search
top

Nowi/starzy komendanci

Grudzień – rok 2005. Zjazd ZHP w Warszawie. Zmiana Statutu. Wiele poprawek wprowadzanych w sposób uchybiający temu dokumentowi. Wprowadzane w ostatniej chwili, przygotowywane na kolanie, niespójne z innymi zapisami. Zespół statutowy pracujący nad poprawkami pracował całą noc, by rano przedstawić efekty swojej pracy. Podziwiam ich, ale oni sami zapewne też mają świadomość, że tak nie da się przygotować Statutu największej organizacji harcerskiej, a pewnie i młodzieżowej w Polsce.

W całym tym zamieszaniu dyskutujemy o kadencyjności na funkcji komendanta hufca. Zapis wzbudzający wiele kontrowersji i emocji. Zwolennicy twierdzą, że harcerstwo potrzebuje świeżej krwi na funkcjach komendantów. Przeciwnicy, że zniszczymy w ten sposób harcerstwo, bo wiele hufców przestanie istnieć.

Siędze sobie na tej sali i zastanawiam się jak zagłosować. Jestem komendantem hufca. Już 10 lat. Do końca kadencji zostanie mi dwa lata. Jeśli ten zapis przejdzie – za dwa lata będę mógł rozwijać się gdzie indziej. Ale mam świadomość, jak bardzo tej roli w moim środowisku będzie mi brakować. Jeśli nie przejdzie – nawet gdybym już nie chciał kandydować pewnie i tak środowisko mnie popchnie w tym kierunku i nie będzie innego kandydata. I kolejne cztery lata… Lata stabilne, ale bez porywu, bez świeżości jaką może dać nowy człowiek na tej funkcji.

Zapis przeszedł. Kadencyjność pozostała faktem.

W środowisku harcerskim rozgorzała dyskusja. Jakich metod chwycą się Ci, którzy nie mają następców, albo nie dopuszczają ich do władzy? Czy wystarczy zwołać zjazd nadzwyczajny hufca 3 miesiące przed normalnym terminem, czy też trzeba wybrać innego komendanta na normalnym zjeździe, a 3 miesiące później zrobić ten nadzwyczajny? A może można inaczej? A może zostać skarbnikiem hufca i kierować hufcem z tylnego siedzenia? Ile osób, tyle wersji. Ciekaw jestem, czy ktoś to weryfikował? Czy napiętnował tych, którzy uważają, że są niezastąpieni? Jakie to liczby w skali całego Związku? I jako to się stało, że komendanci hufców muszą odejść, a komendanci chorągwi w najlepsze rozpoczynają nową kadencję. W końcu to właśnie komendantów chorągwi należałoby wymienić w pierwszej kolejności.

Przed rozpoczęciem ostatniego roku mojego komendantowania zbieram członków mojej komendy i przedstawiam im przyszłość. Ja kończę kadencję i nie wchodzę do żadnych władz hufca, a jedna z osób obecnych na spotkaniu zostanie komendantem. Mam dwa typy. I oczywiście mnóstwo wątpliwości. Czy sobie poradzą? Czy dobrze przygotowałem ich do objęcia tej funkcji? Czy nie za długo byłem komendantem? Jak mogę im pomóc, żeby się nie wtrącać za bardzo? Oczywiście też rozmawiają z różnymi znajomymi z Polski i dzielą się wrażeniami. A może ja też bym zrobił zjazd nadzwyczajny? Wreszcie twardo mówię: To już koniec. Ja już więcej komendantem nie będę. Ruszyła kampania. Taka prawdziwa. Trzech kandydatów. Różne wizje i sposoby pracy. Zjazd wybrał komendanta, a właściwie komendantkę.

Mija rok. Staram się obiektywnie ocenić sytuację. Staram się nie wtrącać i nie narzucać, ale czasem mnie nosi. Chciałbym coś zrobić po swojemu i czasem zapominam, że to nie ja tu podejmuję decyzję. Widzę braki nowej komendy. Widzę ich porażki, ale staram się zapamiętywać ich sukcesy. Pamiętam też o swoich początkach – jak trudno jest zmierzyć się z tą funkcją. Ile błedów popełniłem zanim zacząłem trybić o co w tym chodzi.

Czasem ktoś mnie pyta, czy nie chciałbym znów być komendantem? Już nie… Nie muszę jeździć do chorągwi na nudne odprawy, nie muszę pilnować, czy złożone jest już rozliczenie, czy nie. Nie muszę poświęcać swojego czasu w pracy lub w domu na zbędną biurokrację i pisanie idiotycznych sprawozdań.

Rok bycia szarym instruktorem, który ma świadomość, że może pomagać, ale sam będzie decydować w co się włączać, a w co nie – to całkiem dobra perspektywa by ocenić swój czas. Mam świadomość błędów, które popełniałem. Ale widzę też sukcesy które odniosłem. Wiem, że zostawiłem w tym hufcu swój ślad. Ślad który długo pozostanie w pamięci wielu osób.

Tuż przed zjazdem hufca ktoś powiedział: Nowy komendant naszego hufca będzie miał jak Benedykt XVI po Janie Pawle II. Nigdy nie słyszałem większego komplementu pod swoim adresem…

VN:F [1.9.7_1111]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

Tomek GrodzkiHarcerz od 1984 roku. Przyrzeczenie w 1985. Zobowiązanie w 1991. Harmistrz, Harcerz Orli. Kiedyś zastępowy, drużynowy 5 DH Leśni w Józefowie. W latach 1992 - 2003 komendant józefowskiego szczepu. 1993-1997 oraz 1999-2007: komendant hufca w Otwocku. 2004-2006 członek komendy chorągwi stołecznej. 2005-2007 Rada Naczelna ZHP. Od 1 kwietnia 2008 r. przewodniczący kręgu instruktorskiego 30 PLUS.

2 Responsesto “Nowi/starzy komendanci”

  1. Ale niestety wielu komendantów nie miało w sobie tyle honoru co ty. Niestety. I próbują na wszelkie sposoby oszukać system. Oszukać harcerstwo. To przykre :(

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. A chorągwie im w tym pomagają. Bo ja jestem przekonany, że gdyby komendanci chorągwi byli gotowi postępować bardziej zdecydowanie to problemów z „nadzwyczajnymi zjazdami” i skarbnikami by nie było. Ale nie będą postępować. Bo to ich elektorat, który zapewnia czasem bardziej a czasem mniej skromną pensję. A, że traci na tym harcerstwo. Trudno, kogo to obchodzi…

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
top