search
top

Historia magistra vitae est

Na początek trochę o sobie. W 4 klasie ogólniaka (tak, kiedyś w ogólniakach nauka trwała 4 lata.. wiem, zamierzchłe dzieje), jak wielu z Was ostatecznie wybierałem kierunek studiów. Miałem parę typów, wiele nauk mnie interesowało. Najbardziej, chciałem jednak studiować historię i w zasadzie… długa rozmowa z moim opiekunem próby podharcmistrzowskiej na temat moich przyszłych planów życiowych, spowodowała, że ostatecznie wybrałem socjologię.

Ale zamiłowanie do historii pozostało do dziś. Historia, mówią, jest nauczycielką życia. To prawda. Czasem patrząc na jakieś wydarzenia dzisiaj, nie trudno oprzeć się wrażeniu, że to już było. Albo, że kiedyś w podobnej sytuacji, ktoś miał takie same problemy. Historia jest obecna w dziejach naszych rodzin, naszych miast, regionów. Bez jej znajomości, trudno zrozumieć wiele współczesnych procesów społecznych.

Bert Hellinger, znany psychoterapeuta niemiecki, w książce „Bez korzeni nie ma skrzydeł” dowodzi, że nawet problemy wewnętrzne człowieka można tłumaczyć dziejami rodziny. I coś w tym jest. Bez korzeni, rzeczywiście nie ma skrzydeł.

I z jednej strony, wydaje się, że bardzo dobrze, ze wychowanie w ZHP przykłada tak wielka wagę do pielęgnowania historii. Pamiętamy o ważnych rocznicach, patronami naszych drużyn, szczepów, hufców są ważne postaci historyczne, uczymy się o historii naszej organizacji.

Moim zdaniem, mimo tego że jestem fascynatem historii, widzę trzy zagrożenia w naszym podejściu do historii.

Po pierwsze, czasem mam wrażenie, że pielęgnujemy nie historię, a jakąś jej propagandową wersję. Jest to zresztą postrzeganie historii propagowane przez niektóre grupy społeczne. Sienkiewiczowsko – romantyczne, w którym źli są oni a my zawsze dobrzy. Takiemu postrzeganiu historii sprzeciwiał się np. Józef Piłsudski. O tej wersji historii pisałem we wpisie KŁAMSTWA.

Po drugie, często zdarza nam się uczyć faktów historycznych, a nie wyciągać z historii wniosków na przyszłość. Czy straszna wojna, zakończona w 1945 roku, nauczyła nas, że na wojnie tracą wszyscy i w zasadzie nie ma zwycięstwa? Jeśli tak, to dlaczego tak wielu z nas tak bardzo chciałoby walczyć z bronią w ręku i wyraźnie szykuje się do kolejnej wojny? Czy w działalności Małkowskich (szczególnie Olgi) naprawdę nie było żadnego przesłania na przyszłość? Trwający obecnie konkurs o życiu Małkowskich odpytuje nas ze znajomości faktów z ich życia czy znajomości nazwiska autora biografii Małkowskich, a nie daje refleksji chociażby nad dzisiejszą sytuacją ubogich dzieci czy ich przyszłością, czemu poświęciła się Małkowska. Czy dokonania Małkowskiej na tym polu, nie mogłyby stać się podstawą do działań lub programów szeroko rozumianej służby dziecku?

Ale jest i trzecie zagrożenie. Czasem, poza historią nie mamy nic innego do zaoferowania młodemu człowiekowi. Zupełnie jakbyśmy zapomnieli, że program Szarych Szeregów zaczynał się na „dziś” (a nie na „wczoraj”) a kończył się „pojutrze”. Jakbyśmy zapomnieli, że we wszystkich językach, skaut, harcerz, spajder, pfadfinder, to zwiadowca, harcownik, ten który idzie pierwszy, patrzy do przodu i próbuje wszystkiego przed innymi. A my jakby odwrotnie. W drugą stronę. Tak jakbyśmy zapatrzyli sie w naszą historie i za nic nie chcieli spojrzeć w przyszłość.

Na rajdach przepytywanki ze znajomości historii, pierwsze zbiórki po naborze zaczynają się od nauki historii ZHP, konkursy organizowane przez GK dotyczą głównie historii, nie może nas zabraknąć na żadnej imprezie upamiętniającej wydarzenia historyczne… czy nie przesadzamy?

Naszych mundurów nie można zmienić, bo są historyczne, naszej struktury nie można ruszyć, bo w historii ZHP zawsze tak było, czasem karkołomne głupoty pozbawione wychowawczego sensu tłumaczy się tradycjami drużyny czy hufca. Hasła uchwał „Ku przyszłości” zdają się być tylko na papierze, bo i tak wydaje nam się, że wszystko co najciekawsze znajdziemy w przeszłości.

Nie wolno zapomnieć o historii. Ale nie wolno też zapomnieć o teraźniejszości a szczególnie nie wolno zapomnieć o przyszłości. Potrzebna jest pewna równowaga. Dajmy młodemu człowiekowi solidna wiedzę i wrażliwość historyczną. Ale dajmy też solidne podstawy do życia w przyszłości. Nie dajmy się sprowadzić do roli organizacji rekonstrukcyjno – patriotycznej czy do roli strażników świętego Grala.

Od kilku lat hasło WOSM brzmi: Scouting – creating a better world. Twórzmy lepszy świat. Świat przyszłości.

VN:F [1.9.7_1111]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Podobne artykuły

Rafał Klepaczharcmistrz, zastępca komendanta hufca ZHP Radom - miasto i Szef Zespołu Kadry Kształcącej Hufca Rafom - miasto. Socjolog, samodzielny badacz badań rynku i opinii. Instruktor żeglarstwa PZŻ. W ZHP pełnił funkcje drużynowego, zastępcy komendanta hufca ds programowych, Szefa HSR, Kierownika Wydziału Badań i Analiz GK ZHP, Wiceprzewodniczącego ZHP. Jego pasje to żagle, góry, bieganie, kajaki i rower.

5 Responsesto “Historia magistra vitae est”

  1. merlin pisze:

    Po drugie, często zdarza nam się uczyć faktów historycznych, a nie wyciągać z historii wniosków na przyszłość.

    Najgorsze jest, że tak robimy nie tylko my, „wychowując” w harcerstwie. Taki błąd jest klasyczny u wielu nauczycieli historii. Po roku nauki dydaktyki historii i godzinach spędzonych na hospitacjach w szkołach jestem tym faktem przerażony. Wpajano mi, że nauczając historii oprócz informowania i kształtowania umiejętności wśród uczniów mam w lekcji dostrzegać także czas do realizowania celów wychowawczych – mało tego: przedkładać realizację tych celów nad wbijanie do głów faktów historycznych. To, co wpajano mi na studiach, nie znajduje jednak potwierdzenia w dużej części materiałów przygotowywanych w naszym kraju dla nauczycieli historii. Smutne…

    Piotr Skowroński

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  2. Najgorsze jest to, że gdy próbujesz o tym napisać, próbujesz o tym porozmawiać, zaraz wyskakuje ktoś i mówi coś w stylu „odcinasz się od korzeni!”, „nie zapominaj o historii!”, czy moje ulubione „co może mamy stać się dresami z puszką piwa pod blokiem?”. No comments :) My hołubimy historię i się w niej taplamy. Z jednej strony dlatego że nie mamy innego pomysłu na program, z drugiej dlatego że „łociec tak robili”. To czemu mamy robić co innego? Swoją drogą to trochę zwierciadło naszej polskiej rzeczywistości. Zauważcie że Polacy zawsze lubowali się w Tym Co Było Onegdaj (najlepiej przed wojną), a potem, czyli teraz mówią czesto że za Gierka to było! Nasze uroczystości są przesiąknięte historią, sztywną wersją patriotyzmu i patosem. Powoli coś zaczyna topnieć, zaczynamy budzić się z tego letargu (jako kraj). Uroczystości 11 listopada są coraz weselsze (nad czym tu się smucić??). Ale my jako harcerze, czyli dawna forpoczta, dzisiejsi zamykający pochód pewnie dojrzejemy do tego za 10 lat. :]

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  3. MaciekP pisze:

    Rafale, nie wiem, jak to jest, ale najczęściej popieram to, co piszesz w 90%, a przeciw 10% muszę zaprotestować. :)

    Czy straszna wojna, zakończona w 1945 roku, nauczyła nas, że na wojnie tracą wszyscy i w zasadzie nie ma zwycięstwa? Jeśli tak, to dlaczego tak wielu z nas tak bardzo chciałoby walczyć z bronią w ręku i wyraźnie szykuje się do kolejnej wojny?

    Oczywiście, konstatacja słuszna, ale już drugie pytanie niezupełnie. Nie dlatego noszę mundur i zdarza mi się chodzić po granicy, żebyś ty nie musiał nigdy nosić karabinu i miał ten luksus, że dzięki temu możesz poczuć się troszkę lepszym człowiekiem, niż ja, który pogodziłem się moralnie z możliwością, że kogoś uszkodzę. :)
    Rzecz bowiem w tym, że już od dawna wiadomo iż bandzior najchętniej atakuje tego, kto do odparcia ataku nie jest gotowy, na kogo atak nie grozi poważnymi skutkami.

    Prawdą jest, że na wojnie tracą wszyscy. I bardzo dobrze, bo na najeździe na kraj bezbronny traci tylko ofiara. :P Bandzior mający świadomość, że sam może ponieść straty, zastanowi się, nim uderzy.

    g00rek, nie lubię słów „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy” itp. Postawa, którą opisałeś dotyczy Polaków od końca XVIII wieku. Wcześniej praktycznie nie występowała. Byliśmy narodem może anarchicznym, ale nowoczesnym. Szczególnie od XV wieku. Warto pamiętać, że kible Francuzi po raz pierwszy zobaczyli właśnie w Polsce na Wawelu, bo u nich tego wynalazku nie znano.
    Hołubienie historii, taplanie się w niej (bardzo celne określenia) mają charakter terapeutyczny. Przecież właśnie wychodzimy z półwiecznej, a naprawdę 200 letniej traumy niewoli i gnojenia dumy narodowej na każdym kroku. Podpisuję się pod Rafała i twoją opinią, ale daj nam czas na otrząśnięcie się z koszmarów. :)

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  4. Filip Springer pisze:

    ja to się z tej traumy i koszmarów otrząsnąłem. Ale ja to elementarz moralności miałem nie ten…

    Poza tym tak mi się jakoś wydaje, że nasi harcerze, harcerze starsi i wędrownicy to z tymi traumami i koszmarami nie mieli zbyt wiele wspólnego. Więc pytanie z czego się mają otrząsać.

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
  5. Jarrak pisze:

    Z głupoty….

    VN:F [1.9.7_1111]
    Rating: 0 (from 0 votes)
top