiedzi krytykanckich wśród osób z ‘ekipy’ Rafała Klepacza (pomijam tutaj samego Rafała – szacun za styl!)…
Zaś co do samej krytyki. Tą też można prowadzić na wielu płaszczyznach i na wiele sposobów. Czy krytyka medialna, rozdmuchiwana, podtrzymywana i hołubiona hasłem “podła zdrada” jest właściwa? Nie mnie to oceniać. Nie mnie też nadawać przydomki… ale… :) powiem inaczej – lubię wymieniać poglądy z Rafałem Klepaczem czy Tobą (mniej w nich emocji a więcej ‘dochodzenia’ do stanowisk rozbieżnych)…
Pytasz (retorycznie) kiedy skończy się określanie mianem ‘frustracja’ Waszej krytyki? Wydaje mi się, że wówczas kiedy przyjmiecie fakty za dokonane, bez bicia w dzwon wspomnianej ‘podłej zdrady’.
Myślę, też że nikt od Was nie wymaga (prosi, wnosi, oczekuje) abyście o swoich odczuciach zapomnieli [dla przykładu ja nie zapomniałem jak w 2005 roku Rafał Klepacz po wyborach nakazał mi "spie***" :)] – co nie może (nie powinno) zmieniać chęci zarówno współpracy jak i działania na rzecz harcerzów. :)
Tak… wychodziłem z sali, po przegranych wyborach. W roku 2005. Podszedł Cyryl i zaczął coś mówić, że nie powinnismy sie poddawać. A ja byłem trochę juz zmęczony tą ciągłą gotowością. Uśmiechnąłem się i powiedziałem do Cyryla “weź spieprzaj”. przepraszm Cię Cyrylu za te słowa i na moje ustprawiedliwienie mam tylko kiepski stan psychoczny w jakim byłem, choc to chyba żadne usprawiedliwienie.
Ja staram sie zapomniec wszystkie Twoje teksty w moja stronę i nie przywoływać ich, uznając, że po słowie “przepraszam” dawne zale są skończone, więc może ustalmy, ze jesteśmy kwita, co?
Tym bardziej Cyrylu że nie nie bycie frustratem wcale nie zakłada zapominania pewnych rzeczy. Pewnych rzeczy się nie zapomina. Po prostu. Ale oddzielmy styl tego co się wydarzyło wtedy od tego ci się (nie) dzieje teraz :) To dwie różne rzeczy :)
Kiedy czytam artykuły na tym blogu to odnoszę wrażenie, że to jest blog “przeciw komuś”, a nie “ku zmianom”. Piszecie racze co jest źle zamiast pisać “jak by można było zrobić i kto się czego podejmie”. Czyli jest za mało pozytywnie… Stąd krótka droga do określenia was “frustratami”.
Rozumiem, że macie inny pomysł na ZHP niż obecna władza, ale tak długo jak sami tworzycie swój wizerunek opozycji, tak długo władza będzie wam przypinała łatkę “frustratów”. Co ciekawe myślę, że póki co obu stornom to pasuje. Ale na dłuższą metę na tym stracicie.
Poza wiadomymi powodami dlaczego Rafał nie został wybrany na poprzednim zjeździe przez ludzi związanych z “korpusem” dochodzi jeszcze jeden powód. Chodzi o ludzi, którymi Rafał się otacza, w tym również o was. Chodzi o waszą reputację.
Ten powód może wydawać się nawet ważniejszy niż wszystkie inne jeśli Rafał chce jeszcze mieć szansę pokierowania tym związkiem. Bo z wiadomych względów żadnymi argumentami nie przekonacie tych, którzy popierają “korpus”. Ale jak Rafał zmieni wizerunek swojej drużyny, to wygra dzięki głosom młodych delegatów, którzy mu zaufają. Zaufają jemu i jego nieskazitelnej drużynie.
Więc jasne… piszcie, proponujcie, rozważajcie. Ale zaproponujcie nowy skład drużyny Rafała. Drużyny, do której nikt się nie przyczepi. Drużyny złożonej z ludzi młodych, aktywnych, z osiągnięciami, a także autorytetów. Może nawet nie ludzi, którzy zasiadali już we wszystkich możliwych władzach, a ludzi z doświadczeniem z zewnątrz organizacji, z fachowym kierunkowym wykształceniem i tak dalej.
Oczywiście to nie znaczy, że macie się wycofać dla dobra sprawy. Możecie być doradcami Rafała, jeśli was ceni. Możecie być autorami różnych rozwiązań, bo nikt nie mówi, że one są złe. Ludzie mówią, że wy jesteście źli i dlatego was nie słuchają :-) Mówią, że jesteście “frustratami”. Zbierzcie więc nową ekipę, której takiej łatki nie da się przykleić :-)
Macie lidera, teraz czas na promocję. Może to nawet dobry temat na następny artykuł.
Możecie też powiedzieć, że się nie znam, albo “co on o tym może wiedzieć”. Możecie też powiedzieć, że ja też mam nieciekawą reputację w niektórych kręgach. Pewnie… Tylko, że ja nie aspiruję do żadnych władz :-)
Pudło Mariusz :) W tym projekcie nie ma lidera, nie ma drużyny, nikt z nas nie aspiruje do żadnych władz :). Więc nie skorzystamy z Twoich rad, bo naszym celem nie jest wystawienie drużyny na Zjeździe. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak trudno jest uwierzyć w to, że my tylko chcemy się podzielić naszymi pomysłami na funkcjonowanie Związku. I nic więcej! I jeżeli coś promujemy – to tylko pewne idee. Nie ma drugiego dna. Romantyczna walka, podchody i spiski nie są w naszym stylu. proponujemy pozytywistyczne myślenie o Związku i do tego zachęcamy :)
To kto ma realizować wasze pomysły? Obecne władze, czy te, które je wygryzą?
Już nie chcesz być naczelnikiem? To “korpus” już zaciera ręce. Ostatni przeciwnik zrezygnował…
Choć bardzo cenię Rafała K. to jednak w jego osobie nie upatrywałbym ostatniej deski ratunku dla ZHP. Mamy jeszcze sporo intruktorów z różnych środowisk, którzy mogą w tej organizacji poczynić wiele zmian. I podkreślić warto – ten blog nie zaczyna żadnej kampanii. On jest tylko miejscem na wyrażanie własnych poglądów. Tylko tyle. A być może kogoś zainspirują one do własnych przemyśleń, może nawet przekonają do nazego zdania o ZHP.
Mariusz_M napisał: Już nie chcesz być naczelnikiem? To “korpus” już zaciera ręce. Ostatni przeciwnik zrezygnował?
Myślę, że im więcej czasu upłynie, tym łatwiej będzie znaleźć kandydata, który będzie reprezentantem faktycznej większości (nie tylko tej zjazdowej) i nie będzie musiał oglądać się na “korpus”.
Jestem przekonany, że z miesiąca na miesiąc znaczenie “korpusu” będzie spadać. A więc tak, czy inaczej – zmierzamy do normalności…
No Tomku tu już zaprezentowałeś zupełnie bajeczne widzenie ZHP. W sensie bajki z serii utopijnej. Znaczenie “korpusu” spada ?!?!
Korpus ma się dobrze ! Z nadzieją na utrwalenie stołków, uwłaszczenie poprzez źle ustawioną osobowość prawną, tworzenie fundacyjek i “olewanie totalne” Gieki – “niech ta się zamęczą”. Zmierzamy do normalności ? Chyba Ci się śni !!!!
W związku brzuchatych pięćdziesięcioletnich haemów i złotych plecionek zmierzamy jedynie do “sześćdziesięcioletnich” !!!
Mnie zastanawia jedno. Delegaci to ludzie w dużej mierze dość młodzi jednak. Często niezwiązani bezpośrednio z komendantem, komendą czy chorągwią w ogóle. Dlaczego dają tak się sterować? Dlaczego jadą na zjazd jak przestraszeni koloniści na wycieczkę do Warszawy i potem jak w transie powtarzają głosowanie jak komendant kazali? Bo nie zabierze ich z powrotem do busa? :) Co zrobić, aby ci ludzie się ogarnęli? Niech zagłosują jak chcą, ale niech będzie to ich wybór, ich i ich środowisk… A przecież oni są z hufców, gdzie jednak rzadko wypowiada się pochlebnie o chorągwiach, niezależnie od chorągwi…
A ile hufców to w praktyce mizerne “szczepiki” zarządzane przez chorągwianego namiestnika “na ryczałcie” ?
Michał Górecki napisał Dlaczego dają tak się sterować? Dlaczego jadą na zjazd jak przestraszeni koloniści na wycieczkę do Warszawy i potem jak w transie powtarzają głosowanie jak komendant kazali?
To bardzo proste. Wystarczy im powiedzieć albo zasugerować że ekipa która chce zmian to “z Warszawy” albo “z Krakowa” (w domyśle: “z warszawki” albo “z krakówka”), więc zrobiią harcerstwo tylko dla bogatych, albo nie będzie szanować instruktorów z prowincji, albo coś w tym rodzaju. Zawsze beton może też postraszyć młodych PiS-em, to działa!
Działa tu też coś w rodzaju “biur usług konferencyjno-akcyjnych”.
My= dzielna ekipa komendancka wam młodzi “frontowcy” / czyt. frajerzy/ wszystko zorganizujemy. Salę, catering, kubki z logo, nagłośnienie kominka, a druhna Jola wklepie wszystko na komputry.
Wy tam sobie pośpiewajcie na tarasie i “bedzie łoki” @-3 takie lata i mamy pokolenia “harcerskich turystów – imprezowiczów” , którzy te “zlotowo-konferencyjne wzory” przenoszą do swoich środowisk, a sami ani rusz. A kasia i tak jest w rękach bura “usług” harcerskich.
” Frustraci”
Mowa na łamach tego blogu o frustratach-opozycjonistach. O tym, że obecnie między oboma tymi pojęciami postawiono znak równości. Jednak tkwi w przynajmniej części z Nas inna frusracja. Ta prawdziwa, żeby nie rzec słownikowa.
Jak bardzo trzeba poznać naszą organizację by ją znienawidzieć? Ile lat tkwić, by zrozumieć, że nic się nie zmieni. Pozorny wspólny cel i kolejne osoby złożone na ołtarzu przetrwania za wszelką cenę. Młodzieńczy bunt tysięcy -zarzucony milionami podań i papierów na już, na zaraz, natychmiast… Wciąż żyje, tętni w skroniach i… nic. Nie ma zmian, nie ma odnowy. Tylko demokracja litościwa pozwala wyrzucić z siebie te wszystkie myśli. Prawo do ekspresji, następczo przefiltrowanej przez interesy kolejnych podmiotów i ciał.
Zjazd- i wciąż te same twarze, które obawiają się zmian. Delegaci własnych lęków i interesów. A gdzie bunt? Gdzie Norwidowskie tak za tak, nie za nie? Gdzie służba i ideały? No tak, schowaliśmyw biurku i czekamy na lepsze czasy. Żeby nie zapomnieć napiszmy kolejną Misję, Proklamację, Kodeks i żeby już nikt nie musiał myśleć, napiszmy do tego interpretację.
Gdzieś tam płynie duch scoutowy, wartkim i nieskażonym strumieniem. Pomiędzy instrukcją a regulaminem. A może przez nie, bo przecież dla niego nie istnieją. Coraz trudniej go dostrzec, coraz mniej osób pragnie go szukać…
Boję się, że już za późno na nadzieję. Czasem wątpię czy dobrze robię przygotowywując swoich następców. Po co im ta cała frustracja, przecież za oknem jest cudowny świat dziwów i przygód. A tu? Sarkofag pełen śmiercionośnych mikrobów.
I jeszcze tylko obawiam się, że przyjdzie nam zbudować IV ZHP.