Instruktora okryj kocem
Wracałam dzisiaj do domu przez park, w moje ręce wpadł pierwszy tego roku jesienny kasztan. Był to znak nieuchronnie zbliżającego się końca lata, słońce szybciej zachodzi, wieczory stają się chłodniejsze, a prezenter pogody z uśmieszkiem informuje nas o spadkach temperatury.
Jesień to taki dziwny czas, zwiastuje nadchodzącą zimę a co za tym idzie, koniec roku. Wyciąga się cieplejsze swetry, składając t-shirty do szafki i wspominając lato, jak było na wakacjach, co się zrobiło a czego nie, co czeka w nadchodzącej szkole.
Mówi się, że po czterdziestce zaczyna się jesień życia. Człowiek staje się refleksyjny, patrzy jak jego dzieci stają się dorosłe, jak firma sobie dobrze radzi i ma wreszcie czas, żeby pomyśleć o sobie.
A jak to jest z instruktorem? Wychował następcę, może i nie jednego, ci coraz częściej mają własne zdanie i inne plany. Doprowadził do powstania nowych drużyn, wprowadzał w życie innowacyjne pomysły, wszystko niby jakoś się kręci. Ale w pewnym momencie może dojść do zgubnego ?pstryk”. W głowie instruktora dojdzie do jesieni ZHPu. Niezrzeszeni znajomi powiedzą ?stara/stary 3 tygodnie byłaś/łeś na jakimś odludziu, na obozie, zero kasy, zero pracy, same nerwy, co ty w tym widzisz?”. Ich głos będzie wiercił dziury w zwojach mózgowych, zły chochlik szepnie do ucha, że po co robić coś skoro nie przynosi to efektów, albo adresaci poczynanych działań mają to wszystko daleko i głęboko. Czemu ma się przejmować za innych, skoro ci sami nie robią tego, co do nich należy? Rodzi się pytanie, czy popełnił jakiś wychowawczy błąd, czy z młodzieżą coś jest nie tak? Dobry chochlik podpowie, że przecież jest dobrym instruktorem a nastały inne czasy i dzieciaki nie zawsze stawiają ZHP na czołowych pozycjach, że czasem wolą się wyspać, albo pójść na imprezę.
I tak naszego instruktora może najść zima. Kiedy po jesiennych przemyśleniach stwierdzi, że świat sobie bez niego poradzi, że jeżeli on odejdzie to nic szczególnego się nie zmieni, podejmie decyzję o zrzuceniu munduru. Niektórym zajmie ona miesiąc, innym pół roku, kolejnym jeszcze dłużej a może krócej. W końcu wszystko przygotuje, doprowadzi co trzeba do porządku, przygotuje ludzi i na jakimś ognisku będzie wstanie wrzucić do ognia polano symbolizujące jego harcerską drogę. Nie obejdzie się bez łez, wątpliwości bo przecież tyle tu przeżył. Gdyby nie harcerstwo nie poznałby tylu ludzi, nie odkrył tylu możliwości. Ale klamka zapadła, trzeba zacząć myśleć o sobie, przestać przejmować się tym, że coś się zawali, bo wcale tak nie będzie. Taki instruktor będzie powtarzał sobie utarte slogany ?coś się kończy, coś zaczyna” i w 99% tak właśnie będzie. Nie przestanie realizować swoich pasji, przeznaczy na nie więcej czasu, pozna nowych ludzi, czasem wpadnie na zbiórkę, ale to już nie będzie to, bo na jesień stracił wiarę w to że, coś może się jeszcze udać.
Związek straci instruktora, jeżeli wcześniej go nie doceni, nie pomoże, jeśli nie okryje kocem w zimny jesienny wieczór to zmarznie. Bo ile można robić, oddając całego siebie, bez słowa ?dziękuję”, czy ?dobra robota”?
Czy na każdego przyjdzie kiedyś czas? Pory roku zmieniają się zawsze, czasem klimat płata figla i zimy nie ma, albo latem ciągle pada, ale kasztany zawsze spadają z drzew. Można je podnieść i włożyć do torebki, żeby dawały miłe uczucie ciepła albo zostawić na ulicy.
W instruktora można pchnąć powiewem wiosny, tylko by do tego doszło, trzeba wybrać się na spacer i nazbierać kasztanów…

Druhno …..
Tu nie idzie o to by doceniać przez “poklepywanie”.
Spójrzmy na to z innej perspektywy. Mistrz szkoli ucznia. Długo i kiedy uzna że uczeń osiągnął klasę mistrza wysyła go w świat by sam uczył. W to miejsce mistrz szkoli kolejnego ucznia …….
Podobnie winno być w ZHP jednak nie jest……
Na pogrzebie mistrza nie ma jego uczni …….
Instruktor uczy nie dla pochwał lecz by uczyć.
Instruktor pracuje z a przed wszystkim dla.
Instruktor…. zbyt szybko zostaje instruktorem.
nie chodzi o “poklepywanie” , każdy kto coś robi wkłądając w to cełego siebie i zaczyna zauważać, że nic mu to nie daje, że sam nie czerpie z tego radości a nadodatek podkłada mu się kłody pod nogi zamist wsparcia, rzuci taką robotę.
o instruktorach, którzy zbyt wcześnie nimi zostali, powinien powstać osobny tekst;)
W powyższym komentarzu chodziło mi o zdanie: Instruktor uczy nie dla pochwał lecz by uczyć.
Zadam problem inaczej.
Wychowujemy swoje dzieci. I nikt nas nie poklepuje. Bo przecież nie oto w tym chodzi. To czy wyrośnie z nich dobra osoba zależny poniekąd od nas. A co wtedy gdy …..
Harcerstwo jest metodą na wychowywanie a także sposobem na życie. Wybierając swoją drogę to oczekujemy … no właśnie czego…
Dla mnie wystarczy że po 20 latach spotkałem swojego wychowanka który podszedł i podziękował za to co przez zaledwie 3 tygodnie na obozie dostał. Był pot łzy nieprzespane noce…
To jest to poklepywanie o które tak naprawdę walczymy.
I nie po roku dwóch … lecz po latach.
ok, masz rację, ale co z innymi sprawami? nie takimi stricte wychowawczymi, tylko nie wiem, organizacyjnymi, coś robisz, pomagasz, organizujesz, i inni mają jeszcze tylko pretensje? zero wsparcia, pomocy, zrozumienia
Czyli tak jak w życiu. Umiesz liczyc licz na siebie.
Magdaleno nie chce wychodzic na gbura ( chociaz wiesz jaki jestem w istocie ? :) ) moze to towazystwo w którym sie poruszasz w ramach ZHP to nie jest już prawdziwe harcerstwo …..
Ja jesli cos organizuje ( i jesli nawet frekfencja nie wypali z różnych powodów ) nie załamuje rąk tylko działam dalej. Mam wspaniałych kumpli w Kregu i jak wiesz nie ma dla nas tematów trudnych.
W raz z wiekiem dociera do mnie fakt że po nas to zostanie tylko wspomnienie i pomnik na jakims cmentarzu.
Ale czy aby napewno ?
No to chyba nie jest tak.
Zakładanie rodziny i sprawowanie w niej funkcji wychowawczej w sposób bezinteresowny to chyba naturalna kolej rzeczy, wpisana głępoko w naturę człowieka. Gdyby nie to, pewnie nie stukałbym w klawiaturę teraz.
Bycie instruktorem ZHP nie jest naturalnym elementem życia człowieka.
Więc jeśli chcemy realizować misję ZHP, bezdyskusyjnie potrzebujemy instruktorów. Musimy więc o nich dbać.
Swoje społeczne, altruistyczne, bezinteresowne , …, działania mogą przecież podejmować gdzie indziej. A nam choci o to, by działali u nas. By ich energię użyć do realizacji naszych celów.
Przykryć kocem – ZA.
I jeszcze dać gorąej herbaty.
wiesiu laskowski