Kto ukradł harcerstwo?
(felieton ukazał się w „Czuwaj”, oraz „Na Tropie” w 2006 roku)
Jechałem sobie samochodem i słuchałem relacji z pałacu prezydenckiego, właśnie wymieniano ministra obrony narodowej. Nie to, żeby fascynowały mnie takie relacje, wręcz przeciwnie. I kiedy słuchałem kolejnych fanfar, wymieniania nazwisk przybyłych gości i stukotu obcasów pomyślałem sobie, że ktoś ukradł harcerstwo.
Zaraz, zaraz, spore uproszczenie. Kto, komu, kiedy i dlaczego akurat wtedy to mi się skojarzyło? Po kolei.
Baden-Powell był dziadkiem. Nie dziadkiem w sensie „człowiekiem posiadającym wnuki”, tylko dziadkiem w sensie osobą pełną „dziadkowości”. A co to jest dziadkowość, każdy, kto ma lub miał dziadka, chyba wie. Dziadek jest nam zawsze bliższy niż rodzice, przynajmniej w pewnych sprawach. Dziadek bardziej rozumie tajemne kryjówki w krzakach, dziadek zna dużo niesamowitych historii i jest bardziej pobłażliwy. Dziadek po prostu stoi pomiędzy światem dzieci, a światem dorosłych. I Baden Powell taki musiał być. Nie wiem o tym z książek, po prostu jestem tego pewien patrząc na jego zdjęcia, na krótkie urywki filmów z nim, czy ruch który stworzył.
BP stworzył organizację dla dzieci. I w tym świecie – w świecie dzieci miała ona istnieć. W świecie pełnym zabaw, leśnych przygód i kryjówek w krzakach. W świecie w którym nie ma krawatów, sztywnych przemówień i przelanej krwi. I skauting dlatego zyskał taką popularność. To nie była organizacja dorosłych, do której dzieci mają wstęp. To była organizacja dzieci w której dorośli – ci którzy potrafią – będą mogli przebywać. Ale na dziecięcych zasadach. Nie siedzimy w ławkach, tylko ganiamy po lesie, możemy siadać bezkarnie na ziemi i chodzić po drzewach, uczymy się rozmawiając i robiąc różne rzeczy, a nie czytając nudne podręczniki. Pływamy tratwą jak Tomek Sawyer i Huck Finn i bawimy się w Indian. Kto się nie zgadza nie ma wstępu.
Ale harcerstwo zaczęło powoli być wykradane przez świat dorosłych. I trudno szukać winnych. Najpierw walka o niepodległość, później walka o wolność podczas drugiej wojny światowej. Nie było czasu na zabawę, dzieci, jak na każdej wojnie musiały brutalnie wkroczyć w dorosłość. Nosiły butelki z benzyną, wykonywały akcje, które zupełnie nie przystawały do świata dzieci. Ginęły jak dorośli. Później pojawiły się inne czynniki. Dobre czy złe – nie czas tu oceniać. Jedni walczyli o równość, braterstwo i internacjonalizm, inni walczyli o Polskę, wolność i niezależność od komuny. Niezależnie od tego harcerstwo coraz bardziej wkraczało w świat dorosłych. Dorośli, którzy zostali do niego wpuszczeni warunkowo i na jasnych zasadach zapomnieli zupełnie, że to nie miał być ich świat. I tak krok po kroku ukradli harcerstwo dzieciom. Bo jak inaczej to nazwać? Kiedy widzę przemówienia, gości, kwiaty, długie apele (na których dzieci ZAWSZE się nudzą), panów radnych i panie radne, marsze wojskowe, kiedy widzę godzinne stanie pod pomnikami, przydługie opowieści o Tym Co Było (i dlaczego to było lepsze), kiedy wreszcie widzę panie w garsonkach i panów w garniturach i krawatach, to zupełnie nie widzę kolorowego i pełnego świata przygód – świata dzieci. I myślę sobie – to nie fair, że ktoś im ukradł harcerstwo.
I chyba czas je oddać. Tak jak oddaje się zagrabione kamienice, czy zakłady. Przywróćmy harcerstwu dziecięcą przygodę. Leśny klimat zamiast sal gimnastycznych, dźwięk gitary i piosenki, które dzieci chcą śpiewać zamiast nadętych marszów i piosenek z lat młodości kadry (kto je w ogóle pamięta??). Harcerski krąg i wesołe harce zamiast długich apeli „tylko mi się nie śmiej tutaj”. Kadrę w mundurach i chustach siedzącą razem w kręgu zamiast sztywnych panów w krawatach, na krzesełkach. Czasami mam wrażenie, że instruktorzy zapomnieli zupełnie że harcerstwo nie jest dla nich.
Oddajmy harcerstwo dzieciom.
Podobne artykuły
Harcmistrz. Pełnił między innymi funkcje drużynowego, komisarza zagranicznego ZHP, instruktora Wydziału Wędrowniczego GK. Były szef zespołu mundurowego ZHP - pomysłodawca i współrealizator reformy mundurowej. Organizator obozów górskich i żeglarskich. Niepoprawny optymista. Obecnie mieszka w Szwajcarii. Żonaty :) Ostatnio przedsięwziął zamiar spisania swoich harcerskich dziejów pod adresem http://skaut.glogg.pl
Michale, kim są ci „oddaj-MY” ?
HURRRA!!!!!!!! Nasz blog jest prawdziwie harcerski od 12 września od godz. 9.05, kiedy swój pierwszy komentarz na nim napisał hm. Czesław Przybytek HR.
My Czesiu to instruktorzy. Bo wszystkim nam zdarzają się zachowania, które bardziej pasują nam a nie młodym ludziom dla, których jest ZHP.
Piotrusiu, ale z artykułu wynika (przynajmniej dla mnie) że ci MY robią to w pełni świadomie, permanentnie, a nie że „się im to zdarza”.
Mnie też się to (chyba) zdarzało, i Tobie (chyba) też. Ale sugerowanie że robimy z premedytacją i że dlatego musimy „oddać harcerstwo”, jest conajmniej pójściem na łatwiznę.
A jeśli nie my to kto ?
Michale ?
Czesiu a gdzie ja zasugerowałe że z premedytacją? My, instruktorzy. Nie będe pisał WY bo to by znaczyło że jestem bez winy. A pewnie nie jestem. Choć o ile mnie znacie, to zarówno wątek apelowo betonowy jak i apelowo partyzancki sa mi obce i akurat w tej materii mało mam zaniedbań. Chociaż kamieniem nie rzucę :)
„My instruktorzy”
Harcerscy czy ZHP ?
Wiem, wiem … Przeciez to (teoretycznie) to samo. Czy na pewno ?
Wrócę (znowu, wiem wiem ;) ) do kwesti relacji ruch/organizacja.
Dla ruchu, te pomniki, sale gimnastyczne godzinne tyrady to oczywista bzdura. Dla organizacji, już niekoniecznie, zwłaszcza gdy traktowana jest ona instrumentalnie.
Harcerstwo jest ruchem wychowawczym. To dorośli stworzyli organizację do realizacji celów tego ruchu. I to oni muszą pamiętać czym jest harcerstwo i po co 90 lat temu stworzyli/zjednoczyli ową organizację.
Trawestując twoje hasło:
oddajmu harcerstwo ruchowi „zabierając” je (ile trzeba) organizacji.
Nie tylko ZHP. To po pierwsze. ZHR też nie raz i nie dwa pokazuje „dorosłą” twarz, choć pewnie betonu u nich nie uświadczysz. Ale „dorosłe” działania przełomu lat 80/90 zrobiły swoje. Jeśli miałbym pokazać w harcerskim ruchu przykład najmniej „dorosły” bez wahania wskazałbym Zawiszaków. A co do reszty komentarza – wiesz że moim zdaniem ruch i organizacja są nierozłączne i ciężko o nich rozłącznie mówić – więc nie przenośmy tu tego sporu :)
Michale, ja nie kwestionuję tej „nierozłączności” organizacji i ruchu.
Pytaniem jest:
ile organizacji, w ruchu ?
Odpowiedź na to pytanie ułatwi rozwiązanie kwestii „oddania” harcestwa dzieciom/ruchowi.
I to jest odwieczne pytanie. Bardzo trudne. A ja zadałbym je inaczej – ile centralizacji w organizacji? Ile federacyjności (i wolności chorągwi?) A ile wolności dla drużynowego? To dość trudne pytania. Bo z jednej strony centralizacja (silna) prawie zawsze jest złam z drugiej bardzo łatwo można stracić wyrazistość jeśli wszystko się rozejdzie. To jak pytanie – czy kanał, czy rozlewisko z tysiącem odnóg… Gorzej jak część odnóg zdryfuje zupełnie w bok, część stanie i się zasmrodzi. Górskim strumieniem można być tylko na początku :)
Na te „odwieczne” ale i fundamentalne pytania, postaramy (KPW) się wkrótce odpowiedzieć/wypowiedzieć na łamach HR-a ( http://www.hr.bci.pl )
Michała miałem okazje poznać na pewnym kursie, mówił wtedy właśnie o wizerunku o tym co dzieci „kręci”, o tym że Harcerstwo to właśnie Ci najmłodsi i bez nich ta organizacja nie mogła by istnieć. Dość długo o tym myślałem w tamtym czasie i nasunęło mi się wtedy kilka ciekawych spostrzeżeń, które po części mogłem później zrealizować między innymi na obozie. Dlaczego nie jesteśmy atrakcyjni dla nowych członków ? Dlaczego Nasz wizerunek przez wielu młodych jest postrzegany jako tych, którzy stoją pod pomnikiem i składają wieńce ? Moim zdaniem właśnie zabrakło powrotu do korzeni, zapomnieliśmy o tym co przyświecało Scautingowi w momencie jego powstawania. Może trochę się pogubiliśmy zaczęliśmy tworzyć to kolejne regulaminy, zasady, które często przeczyły sobie. Kłóciliśmy się o to jak ma wyglądać to czy tamto, a zapominaliśmy o najważniejszym. Harcerstwo ma bawić, ma być atrakcyjne, ma być odskocznią od codziennego życia. Tak było wtedy gdy ten ruch powstawał. To prawda czasy się zmieniły, ale my nic nie zmieniliśmy by nadążyć za postępem, rozwojem cywilizacji i dostosować do tego Nasz program. Przestaliśmy się bawić, a zaczęliśmy kłócić, a przecież nie o to w tym chodzi. Czasem warto zastanowić się pracując w drużynie, czy to co chcemy zrobić, aby na pewno podoba się Naszym podopiecznym.